Opór, miłość i zimne stopy.
W pewnym sensie niedawny temat jest nadal aktualny i chodzi mi po głowie. Parę dni temu miałam ciekawe doświadczenie wieczorem, tuż przed zaśnięciem. Położyłam się spać i miałam…zimne stópki
Jako że taki stan utrudnia rozluźnienie i jest dość nieprzyjemny, stwierdziłam, że chcę coś z tym zrobić – jakoś ogrzać stopy. Przypomniałam sobie o sile wizualizacji, więc ochoczo zabrałam się do roboty. Najpierw wyobraziłam sobie piękną ciepłą kulę energii w nogach. Nic. Im bardziej „podkręcałam” wizualizację, tym bardziej czułam chłód w ciele. Potem zaczęłam wyobrażać sobie, że mam na nogach skarpetki (może trzeba było po prostu ruszyć się i założyć takie prawdziwe
). Dalej nic. I nagle olśniło mnie. Wzbudziłam w sobie uczucie miłości i pomyślałam, że kocham moje stopy, tak po prostu, bez szczególnej intencji, że coś ma się zmienić. Po prostu je kocham, bo są częścią mnie. Po paru sekundach poczułam jak energia zaczyna się poruszać w ciele, a stopy się rozgrzewają… Było to niesamowite przeżycie i dające mi wiele do myślenia. Następnego dnia w podobny sposób „pozbyłam” się bólu gardła.
Wnioski?
Uparte dążenie do tego, żeby było inaczej niż jest, neguje stan obecny. Z jakiegoś powodu blokuje to zmianę. To taka miłość warunkowa. Jak jesteś grzeczny, to rodzice cię chwalą i kochają, ale jak jesteś niegrzeczny, to krzyczą i karcą. Jak stopy są ciepłe, to je lubisz, a jak są zimne, to już są do niczego. Wiemy jakie mogą być skutki warunkowej miłości w stosunku do dzieci (chwiejne poczucie wartości, silna potrzeba akceptacji), najwyraźniej podobna zasada odnosi się też do innych kawałków rzeczywistości. I znów wracam do stwierdzenia, że zmiana zachodzi pod wpływem akceptacji, a nie poprzez bunt. Na własnej skórze doświadczyłam tego, że bunt jedynie wzmacnia stan niepożądany, czy też w jakiś sposób niesprzyjający.
Drugi wniosek jest taki, że energia miłości i akceptacji jest potężna. I pewnie, że mój przykład zimnych stóp dotyczy banalnej i prostej sytuacji, ale mam nieodparte poczucie, że jest to mocny sygnał mówiący o tym jaki jest dobry kierunek. Jakiś tydzień temu miałam spore kłopoty z żołądkiem, ale nie wiedziałam skąd się wziął problem. Skonsultowałam się z panią, która zajmuje się medycyną chińską i innymi mądrymi rzeczami. Poza propozycją zmiany diety powiedziała mi wprost – kochaj bardziej siebie, to może być efekt zablokowanej energii miłości. Dzięki moim zimnym stopom poczułam co miała na myśli. To niesamowite, jak taki drobiazg potrafi przełączyć rozumienie logiczne na głębokie wewnętrzne zrozumienie.
Od tamtej pory codziennie wieczorem robię przegląd ciała i z miłością zwracam się do każdej części zwracającej moją uwagę. Może nie będą musiały już chorować, żeby się nimi zająć ![]()
Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.




przesadziłaś Asia, to mi brzmi zbyt sekciarsko
Bardzo fajnie Asiu, mamy podobne przemyślenia. Dla mnie to w ogóle nie brzmi sekciarsko, bo niby cóż sekciarskiego jest w kochaniu swojego ciała????
Ciepło indukuje przyjazne odczucia, może przyjazne odczucia indukują w jakimś stopniu ciepło?
A co do seksu – każdy ma swoje skojarzenia
@psychika: „sekciarsko”? to tylko jakiś stereotyp… jak to się ma do kochania siebie i swojego ciała, jak słusznie napisał Sławek? Może tylko tak, że w naszej kulturze tak niewiele się o tym mówi.
a o seksie to nie pomyślałam, choć myślę, że nastawienie o jakim napisałam, mogłoby być całkiem sprzyjające
@Teloch: Trzebaby zrobić pomiary temperatury u optymistów i pesymistów
Hah, teraz prawdziwie strzeliłem sobie w stopę
czytając komentarz Marcina przeczytałem „Seksiarsko”
Wyszło, że to ja mam skojarzenia
Hm, ciekawe od czego w takim razie zależy czy ktoś lubi ciepło czy zimno :>
bardzo ciekawe przemyślenia- zgadzam się z nimi w 100-u procentach, gdyż i ja poznałam sprawę akceptacji z autopsji- zdecydowanie akceptacja wygrywa z buntem przeciwko danej sytuacji. Kiedy przestajesz walczyć i poddajesz się- wygrywasz. A czymże jest akceptacja jak nie powiedzeniem dobranoc wojnie?
Pozdrawiam i dziękuję, za ciekawy blog.
Rozliczne są sposoby przechytrzenia złudzenia noszącego też miano rzeczywistości. A próbowałaś kiedyś zaakceptować bądź polubić głód lub pragnienie? Niechęć? Znużenie? Zwątpienie?
A ze stopami wyprobuję
Pozdrowienia
@Teloch: hehe, Teloch ma skojarzeeenia
)) Wiesz, co do tego kto lubi ciepło a kto zimno, to np. lekarz ajurwedyjski (medycyna hinduska)powiedziałby, że to zależy od konstytucji ciała. Chiński, że jak ktoś ma wychłodzone organy (ponoć popularna przypadłość człowieka zachodu związana m.in z dużą ilością spożywanego cukru), to mu zimno i ma mało energii. And so on
Mam z kolei przyjaciela, który nawet w listopadzie ma włączoną klimę w aucie i śpi przy otwartym oknie, bo tak mu gorąco 

@Agata: witam i pozdrawiam
@Telemach: hm, pragnieniu się nie poddawałam, bo to mogłoby się źle skończyć. Ale wyobraźmy sobie taką sytuację – chcę mi się pić, a nie mam skąd wziąć wody. Moja reakcja może być różna, mogę się wściec i stracić cenną energię (to jest bunt), mogę ze spokojem przyjąć tę informację i pójść szukać wody.
Znużenie próbowałam zaakceptować, efektem jest pójście spać
@Joanna: a co z akceptacją buntu?
@Telemach:hmmm….ekhm….Ty przebiegła gąsko
tak, wypadałoby bunt też zaakceptować…ale jakoś wieszam się myśląc o tym o tej porze
choć to podobno jakaś technika buddyjska, takie zadawanie pytań do oporu, do „zwieszki systemu” mentalnego, tylko nie pamiętam czego te pytania konkretnie dotyczyły. znając buddystów, natury rzeczywistości
Telemach, a co Ty o tym tak naprawdę sądzisz?
Asiu, we wlasnym zyciu przechodze ostatnio przez okres intensywnych zmian, ktore dzieja sie po prostu. Zachodza. A to wszystko wlasnie teraz, kiedy przestalam sie buntowac, kiedy „puscilam” wiele rzeczy, zgodzilam sie na to, co jest, zauwazylam dobre strony w tym, co do tej pory uwazalam za niepozadane. Nie powiedzialabym, ze dzieja sie cuda, ale ze rzeczy niezwykle – to tak. A ze stopami – musze pociwczyc.
Pozdrawiam!
„zmiana zachodzi pod wpływem akceptacji, a nie poprzez bunt…” potrzebuje zmiany w swoim związku, po 2 latach nie wiem co dalej i jak. Ja sie zmieniłam, a on nie chce. Moze to jest jakis sposob? odpuscic sobie i życ z dnia na dzien, nie planując niczego, cieszyc sie tym, co jest tu i teraz….
dzieki za wskazówkę
Bardzo mnie zaciekawiło Twoje doświadczenie, aż chce mi się wypróbowac na samym sobie. Nasuwa mi się jednak jedno pytanie!!!
Czy takie miłosne oddziaływanie można ukierunkowac nie na siebie a na innego osobnika rodzaju ludzkiego???
Wygląda to tak….on ją strasznie Kocha, Ona go uwielbia, bardzo lubi, ale mimo wielu prób nie potrafi wskrzesi w sobie uczucia…..I TAK SOBIE MYŚLĘ, ŻE GDYBY SKIEROWAC TO MIŁOSNE UCZUCIE W JEJ SERDUSZKO, TO MOŻE UDA SIĘ JE W KOŃCU OTWORZY I ROZGRAC NA TYLE, BY MOGŁO COŚ POCZÓC…..co o tym myślicie?????? I czy odległośc ma jakiś wpływ na siłę przekazu miłosnej energii?????????
@Rafał: a co z wolną wolą? Myślę, że „powodowanie” by ktoś wykrzesał z siebie miłość – szczególnie, jeśli ma to być miłość do ciebie, prowadzi w ślepą uliczkę. Robisz to nie dla czyjegoś dobra, a dla swojego dobrego samopoczucia. Chyba, że się mylę i nie o ciebie tu chodzi
tak czy inaczej, każdy ma prawo decydować o sobie i każdy przechodzi przez jakieś etapy, nie nam jest oceniać, czy dany etap jest dobry , czy zły. Lepiej zająć się samym sobą i dbać o swój rozwój. Co innego, jeśli chcesz dać komuś miłość, ale taką bezwarunkową, czyli bez znaczenia będzie czy ten ktoś ją odwzajemnia, czy nie. Bywa to niełatwe. Ale i tak jestem zdania, że najpierw trzeba zacząć od siebie. pozdrawiam
Sekciarsko i seksiarsko
ps. To Twoja stopa na zdjęciu ?
@psychika: hmm…chyba muszę coś o seksie niedługo napisać, bo widzę, że temat chwytliwy
Nie, to nie moja stopa, a stopa Flickr-owa. To ciekawe, nigdy nie myślałam o robieniu zdjęć swoim stopom
Bardzo ciekawy artykuł!!!
Coś w tym naprawdę jest, optymizm może działać bardzo wiele tak jak akceptacja siebie i swojego ciała. Ja znów jestem przykładem, kiedy to choroba, która miała być nieuleczalna i trwać do późnej starości nie zostawiła po dziś dzień najmniejszego śladu. Dlaczego? :
Po pierwsze UśMIECH – mój lekarz prowadzący nie wierzył że jestem chora, patrząc na mnie i na mój optymizm z uśmiechem na ustach mówił że taka osoba nie może być chora i nigdy nikt nie powiedziałby że coś mi dolega
Po drugie – DIETA, oczywiście miałam rygory bez których mój organizm nie mógłby prawidłowo funkcjonować, no cóż … popatrzyłam na wszelkie zalecenia pomnożyłam raz dwa coś odjęłam coś dodałam, a rezultat był taki że żadnej diety nie trzymałam. Znajomy lekarz rodzinny zapytał mnie ( pewnie z troski i szczerej troski) jak się czuję? i jak moja dieta? Odpowiedziałam: „pyta Pan czego nie lubię jeść?” Był oburzony, jednak zupełnie nie potrzebnie – organizm sam dobrze wie czego mu potrzeba. Wystarczy aby wsłuchiwać się we własne wnętrze.
pozdrawiam
Rafał, sądzę, że możesz spróbować pobudzić ją do miłości.
Natężenie odczuwalnego ciepła ciała i energii ‘bijącej’ od drugiej osoby zmienia się wraz z odległością osobników.
Droga Asiu napisałaś bardzo mądrą i przemyślana mysl.Gdyż najważniejsze jest własnie kochać samego siebie.A kochać samego siebie możesz tylko wtedy,gdy masz dużo miłosci w sobie.Jesli masz miłosc możesz dawać miłosc.Tylko osoba która cos posiada może dać to coś drugiej osobie.
Autosugestia, placebo i generowanie dysonansu na siłę
Twoje wnioski są błędne
Zabij się
Lepiej kochać siebie i czerpać z tego energię niż wyobrażać sobie kulę energii albo wizualizować świat, który kocha Nas. Skoro żyjemy to mamy energię sami z siebie by być tutaj. Kiedy chcemy siłę od kogoś, czegoś czy zadajemy sobie pytanie skąd ten ktoś, to coś czerpie siłę? Nie naleje się z pustego a skąd będziemy wiedzieć, że kula , którą sobie wyobrażamy na pewno doda Nam sił? Już samo wyobrażenie sobie tej kuli wyrwało z Nas energię. Lepiej szukać w sobie. A jak już ją znajdziemy i chcemy przekazać dalej, zróbmy to. Znalazła Pani tę energię w sobie a dodatkowo przekazała dalej pisząc ten tekst. A Ja zużyłam trochę swojej by napisać co myślę i by Pani podziękować. Bo tym tekstem Pani dodała Mi energii. Dziękuję bardzo.
To mnie wkurza, że właśnie przez takie rzeczy tradycyjna medycyna chińska bardzo cierpi – nie dosłownie;P, ale opinie o tym wszystkim, o tych bzdurach, wpływają na ogląd społeczeństwa w kwestii całości niekonwencjonalnych metod zdrowotnych. Ja wiem np., że medycyna chińska działa -ja miałem problem z migrenami, absolutnie nic mi nie pomagało, żadne leki, nic po prostu. W końcu, w akcie desperacji się zapisałem do „poradni” chińskiej medycyny – samemu nawet nie próbowałem tego tematu zgłębić i o dziwo – ku mojemu zaskoczeniu pomogło. Miałem wizytę u pani Małgorzaty Szkurłatowskiej z Chantal w warszawie. Także może warto jest się zainteresować tym tematem – nic mi nie pomagało, a teraz migren już praktycznie nie mam…
Medycyna chińska pozwala na świeże spojrzenie z zupełnie innej strony na schorzenie i problem. Dlatego tak czesto okazuje się skuteczna tam, gdzie tradycyjna medycyna swiata zachodniego zawodzi. A Pani Gosia z centrum Chantal jest powszechnie znana ze swojego doswiadczenia i profesjonalizmu w Warszawie i pomogla wielu ludziom.
Gromek nie wiem co Cie wkurza dokładnie bo nie określiłeś. Aby kogoś ocenić jakie dokładnie są kogoś wypowiedzi, myśli, idee wg których jest oceniany można by trochę więcej więcej znać jego słów, myśli i emocji.
Tradycyjna medycyna chińska to wielki dział wiedzy łączący się gdy już wyleczymy siebie na otoczenie, innych ludzi, stąd bierze się feng shui itp. metody. Medycyna chińska tłumaczy ,że najpierw siebie należy leczyć by potem leczyć i doradzać innym. Stąd powiedzenie: chcesz wyleczyć dziecko- wylecz matkę. To nie przenośnia ani mądrość ludowa tylko wiedza, ktora w takiej formie dotarła do dziś. Jesli moje słowa Cie wkurzyły to przykro mi tylko dlatego, że musięlibysmy porozmawiać na poziomie choćby tytuł€ów , które znam i czytałam i stosuję poczynając od Wolfganga Lutza czy Josepha Mercoli i jedzenie bez zbóż, przez książki z filozofii i medycyny chińskiej i diety pięciu przemian poprzez książki z podobnego nurtu psyche i soma wielu autorów : Marshall Rosenberg, Osho, Viktor Frankl czy książki już bardziej kosmiczne np. „Diagnostyka Karmy”. A do tego by było już odjechanie najbardziej ksiązki dotyczące autyzmu, leczenia i wyzdrowienia ludzi tylko dzięki diecie np. cukrzycy w USA i dieta surowa czy osoba Grega Ellisa z USA. Znam osoby w Polsce, które leczą dietą choroby uznane za nieuleczalne. Twoje postrzeganie mojej osoby -jeśli były to słowa kierowane do mnie może się zmienić , możesz np. zajrzeć na moja stronę internetową. Pozdrawiam.