Ile miłości w miłości?
Dziś przeczytałam króciutki, ale ciekawy wpis na temat mierzenia ilości miłości. Takuin zadał pytanie o to, czy może być mniej lub więcej miłości, czy może to tylko nasz umysł chce to mierzyć, a miłość po prostu jest. Zainspirowało mnie to do rozważań, zaowocowało też rozmową z przyjaciółką i dzielę się moimi spostrzeżeniami tutaj.
Mówimy „to jest najukochańsza osoba na świecie”, oznacza to więc, że inne kochamy mniej. Ale co to znaczy kochać bardziej lub mniej? Być bardziej lub mniej przywiązanym? Więc to nie miłość, to przywiązanie. Mniej lub bardziej chcieć przebywać z daną osobą. To potrzeba bliskości, a może nawet posiadania kogoś. To też raczej nie jest miłość. Za tą a nie inną osobą bardziej tęsknić? To lęk przed samotnością, a nie miłość. Mylimy miłość z tyloma rzeczami, ściągając na siebie cierpienie i zawód – aby zobaczyć jak wiele, wystarczy poczytać komentarze pod wpisem o rozstaniach.
Miłość jest tym czymś wielkim, bezwarunkowym, nie związanym z potrzebami, posiadaniem, lękiem. Miłość po prostu jest, niezależna tak naprawdę od obiektu, od cech osoby, od związku. A jednak w niektórych relacjach pozwalamy sobie na odczuwanie większej „ilości” miłości niż w innych. Czasem inne sprawy przesłaniają nam miłość jaka istnieje – negatywne emocje, potrzeby, przekonania. Jednych kochamy ponad życie, innych kochaliśmy a teraz nienawidzimy, na początku kochaliśmy ślepą miłością, a teraz miłość się wypaliła.
Mieliście kiedyś poczucie, że kochacie cały świat? Może to ideał, jakim są oświeceni (czy jakkolwiek to inaczej nazwać) mistrzowie, ale czemu nie dążyć do ideałów.
Przebudzenie jest dla mnie zdaniem sobie sprawy i odczuciem, że miłość po prostu jest wokół nas, totalnie bezwarunkowo. I że można się do niej „dokopać” odsuwając na bok wszystko to, co ją przesłania. Ważne jest też to, że miłość można dawać każdemu, bez względu na to w jakiej relacji z nim jesteśmy. Nie mamy przecież ograniczonego zasobu miłości, ograniczony może być jedynie kontakt z tym naszym wewnętrznym zasobem. A kontakt ten zaczyna się od wypełniania poczuciem miłości samego siebie czyli nauką samoakceptacji. Nie jest to takie proste, o nie. Ale mam wrażenie, że to podstawa czegoś, co nazywamy „szczęściem” czy „poczuciem pełni”.
Miewam takie momenty. Oby pojawiały się coraz częściej, bo na razie niż jesienny daje się we znaki. Może w nostalgii i październikowym zimnym wietrze też odkryję miłość?
Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.





Ostatnio rozmawiałam z kimś, z kim byłam w 5 letnim związku. Rozpadł się między innymi z powodu błędnego rozumienia miłości, jako chęci zawłaszczenia, kontroli. Była to relacja pełna lęku. We tej niedawnej rozmowie powiedziałam: „Kocham Cię i dopiero teraz moja miłość może być okazywana bez przeszkód, oddychać pełną piersią. Wcześniej (kiedy nazywało się, że: „jesteśmy razem”), ta nasza związkowa: „miłość” przeszkadzała mi Cię kochać.
Magda, to bardzo piękne o czym piszesz. Wydaje mi się, że paradoksalnie właśnie „związki” i nasze przywiązanie do tego jak one mają wyglądać, często stają na drodze miłości.
jestem z żoną 27 lat i kocham Ją coraz bardziej ,jestem szczęśliwym facetem! ,a tak na marginesie -ostatnio gdzieś zasłyszałem -”szczęście jest produktem ubocznym właściwego postępowania” Bardzo mi się to podoba.
Wojtku, to co zasłyszałeś o szczęściu bardzo mi się podoba. Może odkryłeś tajemnicę życia?
A co do tego przywiązania do wyobrażeń i schematów dotyczących związków zgadzam się z autorką artykułu, który jak zwykle ciekawy, o niebanalnym spojrzeniu na poruszany problem. pozdrawiam
Witam! Stopniowanie miłości! tak sobie pomyślałem „To pewnie wygodne” może kocham Panią Kasię tyko trochę a jak dostanę 2 na najbliższych ćwiczeniach to będę ją kochał jeszcze mniej – tak za karę! Można i tak można za karę bo „Cię będę mniej kochał” taki bicz na „najbliższych” używany nagminnie wobec bezbronnych – dzieci. Czy na pewno najbliższych? Miłość to otwarcie siebie na inną osobę, przyjęcie jej w całości,żyzność dla nasiona. Nie ma stopni, wartości, reguł prawd, itd. Nie można jej przysięgać w jakiejkolwiek instytucji. Kod 0 albo 1 jest albo nie ma i to uproszczenie bardzo mi odpowiada. Reszta to nierozpoznane emocje. Ale jak je rozpoznać skoro od najmłodszych lat wpajane jest wartościowanie i stopniowanie miłości.Pozdrawiam! Piotr!
@Wojtek: mi też się podoba to o szczęściu
Innymi słowy, zamiast ganiać za szczęściem, róbmy swoje najlepiej jak potrafimy.
@juwa: dzięki za dobre słowo
@Piotr: takie stopniowanie miłości, to nic innego jak miłość warunkowa i warunkowa akceptacja. Jak jesteś grzeczny, to mamusia cię kocha, a jak nie, to łamiesz mamusi serce. Coś strasznego i bardzo krzywdzącego. Dlatego tak ważne jest byśmy uczyli się i uczyli dzieci bezwarunkowości w miłości i odróżniania jej od innych spraw.
PIszesz o stanie inflacji
@Integralny: Marcin, rzuciłeś totalnie niejasnym hasłem, spieszysz się gdzieś?
Rozumiem, że masz na myśli stan inflacji ego, w rozumieniu jungowskim. Znalazłam taką oto definicję: „W kontakcie z symbolami i archetypami nieświadomości zbiorowej, np. w procesie twórczym, w przełomowych momentach życia, ego uzyskuje szczególny rodzaj wglądu i emocjonalnego „naładowania”. Energia psychiczna wznosi się na poziom ekstremalny, a ego może ulegać „rozdęciu”, tj. inflacji. Stan inflacji ego Jung nazywa owładnięciem. Treścią stanu inflacji mogą być różne archetypy (Stary Mędrzec, Wielka Matka, jaźń). Ego ulega wtedy intensywnemu oddziaływaniu nieświadomości zbiorowej, niczym dajmoniona (bóstwa). Inflacja ego jest nieodłącznym elementem procesu indywiduacji (przeżycia twórcze, doświadczenie religijne, kryzys połowy życia), ale mogą też być doświadczeniem negatywnym, kiedy ego traci swą autonomię (przejściowe lub stabilne stany psychotyczne).” i jeszcze „W kontakcie z symbolami i archetypami nieświadomości zbiorowej, np. w procesie twórczym, w przełomowych momentach życia, ego uzyskuje szczególny rodzaj wglądu i emocjonalnego „naładowania”. Energia psychiczna wznosi się na poziom ekstremalny, a ego może ulegać „rozdęciu”, tj. inflacji. Stan inflacji ego Jung nazywa owładnięciem. Treścią stanu inflacji mogą być różne archetypy (Stary Mędrzec, Wielka Matka, jaźń). Ego ulega wtedy intensywnemu oddziaływaniu nieświadomości zbiorowej, niczym dajmoniona (bóstwa). Inflacja ego jest nieodłącznym elementem procesu indywiduacji (przeżycia twórcze, doświadczenie religijne, kryzys połowy życia), ale mogą też być doświadczeniem negatywnym, kiedy ego traci swą autonomię (przejściowe lub stabilne stany psychotyczne).”
Jestem bardzo ciekawa w jaki sposób odnosisz tę definicję do tego, o czym ja napisałam.
a ja się zastanawiam czy miłość może trwać gdy jest jednostronna… gdy jedna osoba akceptuje drugą, podziwia, uwielbia, moze tego nie okazując a ta druga moze nawet o tym wie ale nie odwzajemnia.. czy gdy to uczucie jest jednostronne to nadal jest miłością?
@Yaishi: myślę, że zdecydowanie tak! dlaczego miłość, która jest tak potężną energią miała być uzależniona od tego, czy jest wzajemna? A jeśli czuję miłość do całego świata, a on mnie cały (w sensie pojedynczych ludzi) nie kocha, to czy to też nie jest miłość?
miłość to jest to, co mamy w sercu, niezależnie od wszystkiego, tak mi się wydaje.
Nauczmy się pierw kochać życie, reszta będzie tylko formalnością.