Słowa i wiedza
„Uczniowie pewnego mistrza byli zaabsorbowani dyskusją nad cytatem Lao-tsy:
Ci, którzy wiedzą, nie mówią. Ci, którzy mówią, nie wiedzą.
Gdy przyszedł mistrz, poprosili go o wyjaśnienie.
- Kto z was wie jak pachnie róża?
Wszyscy wiedzieli.
- Kto z was potrafi to opisać słowami?
Zapadła cisza.”
Dziś nie przychodzą do mnie żadne słowa, choć robiłam kilka podejść do napisania czegoś dłuższego. Wyjeżdżam na tydzień i chciałam zostawić coś do dyskusji. Nie wiem, czy nie mam słów, bo „wiem”, jak w tej przypowieści, czy też po prostu jestem zmęczona, bo ostatnio życie obfitowało w wewnętrzne zmiany. Zastanowiła mnie jednak ta krótka taoistyczna historyjka de Mello. Jestem ciekawa co o tym sądzicie, szczególnie w miejscu i czasach, gdzie wszyscy coś mówią i piszą. Ze mną włącznie
p.s. Przypomniało mi się, że ktoś mi kiedyś mówił, że istnieje neurologiczne wyjaśnienie tego, że nie potrafimy opisywać słowami zapachów tak dobrze jak np. obrazów. Nie znam jednak szczegółów. Teloch, wiesz coś?
Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.






Mam dylemat, bowiem zgodnie z treścią powyższego wpisu, jakikolwiek komentarz jest dowodem na to, że „nie wiem”.
Gdyby dodać do tego jeszcze twierdzenie, iż:
‘Lepiej nic nie mówić (pisać) i sprawiać wrażenie głupiego, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości’ – robi się naprawdę ciekawie…
Jak widać – rozwiałem wątpliwości i teraz wszyscy wiedzą, że nie wiem.
A co ze słynnym „wiem, że nic nie wiem”.
Rozumiem, że w społeczeństwie gdzie często wiedza jest wyznacznikiem wartości człowieka trudno się przyznać do niewiedzy.
Ale czy przyznanie się do niewiedzy nie może być furtką dla poszukiwań…
( czasami ktoś dużo wie, czytał, zdobył „dowody” wiedzy i na tym jedzie, a słoma mu z butów wystaje i o zgrozo nikt nie ma odwagi mu o tej słomie powiedzieć, bo Pan Profesor.Czasami WIEM jest formą na sprzedaż.)
Wiem, że nic nie wiem;-)
Albo niewiele tak naprawdę wiem;-)
Popatrzcie ILE WIEM.
TAK BYM OPISAłA TEGOż KOGOś- PANA PROFESORA KTóREGO ZNAM.
Smutne jest to, ze tak naprawdę zawsze jak mam z Nim kontakt to mam wrażenie, ze to jest forma pusta.
Nie wiem jak to ująć.;-)
Chyba trochę czasami zniechęca mnie do ludzi którzy tak uparcie PREZENTUJĄ wiedzę, ale nie idzie za tym to coś co powoduje, że masz poczucie, że to mądry człowiek.
Wiedza a mądrość.
Ciekawe, że mówienie ‘nie wiem’ jest wstydliwe…
Mówienie, doświadczanie, cisza… różne sposoby percepcji i poznania. Niektóre rzeczy trudno oddać słowami. Osobiście myślę jednak, że nie należy ignorować znaczenia języka co często zdają się robić wschodnie tradycje. Z drugiej strony „zamykanie się” w sferze języka może prowadzić do ignorancji wobec tego co trudno opisywalne. Na tę chorobę zdaje się cierpieć obecny, wykreowany przez racjonalizm paradygmat naukowy. Jak to powiedział swego czasu chyba Rick Jarow – Wschód jest ślepy a Zachód kulawy, albo odwrotnie
Witam
nie tyle poznać co posłuchać i po obcować w salce 15metrów na 30metrów. Czy od razu forma pusta ? no nie wiem, od małego jak szufladę miałem pustą to ją zasypywałem różnymi mniej czy bardziej potrzebnymi pierdołami najfajniej było do niej zajrzeć po jakimś czasie ile tam było ciekawych na nowo odkrytych i potrzebnych rzeczy 
Dlaczego odnoszę wrażenie iż znam tego Profesora z postów lulu ,a może i nie znam no chyba ,że mowa o dowódcy Star Treka no to miałem okazję
Kontrowersyjni ludzie/profesorowie byli są i będą uwielbiam ich za to ,że powodują u mnie osłabienie graniczące z ku…icą, zmuszają mnie do myślenia,analizowania , a potem to już tylko śmiech hahhahahahahahahhahaha
A co do przewodniego tematu to powiem tak : zgadzam się co do ciszy ,która potwierdziła by moją wiedzę ,ale lubię ludzi więc z nimi mówię hahhahahahahahahahhahahahahahha
Pozdrawiam
p.s. po za tym nie mogę sobie wyobrazić siebie milczącego ,bardzo by się o siebie zatroskał jak by tak było
Jak po milczeniu można odróżnić głupca od mędrca?
Albo kogoś posiadającego ogromną wiedzę od tego, kto nie wie nic?
Ja myślę sobie że temat zapachu róży to pretekst do potoku słów.
Zapach tak trudno określić i smak cytryny np. też, pewnie to co trudne i nie zbadane (bo tak oczywiste) ma swoje miejsce na słowa i własne interpretacje.
A po mojemu nawet lepszy głupiec milczący bo i można go pomylić z kim innym a i jemu to na korzyść wychodzi – to i wniosek że: wśród głupców są lepsi i gorsi…
zaś mędrzec wie kiedy się odezwać i jak.
pusta filiżanka…
kiedyś czytałam coś o percepcji, schematach poznawczych, kategoryzacji i ocenianiu.
I ktoś (może Yalom, może ktoś inny-nie pamiętam)
powiedział, że Spotkanie z drugim człowiekiem -jeśli ma być jak najbliższe Prawdy powinno przypominać pustą filiżankę-nieprzepełnioną przekonaniami, myślami,ocenami.
Tak sobie myślę, ze wiedza, myślenie czasami przeszkadza czuć i poznawać.
Z tym profesorem to jest tak, że przedstawia się jako Doktor (niedopowiada nauk humanistycznych -i większość ludzi myśli, że jest lekarzem;-))i podkreśla przed każdym możliwym słuchaczem swój ‘dorobek’.
Chodziło mi o to, że w kontakcie z tym człowiekiem wiedzy-jeśli nie jesteś psychologiem to jesteś głupcem.
(sam jest psychologiem przy okazji).
I zastanawiało mnie zawsze, że wiedzę i teorie wielorakie on zna…ale nie wiem czemu zawsze mam wrażenie, ze os siebie ma niewiele do powiedzenia.
TO MNIE ZAWSZE W NIM ZASTANAWIAŁO-jak to możliwe, ze człowiek o takiej wiedzy(jaką podkreśla) jest jednocześnie tak ograniczony i często NIE WIDZI prawdy, tylko patrzy na świat przez pryzmat swoich przekonań….
Szacunek dla Profesorów którzy zmuszają do WŁASNYCH refleksji, nie kategoryzują, i są otwarci , z szeroką perspektywą patrzenia (nie tylko Ja Wiem Najlepiej).
Pozdrawiam
Cisza…
jest dobra do wgłębiania się w siebie,
obcowania ze sobą. Nawet w kontakcie z drugim człowiekiem w ciszy -można zobaczyć co się ze mną dzieje gdy jestem blisko tej drugiej osoby…
Polecam- czasami to niesamowite jak ciało reaguje na ludzi-i jakie potem się rodzą myśli…kiedy jeszcze nie zagłuszamy odczuć rozmową…Próbowaliście kiedyś milczeć w obecności innej osoby ?
Po zastanowieniu:
Ja w kontakcie z profesorem czuję napięcie, nieprzyjemne (pomieszane ze złością),
a czasami smutek (jednak mam odczucie że się chowa za tym wszystkim).
Zawsze mnie to zastanawia i nie pasuje- bo mam przekonanie (jednak) że człowiek wykształcony z szeroką wiedzą nie może być cymbałem/zachowywać się jak cymbał głośno dzwoniący….
Do przemyślenia w ciszy.
Dlaczego tyle o Nim piszę…
Rozleciało mi się przekonanie;-)
posiada wiedzę=mądry.
Już się zamykam-i przepraszam, za to nadmierne ględzenie p tym.
Pozdrawiam
już naprawdę kończę;-)
Ale zaczęłam się zastanawiać jak myślę o tym- co to jest mądrość…
Mądrość…
i zdałam sobie sprawę, ze ostatnio się w tym pogubiłam,
Nie wiem jak to opisać…
znalazłam:
http://pl.wikipedia.org/wiki/M%C4%85dro%C5%9B%C4%87
o mądrości…
i okazuje się, ze to wcale nie jest takie łatwe -obrać to w słowa;-)
Ciekawa jestem czy ktoś potrafi opisać swoimi słowami (;-)) jak sam myśli o mądrości;-)
Pozdrawiam
Asiu, te historyjka upraszcza i wprowadza linię podziału nie tam gdzie trzeba.
To nie jest tak, że z jednej storny jest milecznie i głębia a z drugiej słowo i pustka.
Jest przecież i głupie milcznie i mądre słowa.
Linia podziału jest w mądrości.
Jak powiedział jeden chasyd: „głupi mówi co wie, a mądry wie co mówi”.
Co do zpachu róży. Gdyby naprawdę to było takie niemożliwe do opowiedzenie nie byłoby sztuki. To, że paru gości nie jest w stanie powiedzieć jak pachnie róża, nie znaczy, że milcznie jest lepsze od słów.
Śmiem twierdzić, że bez słów róże nie pachniałby tak wspaniale. Tyle tylko, że słowa to trudne rzemiosło.
Jest też takie powiedzenie z którym się nie zgadzam do końca.
czyli są słowa brylanty.
„Milczenie jest złotem a mowa srebrem” chodzi o srebro.
Milczenie jest złotem bo i głupiec dobrze na tym wychodzi a i nie tylko on to zdrowe.
Mowa srebrem, chyba ta potoczna pospolita np. TV.
Ale tylko mędrzec mówi a słowa jego to brylanty, coś ponad złoto.
A pisze to dlatego że był ktoś kto mówił z 2 000 lat temu aby nie rzucać brylantów między świnki bo je zjedzą
Wiedza jest w necie ja mam jej może krop lunie ale to ja myślę.
Tak pewno jest i z ludźmi mają wiedzę lecz brak brylantów występują rzadko w przyrodzie.
Myślę że równowaga jest tu też ważna czas milczenia i mowy to bardzo zdrowe.
Ps. a to jest ciekawe dlaczego dzieci od razu nie mówią, mogłyby wiele opowiedzieć – może.
Pozdrawiam
Przepraszam chodzi o perły a nie o brylanty, one w ogóle nie występują w przyrodzie.
Ale to chyba ma sens, ze mi się tak napisało jakaś intuicja.
Ponieważ są rzeczy i sprawy których druga osoba nie jest w stanie przekazać obiektywnie, np. ten zapach róży czy smak cytryny.
Bo jak mi powie osoba niewidoma o pięknie lub brzydocie krajobrazu a głuchoniema o muzyce.
Można mieć wszystkie zmysły lecz nic to nie pomoże, samemu trzeba doświadczyć.
Podobno prawdę trzeba poczuć samemu.
A słowa to sugestie.
Nie wiem, czy wiem, że nic nie wiem. Nie wiem nawet czy wiem co to oznacza „wiedzieć”. Kartezjańskie „cogito” w oryginale poprzedzone było przez „dubio”. Udało nam się zwulgaryzować Kartezjusza do poziomu skrótu myślowego dla czytelników kalendarzy, co z perspektywy, granice której wyznaczane są przez antropologię kultury, nie najlepiej chyba o nas świadczy. Nawet słynne wśród uczniów szkół poziomu przedmaturalnego i błędnie włożone przez Platona w usta Sokratesa w Obronie S. „wiem że nic nie wiem” jest wynikłym z błędu tłumaczy kalamburem. „οἶδα οὐκ εἰδώς” oznacza raczej „wiem jako niewiedzący”.
Tak że zrozpaczonemu poszukiwaczowi czegoś zbliżonego do prawdy pozostaje jedynie popperowskie „everything is assumption”. Smutne.
Być może jest to również powód, dla którego tak bardzo rozkoszujemy się koanowymi bajeczkami i znajdujemy łatwą pociechę w powrotach do atrakcyjnych paradoksów wczesnego buddyzmu. Czyżby kierował nami rodzaj intelektualnej próżności bo tak szybko, lekko i efektownie osiągamy stan do złudzenia przypominający iluminację? Wygodny pozór obcowania z absolutem? Pytania, pytania.
Joanno, sformułowane przez Ciebie pytanie o neuro(fizjo)logiczny aspekt wymianionej lingwistycznej ułomności jest nader ciekawe. Pewne sugestie są już do znalezienia u Wygotskiego. Wymagają jednak weryfikacji. Ja osobiście uważałem zawsze że da się to wyjaśnić w ramach antropologii. Jązyk – pomyślany został przez naturę jako narzędzie komunikacji i jako takowe się rozwijał. Zapachy (kodowane nb. w najstarszych areałach kory) są komunikatami o w znaczeniu ewidentnym, powszechnie zrozumiałym i jako takie – w trakcie ewolucji języka – nie wymagały artykulacji. Podobnie ma się rzecz z kolorami. Jak opisać czerwień dla kogoś kto nigdy jej nie widział?
Zapach i kolory były – ewolucyjnie rzecz biorąc – postrzegane i „zapamiętywane” miliony lat przedtem zanim na ziemi zabrzmiało pierwsze słowo. Znajdują się one zatem w zasobach pamięci która obchodziła i nadal obchodzi się świetnie bez języka.
Ale temat jest istotnie fascynujący. I wyzwala całą masę skojarzeń.
Pozdrowienia
T.
Witam lao-tsy to chyba taonizm i cytat z tao the king? czy to cytat de molla bo juz sama nie wiem?
skąd Joanno wziełas ten cytat?
Cytat w cytacie. Całość z DeMello, a pochylają się nad Tao Te King.
Dzieki…