Nasze cenne życie

Autumn dawnJak dla wielu z nas, sobota była dniem który trudno było mi ogarnąć. Zazwyczaj na początku trudno jest uwierzyć w realność tego rodzaju wydarzenia. Nie dość, że zginęło tyle osób, to jeszcze były to osoby, które w jakimś sensie znaliśmy. Z reguły ofiary katastrof są dla ogółu społeczeństwa kimś anonimowym, płaczą po nich przede wszystkim bliscy. W tym wypadku odeszły osoby, których twarze, głosy, sylwetki były nam w jakiś sposób znane. Choć nie interesuję się jakoś szczególnie polityką, telewizor włączam niezwykle rzadko, ale część twarzy i nazwisk nie była mi obca, kojarzyłam tych ludzi. To sprawia, że z jednej strony wydarzenie wydaje się absolutnie nieprawdopodobne (patrz komentarze, że gdyby jakiś pisarz thrillerów politycznych wymyślił taką historię, wyśmiano by go za brak krztyny prawdopodobieństwa), a z drugiej, paradoksalnie, zbliża nas do realności śmierci w naszym życiu.
Na co dzień raczej nie myślimy o śmierci. Istnieją nawet koncepcje psychologiczne, które mówią, że człowiek posiada złożony system mechanizmów, umożliwiający ochronę przed świadomością własnej śmiertelności na rzecz nieśmiertelności – choćby symbolicznej. Psychologowie egzystencjalni uważają, że wszelkiego rodzaju wierzenia w życie pozagrobowe jest obroną przed lękiem przed śmiercią, i tylko porzucenie ich pozwala na zmierzenie się z własną śmiertelnościa i osiągnięcie spokoju ducha. Lęk przed śmiercią jest w rzeczywistości lękiem przed życiem, nie pozwalając żyć w odważny i pełny sposób. O ile zgadzam się, że niezgoda na bycie pyłkiem, który łatwo zdmuchnąć może blokować kontakt z chwilą teraźniejszą, to nie jestem do końca przekonana, że wiara w tzw. życie pozagrobowe, czyli w to, że część nas jest nieśmiertelna całkowicie uniemożliwia zmierzenie się ze swoją śmiertelnością. To pewnie zależy od systemu przekonań.
Jedna z moich pierwszych myśli, po tym, jak dowiedziałam się, co się stało, brzmiała „Nie ma co tracić czasu na pierdoły”. Na moment zdałam sobie sprawę z tego, że tracę energię na rzeczy, które często nie mają sensu na dłuższą metę – spieranie się o to, kto ma rację, drobiazgowe analizowanie przeszłości zamiast podejmowania działań od razu (niestety często zwlekam z decyzjami nawet, jeśli czuję, że sa słuszne), zajmowanie się sprawami pobocznymi, gdy to, co najważniejsze pozostaje nietknięte… Ilość czasu, jaki spędzę na Ziemi jest siłą rzeczy ograniczona. Nie wiem jednak ile tego czasu mam, a czasem zachowuję się tak, jakby było go nieskończenie wiele. Nie chodzi mi o to, by kompulsywnie działać i musieć wciąż coś osiągać lub czegoś dokonywać. Chciałabym raczej częściej mieć świadomość tego, co się wkoło mnie dzieje, odczuwać swoje istnienie, smakować poszczególne chwile, niezależnie od tego czy płyną leniwie, czy szaleńczo gnają. Jak tu już jestem (na Ziemi), to trzeba wykorzystać ten czas w pełni. Kiedyś w jakiejś buddyjskiej książce przeczytałam, że szansa na to, by inkarnować się w ludzkim ciele jest niewiarygodnie mała. Stąd ludzkie życie jest tak bardzo cenne i tak szczególne, nie ma co marnować tej szansy (A książka ma zresztą tytuł „Nasze cenne życie”).
Świadomość powyższego uderza w kontakcie z kruchością ludzkiego życia. Potem gdzieś zanika w wirze codzienności. Może dlatego warto wykorzystywać tego rodzaju chwile, aby zdać sobie sprawę, że (jak usłyszałam ostatnio w radiu z ust pewnego filozofa) każdy moment, który przeżywamy jest kolejnym momentem, w którym nie nadeszła śmierć. Przez swą nieuchronność i brak zwyczaju wcześniejszego zapowiadania się, towarzyszy nam cały czas. Nie bez powodu różne systemy wierzeń podkreślają ten fakt. Szamański „sprzymierzeniec” to nic innego, niż postać, która niesie dla nas śmiertelne zagrożenie, ale gdy uda się nam z nim skutecznie zmierzyć, zyskujemy do dyspozycji jego ogromną moc.

Zaakceptowanie własnej śmiertelności czy nawet spojrzenie śmierci w oczy, pozwala w pełni objąć swoje życie. Brandon Buchard, człowiek zajmujący się marketingiem internetowym, opowiada historię, w której  otarł się o śmierć w wypadku samochodowym. Jak mówi, w tamtym momencie przyszły mu do głowy trzy pytania „Did I live? Did I love? Did I matter?” czyli „Czy żyłem? Czy kochałem? Czy miałem znaczenie (dla świata)?”. To ciekawe, że siła tych pytań uderza dopiero (pewnie nie zawsze i nie wszystkich) w tak dramatycznym momencie, zastanawiam się co można robić, by taki dzwonek alarmowy nie był koniecznością. Bo w końcu i tak dajemy się wciągać w wiry codzienności – i to też jeden z uroków naszego cennego życia.

P.s. Oczywiście śmierć ma wiele innych aspektów, takich jak smutek, ból, poczucie straty i żałoba – ale o tym już nie dziś (o ile podejmę te wątki).

Creative Commons License photo credit: James Jordan


Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.

Joanna
Sprawczyni całego zamieszania...

Komentarze

6 Odpowiedzi na “Nasze cenne życie”
  1. Integralny pisze:

    Piękny post.

    Wiem o tym wszystkim nie od dziś a mimo to tak często o tym zapominam…

  2. conagletopodiable pisze:

    Tylko co tak naprawdę oznacza nie marnować czasu na pierdoły? Dla mnie granica między pierdołami a życiem jest zbyt płynna by ją uchwycić. Słysząc „nie marnuj czasu na pierdoły” myślę „szukaj bodźca, który da ci adrenaliny, nie daj się wciągnąć codzienności”. Pewnie czepiam się niepotrzebnie tego określenia/zwrotu, ale akurat tak się składa, że nacisnęło to jakiś guzik we mnie, który przypomina mi jak bardzo nie potrafię żyć codziennością i pierdołami i tak naprawdę w tym momencie życie przecieka mi przez palce.

  3. mirek pisze:

    myślę że jeśli potrafię, z dnia na dzień żyć codziennością i bez urazy do siebie patrzeć w lustro wieczorem, rano.
    To i te wydarzenia powoli rozumiem, powoli ogarniam, choć są tak wstrząsające.
    Dlaczego? chyba potrafię dbać o swoje człowieczeństwo.

  4. inż pisze:

    Czym są pierdoły…. dla Ciebie… dla mnie… dla tej setki(pszepraszam za generalizację- oczywiście dla każdej z tych osób to pytanie powinno paść oddzielnie)…
    Nie mamy patentu na wiedzę- nie da się okreslić, co jest stratą czasu w sposób uniwersalny- dla każdego z nas jest to coś innego i to tylko w tym konkretnym momencie życia- pamiętajmy o tym :)
    (zwłaszcza oglądając wszechwiedzącą TV)
    ps
    Czy Twoja pierwsza myśl- ta o pierdołach- nie jest swego rodzaju komentarzem do życia tych którzy tam zgineli… a może tylko komentzrzem do polityki… albo ludzi, którzy polityką się zajmują… :)

    To nie zarzut- to pytanie naprowadzające ;)

  5. pajenczynka pisze:

    Masz rację – nie ma co się przejmować pierdołami. Szkoda tylko, że wszyscy w koło do tego nakłaniają. Odnoszę wręcz wrażenie, że z częścią ludzi nie da się o niczym innym rozmawiać. Może właśnie dlatego jestem raczej małomówna? Bo ostatecznie niewiele mnie obchodzi „jak beznadziejnie ubrał się tamten palant”…

  6. jasiek pisze:

    Hej:)

    Niesamowite jest to ile warte jest kazde ludzkie zycie. Zyjemy w czasach, gdzie te pojecie zatuszowane zostalo poprzez liczne doktryny, ideologie które wskazuja nam jak zyc co wybierac? Uwazam ze kazdy z nas na ziemi, jesli wie co chce robic w zyciu poprostu niech to robi. Im wczesniej to wie to jego zycie jest spelnione. Choc z drugiej strony jesli ktos zaklada ze jest tu bo ma cel aby cos swoim istnieniem udowodnic i przekazac innym pokoleniom to dlaczego nie. Nasze zycie jest kruche i tak jak Ty Asiu wyznajesz tu i teraz. Z góry dziekuje za odpowiedz na temat moich przemyslen. A odnosnie postu pajenczynki ktora ma racje ze czasami gada sie z ludzmi o rzeczach przyziemnych a jesli sie fiolozofuje i watpi maja Cie za idiote. Fajne jest stwierdzenie, ktore to opisuje a mianowicie Ludzie stosują przysłowia, aby uniknąć wysiłku uzasadniania. Są więc one zwykle objawem bezmyślności.

    Pozdrawiam „magia slowa poprzez mysli „

Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

//15 kwi 2010 ·