Wiem, że nic nie wiem.

His HandZawsze lubiłam wiedzieć. Od małego czytałam książki, zadawałam pytania, dociekałam. Przyszedł czas, kiedy poczułam, że nauka ma wszystkie odpowiedzi, trzeba tylko dobrze zadać pytania. Potem okazało się, że nauka wcale nie ma na wszystko odpowiedzi (za to zbyt często odmawia racji bytu temu, czego nie potrafi wyjaśnić), za to duchowość ma. Zmieniłam więc paradygmat i szukałam na nowej ścieżce. Szukałam odpowiedzi na pytania małe i duże. Szukałam narzędzi, które dałyby odpowiedzi. Sprawdzałam różne systemy i ku mojemu rozczarowaniu, okazywało się, że istnieje mnóstwo sprzeczności i bardzo różnych pomysłów.

Potrzeba zrozumienia świata i poczucia sensu jest w człowieku ogromna. Wielu psychologów różnych nurtów na swój sposób ją podkreśla. Mówi o niej psychologia społeczna i poznawcza, mówi  psychologia transpersonalna. Rodzimy się z potrzebą poznania i zrozumienia świata zewnętrznego oraz siebie samych. Wiadomo, u różnych ludzi potrzeba ta ma różną intensywność, jednym wystarczy proste wyjaśnienie, a inni drążą najgłębiej jak się da. Dodatkowo, żyjemy w czasach, gdzie informacja i wiedza są w cenie, a racjonalne i logiczne myślenie dominuje. Trzeba wiedzieć. Albo przynajmniej mieć poczucie, że się wie.

Mam wrażenie, że sporo osób wpada w tę pułapkę chęci zrozumienia wszystkiego i znalezienia odpowiedzi. Ja na pewno wpadłam. Dostęp do niesamowitej ilości informacji utrudnia jakiekolwiek dojście do ostatecznych wniosków. Jeśli ktoś ma trochę samozaparcia, będzie drążył, czytał różne książki, porównywał. Ale im dalej w las, tym więcej drzew. To, co na początku wydawało się pełne i sensowne, w świetle nowych informacji nagle jest niewystarczające albo wręcz prymitywne. Książki, które zachwycały, nagle wydają się miałkie. Można albo świadomie wybrać jakiś system „wyjaśniający świat” i konsekwentnie się go trzymać, albo dobierać po kawałku to co nam pasuje, odsiewając to, co nie brzmi sensownie. Ale skąd wziąć punkt odniesienia?

Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka pt. „Biała Księga” autorstwa niejakiego Ramthy. Historia związana z autorem ani cała „szopka” marketingowa z nim związana nie jest w tym miejscu zbyt istotna, choć z pewnością ciekawa (Google: Ramtha). W książce tej trafiłam na wiele bardzo ciekawych myśli, a jedna z nich dotyczyła rozterek opisanych akapit wyżej. Ramtha pisze o tym, że każdy nauczyciel w pewnym sensie tworzy swoją własną prawdą. Możemy więc wybrać jakieś nauki, ale mając świadomość, że każdy system tworzy pewne ograniczenia. Dodatkowo, wierząc w coś kreujemy świat zgodny z tymi przekonaniami. Dlatego też, jak przekazuje autor „Karma dotyczy tych, którzy w nią wierzą” (cytat z pamięci). Może nie są to jakieś rewolucyjne myśli, ale w mojej głowie coś przeskoczyło. Pomyślałam, że nie mam już co szukać ostatecznych odpowiedzi, najtrafniejszych systemów, a zdecydowanie nie jedynie słusznej drogi. Biała Księga jak dotąd jest ostatnią książką o duchowości, jaką miałam w ręku. Na ten moment zaczęłam szukać gdzie indziej.

Nie oznacza to, że odwracam się od wiedzy. Wręcz przeciwnie szanuję wiedzę, chętnie ją zdobywam, a także przekazuję dalej. Ale jest coś więcej. Nie można sobie zapychać głowy jedynie wiedzą.

Rozmawiałam dziś ze znajomą (pozdrawiam ;) ), na temat tego, że często nie pozwalamy sobie powiedzieć „nie wiem”. Wyszłyśmy od tego, że pewien terapeuta powiedział swojemu klientowi, że „nie wie jak rozwiązać jego problem”. Z punktu widzenia wielu szkół terapeutycznych – poważna wpadka. Jak to: terapeuta nie wie? Czy też, jak to: terapeuta przyznaje się, że nie wie? Klient oczekuje wiedzy, fachowego rozpoznania i rozwiązania problemu. Ok, niektórzy tego właśnie potrzebują, jak pisałam wcześniej, potrzeba zrozumienia świata i siebie oraz poczucie sensu jest bardzo silnym motywem. Ale patrząc na to z innej perspektywy to przecież… przecież my tak naprawdę nic nie wiemy. My ludzie.

Pomyśl, że nie wiesz tak do końca i naprawdę jaki jest sens życia. Nie wiesz o co w tym wszystkim chodzi. Szukasz odpowiedzi, zadowalasz się jakąś i masz spokój, ale tak naprawdę… to są tylko przebłyski, iluzje, bo życie jest jedną wielką, wybaczcie kolokwializm, zajebistą tajemnicą.

Czyż nie jest to uwalniające? Może wcale nie musimy wszystkiego wiedzieć? Może nie potrafimy wszystkiego ogarnąć naszymi racjonalnymi umysłami? Może jesteśmy w stanie to wszystko ogarnąć, ale inaczej? A może wcale nie da się tego zrobić, bo jedyne co możemy, to delikatnie dotykać tej tajemnicy z różnych stron i zachwycać się naszymi ulotnymi odkryciami?

Moja rozmówczyni stwierdziła, że dać sobie prawo do stwierdzenia „nie wiem” przynosi ogromną ulgę i wolność. Wtedy poczułam, że złapałam o co chodziło Sokratesowi z tym wyświechtanym przez kulturę masową „wiem, że nic nie wiem”.

Otwartości na niewiedzę nauczyła mnie również praca z procesem poprzez swoje inspiracje buddyzmem Zen. Jedną z umiejętności, którą powinien mieć, czy też raczej wypracowywać sobie, terapeuta procesowy jest tzw. umysł początkującego. Jest to uwolnienie się od wszelkiego rodzaju założeń, opróżnienie swojego mentalnego naczynia, aby mieć miejsce na to, co przychodzi w każdej pojedynczej chwili. Jung pisał*, że zaczynając pracę nad jakimś snem klienta, mówił sobie najpierw „nie wiem o czym jest ten sen”, a dopiero potem przystępował do analizy. „Nie wiem” paradoksalnie daje przestrzeń na zrozumienie. Dlatego nie wierzcie obiegowej opinii, że psycholog jest w stanie w krótkim czasie przejrzeć człowieka na wylot. Jest w stanie w krótkim czasie zbudować sobie bardzo bogate wyobrażenia i stworzyć założenia – może czasem trafne. Poznać jak jest w rzeczywistości – raczej nie.

Hm, miało być krótko, a jest prawie druga w nocy i wątki się rozmnożyły. Chyba czas kończyć.

Nie wiem, mogę nie wiedzieć, nie muszę wiedzieć. Jednocześnie mogę szukać, sprawdzać i doświadczać. Na tym polega cała zabawa. Nie wiem czym jest prawda, nie wiem kto ma rację. Mogę spróbować to poczuć. Daję sobie przestrzeń na Tajemnicę. I wcale nie chodzi o to, by ktoś mi ją wyjaśnił, a raczej o proces jej doświadczania i odkrywania. Zakończę cytując jednego z moich ulubieńców:

„Istnienie jest tajemnicą i człowiek powinien zaakceptować je jako tajemnicę, a nie udawać, że ma jakieś wyjaśnienie. Nie, wyjaśnienie nie jest potrzebne, tylko wykrzyknienie, zdumione serce, obudzone, zaskoczone, odczuwające tajemnicę życia w każdym momencie. Wtedy i tylko wtedy wiesz czym jest prawda. A prawda wyzwala.”
Osho

* Dlaczego tak łatwo zapamiętuję „co”, trudniej „kto”, a już „gdzie to było napisane” jest prawie nie do zrobienia?

Creative Commons License photo credit: h.koppdelaney


Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.

Joanna
Sprawczyni całego zamieszania...

Komentarze

33 Odpowiedzi na “Wiem, że nic nie wiem.”
  1. Joanna pisze:

    Dzieki Joanna ze te slowa. Swietnie sie je czyta. Wzbudzaja we mnie wiele refleksji. Wiem, ze latwo mi odejsc od mojego czlowieczenstwa poprzez pragnienie posiadania przywilejow i mocy *moze jakiejs sily wyzszej*, – pragnienie bycia perfekcyjna i pragnienia posiadania racji niemal zawsze, pragnienia bycia wszechwiedzaca. Jak ciezko bylo mi nauczyc sie tych dwoch slow: nie wiem. Dla mnie artykulacja slow nie wiem zwiazana byla i wciaz czasami jest z pozbyciem sie moich dwoch defektow charakteru, a mianowicie falszywej dumy i checi kierowania innymi osobami oraz pewnymi sytuacjami, nad ktorymi w zaden sposob nie mialam kontroli. Chcialam znac niemal wszystko poczawszy od wiedzy o swiecie przez rezultat moich planow za piec lat, po doskonale i okazale zakonczenie moich wysilkow i mojej pracy. Chcialam wiedziec niemal wszystko, by czuc sie bezpiecznie, chcialam wykonywac perfekcyjnie i perfekcyjnosci oczekiwalam. Chcialam zmieniac i naprawiac innych.
    Wlasnie ostatnio przypomnialysmy sobie z moim przyjacielem pewna przypowiesc o naukowcu, ktory studiowal zycie pewnego medrca. Wiedzial o nim wszytsko i przyszedl dzien kiedy mial zaszczyt spotkac sie z owym czlowiekiem, zadac kilka pytan na temat jego zycia. Przygotowywal sie do spotkania dzien i noc, wertujac swoje notatki, zapiski o medrcu. I nadszedl TEN dzien: Medrzec byl stary i niedolezny, poprosil swego asystenta o przyniesienie dzbanka z herbata. Zaczal nalewac herbate do kubka. Jakoze byl niedolezny jego rece trzesly sie i po chwili herbata zaczela wylewac sie poza kubek. Wnet naukowiec zaczal krzyczec: zatrzymaj sie, poparzysz sobie rece, ja Ci pomoge. A starzec na to: widzisz, twoj umysl jest jak ten kubek a wiedza jak ta herbata. Ja nie moge ci juz nic powiedziec nic odac do tego co juz wiesz. Wiesz juz tyle, ze w twym umysle nie ma miejsca na nic wiecej. Ta opowiesc uczy mnie, abym startowala z pozycji umyslu dziecka: zdziwienia swiatem.
    A propos terapii, pamietam sytuacje kiedy podczas sesji rodzinnej psycholog, z ktorym wpolpracowalam mial wytlumaczyc rodzicom w jaki sposob mozemy pomoc dziecku o powaznym zaburzeniu; jaki jest plan, jaki rezultat i w jakim czasie cel zostanie osiagniety. Ow terapeuta wszedl do pokoju gdzie rodzice czekali na werdykt pelni strachu i nadziei i po prostu powiedzial, prosto z serca, tak po ludzku, laczac sie w bolu z rodzicami: „nie znam odpowiedzi na powyzsze pytania, ale szczerze staram sie pomoc temu dziecku i chce, aby Panstwo wiedzieli, ze zrobie wszystko co w MOJEJ MOCY. Slowa: ‘nie wiem’ rozladowaly cale napiecie. Rzadko widuje sie tak uradowanych w bolu ludzi jakimi byli ci rodzice. Oni po prostu czuli i widzieli jego szczere , otwarte i ludzkie serce. Oni wiedzieli, ze nie sa sami z tym problemem i to bylo dla nich najwazniejsze. Chcieli czuc po ludzku i miec doczynienia z czlowiekiem. I dzisiaj sobie mysle, ze nie musze juz miec racji zawsze, nie musze kontrolowac sytuacji zawsze, po prostu wystarczy ze pozwole sobie byc czlowiekiem, nie mniej nie wiecej, po prostu czlowiekiem, przede wszystkim kochajacym. Choc niezwyle trudno to czasem przychodzi. Dziekuje rowniez, ze moglam sie podzielic.

  2. sławek pisze:

    Baaardzo fajnie Joasiu.
    Ja patrzę na to zagadnienie myślą – „nie muszę ogarniać całości”. Ogarniać czyli pojmować, rozumieć. Zwolniłem się jakiś czas temu z tego męczącego obowiązku dochodząc do podobnych wniosków co ty. Jedyne co (a raczej „kto”-”kogo”) chcę poznać, to siebie samego. Nie muszę ogarniać wszechświata, wystarczy mi odkrywanie własnego. Bo to mnie wyzwala, czyni wolnym od ograniczeń umysłu – jego konstrukcji, schematów, pozwala mi go używać tak, aby mi służył.
    Osho pięknie pisał, że życie w „nie wiem” wymaga odwagi ale tylko tak rodzi się zaufanie do egzystencji i samego siebie.
    Ładny tekst, piękne przemyślenia Asiu.

  3. Magda pisze:

    Pozdrawiam Cię, Asiu :) i dziękuję.
    -> do komentującej Joanny: Dziękuję, że się podzieliłaś :)

  4. Joanna pisze:

    Joasiu, dzięki za podzielenie się. U mnie było tak, że przez sporą część życia byłam bardzo racjonalna a do tego stworzyłam sobie takie wewnętrzne założenie, że muszę wszystko wiedzieć. Nie ułatwiało tego otoczenie, które również zakładało, że wszystko wiem/powinnam wiedzieć. Intelekt i wiedza były (i w sporej części nadal są) kluczowymi elementami mojej tożsamości. Więc „nie wiem” jest dużym krokiem, również ze względu na „puszczanie” w ten sposób kontroli.
    I też bardzo lubię tę przypowieść o pełnej filiżance :)
    pozdrawiam

  5. Tomasz pisze:

    Jakiś czas temu, kątem oka obserwowałem zwierzęta, dokładniej ptaki,takie mniejsze od wróbla, fruwające stworzonka. Latały sobie wśród sosen i brzóz szukając coś do zjedzenia zapewne. Robiły to tak lekko i precyzyjnie , bez żadnego zbędnego trzepotania skrzydełkami,”targania” ze sobą niepotrzebnych rzeczy, że pozazdrościć. Wyglądały na tryskające zdrowiem i bardzo zadowolone. Widać to było po piórkach i sposobie poruszania się, takiej ptasiej mowie ciała. Ja powiedziałbym ,że były nawet szczęśliwe, co zresztą potwierdzały ich wieczorne odgłosy, które i we mnie wzbudzały podobne odczucia.
    Mówią, że owe istoty nie mają rozumu, nie rozumieją świata, siebie. Może dlatego tak się nimi zachwycam. Może dlatego nie odnajduję się w twierdzeniu, że człowiek jest najsmutniejszym ze zwierząt.
    Kiedyś myślałem, że życie jest wyzwaniem, misją, wyprawą do gwiazd… Dziś skłaniam się, by cały świat co kurczowo trzymamy w rękach, PUŚCIĆ, już będąc dzieckiem lub póżniej, znajdując dziecko w sobie. Gdy na naszym ramieniu spoczywa czuła, ciepła dłoń, można tego dokonać, złapać oddech…

    Ilustracja: Vangelis – Mythodea – for the NASA Mission Mars Odyssey 2001

    http://www.youtube.com/watch?v=G_U4k_lc3pE

    Fajnie się tego słucha na cały regulator :)

    Asiu jak dalej będziesz pisać takie artykuły to nie przestanę cię czytać!:),i jeszcze ta druga Joanna, zafascynowany jestem… podwójnie :) :)

  6. lulu pisze:

    ;-) )

    Mnie odstręcza gdy Ktoś bardzo podkreśla WIEM ;-) Zwłaszcza że „nie chodził w moich butach”.
    Bo mam poczucie wtedy, że nic nie rozumie;-)
    Ze stawia się w pozycji wszechwiedzącego- i to mnie raczej zniechęca.

    To oczywiście zależy od sytuacji, ale nie wyobrażam sobie by terapeuta miał wiedzieć za mnie a może lepiej ode mnie. Nie wiem czemu ale to dla mnie tak- jakbym ..hmm..nie była podmiotem? jakbym była przedmiotem w stosunku do Niego…Coś takiego.

    Można się oprzeć na jakiejś teorii patrząc na problem osoby, odnieść by wytłumaczyć jakieś zjawisko (ale to jedno z wielu spojrzeń na problem). Myślę, że to jak najbardziej w porządku gdy terapeuta mówi : „Nie wiem, ale jestem gotowy poszukać z Tobą.
    Poszukajmy razem.”

    Myślę, ze to znacznie więcej -mieć poczucie, że jestem podmiotem dla tej osoby i ona chce po prostu mi pomóc odnaleźć Drogę-a nie WIE LEPIEJ(mam świadomość że każdy z nas jest panem swojego życia i to on podejmuje decyzje. Czy Ten Ktoś Kto wie jest w stanie ponieść odpowiedzialność za mnie skoro wymyśla-tworzy rozwiązanie?)
    Rozumiem, ze ktoś może coś zaproponować, powiedzieć;”takie są możliwości, inne perspektywy spojrzenia na problem-może popróbujemy, poszukamy i zobaczymy”.
    To jest w porządku.

    Ale wiem lepiej od Ciebie?
    Od tego kto przychodzi, kto w tym siedzi?
    To chyba arogancja.
    ;-)

    Miałam doświadczenie bycia w kontakcie z takim terapeutą- i miałam odczucie, że nie jestem w ogóle rozumiana i nie miałam poczucia, ze on naprawdę chce mnie zrozumieć.

    Ale może inne osoby mają inaczej;-)
    i pewnie tak jest;-)

  7. lulu pisze:

    Pamiętam jedno wydarzenie:
    wylądowałam na kolejnym ‘krzesełku’ terapeuty;-)
    Miałam doła jak stół.
    bałam się, ze znowu dostanę receptę, rozumienie bez zrozumienia…i wyjdę z taką samą pustką jaką przyszłam. I niechęcią do terapeutów;-)

    Nie będę opisywać całego procesu…
    Ale gadałam, gadałam, zalewałam się łzami;-)
    Musiałam wyglądać jak siedem nieszczęść;-)
    Widziałam (a przynajmniej tak mi się wydawało), że terapeutką słucha mnie uważnie, ze patrzy ze spokojem-ze nie reaguje nerwowo na mój chaos..
    i poczułam się bezpiecznie;-)
    Niczego mi nie tłumaczyła (choć może trochę tego oczekiwałam) ale zaproponowała, ze weźmie mnie za rękę i będę mówić dalej (gadałam chyba z godzinę);-)

    I wiecie co…
    Jak tak patrzyła na mnie..jak czułam jej dłoń…
    w pewnym momencie zupełnie oderwałam się od tych gnębiących mnie myśli…

    i poczułam, ze jest przy mnie.

    To było bardzo mocne uczucie.

    Totalnie się uspokoiłam/

    jasne , ze to mnie nie zbawiło, ale od tamtego momentu czułam, ze jest ..że jestem…
    Nie wiem jak to opisać.

    Ale nie pamiętam co mówiła, nie pamiętam o czym żeśmy rozmawiały..

    Nic- tylko tą jej rękę.

    i muszę powiedzieć, ze to co mnie wtedy długo gryzło -przeminęło..a ja już nie czułam się jak ofiara, tylko jak człowiek;-)

    Chyba wtedy potrzebowałam poczuć się Podmiotem.

    I ona mi to dała;-)
    bez słów;-)

  8. lulu pisze:

    Ciekawe czy cokolwiek rozumiała z tego co mówiłam, bo jestem pewna, ze poruszałam nieskładnie mnóstwo wątków;-)

    Nie wiem czy to ogarnęła rozumiem-pewnie tak.
    Ale nie dostałam żadnego tłumaczenia;-)

    Dostałam bliskość i poczucie, że jest.

    To było bardzo silne.

    To było z 7 lat temu, a do tej pory pamiętam jej twarz i to uczucie …

    spokoju we mnie;-)

    Nie wiem czy cokolwiek wniosłam do tematu, chciałam tylko podkreślić, że od tłumaczących terapeutów zwiałam;-) jeden wtedy nawet za mną wydzwaniał… Ale nie wiem czemu nie chciałam tam wracać.

    ;-) a Beata podała mi dłoń;-)

  9. Krzysztof pisze:

    Ja wiem że na kolacje coś zjem , i to mi wystarcza. Często zamęczam się jakimiś filozofiami , a tak sobie dziś pomyślałem , a po co mi to?. Chwila obecna mnie w pełni zadowala. Zrobiło się gorąco i przyjemnie ,piękne widoki na dworze , ludzie mają na sobie coraz mniej ubrań i wpadam w podziw i urok pięknych kształtów natury….i to mi też wystarcza. Na razie temat jest ululany i nic nie przychodzi mi do głowy. Pozdrawiam Cię Joasiu i Ciebie lulu także ,kimkolwiek jesteś.

  10. Anna pisze:

    Joasiu,ciekawe te Twoje przemyślenia i refleksje , które i mnie zainspirowały do napisania kilku słów. Masz rację, że albo” możemy świadomie wybrać jakiś system “wyjaśniający świat”, albo ciągle jesteśmy zmuszeni do przyznawania „Wiem ,że nic nie wiem”.
    Uważasz że,” nauka wcale nie ma na wszystko odpowiedzi (za to zbyt często odmawia racji bytu temu, czego nie potrafi wyjaśnić), za to duchowość ma.” Jest w tym stwierdzeniu sporo racji, chociaż nie stawiałabym tak ostrych granic między nauką a duchowością.
    W swoich poszukiwaniach Istoty Rzeczy , coraz częściej odnajduję związki między magią a nauką, duchem a materią, starożytną wiedzą duchową, a tym co na temat istoty naszego bytu, mówi współczesna nauka( m.in. również o tych sprawach próbuję od niedawna pisać na blogu duchimateria.pl) Widzę ,że mamy podobne zainteresowania, będę tu częściej zaglądać,( a i w odwiedziny do siebie też oczywiście zapraszam).
    Fascynujące jest to, że współczesna fizyka próbuje ( z coraz większym powodzeniem) wyjaśniać zjawiska ,które ludzie wykorzystywali od dawna(magia, siła myśli).
    Może już wkrótce granice między nauką a duchowością zostaną zatarte?

  11. mirek pisze:

    wiem że: o rzeczach małych tyle aby się poruszać, o średnich aby je dojrzeć, a o wielkich aby zauważyć je.
    pozdrawiam :)

  12. Elżbieta pisze:

    Witam. Ciekawie rozmawiacie.
    Moja propozycja, do tej dyskusji :
    http://www.youtube.com/watch?v=eawaNN9go5w&feature=related
    Części tego filmu jest 14 każda ok 10 min.
    I jeszcze to:
    http://www.youtube.com/watch?v=ThRplSGsd-w
    Tym razem 9 części.
    Chyba warto..
    Pozdrawiam serdecznie
    ELA.

  13. Ania pisze:

    Witam,
    to moj pierwszy komentarz na tym blogu, wiec witam Wszystkich bardzo serdecznie:) Przeczytalam wiekszosc blogowego archiwum i teraz kazdego dnia z niecierpliwoscia sprawdzam czy moze jest juz cos nowego ;)
    Ten post jest mi szczegolnie bliski, na pewnym etapie mojego zycia wybralam nauke, myslac ze da mi wszystkie odpowiedzi. Teraz po kilku latach czuje sie rozczarowana, tym, ze pracujac nad bardzo szczegolowymi zagadnieniami, naukowcy traca gdzies glowny sens, szersze spojrzenie na zycie. Ale moze to ja nie potrafie go w tej pracy dostrzec. Zawsze pytalam o sens zycia, chcialam wiedziec, co bede robic, a teraz ucze sie jak pozwolic sobie na to, zeby nie wiedziec i nie czuc z tego powodu wyrzutow sumienia; po prostu byc szczesliwa i starac sie doswiadczac wielu niesamowitych rzeczy w zyciu :) (To, ze zycie moze byc fascynujaca przygoda, bylo jednym z moich najwiekszych odkryc ostatnio ;) ) Wiem czesciowo jakim czlowiekiem chce byc i to mi na razie musi wystarczyc :) Ciesze sie, ze nie jestem sama z moimi rozczarowaniami ;) Pozdrawiam serdecznie
    Ania
    PS Joasiu, mam nadzieje, ze moge zwracac sie tak bezposrednio? :) Dzieki Tobie odkrylam prace z procesem-dziekuje :) Mam nadzieje, ze czasem napiszesz cos wiecej na ten temat, jak to wyglada z punktu widzenia psycholozki ;)

  14. Zbyszek pisze:

    Jak Ty to Asiu robisz, że piszesz takie prowokujące testy i tak rozgrzewasz dyskusję? Jakbyś robiła jakieś szkolenie na ten temat to się z góry zapisuję. Poważnie,

    Moje trzy grosze:
    Z mojego doświadczenia potrzeba objęcia wszystkiego, zrozumienia, stworzenia jakiejś sensownej układanki jest albo objawem dużego poziomu lęku, albo ograniczoności umysłowej.
    Mówiąc wprost, ludzie, którzy wszystko rozumieją i na wszystko mają receptę, to często schizofrenicy albo kretyni. No, mogą być też politycy, ale to inny mechanizm.

    Zdrowy człowiek jest w stanie tolerować duży poziom niejednoznaczności, czy chaosu. Mogę cieszyć się życiem nie mając pojęcia o co w nim chodzi, nie wiedząc jak działa moja psychika, moje ciało, nie wiedząc nawet jak działa komputer. Nie muszę wszystkiego rozumieć.
    Potrzeba wiedzy wynika z potrzeby kontroli. Nie muszę kontrolować, nie muszę rozumieć. Nie boję się, że nie rozumiem.

    Oczywiście trochę upraszczam, bo temat rzeczywiście jak rwąca rzeka z wirami.

    Jeszce jedno (to czwarty grosz): czymś innym jest poczucie klarowności. Świat może być bałaganem. Mogę go nie rozumieć. Ale ja sam, w środku muszę pozbywać się bałaganu. Nie mogę akceptować zamętu.

    I grosz piąty.Co do wszechwiedzy psychologa. Rzeczywiście psycholog nigdy nie „wie”.
    Tyle że w odniesieniu do niektórych ludzi, w ułamku sekundy „czuje” o co chodzi. To odczucie zupełnie niesamowite, poza intelektem. Słuchasz drugiej osoby, patrzysz na nią uważnie i nagle w środku coś się odzywa. Coś w rodzaju kamertonu. Stroisz z tą osobą. Bez takiej głębokiej empatii nie byłoby pracy. Nie zdarza się to zawsze, poza tym wymaga dużej dyscypliny i dużej znajomości siebie, jednak ja sam raczej bym się nie podjął pracy, z kimś z kim zupełnie „nie stroję”.

  15. Anna pisze:

    Anna wita Anię:)
    Zaciekawiło mnie Aniu, w czym najbardziej rozczarowała Cię nauka? Mam trochę inne doświadczenia: ubolewam nad tym ,że tak mało wiem ,że nie zdążę wszystkiego poznać, zarówno z zakresu nauk ścisłych jak z i tego co nazywamy duchowością( mówiąc „wszystko” mam na myśli „wiele”). Ciągle poznaję , poszukuję zbliżając się do zrozumienia Jedności.
    Ostatnio jestem pod wrażeniem” Kybalionu”, zobacz (jeśli znasz) ile jest zbieżności między tym ,co na temat Praw Wszechświata mówi starożytna wiedza i współczesna fizyka. Nauka objaśniając świat, może też pomóc w poszukiwaniu sensu życia. Czy to konieczne? Można żyć , nie zastanawiać się i być szczęśliwym .Zgoda. Jednak pytanie o ten sens , prędzej czy później każdego dopadnie:)
    Tak myślę.
    PS
    Przerwałam pisanie i w tzw. międzyczasie pojawił się wpis Zbyszka. Kurczę , chociaż nie należę do tych , którzy na wszystko mają receptę , wychodzi na to ,że moja chęć zrozumienia i wynikające z tego poszukiwania, mogą doprowadzić do schizofrenii lub kretynizmu:)
    Zaglądam do Ciebie Zbyszku i …takie pierwsze wrażenie: oboje w zakładce „O sobie” wspominamy o „profesjonalizmie niezadowolenia”:)
    Z tęczowym pozdrowieniem!

  16. Ania pisze:

    Witam ponownie:)

    Anno, to trudne pytanie i sama do konca nie wiem. Po prostu cos nie gra, nie bylam w stanie znalezc w sobie pasji, moze po prostu nie interesowal mnie temat. W sumie cztery razy mialam zmieniany temat, wiec moze to tez troche wplynelo na moje postrzeganie robienia badan. Brakowalo mi celowosci, planowania, wyznaczania konkretnych celow w konkretnym czasie; w pewnym momencie poczulam sie wypalona ciaglymi probami ogarniecia tego calego chaosu i chyba skonczyla mi sie cierpliwosc, o radosci nie wspominajac. Zbyt duzo wyzwan, w zbyt krotkim czasie. Poza tym chyba nie jestem do konca typem naukowca choc myslalam, ze logiczne myslenie i wnioskowanie to to, co robie dobrze i lubie robic, a tu nagle przetestowalam siebie i okazalo sie zupelnie inaczej:) Stad moze powrot do duchowosci, zafascynowanie psychologia, czuje sie troche tak, jakbym po dlugiej meczacej i niezbyt fajnej podrozy wracala do domu ;) Tak wiec nie widze siebie w nauce przez kolejne 10 lat ;) moze kiedys zmienie zdanie, jesli odkryje temat, ktory mnie zainteresuje, kto wie :) Coz, ciesze sie, ze masz zupelnie inne podejscie do nauki, to mimo wszystko fantastyczna dziedzina zycia i jesli daje Ci satysfakcje, to super! :) Pozdrawiam serdecznie
    PS Co zonacza „profesjonalizm niezadowolenia”? :)

    Ania

  17. Piotr pisze:

    Witam! Powracam do lektury pozaschematów ( chyba wymyśliłem nowe słowo ) które zawsze dają ulgę poprzez refleksję czy też „burzę w mózgu” Jak zwykle wspaniały tekst który świetnie się czyta. Przy odrobinie fantazji można czytając słyszeć głos autorki, wzmacniając przekaz. Jestem zmęczony
    pokonany, wypluty. Mam dosyć wiedzy, egzaminów bycia oceną w indeksie. Widzę książki które mnie atakują, testy, trafności, anovy i inne, przed ostatecznymi wynikami ostatnich egzaminów „wiem że nic nie wiem” i to mnie pociesza. Jakiś czas temu uczestniczyłem w kursie na którym człek wykształcony dr medycyny także uczony w sztuce akupunktury cytował swojego mistrza w Chinach u którego uczył się 14 lat : „Ty jesteś europejczyk i tak nie zrozumiesz o co chodzi” – chodziło o celowość wbijania igły w dane miejsce przy danej chorobie. Ja także nie zrozumiałem swojego nauczyciela. Słowa weszły głęboko. Na końcu wykładu dał nam radę : ” nie wstydźcie się korzystać z notatek, pomocy nawet przy kliencie, nie wstydźcie się powiedzieć NIE WIEM bo wtedy człowiek WIE, że chcecie mu pomóc WIE, zyskuje zaufanie” słowa weszły głęboko. Teraz po kilkunastu latach zrozumiałem – nie przyszedł do BOGA lecz do człowieka, WIE że, przyszedł do człowieka który stara się mu pomóc ze wszystkich sił, szukając wiedzy we wszystkich znanych mu miejscach. Pozwól sobie NIE WIEDZIEĆ nie krzywdź ludzi który Ci zaufali. Tak to zrozumiałem dziś, słowa głęboko ukryte wczoraj także działały, wyparcie, izolacja, prawdy nie przykryły. Poszedłem po wiedzę która dziś mnie przytłowczyła( wiedza czy system?) ale jutro zacznie owocować. Boję się ludzi wszechwiedzących. Pozdrawiam Piotr.

  18. Bartek pisze:

    Witam wszystkich.
    Joanno, bardzo mnie ciekawi co kryje się pod „Na ten moment zaczęłam szukać gdzie indziej.” i „Ale jest coś więcej”.

  19. Psychika.net pisze:

    Bardzo ciekawy wpis. Też się nad tym często zastanawiam, gdzie jest prawda…

  20. Joanna pisze:

    @Bartek: wiesz, z jednej strony to są moje bardzo osobiste odkrycia…czuję, że każdy może tam dotrzeć tylko sam. Z drugiej…szukam gdzie indziej – szukam w sobie, a nie w książkach – to tak w dużym skrócie. A że jest coś więcej…więcej niż to, co nauka jest w stanie udowodnić i zmierzyć. Wiem to doświadczając różnych rzeczy, różnych dziwnych i ważnych zjawisk. Często niezrozumiałych. Ale teraz daję sobie miejsce na niezrozumienie zamiast gonić koniecznie za wyjaśnieniami. Bo wyjaśnienia pojawiają się, ale one często są naciągane i niewystarczające, sprawiają tylko wrażenie sensownych. Mam tu na myśli różne pomysły np. z kręgu new age, które nie zawsze są sprawdzone.
    Mimo wszystko wiem, że jest coś więcej niż to, co potrafi pokazać współczesna nauka, psychologia, itd. I są to rzeczy na poziomie poczuć i odczuć, co niekoniecznie oznacza nieracjonalność czy nierealność.
    Dwa zdania, temat rzeka. Podoba mi się Twoja spostrzegawczość i dociekliwość :)

  21. Anna pisze:

    Aniu – teraz rozumiem o co chodzi. Mówiąc o związkach nauki z duchowością ,nie miałam na myśli nauki jako pracy zawodowej. Sama też nie jestem żadnym naukowcem, tak tylko w tym swoim odkrywaniu świata ( dążeniu do poznania prawdy) dostrzegam,że „sny magii” coraz częściej stają się”rzeczywistością i jawą nauki”. Myślę ,że należy dążyć do całościowego widzenia rzeczy. Nauka nie wszystko potrafi udowodnić , ale próbuje- z coraz lepszymi
    rezultatami. Duchowość wymaga od nas tylko wiary- czas spróbować połączyć jedno z drugim. Dziś fizyka kwantowa próbuje np. tłumaczyć „magiczne”działanie myśli.

    PS „Profesjonalista niezadowolenia”, to ktoś taki , kto nie napisze jednego zdania, aby go dziesięć razy nie poprawić- i tak nie będzie z
    siebie zadowolony :-) Jednym słowem ktoś , kto zawsze znajdzie sposób, aby wypowiedzieć się jeszcze jaśniej, głębiej i bardziej poprawnie.
    Oczywiście „profesjonalizm niezadowolenia” może dotyczyć każdej innej dziedziny życia(np. ubioru,sprzątania). To takie dążenie do perfekcji i profesjonalizmu w tym co się robi i świadomość ,że efekt jest wciąż niedoskonały.
    Pozdrawiam wakacyjnie!

  22. Leszek Cyfer pisze:

    Wystarczy jeden krok więcej.

    W zakresie jednego kroku wiem co się stanie i mogę wszystko kontrolować. Poza tym zakresem mgła. Ludzie boją się nieznanego i nie lubią mgły, dlatego nie wychodzą poza znany obszar. Jednak ci, którzy przemagają lęk i wbrew niemu wchodzą w mgłę, po iluś kolejnych próbach uwalniają się od lęku – nie powstrzymuje on ich dłużej przed działaniem. Wypiera go nowe doświadczenie – jasność umysłu. Ludzie ci jak gdyby znajdują latarki które potrafią przebić mgłę i pokazać dokładnie co jest tam gdzie się skieruje uwagę.

    Ta jasność umysłu oślepia – ludzie myślą że wiedzą wszystko, więc nie muszą nic robić – znowu więc tkwią w znanym obszarze, myśląc że gdy widzą co jest dalej to nie muszą tam iść.

    Kiedy pomimo tej niechęci do działania, tego ociągania się, zaczną znowu chodzić przez mgłę, używając latarki jasności umysłu do wyboru kierunku i oświetlania drogi przed nimi osiągają moc czynienia zmian. Wiedzą wszystko i mogą wszystko.

    Ale to iluzja. Zaczynają od prostych rzeczy, ustanawiają prawa, potem zmuszają innych do ich przestrzegania. Stają się tyranami, ale nie mają panowania nad swoją mocą i swoim życiem – to moc zmieniania panuje nad nimi i steruje ich czynami.

    Kiedy jednak taki człowiek działa ostrożnie i z rozwagą, kontroluje każdy swój krok tak że nic nie pozostawia poza kontrolą i wszystko co robi pochodzi od niego, orientuje się że moc jest jak fala która nadchodzi i porywa wszystko na swej drodze. Widzi też jak korzystać z fal tak jak robią to surferzy. Od tej chwili jest on człowiekiem wiedzy.

    Ostatnim jego wyzwaniem jest starość, podstępna, zdradliwa, objawiająca się zmęczeniem, chęcią położenia spać, zaprzestania wysiłków.

    Człowiekiem wiedzy pozostaje się przez krótki moment – tak długo jak długo opiera się lękowi, jasności umysłu, mocy i starości. Ale choć niewiele, to wystarczy.

    By wiedzieć.

  23. Alek pisze:

    Asiu,

    ja też wpadłem. To kultura, w której żyjemy; to wpływ modernizmu; to wpływ epoki czasu przyspieszonego; to immanentne w dzisiejszej rzeczywistości powiedziałbym. To tyrania możliwości i skorelawane z nią poczucie wyobcowania, a więc prześladująca chęć odnalezienia siebie i sensu.

    Pytasz skąd wziąć punkt odniesienia. Wyzwolone ja jest jedynym punktem odniesienia samo dla siebie. W praktyce oznacza brak punktów odniesienia na zewnątrz nas. Ale kto z nas jest filmowym rycerzem Jedi? Na pewno nikt z urodzenia i wychowania. Nasza kultura nam na to nie pozwala. I tyle. Nie ma „prawdziwego punktu odniesienia. Każdy myślący człowiek do tego w końcu sam dojdzie poprzez wytrwałe poszukiwania.

    Ja bym zaryzykował, że najzdrowszym punktem odniesienia jest nasz własny egoizm.

    Od „cnot modernizmu” nie należy się mimo wszystko odwracać. Nie należy „obrażać się” na nauki. Wg mnie trzeba nie poprzestawać w poszukiwaniach. Szukając emanujemy siebie przed sobą i do siebie. Trzeba zrozumieć, ze szukać będziemy do śmierci. A w tym, że na zewnątrz nas nie ma gotowego modelu nie ma nic złego.

    Osobiście kiedyś poczułem się „zdradzony przez książki”. Ale przeszło mi’ udało mi się jak sądzę zaakceptować fakt, że zakotwiczyć musimy się nauczyć w sobie. Nie powiem: przeraża mnie to do dziś. Jednakże wydaje mi się, że to to oznacza właśnie bycie autentycznie autonomicznym, innemi słowy bycie „dorosłym”.

    Piszesz, że życie jest tajemnicą. Odmawiam wyrażenia zgody na takie ujęcie :) .

    Jestem głęboko wewnętrznie oraz intelektualnie przeświadczony, że w życiu nie ma żadnej tajemnicy. Życie jest proste jak drut. To my, ludzie, będąc jeszcze młodzi ewolucyjnie (kulturowo) boimy się dopuścić do głosu tą prostotę. Ja sam, piszący te słowa mimo, iż głęboko w nie wierzący nie umiem z tej wiedzy zrobić jeszcze użytku. W krystalicznym widzeniu rzeczywistości przeszkadza nam strach. Strach, którego dowody nas otaczają. Strach przed brakiem sensu, którego tak uporczywie szukamy. Strach przed zaakceptowaniem immanentnej wręcz ontologicznie samotności człowieka. Uważam, że dopiero gdy kultury Zachodnie przejdą kilka etapów dalej, dopiero wtedy dzieci tej kultury być może będą mogły pojąć czym jest człowieczeństwo (ja tam nie pretenduję do tej wiedzy – mam tylko jej głębokie przeczucie).

    Jestem też dania, że tej tajemnicy (wolałbym słowo „istota”) nie należy „delikatnie dotykać”, lecz z głęboka wiarą w możność jej pojęcia agresywnie wręcz atakować. Czyż nie mamy do tego prawa jako ludzie. Przecież chodzi o istotę nas. Proponuję tą istotę badać przy każdej okazji i wszystkimi nam dostępnymi metodami i zmysłami. Nie ulegajmy żadnym „tajemnicom”. Nie ma czegoś takiego w świecie (tutaj proszę nie posądzać mnie o redukcjonizm bo mam co innego na myśli). Jest tylko niewiedza bądź strach (nie krytykuję Twojego rozumowania Asiu tutaj a jedynie wyrażam swoje stanowisko).

    Uff, no to się pobuntowałem :) .

    Uzasadnione wydaje się w tym miejscu odwołać do fenomenologii i zauważyć, (to tak żebym sobie swój rozhuśtany tok rozumowania ochłodził), że czego byśmy nie robili i tak będziemy zawsze zamknięci w naszej percepcji rzeczywistości prawdopodobnie na zawsze skazani na niemożność dotknięcia rzeczywistości taką jaka ona jest. Nie znaczy to jednak dla mnie iż określenie „tajemnica” jest prawomocne. Nie – naszą, ludzką prawdę o rzeczywistości jesteśmy wierzę absolutnie zdolni odkryć. Tylko, że jest to tytaniczna praca.

  24. 39dz pisze:

    przykro mi, ale chyba nie zrozumiałaś Sokratesa. chodziło mu o subiektywne uczucia, których nie może przkazać dalej. dlatego „wiem, że nic nie wiem” jest skierowane do drugiego człowieka nie po to, żeby go uwolnić od myslenia (na miłość boską, Sokrates to filozof, to nawet sceptycy sie od niego nie uwalniali), tylko by pobudzić go do znalezienia prawdy w sobie. ta sentencja oznacza tyle co „nie wiem niczego, czym mógłym się z tobą podzielić, bo ja jestem tylko twoim towarzyszem, nie tobą”;)
    to jest wersja, którą ja znałam. no, ale podzielić się warto zawsze.

  25. Joanna pisze:

    @39dz: OK, może nie zrozumiałam Sokratesa, może błędnie się do niego odnoszę. Przedstawiłam za to moje własne przemyślenia…w których absolutnie nie namawiam do porzucenia myślenia jako takiego…
    Dziękuję za podzielenie się wersją, którą znałaś, dla mnie to coś wniosło.

  26. Leszek Cyfer pisze:

    Słowa Sokratesa „Wiem że nic nie wiem” to skrót od „Wiem że nic nie wiem na pewno”. To była podstawowa zasada Sokratesa, jego filozofia i sposób dyskursu – jeśli ktoś mówił mu że coś jest pewne, to tak długo zadawał pytania że jego dyskutant w końcu dochodził do wniosku że tak naprawdę nie wie tego na pewno, i tylko mu się tak zdawało.

    Dogmatyczni ludzie nie lubią wychodzić na głupców – Sokrates narobił sobie wielu wrogów i ostatecznie stracił życie przez nagonkę i naciągane oskarżenie o zdradę

  27. Elicja pisze:

    Sądzę, że pod Sokratesowskie ” Wiem, że nic nie wiem na pewno” można [podpiąć stwierdzenie H.I.Khan’a

    ” Poznałem dobro i zło, skazywałem i byłem skazańcem, przeszedłem poprzez narodziny i śmierć,radość, cierpienie, niebo i piekło i na końcu zrozumiałem, że … jestem we wszystkim i wszystko jest we mnie”.

  28. 39dz pisze:

    ” to tak długo zadawał pytania że jego dyskutant w końcu dochodził do wniosku że tak naprawdę nie wie tego na pewno, i tylko mu się tak zdawało.”

    ale wiesz, ze potem byla jeszcze metoda maieutyczna, czyli ta, ktora miala pomoc w zdobyciu prawdziwej wiedzy?;>
    Sokrates mial system filozoficzny, nie mogl nic nie wiedziec;p

    A co do wypowiedzi Elicji- nie rozumiem tego sposobu interpretacji. Ale chetnie poczytam, jesli ten temat jeszcze bedzie zywy.

  29. Elicja pisze:

    Poznawanie swej drogi, konieczność zgłębiania świata materialnego i duchowego w biegunowości doznań, szukanie światła poznania, nigdy nie będzie komplementarnie dostępne dla umysłu człowieka.

    Problemy istnieją nie po to, by je rozwiązywać, a są jedynie biegunami, między którymi wytwarza się napięcie konieczne do doświadczania wszystkiego co przynosi życie.

  30. 39dz pisze:

    akurat szukanie swiatla poznania jest jak najbardziej dostepne. komplementarnie.
    „Problemy istnieją nie po to, by je rozwiązywać, a są jedynie biegunami, między którymi wytwarza się napięcie konieczne do doświadczania wszystkiego co przynosi życie.”
    wiesz, poznanie przez zycie, przez doswiadczanie niekoniecznie musi oznaczac, ze tego sie nie czuje, czy nie wie. samo rozumienie zmienia wtedy znaczenie. ale nie gryzie sie to z moja wersja interpretacji, bo tak rozumianej wiedzy nie sposob przekazac.

  31. Elicja pisze:

    Człowiek, w zdecydowanej większości porusza się ‘ po omacku’ poprzez często bolesne przeżycia i doświadczenia.
    Możemy mieć wpływ na indywidualny odbiór otaczającej nas rzeczywistości, lecz zintegrowanie własnej nieświadomości z nadświadomością to proces bardzo osobisty. W głębi swej istoty skrywamy wiedzę, do której poza nami nikt nie ma wstępu, to nasze Ja. Odczucia i wola tego Ja jest tylko i wyłącznie nasza.

    Przełożenie to na zbiorową świadomość i holograficzny obraz świata jest oczywiste, lecz odpowiedzialność?
    Dostępność do jasnych energii nie jest ograniczona, to prawda, zależy od woli człowieka, dlaczego wobec tego jest tak, jak jest.
    Energia kosmiczna jest w swej naturze neutralna, życiodajna a przetransformowana przez ludzkie działania
    … stawia świat na głowie.
    I wielu z nas będzie jeszcze długo mieć podstawy do stwierdzenia, ” wiem, że nic nie wiem”.

  32. robert pisze:

    mantra „nie wiem” towarzyszyła mi przez cale lata, nie jako wymyślona procedura ale rzeczywisty stan ducha i umysłu. Jedyna sensowna wiedza pochodzi z mojego umysły te wszystkie książkowe, oficjalnie uznane teorie są czyjeś ale czy one są moje. Jak dotrzeć do swojej drogi? Mantra „nie wiem” bardzo mi w tym pomogła.

    p.s. zamieszczę link do Pani strony i artykułu o projekcji w kolejnym moim eseju, bo Pani to bardzo dobrze ujęła, a mnie się nie chce wywarzać już otwartych drzwi, z góry dziękuję:-) rw

  33. Karol pisze:

    Psycholog nie wie… No właśnie, myślę, że dobrze, jeśli terapeuta integruje w sobie ten paradoks, że umie wiedzieć, umie też nie wiedzieć. Ludzie potrzebują zarówno pewności i stabilności terapeutów, jak też ich wiarygodności. Ile razy widziałem zdumienie klienta, że czegoś nie wiem, na szczęście twórcze zdumienie… Nie da się pracować fenomenologicznie, może procesowo też nie, jeśli się „wie lepiej”. Nie można wciskać klientowi swojego świata.

Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

//26 cze 2009 ·