Postanowienia noworoczne

Postanowienia noworoczneWiększość z nas zrobiła kiedyś jakieś postanowienia noworoczne. Mniej lub bardziej określone, zapisane lub tylko wypowiedziane w myślach, potraktowane lekko lub bardzo serio. Niestety najczęściej nasze postanowienia noworoczne są tak trwałe jak fajerwerki na niebie. Ekscytujemy się nimi, ale szybko o nich zapominamy. Dlaczego tak się dzieje?

Co prawda nie czuję się ekspertem od motywacji (Jest nim zapewne Zbyszek Ryżak, autor książki “Efekt jojo w motywacji”, którą serdecznie polecam), ale przyszło mi do głowy kilka pomysłów na ten temat.

1. Postanowienia są w miarę proste do sformułowania.

Jakież przyjemne jest postanawianie nowych rzeczy. I jakie proste. Samo sformułowanie tego, co chcemy zrobić, nie wymaga zbyt wielkiego wysiłku. Najczęściej nie mamy problemu z przywołaniem pomysłów dotyczących tego, co chcemy zmienić. W końcu wiele z nich powtarzamy co roku…

2. Postanowienia są same w sobie gratyfikujące.

To zjawisko znane psychologii od lat – samo wyobrażenie zrealizowanego celu przynosi satysfakcję. Dlatego zwodnicze może być wizualizowanie swoich celów. Odczuwamy taką przyjemność obcując z celem w swojej głowie, że w pewnym sensie nie ma już potrzeby faktycznie go realizować. Po co coś robić, jeśli dla naszego umysłu jest to w jakimś sensie już zrobione? Poza tym często odczuwamy dumę z samego faktu postanowienia czegoś, że możemy czuć się “zmęczeni”.

3. Chcemy zbyt wiele na raz.

Jak już zaczniemy postanawiać, to ciężko jest skończyć, w końcu tyle jest rzeczy do zrobienia. I rzucić papierosy, i ćwiczyć pół godziny dziennie, i powtarzać regularnie słówka, i częściej spotykać się z przyjaciółmi… Im więcej tym fajniej. Niestety, im więcej chcemy zmienić na raz, tym spada prawdopodobieństwo osiągnięcia swoich celów. Tworzenie nowych nawyków wymaga sporo wysiłku i samozaparcia, a gdy zdamy sobie sprawę, że zrobienie wszystkiego na raz jest niemożliwe, nasza motywacja spada. Inaczej jest, gdy zabieramy się za jedną rzecz na raz. Mniejszy cel to większe prawdopodobieństwo jego realizacji. Jego realizacja zaś przynosi zadowolenie, zwiększa poczucie sprawstwa, dodaje wiary we własne siły i “podkręca” motywację do dalszego działania. Jeśli zaś cel jest sam w sobie duży, to warto podzielić go na mniejsze części.

4. Chcemy zmieniać rzeczy nie zawsze zgodne z naszymi wartościami.

Wiele z naszych celów ciągnie się za nami od jakiegoś czasu i stawiamy je sobie z przyzwyczajenia. Stają się nieprzyjemnym balastem, bo nie mamy wystarczająco dużo motywacji by je zrealizować, a jednocześnie wciąż do nich wracamy, co wzbudza nieprzyjemny stan niezadowolenia z siebie. Od ilu lat obiecujesz sobie, że będziesz uczyć się słówek z angielskiego, a tak naprawdę wcale Ci tak mocno na tym nie zależy, bo są ważniejsze sprawy? Ile z postanowień przeterminowało się, bo przez zmieniły się Twoje priorytety? A ile rzeczy postanawiałaś/eś dlatego, że ktoś inny Cię “zainspirował” – rodzice, znajomi? Ile z nich wynikało z niezbyt zdrowej ambicji? Ile z poczucia powinności, bo “tak będzie lepiej”, bo “tak należy” i tak “jest zdrowo”? Jakże uwalniające jest zrzucenie z siebie tego ciężaru, stwierdzenie, że to czy tamto mogę sobie odpuścić i wcale nie będę przez to gorszą osobą. Dzięki temu zyskujemy przestrzeń na to, co naprawdę ważne i możemy skupić się na celach, które naprawdę, szczerze pragniemy zrealizować. A co ciekawe, odpuszczenie starej motywacji związanej z jakimś celem, może pomóc odkryć nową, bardziej “własną” związaną z tym samym celem. U mnie tak było z nauką języka francuskiego. Po prawie 2 latach nauki, sprawa jakoś się “rozpełzła”. Co jakiś czas pomysł powracał i na nowo postanawiałam, że wrócę do nauki. Oczywiście niewiele z tego wynikało. Kilka miesięcy temu robiłam ćwiczenie z książki Zbyszka Ryżaka właśnie dotyczące “oczyszczania celów” i stwierdziłam, że francuski tak naprawdę nie jest mi potrzebny, a poza tym wymaga ode mnie tyle wysiłku (i do łatwych nie należy), że tak naprawdę nie chce mi się go uczyć. Ulga. Co ciekawe, całkiem niedawno francuski wrócił do mnie w zupełnie nowych okolicznościach i okazało się, że odgrzebywanie z pamięci tego, co kiedyś dobrze umiałam sprawia mi wielką frajdę. Przypomniałam sobie w końcu dlaczego w ogóle zaczęłam się uczyć – uwielbiam się uczyć języków… nie dlatego, że mi się do czegoś przydadzą, a dlatego, że jest to po prostu fajne. Taka zmiana robi ogromną różnicę.

5. Postanowienie nie zrealizuje się samo – trzeba ruszyć cztery litery…

Och, jakże byłoby wspaniale, gdyby każde podjęcie decyzji automatycznie powodowało działanie w realnym świecie…postanawiać sobie możemy niesamowite rzeczy, ale zmiana zachodzi dopiero wtedy, gdy zakaszemy rękawy i coś faktycznie zrobimy. Niby oczywiste, ale mam wrażenie, że często wpadamy w tę pułapkę. Planujemy, ustalamy, dzielimy czas, określamy priorytety, itd, a mimo to nic się nie dzieje. Trzeba zacząć. Zacząć bywa trudno. Pocieszające jest to, że jak już zaczniemy, to spory kawałek za nami – dalej jest już łatwiej. Przynajmniej przez jakiś czas, przez pierwsze kilka dni na przykład. Bo sztuką jest nie tylko wzbudzić w sobie motywację, ale jeszcze trzeba ją podtrzymać, spowodować, że zmiana jest trwała (zakładając, że nie chodzi o prostą, jednorazową czynność). Tak czy inaczej, nie ma innego wyjścia jak tylko zakasać rękawy i zrobić. Jeśli czujesz, że nie chce Ci się albo za wszelką cenę odsuwasz od siebie ten pierwszy krok, przeanalizuj jeszcze raz swoją motywację. Czy naprawdę Ci zależy? A może jest jakiś wewnętrzny konflikt – na przykład chcesz rzucić palenie ale boisz się, że przytyjesz albo nie będziesz mieć okazji do towarzyskich pogaduszek w przerwie na papierosa w pracy? Do działania motywuje nas najczęściej głębokie poczucie, że coś jest ważne i potrzebne, że naprawdę tego chcemy, że jesteśmy w stanie przestawić swój świat do góry nogami tylko po to, by zrealizować dany projekt. Oczywiście do działania motywują nas też inne rzeczy, na przykład zagrożenie życia albo dyskomfort, ale nie jest to najprzyjemniejszy sposób do motywowania się – choć czasem skuteczny. Anthony de Mello pisał, że dobrze jest spaść na samo dno, tak bardzo, że już nie możesz wytrzymać, bo dopiero wtedy podejmujesz decyzję o prawdziwej zmianie.

Więc może w tym roku odpuścić sobie postanowienia noworoczne?

A może skupić się na jednej rzeczy na raz?

Zainteresowanym tym, w jaki sposób wprowadzić postanowienia noworoczne w życie, polecam zajrzeć na stronę Zen Habits, gdzie Leo stworzył specjalną przestrzeń związaną z tym tematem.

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Creative Commons License photo credit: aquino.paolo

http://zenhabits.net/2009/12/the-definitive-guide-to-sticking-to-your-new-years-resolutions/

Mogą Cię zainteresować te artykuły:

Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.


Szukasz wewnętrznego spokoju? Zapraszam na kurs internetowy, który Ci w tym pomoże.

Joanna
Jest psychologiem, pracuje jako terapeutka i nauczyciel akademicki (SWPS Sopot), prowadzi również warsztaty rozwojowe. Stara się jak może wprowadzać w życie dewizy "tu i teraz" oraz "wszystko, co przychodzi, ma sens". Pisze jak ma wenę, jednak jej wena niestety kapryśnym bytem jest. Joanna nie odkryła jeszcze sposobu wabienia weny w dowolnym momencie. Więcej informacji tutaj.

Komentarze

3 Odpowiedzi na “Postanowienia noworoczne”
  1. Joanna mówi:

    Trafiłam dziś na ciekawe podejście do realizacji swoich celów: osadza się je w pewnym narracyjnym kontekście, tworząc swoją historię, scenariusz do zrealizowania. http://donmilleris.com/2010/01/01/living-a-good-story-an-alternative-to-new-years-resolutions/

  2. JJ mówi:

    Witaj,

    Trafiłem tu z blogu M. Pasterskiego, na który – :) – trafiłem kilka miesięcy temu przez przypadek. I podoba mi się to co widzę….
    Co do Twojego wpisu…..
    Jeśli chodzi o punkt drugi, tego typu wizualizacja ma wg. mnie dwa końce. Z jednej strony postanowienie czegoś i wizualizacja rezultatu rzeczywiście może wzbudzić “fałszywe” zadowolenie, które danej osobie “wystarczy”. Z drugiej zaś tego typu wizualizacja efektu końcowego i poczucie jak przyjemne może być jego osiągnięcie, stanowi motywację do działania. Wydaje mi się, że sama technika jest nie tylko dobra, ale i niezbędna dla osiągnięcia sukcesu, jednak jego prawdopodobieństwo będzie zależne od stopnia “zdrowia” jednostki – jej odpowiedzialności i poczucia własnej wartości. Jeśli komuś sama wizualizacja i krótkotrwała przyjemność z nią związana wystarcza, nie oznacza to, że technika sama w sobie jest zła, ale jest do wykonania robota przy samych fundamentach.
    Wizualizacja w mojej opinii pomaga wytworzyć w sobie antycypację realizacji celu, i zaprzęga podświadomość do silnej pracy nad jego osiągnięciem

    Trzeci punkt – pełna zgoda. Najpierw powinniśmy być pewni, że to co robimy jest zgodne z naszymi wartościami i że to naprawdę jest to o co nam chodzi. Inaczej cała reszta nie ma sensu

    Czwarty i piąty – problemem są właśnie: niedojrzałość jednostki (może być np DDD), niezgodność z wartościami, ale i po prostu brak dobrego planu. Takiego spisanego na papierze. Ludzie mają tendencję do tworzenia ogólników (typu: zarobię dużo pieniędzy, znajdę lepszą pracę) w ten sposób ograniczając swoje szanse na sukces praktycznie do zera. Ruszenie d… wg mnie wynika z motywacji, motywacja ze zgodności, zgodność ze zdrowia psychicznego, zdrowie psychiczne od…… i tak dalej i tak dalej. Niczym ruska babuszka:)

    Pozdrawiam

    JJ

  3. Joanna mówi:

    Cześć JJ,
    Co do wizualizacji, to nie uważam by sama w sobie była zła, raczej mam wrażenie, że ludzie dają się złapać w pułapkę pod tytułem: wyobraź sobie efekt końcowy, a reszta sama się zrobi. Poczuj jak to fajnie będzie, a cel sam się zrealizuje. Itd. To oczywiście wiąże się z tym, co napisałeś dalej.

    Zaraz zajrzę do Ciebie :)

Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

Bad Behavior has blocked 512 access attempts in the last 7 days.