O słuchaniu wewnętrznego głosu

Landscape - Green  View, HallaMówi się, że należy słuchać swojego wewnętrznego głosu. Pisząc „mówi się” mam na myśli wszelakiego rodzaju książki o rozwoju osobistym, poradniki psychologiczne, itd. Dzięki nim pomysł kierowania się wewnętrznym głosem staje się coraz bardziej rozpowszechniony. Uważam to za wspaniałe zjawisko, jednak mam wrażenie, że to wszystko nie jest takie proste jak się może wydawać.

Gdy myślę o słuchaniu swego wewnętrznego głosu, od razu pojawia mi się pytanie: „Ale, KTÓREGO głosu?”. Nie, nie, to nie tak, że „słyszę głosy”, ale wiem, że w mojej głowie dyskusje prowadzą przeróżne kawałki mojej psychiki. Dlatego nie jest łatwo stwierdzić, którego głosu trzeba słuchać, który głos jest mądry, a który ten najprawdziwszy.

Mówiąc też o słuchaniu swojego „prawdziwego wnętrza” zastanawia mnie to, po czym poznać, czy coś jest prawdziwe, czy nie. Mamy tu ukryte założenie – nie wszystko jest prawdziwe. Ale co to tak naprawdę znaczy, że jakiś głos jest prawdziwy?

Z innej strony. Czasem po prostu wiem, że jakaś myśl we mnie, jakieś uczucie jest prawdziwe. No właśnie, wiem czy czuję? Wiedza łączy się z oceną intelektualną, poczucie z emocjami, choć mam wrażenie, że taki mechaniczny podział jest bardzo uproszczony i niesie ze sobą różne pułapki. Ale nic lepszego na razie nie wymyśliłam, więc idźmy dalej. Kiedy pojawia się coś prawdziwego, uczucie jest nie do podrobienia. A mimo tego, czasem zastanawiam się nad swoją wewnętrzną prawdą i nad tym, za którym głosem mam pójść.

A może to jest tak, że każdego głosu, który się wewnątrz pojawia należy wysłuchać i dać mu przestrzeń? Procesowe doświadczenia podpowiadają mi, że często zdarza się tak, iż po wysłuchaniu wszystkich wewnętrznych stron, dochodzi się do takiego magicznego miejsca w sobie, z którego wszystko wygląda zupełnie inaczej. I bardzo prawdziwie.

A co to za głosy? No cóż, do wyboru, do koloru :) Nasz Wewnętrzny Krytyk lubi wtrącić swoje trzy grosze w różne sytuacje. Najczęściej zdajemy sobie sprawę, że to on, ale gdy robi się „gorąco” często czujemy zagubienie, bo nie wiemy, czy faktycznie coś jest nie tak, czy to nadwrażliwy Krytyk zaczyna się dobijać. Swoją drogą, często to, co mówi Krytyk jest ważne (zobacz ten artykuł), choć czasem przesadza i warto się z nim dogadać. Może się też odzywać Wewnętrzne Dziecko, które na przykład wpada w panikę gdy pojawia się coś, co ono interpretuje jako zagrożenie.

Zdarza się też, że dotrzemy do bardzo przydatnego głosu, a właściwie do pewnej pozycji percepcyjnej. Jest to nasz wewnętrzny obserwator (w psychologii procesu nazywa się go metakomunikatorem), który jest w stanie spojrzeć na te wszystkie postaci i skomentować to, co one mówią. Jest to bardzo potrzebne, gdy chcemy zrobić porządek w naszym przeludnionym wnętrzu. Dzięki temu też jesteśmy w stanie powiedzieć „to jest mój krytyk, JA nie jestem nim”. W pewnym momencie dochodzimy do wniosku, że te wszystkie wewnętrzne głosy są ważne, ale są w pewnym sensie zewnętrzne dla nas. I jeśli nie jestem Krytykiem, nie jestem też Dzieckiem ani Obserwatorem, to…gdzie JA jestem? I jakie są moje prawdziwe odczucia?

Nie są to łatwe pytania, nie ma też na nie prostych odpowiedzi. Ponoć medytując nad nimi można się oświecić. Jednak jest w nas taka część, która gdzieś głęboko sobie siedzi i po prostu WIE. Wie co jest dla nas dobre, co jest słuszne, co prawdziwe, co zgodne. I nie ma w niej lęku, nie ma wątpliwości, nie ma poczucia powinności. Gdy już do niej dotrzemy, możemy czerpać z jej ogromnej mądrości.

Ja to mądre miejsce zlokalizowałam w ciele, co bardzo ułatwia jej przywołanie. Z tego, co się orientuję, większość osób czuje je w okolicach serca. Nie na darmo starożytni i ludzie wschodu mądrość lokalizują właśnie w sercu lub brzuchu, a nie jak my, w głowie. Głowa i umysł są bardzo potrzebne, abyśmy mogli sprawnie funkcjonować, ale gdy chodzi o sprawy naprawdę ważne, to odpowiedzi trzeba szukać jeszcze dalej.

Wnioski? Moje dzisiejsze wnioski były takie, że jeśli mam wątpliwość czy mam słuchać danej myśli czy nie i na jakiej podstawie podejmować decyzje, to warto się siebie zapytać „skąd wiem? skąd pochodzi ten głos?”. Można nawet wejść sobie w dialog z takim głosem. Jeśli czuję, że odpowiedź płynie tak jakby ze środka, a nie z głowy, że odpowiada również moje ciało – najczęściej rozluźnieniem, spokojem albo mocnym przepływem energii, to wiem już dobrze co mam zrobić. Oczywiście pozostaje to, czy to zrobię, czy mam możliwości i odwagę, ale to już zupełnie inna kwestia :)

p.s. Wyjeżdzam wkrótce na zasłużone wakacje, więc wyłączam się z internetowego świata na czas jakiś. Wrócę :) Ale komentarze będę co jakiś czas czytać, więc piszcie.

Creative Commons License photo credit: Olof S


Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.

Joanna
Sprawczyni całego zamieszania...

Komentarze

9 Odpowiedzi na “O słuchaniu wewnętrznego głosu”
  1. Jasiek pisze:

    sumienie?

  2. Yaishi pisze:

    miłego wypoczynku :)
    ja też właśnie dziś zaczęłam wyczekiwany i zasłużony urlop :D
    a moim zdaniem przeświadczenie o tym, że ZASŁUŻONY to podstawa tego, by był udany :)
    wszystkiego dobrego :)

  3. Magda pisze:

    Kolejny raz trafiłaś :)

  4. Bastek pisze:

    Trafiłem przypadkiem. Trafny wniosek. Być może nie tylko słuchanie tego, co mówi głowa, ale również reszta ciała, pozwoli ponieść się wraz z prądem. Dzięki, będzie o czym myśleć.

  5. Joanna pisze:

    @Jasiek: hm, mi się sumienie zawsze raczej kojarzyło z tym, co Freud nazywał superego, czyli nakazy/zakazy, itd. Ale może nie, może to właśnie TO jest sumienie? Ciekawe, będę myśleć.
    @Yaishi: z tym zasłużonym odpoczynkiem można wpaść w pułapkę, bo gdzie leży granica, że to już? Ale prawdą jest, że po czasie wytężonej pracy, wakacje sprawiają jeszcze więcej przyjemności.
    @Magda: cieszę się :)
    @Bastek: Cieszę się z takich przypadków :) Ja o słuchaniu ciała muszę sobie wciąż i wciąż przypominać. Ale coraz sprawniej udaje mi się odczytywać jego komunikaty i sprawia mi to dużo radości, nie mówiąc o ułatwianiu życia.

  6. Leszek Cyfer pisze:

    Dialog wewnętrzny najchętniej prowadzę w specjalnym zeszycie w którym kartki podzieliłem na pół pionową linią pośrodku. Rozmawiam tam ze sobą jeśli czuję jakiś wewnętrzny konflikt. Po jednej stronie, od myślnika zapisuję jakąś myśl, pytanie czy stwierdzenie, po czym po drugiej stronie linii, na wysokości pierwszego myślnika zapisuję od myślnika reakcję „drugiej strony”. Prowadzę dysputę – czasem bardzo ożywioną aż obie strony dojdą do konsensusu. Wyniki często są zaskakujące…

  7. Alek pisze:

    Leszek – świetnie Cię rozumiem. Bardzo długo wykorzystywałem kartki. Ciekawi mnie, czy ten sposób Cię satysfakcjonuje czy też męczy. Mnie zaczął w pewnym momencie męczyć bo przestał mi cokolwiek dawać. Potem była przerwa, a potem jak mi się zaczynał i do dziś gdy się zaczyna – uśmiecham się do „obu” interlokutorów i ich subtelnie wyciszam.

    Tak mnie w ogóle ten twój komentarz zainspirował do nieco stoickiego może wniosku, że z jednej strony uczucie przywiązywania wagi do czegoś (co jak sądzę jest podłożem takich stanów „pobudzenia”) jest bardzo ludzkie, ale z drugiej strony może warto by czasem się nieco „odczłowieczyć” i spowodować żeby nam za bardzo na niczym nie zależało…

    Od razu zaznaczę, że sam boję się „nie zależenia”. Chciałem tylko napomknąć o potrzebie złotego środka.

    Tak mi się skojarzyło, bo to co napisałeś jest mi bliskie.

    A tak bardziej do posta Asi:

    myślę że te wszystkie stany ja, które opisujesz są równouprawnione – są częściami nas. Jestem zdania, że każdy z nich należałoby zbadać najpierw osobno, poznać ich historię. Potem zintegrować – bo to są takie wiązki nas. Rodzic, Dziecko, Dorosły, Dorosły Dziecka, itd. z elementów mentalnych, a ciało z tych fizycznych to wszystko my. To wszystko trzeba szanować i pozwalać temu być. Lecz to prawdziwe ja do którego rzekomo mamy dojść odcinając i zadając pytanie „więc kim jestem?” i tak ma w sobie wg mnie integralnego stoika, który doskonale powinien umieć nieco dystansować się do elementów ludzkich w nas.

    Gdy piszę o dystansie mam na myśl pewną minimalną wewnętrzną dyscyplinę. Dyscyplinę w byciu prawdziwym sobą i pilnowaniu tego.

    Wykład mi wyszedł :) .

  8. Iza pisze:

    ….te miejsce, o którym piszesz w okolicy serca to siedziba naszej duszy. Właśnie stamtąd płyną najwartościowsze odpowiedzi….

  9. przychodzi.baba.do.lekarza.i pisze:

    Iza:
    czy siedzibą naszej duszy nie jest pustka?

Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

//09 lip 2009 ·