Opór, miłość i zimne stopy.

Summer FeetW pewnym sensie niedawny temat jest nadal aktualny i chodzi mi po głowie. Parę dni temu miałam ciekawe doświadczenie wieczorem, tuż przed zaśnięciem. Położyłam się spać i miałam…zimne stópki :) Jako że taki stan utrudnia rozluźnienie i jest dość nieprzyjemny, stwierdziłam, że chcę coś z tym zrobić – jakoś ogrzać stopy. Przypomniałam sobie o sile wizualizacji, więc ochoczo zabrałam się do roboty. Najpierw wyobraziłam sobie piękną ciepłą kulę energii w nogach. Nic. Im bardziej “podkręcałam” wizualizację, tym bardziej czułam chłód w ciele. Potem zaczęłam wyobrażać sobie, że mam na nogach skarpetki (może trzeba było po prostu ruszyć się i założyć takie prawdziwe ;) ). Dalej nic. I nagle olśniło mnie. Wzbudziłam w sobie uczucie miłości i pomyślałam, że kocham moje stopy, tak po prostu, bez szczególnej intencji, że coś ma się zmienić. Po prostu je kocham, bo są częścią mnie. Po paru sekundach poczułam jak energia zaczyna się poruszać w ciele, a stopy się rozgrzewają… Było to niesamowite przeżycie i dające mi wiele do myślenia. Następnego dnia w podobny sposób “pozbyłam” się bólu gardła.

Wnioski?

Uparte dążenie do tego, żeby było inaczej niż jest, neguje stan obecny. Z jakiegoś powodu blokuje to zmianę. To taka miłość warunkowa. Jak jesteś grzeczny, to rodzice cię chwalą i kochają, ale jak jesteś niegrzeczny, to krzyczą i karcą. Jak stopy są ciepłe, to je lubisz, a jak są zimne, to już są do niczego. Wiemy jakie mogą być skutki warunkowej miłości w stosunku do dzieci (chwiejne poczucie wartości, silna potrzeba akceptacji), najwyraźniej podobna zasada odnosi się też do innych kawałków rzeczywistości. I znów wracam do stwierdzenia, że zmiana zachodzi pod wpływem akceptacji, a nie poprzez bunt. Na własnej skórze doświadczyłam tego, że bunt jedynie wzmacnia stan niepożądany, czy też w jakiś sposób niesprzyjający.

Drugi wniosek jest taki, że energia miłości i akceptacji jest potężna. I pewnie, że mój przykład zimnych stóp dotyczy banalnej i prostej sytuacji, ale mam nieodparte poczucie, że jest to mocny sygnał mówiący o tym jaki jest dobry kierunek. Jakiś tydzień temu miałam spore kłopoty z żołądkiem, ale nie wiedziałam skąd się wziął problem. Skonsultowałam się z panią, która zajmuje się medycyną chińską i innymi mądrymi rzeczami. Poza propozycją zmiany diety powiedziała mi wprost – kochaj bardziej siebie, to może być efekt zablokowanej energii miłości. Dzięki moim zimnym stopom poczułam co miała na myśli. To niesamowite, jak taki drobiazg potrafi przełączyć rozumienie logiczne na głębokie wewnętrzne zrozumienie.

Od tamtej pory codziennie wieczorem robię przegląd ciała i z miłością zwracam się do każdej części zwracającej moją uwagę. Może nie będą musiały już chorować, żeby się nimi zająć :)

Mogą Cię zainteresować te artykuły:

Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.


Szukasz wewnętrznego spokoju? Zapraszam na kurs internetowy, który Ci w tym pomoże.

Joanna
Jest psychologiem, pracuje jako terapeutka i nauczyciel akademicki (SWPS Sopot), prowadzi również warsztaty rozwojowe. Stara się jak może wprowadzać w życie dewizy "tu i teraz" oraz "wszystko, co przychodzi, ma sens". Pisze jak ma wenę, jednak jej wena niestety kapryśnym bytem jest. Joanna nie odkryła jeszcze sposobu wabienia weny w dowolnym momencie. Więcej informacji tutaj.

Komentarze

21 Odpowiedzi na “Opór, miłość i zimne stopy.”
  1. psychika pisze:

    przesadziłaś Asia, to mi brzmi zbyt sekciarsko :)

  2. sławek pisze:

    Bardzo fajnie Asiu, mamy podobne przemyślenia. Dla mnie to w ogóle nie brzmi sekciarsko, bo niby cóż sekciarskiego jest w kochaniu swojego ciała????

  3. Teloch pisze:

    Ciepło indukuje przyjazne odczucia, może przyjazne odczucia indukują w jakimś stopniu ciepło? ;)

    A co do seksu – każdy ma swoje skojarzenia :P

  4. Joanna pisze:

    @psychika: “sekciarsko”? to tylko jakiś stereotyp… jak to się ma do kochania siebie i swojego ciała, jak słusznie napisał Sławek? Może tylko tak, że w naszej kulturze tak niewiele się o tym mówi.
    @Teloch: Trzebaby zrobić pomiary temperatury u optymistów i pesymistów ;) a o seksie to nie pomyślałam, choć myślę, że nastawienie o jakim napisałam, mogłoby być całkiem sprzyjające ;)

  5. Teloch pisze:

    Hah, teraz prawdziwie strzeliłem sobie w stopę :P czytając komentarz Marcina przeczytałem “Seksiarsko” :P Wyszło, że to ja mam skojarzenia :P

    Hm, ciekawe od czego w takim razie zależy czy ktoś lubi ciepło czy zimno :>

  6. Agata pisze:

    bardzo ciekawe przemyślenia- zgadzam się z nimi w 100-u procentach, gdyż i ja poznałam sprawę akceptacji z autopsji- zdecydowanie akceptacja wygrywa z buntem przeciwko danej sytuacji. Kiedy przestajesz walczyć i poddajesz się- wygrywasz. A czymże jest akceptacja jak nie powiedzeniem dobranoc wojnie?
    Pozdrawiam i dziękuję, za ciekawy blog.

  7. Telemach pisze:

    Rozliczne są sposoby przechytrzenia złudzenia noszącego też miano rzeczywistości. A próbowałaś kiedyś zaakceptować bądź polubić głód lub pragnienie? Niechęć? Znużenie? Zwątpienie?

    A ze stopami wyprobuję ;-)

    Pozdrowienia

  8. Joanna pisze:

    @Teloch: hehe, Teloch ma skojarzeeenia ;) )) Wiesz, co do tego kto lubi ciepło a kto zimno, to np. lekarz ajurwedyjski (medycyna hinduska)powiedziałby, że to zależy od konstytucji ciała. Chiński, że jak ktoś ma wychłodzone organy (ponoć popularna przypadłość człowieka zachodu związana m.in z dużą ilością spożywanego cukru), to mu zimno i ma mało energii. And so on :) Mam z kolei przyjaciela, który nawet w listopadzie ma włączoną klimę w aucie i śpi przy otwartym oknie, bo tak mu gorąco :)
    @Agata: witam i pozdrawiam :)
    @Telemach: hm, pragnieniu się nie poddawałam, bo to mogłoby się źle skończyć. Ale wyobraźmy sobie taką sytuację – chcę mi się pić, a nie mam skąd wziąć wody. Moja reakcja może być różna, mogę się wściec i stracić cenną energię (to jest bunt), mogę ze spokojem przyjąć tę informację i pójść szukać wody.
    Znużenie próbowałam zaakceptować, efektem jest pójście spać :)

  9. Telemach pisze:

    @Joanna: a co z akceptacją buntu? ;-)

  10. Joanna pisze:

    @Telemach:hmmm….ekhm….Ty przebiegła gąsko ;) tak, wypadałoby bunt też zaakceptować…ale jakoś wieszam się myśląc o tym o tej porze ;) choć to podobno jakaś technika buddyjska, takie zadawanie pytań do oporu, do “zwieszki systemu” mentalnego, tylko nie pamiętam czego te pytania konkretnie dotyczyły. znając buddystów, natury rzeczywistości ;) Telemach, a co Ty o tym tak naprawdę sądzisz?

  11. Ola pisze:

    Asiu, we wlasnym zyciu przechodze ostatnio przez okres intensywnych zmian, ktore dzieja sie po prostu. Zachodza. A to wszystko wlasnie teraz, kiedy przestalam sie buntowac, kiedy “puscilam” wiele rzeczy, zgodzilam sie na to, co jest, zauwazylam dobre strony w tym, co do tej pory uwazalam za niepozadane. Nie powiedzialabym, ze dzieja sie cuda, ale ze rzeczy niezwykle – to tak. A ze stopami – musze pociwczyc. :) Pozdrawiam!

  12. Vea pisze:

    “zmiana zachodzi pod wpływem akceptacji, a nie poprzez bunt…” potrzebuje zmiany w swoim związku, po 2 latach nie wiem co dalej i jak. Ja sie zmieniłam, a on nie chce. Moze to jest jakis sposob? odpuscic sobie i życ z dnia na dzien, nie planując niczego, cieszyc sie tym, co jest tu i teraz….
    dzieki za wskazówkę :)

  13. Rafał pisze:

    Bardzo mnie zaciekawiło Twoje doświadczenie, aż chce mi się wypróbowac na samym sobie. Nasuwa mi się jednak jedno pytanie!!!
    Czy takie miłosne oddziaływanie można ukierunkowac nie na siebie a na innego osobnika rodzaju ludzkiego???
    Wygląda to tak….on ją strasznie Kocha, Ona go uwielbia, bardzo lubi, ale mimo wielu prób nie potrafi wskrzesi w sobie uczucia…..I TAK SOBIE MYŚLĘ, ŻE GDYBY SKIEROWAC TO MIŁOSNE UCZUCIE W JEJ SERDUSZKO, TO MOŻE UDA SIĘ JE W KOŃCU OTWORZY I ROZGRAC NA TYLE, BY MOGŁO COŚ POCZÓC…..co o tym myślicie?????? I czy odległośc ma jakiś wpływ na siłę przekazu miłosnej energii?????????

  14. Joanna pisze:

    @Rafał: a co z wolną wolą? Myślę, że “powodowanie” by ktoś wykrzesał z siebie miłość – szczególnie, jeśli ma to być miłość do ciebie, prowadzi w ślepą uliczkę. Robisz to nie dla czyjegoś dobra, a dla swojego dobrego samopoczucia. Chyba, że się mylę i nie o ciebie tu chodzi :) tak czy inaczej, każdy ma prawo decydować o sobie i każdy przechodzi przez jakieś etapy, nie nam jest oceniać, czy dany etap jest dobry , czy zły. Lepiej zająć się samym sobą i dbać o swój rozwój. Co innego, jeśli chcesz dać komuś miłość, ale taką bezwarunkową, czyli bez znaczenia będzie czy ten ktoś ją odwzajemnia, czy nie. Bywa to niełatwe. Ale i tak jestem zdania, że najpierw trzeba zacząć od siebie. pozdrawiam :)

  15. psychika pisze:

    Sekciarsko i seksiarsko :)

    ps. To Twoja stopa na zdjęciu ?

  16. Joanna pisze:

    @psychika: hmm…chyba muszę coś o seksie niedługo napisać, bo widzę, że temat chwytliwy ;) Nie, to nie moja stopa, a stopa Flickr-owa. To ciekawe, nigdy nie myślałam o robieniu zdjęć swoim stopom :)

  17. Paulina pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł!!!

    Coś w tym naprawdę jest, optymizm może działać bardzo wiele tak jak akceptacja siebie i swojego ciała. Ja znów jestem przykładem, kiedy to choroba, która miała być nieuleczalna i trwać do późnej starości nie zostawiła po dziś dzień najmniejszego śladu. Dlaczego? :
    Po pierwsze UśMIECH – mój lekarz prowadzący nie wierzył że jestem chora, patrząc na mnie i na mój optymizm z uśmiechem na ustach mówił że taka osoba nie może być chora i nigdy nikt nie powiedziałby że coś mi dolega
    Po drugie – DIETA, oczywiście miałam rygory bez których mój organizm nie mógłby prawidłowo funkcjonować, no cóż … popatrzyłam na wszelkie zalecenia pomnożyłam raz dwa coś odjęłam coś dodałam, a rezultat był taki że żadnej diety nie trzymałam. Znajomy lekarz rodzinny zapytał mnie ( pewnie z troski i szczerej troski) jak się czuję? i jak moja dieta? Odpowiedziałam: “pyta Pan czego nie lubię jeść?” Był oburzony, jednak zupełnie nie potrzebnie – organizm sam dobrze wie czego mu potrzeba. Wystarczy aby wsłuchiwać się we własne wnętrze.

    pozdrawiam

  18. Anna pisze:

    Rafał, sądzę, że możesz spróbować pobudzić ją do miłości.
    Natężenie odczuwalnego ciepła ciała i energii ‘bijącej’ od drugiej osoby zmienia się wraz z odległością osobników.

  19. Łucja pisze:

    Droga Asiu napisałaś bardzo mądrą i przemyślana mysl.Gdyż najważniejsze jest własnie kochać samego siebie.A kochać samego siebie możesz tylko wtedy,gdy masz dużo miłosci w sobie.Jesli masz miłosc możesz dawać miłosc.Tylko osoba która cos posiada może dać to coś drugiej osobie.

  20. Anonymous pisze:

    Autosugestia, placebo i generowanie dysonansu na siłę

    Twoje wnioski są błędne

    Zabij się

  21. Sylwia pisze:

    Lepiej kochać siebie i czerpać z tego energię niż wyobrażać sobie kulę energii albo wizualizować świat, który kocha Nas. Skoro żyjemy to mamy energię sami z siebie by być tutaj. Kiedy chcemy siłę od kogoś, czegoś czy zadajemy sobie pytanie skąd ten ktoś, to coś czerpie siłę? Nie naleje się z pustego a skąd będziemy wiedzieć, że kula , którą sobie wyobrażamy na pewno doda Nam sił? Już samo wyobrażenie sobie tej kuli wyrwało z Nas energię. Lepiej szukać w sobie. A jak już ją znajdziemy i chcemy przekazać dalej, zróbmy to. Znalazła Pani tę energię w sobie a dodatkowo przekazała dalej pisząc ten tekst. A Ja zużyłam trochę swojej by napisać co myślę i by Pani podziękować. Bo tym tekstem Pani dodała Mi energii. Dziękuję bardzo.

Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

Bad Behavior has blocked 317 access attempts in the last 7 days.