Pieniądze – pragnienie i wstręt.
Ostatnio często natrafiam na blogi i wpisy na temat pieniędzy. Momentami mam trochę dość tych wszystkich sekretnych sposobów jak się stać bogatym, całego zamieszania związanego z przyciąganiem pieniędzy, i tak dalej. Z drugiej strony, pieniądze są naszą rzeczywistością, są potrzebne by przeżyć, cieszyć się komfortem i rozwijać się (książki, warsztaty, kursy). Oczywiście ktoś może polemizować, że rozwijać się można i bez pieniędzy, a przeżyć można minimalnym kosztem. Jasne, ale to kwestia wyboru. W naszym społeczeństwie wiele spraw wiąże się z pieniędzmi i ja wybieram korzystanie z nich. Ale aby robić to w sensowny sposób, trzeba mieć temat pieniędzy “poukładany”. Mam wrażenie, że część ludzi cierpi na swoistą schizofrenię finansową, z jednej strony chcą mieć pieniądze i godnie żyć, a z drugiej uważają pieniądze za coś nieczystego. Zauważyłam, że ja też miewam takie sprzeczne tendencje, zdecydowałam więc przyjrzeć się moim przekonaniom na ten temat. To bardzo złożona sprawa i czasem trudno się dziwić, że ten czy tamten ma problemy z zarobieniem sensownych pieniędzy.
To jakie są moje przekonania na temat pieniędzy, posiadania pieniędzy i starania się o to, by z łatwością je zarabiać? Zacznijmy, od przeszkadzaczy.
Przeszkadzacz 1: Branie pieniędzy za pomaganie innym nie jest do końca ok. Branie dużych pieniędzy za pomaganie innym jest mocno nie-ok.
To przekonanie jest coraz słabsze, między innymi dzięki pewnym przekonaniom-pomagaczom (o nich będzie dalej), ale nadal pokutuje. Związane jest to chyba z taką społeczną normą moralną, że np. nie powinno się brać nic w zamian za okazanie życzliwości, empatię i wysłuchanie drugiej osoby. To robią przyjaciele. Ale przecież robią to też psychologowie. Patrząc na to z innej strony: wysłuchując przyjaciela, otrzymujemy (a często oczekujemy!) przecież coś w zamian. Następnym razem, to on mnie wysłucha. Albo zajmie się kiedyś moimi rybkami. Albo postawi mi piwo. Cokolwiek, w końcu wszechświat dba o równowagę. I nie chodzi mi o to, żeby wyczekiwać “zapłaty”, tylko o to, żeby ufać w przepływ energii we wszystkich kierunkach. Czasem dzieje się to “samo z siebie”, a czasem to ja wybieram sposób w jaki ma się to zrealizować. Robiąc to, co umiem najlepiej (na przykład rozmawiając z ludźmi o ich życiu) daję z siebie bardzo dużo i mam prawo chcieć jakiejś formy uzupełnienia energii. Jeszcze wrócę do tego tematu.
Przeszkadzacz 2: Mając coraz więcej pieniędzy, coraz więcej się ich traci (podatki, ubezpieczenia, itd).
No tak, to prawda, płacimy podatki i “zżerają” one sporo naszych dochodów. Łatwo jest jednak popaść w negatywizm narzekając na fiskusa, system, rządy, itd. A to raczej energii nie przysparza. Może potraktować to jako element systemu, w którym zgadzam się żyć (mogę przecież wyjechać i żyć gdzie indziej, nic mnie nie ogranicza) i przyjmuję obowiązujące zasady gry? To trochę jak z biletami na komunikację miejską. Gdy przestałam korzystać z przywileju ulgi na przejazd, płacenie całej kwoty wydawało mi się gigantycznym zdzierstwem. A teraz mój umysł już się przyzwyczaił i traktuję to jako normalną sprawę, nie porównując ile płacą studenci czy emeryci. Zresztą metafora gry w przypadku pieniędzy jest dość nośna (polecam tekst Steva Pavliny) – czy pieniądze traktujesz szalenie poważnie (spinając się przy okazji i przeżywając lęk) czy potrafisz się bawić i cieszyć niezależnie od tego ile i czy wygrywasz?
Przeszkadzacz 3: Zajmowanie się tym, jak mieć dużo pieniędzy powoduje, że wkładam energię w realizowanie wartości, która nie jest dla mnie najważniejsza.
Myślę, że tego przeszkadzacza można przeformułować na pomagacza. Bo tak naprawdę, gdy mam pieniądze, to cieszy mnie to nie dlatego, że je mam, ale dlatego, że jest to krok ku realizacji ważnych potrzeb i wartości w moim życiu. Wystarczy dokonać pewnego przesunięcia pojęciowego – pieniądze to narzędzie, nie cel sam w sobie. Jaki jest mój cel – to dopiero ważne pytanie. Jakie potrzeby chcę zrealizować, jak chcę się czuć? Może się okazać, że do niektórych rzeczy wcale nie są mi potrzebne pieniądze, bo świat załatwi to w jakiś inny sposób (np. zamiast kupować samochód mogę dostać firmowy). Ale tak jak trudno jest zadbać o ogród bez narzędzi (łopata i sekator nie są tu moimi wartościami, wartością jest otaczające piękno przyrody), tak pewne potrzeby trudno zaspokoić bez pieniędzy. Da się, ale dlaczego nie zagrać w tę grę?
Przeszkadzacz 4: Robienie “sztuczek” (np. praca z prawem przyciągania), aby mieć więcej pieniędzy nie jest dobre, bo na pieniądze trzeba po prostu zapracować.
To niestety spadek po pracoholikach w rodzinie i jest związany z przekonaniami na temat pracy samej w sobie. Pracować trzeba i to ciężko, tylko wtedy jest się spełnionym i wartościowym człowiekiem. Jeszcze to trochę we mnie siedzi, ale na szczęście coraz płycej. Poza pracą jest jeszcze życie, którym trzeba się cieszyć w każdym możliwym momencie. Nawet jeśli praca jest pasją, trzeba czasem odpocząć i zrobić coś innego. Dlatego warto zarabiać dużo robiąc relatywnie niewiele. To, co robię poza pracą też jest przecież wartościowe. A tak na marginesie, aby szybko dostać się do swoich przekonań na temat pieniedzy (a przynajmniej ich części), wystarczy przypomnieć sobie, co mówili o tym nasi rodzice i ewentualnie dziadkowie.
Przeszkadzacz 5: Duże pieniądze robią duzi biznesmeni, co najczęściej wiąże się z wciskaniem ludziom rzeczy szkodliwych lub im niepotrzebnych.
Tu mamy z kolei spadek społeczny – podział na biednych, uciśnionych, uczciwych ludzi i kapitalistyczne rekiny nieetycznie zarabiające góry pieniędzy jest bardzo powszechny w ludzkich umysłach. Efekty są przeróżne, od kulawego systemu wspomagania przedsiębiorczości, do podejrzliwości wobec bogatych biznesmenów oraz właśnie wyrzutów sumienia gdy zarabia się np. więcej niż swoi rodzice. Steve Pavlina powiedział coś takiego: jeśli nie udaje ci się dobra gra w pieniądze, nie oskarżaj gry, ani innych graczy. Oni po prostu potrafią lepiej grać, ty też możesz się tego nauczyć. Jest jeszcze inny aspekt tego przekonania. Że żeby jeden zarobił, drugi musi stracić. Stan umysłu, dzięki któremu człowiek czuje, że bogactwo wszechświata jest nieograniczone pomaga przekroczyć tę przeszkodę. Ja coś dostaję, ty coś dostaje, ktoś jeszcze coś dostaje. Nie muszę nikomu nic zabierać, żeby coś mieć.
Mam też na szczęście kilka dobrych przekonań, dzięki którym mimo wszystko należę to tej bogatszej części ludności na naszym globie.
Pomagacz 1: Wszechświat troszczy się o mnie i dba o to, bym zawsze miała jakieś źródło pieniędzy.
To przekonanie wrosło we mnie przez te kilka lat, odkąd zaczęłam sama się utrzymywać. Efekty były czasem wielce zaskakujące. Telefony od obcych ludzi, którym byłam polecona przez jeszcze bardziej tajemniczych osobników, z propozycjami pracy od zaraz za stawkę, która w danym momencie zaspakajała jakąś konkretną potrzebę. Po prostu, gdy potrzeba się pojawiała (np. opłacenie kursu, leczenia, czy czegoś innego, co było w danym momencie ważne) mówiłam sobie: ufam, że pieniądze na to się szybko znajdą. Co wydaje mi się istotne, to fakt, że czułam bardzo głęboko, że cel na jaki je przeznaczę jest istotny i wart wydawania pieniędzy. I tu widzę kolejnego przeszkadzacza:
Przeszkadzacz 6: Pieniądze trzeba wydawać tylko na sprawy ważne i potrzebne. Nie można chcieć mieć pieniędzy tylko żeby je mieć albo wydawać na “głupstwa”.
Dlaczego to przekonanie jest ograniczające? Bo warunkuję ich zarabianie pomysłami na ich wydawanie i oceną tego, na co idą. Czuję, że mam sporo przekonań na temat tego, co jest sensownym wydatkiem, a co bezsensownym. I nie chodzi o to, że chcę kupować bezsensowne przedmioty, a o to, by czuć pełną wolność wyboru co do tego, co sobie kupię. Nie mieć wyrzutów sumienia i mieć pieniądze na to, co chcę. I tak nadal czuję dysonans pisząc, że chcę wydawać pieniądze na co żywnie mi się podoba. To jakaś grubsza sprawa…
Wracając do pomagaczy:
Pomagacz 2: Pieniądze są przepływem energii, jedną z jej ziemskich reprezentacji.
Tak traktując pieniądze nie wpadamy w pułapkę posiadania kasy dla kasy, a traktujemy je jako środek do realizacji celów. Pieniądze tracą też swój demoniczny wymiar – to nie pieniądze są “złe”, jak wiele osób uważa. To sposób traktowania pieniędzy przez ludzi prowadzi do często katastrofalnych skutków. Pieniądze nie są ani złe ani dobre. Budując w sobie takie przekonanie udało mi się nabrać zdrowego podejścia do brania pieniędzy za porady i konsultacje jakich udzielam. Ponieważ długo służyłam radą “po przyjacielsku”, branie za to pieniędzy czułam jak zdradę jakichś ideałów. Ale przekonuje mnie idea równowagi we wszechświecie – dobrze jest, jeśli zaangażowanie jest po obu stronach, a w naszym społeczeństwie przyjęło się używać pieniędzy do wyrażenia tego zaangażowania. Ja wkładam w coś swoją energię i oczekuję tego samego po drugiej stronie. Oczywiście wymiana może polegać na czymś innym, jestem zawsze na to otwarta. Jak i na to, że czasem (często) “zapłata” przychodzi od kogoś innego. Jak z bankiem czasu – wkładasz swoją część i otrzymujesz zapłatę, ale niekoniecznie od tego, komu świadczyłeś swoje usługi. Ale takie działanie jest moim wyborem, a nie obowiązkiem związanym z “ideałami”.
Pomagacz 3: Wycena mojej pracy jest zależna w głównej mierze ode mnie.
Gdy jeszcze jako studentka dorabiałam ucząc angielskiego i robiąc tłumaczenia, wykonywałam tę pracę za jakieś śmieszne pieniądze, po to, by zarobić cokolwiek. Związane było to też ze słabym poczuciem własnej wartości, czy też swojej kompetencji. Z czasem nauczyłam się jednak, że to ja oceniam ile wart jest mój czas i moja praca. Jeśli kogoś na to nie stać, to znajdzie kogoś tańszego, ale to wcale nie blokuje moich możliwości zarobku. Do każdej ceny znajdzie się ktoś, kto wyda określoną kwotę (inaczej nie byłoby samochodów za setki tysięcy dolarów, sukienek za tysiące euro czy zegarków za tysiące złotych). I okazało się, że kwoty, które najpierw nie przechodziły mi przez gardło, nagle zaczynają lądować na moim koncie. I świat się nie wali, a ja czuję się z tym w porządku. Kwestia jak przesuwać granicę tego, z czym czujemy się w porządku i jak daleko chcemy w tym zajść. Mam historię z własnego życia związaną z tym, co się dzieje, gdy zarabiamy za dużo, niż nasze przekonania pozwalają. Tuż po studiach zaczęłam pracować dla pewnej dużej firmy, zajmując się ich stroną internetową. Zawsze mnie to bawiło i lubiłam dłubanie w komputerach. Wynagrodzenie jak na moje poczucie wręcz gigantyczne. I niestety zaczęłam mieć wątpliwości czy to, co robię warte jest pieniędzy, które dostaje. Czułam się niekompetentna, praca przestała mnie bawić i cieszyć, miałam poczucie winy przy każdym podpisywanym przez szefa rachunku. W końcu zaczęłam popełniać błędy, nie potrafiłam się zaangażować w to, co robię, i nasza współpraca przedterminowo się zakończyła. Oczywiście w tej historii jest wiele wątków i czynników, ale mam wrażenie, że moje nieprzygotowanie psychiczne na zarabianie takich pieniędzy było ważnym elementem. Od tamtej pory zawsze sprawdzam jak się czuję z kwotami, które są mi proponowane lub ja proponuję.
Podsumowując, wszelkie sprzeczności jakie odczuwamy w stosunku do pieniędzy mogą negatywnie odbijać się na stanie naszego konta lub na naszym samopoczuciu. Teoretycznie wszyscy chcemy być bogaci, ale w naszym umyśle często kryją się różne dziwne przekonania na ten temat. Warto się im przyjrzeć i w miarę możliwości zmieniać. Temat oczywiście nie jest wyczerpany, może jeszcze do niego wrócę.
Mogą Cię zainteresować te artykuły:
Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.
Szukasz wewnętrznego spokoju? Zapraszam na kurs internetowy, który Ci w tym pomoże.






Droga Pani Joanno,
ponieważ w mym długim życiu dane było mi doznać zarówno ubóstwa graniczącego z nędzą jak i nadmiaru pieniędzy pragnę uzupełnić Pani listę o dwa, moim zdaniem istotne, punkty.
Przszkadzacz 7: Duża ilość pieniędzy kształtuje nie tylko nas lecz również nasze nawyki konsumpcyjne, nawyki naszego najbliższego otoczenia i jego oczekiwania w stosunku do nas oraz tego co powinna przyniesc przyszłość. Obrastamy “infrastrukturą” a ta domaga się niekończących się nakładów. Twierdzenie, że możemy przecież w każdej chwili zrezygnować z tego co uznajemy za zbyteczne jest twierdzeniem problematycznym. O urokach (względnego) ubóstwa można przekonać samego siebie. Trudniej partnera, potomstwo, przyjaciół. Przykład: jeśli nasze dziecko spędzało rokrocznie wakacje nurkując w towarzystwie przyjaciół u wybrzeży Australii, trudno będzie mu wytłumaczyć, że taką samą radość osiągnie w wiejskiej giniance i w samotności. To jak mieszkamy, z kim spędzamy czas i w jaki sposób, nasze zamiłowania – wszystko to jest pochodną statusu majątkowego. Downsizing jest w każdej chwili możliwy, ale jedynie teoretycznie bo oznaczałby izolację społeczną a z tym najblizsi niełatwo się godzą. Pojawia się dylemat: być dalej niewolnikiem infrastruktury i biegać w kieracie czy rozczarować tych, których się kocha? Trudny dylemat bo oznacza on wybór pomiędzy miłością a wolnością.
Pomagacz 4: Tylko posiadanie adekwatnej kwoty pieniędzy pozwala na luksus niemyślenia o sprawach finansowych
Drogi Telemachu,
O tym pewnie kiedyś jeszcze napiszę. pozdrawiam!
dziękuję bardzo za uzupełnienie. Myślę, że takich przeszkadzaczy i pomagaczy jest o wiele więcej, każdy ma swoje, a niektóre są bardziej rozpowszechnione. Mam tylko jedną uwagę do do tego: “Pojawia się dylemat: być dalej niewolnikiem infrastruktury i biegać w kieracie czy rozczarować tych, których się kocha? Trudny dylemat bo oznacza on wybór pomiędzy miłością a wolnością.” – dla mnie nie jest to wybór między miłością a wolnością, bo miłość JEST wolnością. To wybór dotyczący przywiązania, opieki, brania odpowiedzialności za innych, itd. Miłość ma tu niewiele do rzeczy – tak ja uważam. Ale może dlatego, że mam dość specyficzną definicję miłości
Witam
każdy kto ma zamiar zarabiać pieniądze powinien sobie te punkty wydrukować i powiesić w miejscu pracy i co jakiś czas przeczytać ,żeby się nie pogubić. Kolega się mnie spytał : to co pewnie teraz jakaś wypasiona fura co? Więc spytałem się kolegi po co? po to żebym miał czego pilnować i o co się zamartwiać bo lakier metalik za 8000pln bo przegląd obowiązkowy za 1000pln bo jak nie to gwarancję stracę -to jest jakaś paranoja nie rozumiem tego i nawet się nie staram by to pojąć i osobiście współczuje ludziom ,którzy mogą być wolni będąc szefami sami dla siebie ,a w którymś momencie wymyka się im to z pod kontroli i stają się niewolnikami konsumpcji posuniętej do absurdu no bo stać ich przecież prawda. I tu będę brutalny “jak się dupę przyzwyczai do smarowania miodem to jak miodu zabraknie to dupa zaczyna boleć i wysypki jakieś wyskakują”. Wszystko jest dla ludzi ,ale trzeba mieć umiar i robić to z głową.
To co pisze telemach jest tak typowe ,że przez chwilę zastanawiałem się czy w ogóle podejmować temat. Jak to działa? ,a więc tak – otwieramy powiedzmy firmę i jesteśmy pełni podniecenia oraz niepokoju czy się uda.Wcześniej zarabialiśmy przykładowo 2000pln ,a teraz zarabiamy 10.000pln i zaczyna się jazda.Począwszy od skarpetek ,a kończąc na meblach.Nagle zarabiając więcej okazuje się ,że zwykłe bawełniane skarpety za 3pln są już niezdrowe muszą być NIKE za 80pln i to kupione nie byle gdzie, a meble z których byliśmy do tej pory zadowoleni są jakieś brzydkie.Pojawiają się dziwne znajomości i zanim człowiek się zorientuje to czy tego chce czy nie zaczyna nurkować w Australii,jeżdzić do Austrii na narty i pić winko do obiadu za 100pln pomimo to ,że wina nigdy nie lubił no i mój ulubiony temat samochody nagle okazuje się, że musi być samochód za 150.000pln no i jak tu wysiąść z samochodu za 150.000pln w skarpetkach za 3pln?
To się samo nakręca i żyje własnym życiem i nagle podmiot (czyli właściciel firmy) zaczyna zdawać sobie sprawę ,że musi na to wszystko zarobić ,żeby to utrzymać i żeby utrzymać się na półce na którą sam się wtarabanił:-)no i bliscy, którzy przywykli do tej sytuacji no bo temat skarpetek dotyczy wszystkich najbliższych prawda ?. Moje życie zawodowe kręci się wokół budownictwa i napatrzyłem się na takich “rekinów finansjery” i jest jedna rzecz ,która ich łączy zarabiając 2000pln marzyli o 10.000pln ,zarabiając 10.000pln marzyli o 100.000pln jak już zarabiali 100.000pln to robiło się z nimi coś dziwnego stawali się bezwzględni,łapczywi i drwili z tych ,którzy u nich pracowali za 2000pln (“zapomniał wół jak cielakiem był”). W związku z tym ,że uważam iż nic nie dzieje się przypadkowo także uważam że ten artykuł pojawił się w odpowiednim momencie ponieważ od 1-go sierpnia jestem szefem sam dla siebie po 20latach pracy u różnych “panów i władców” i mam pełny obraz tego czy moja praca jest rentowna czy nie, gdzie wcześniej do znudzenia słyszałem od ludzi jeżdżących samochodami po 150.000pln ,że ledwo wychodzimy na swoje(no i pewnie nie kłamali bo jak się wlazło na półkę na której dziennie się wydawało 1000pln nie wiadomo na co, no to firma działała na progu rentowności) i ,że powinienem być wdzięczny ,że mam taką świetną pracę, a szef to praktycznie dokłada do mojej pensji hahahahhahahahaha. Po otworzeniu firemki mam czarno na białym co robiłem za ile i ile z tego zostaje i może dlatego ,że przez tyle lat napatrzyłem się na takich ludzi to jedyną zmianą jaka nastąpiła w moim życiu to taka ,że wstaję o 9tej robię sobie kawę i patrząc w okno myślę “nareszcie uwolniłem się od panów,panków i władców różnej maści” , że w końcu jak pojadę do szkoły na sobotę i niedzielę to jak będę zmęczony to sobie poniedziałek wezmę wolny i nie będę musiał słuchać tych pierdół, których słuchałem wcześniej (a było to irytujące jak diabli),że w końcu mogę sobie wsiąść na mój rowerek ,(którego nie mam zamiaru zmieniać na model z wyższej półki bo może w lesie spotkam kontrahenta i jak to będzie wyglądało ,że mam “górala po przejściach”). I nie mam najmniejszego zamiaru chodzić w skarpetkach za 80pln.Jest takie angielskie powiedzonko “jak spaść to z wysokiego konia” tylko nikt nie dodał ,że im wyższy koń to upadek bardziej boli i to jest prawda. Świetny artykuł Pani Joanno
Pozdrawiam
p.s. Zastanawia mnie jedna rzecz ,dlaczego ludzie wcześniej żyjąc od pierwszego do pierwszego czy też jak to ujął Telemach zaznając ubóstwa nie wyciągają wniosków i zapominają o przeszłości? Przecież te właśnie osoby powinny być odporne na ten tak zwany nadmiar pieniędzy ,a zauważalne jest właśnie coś całkiem odmiennego.Otwierają firmę zaczynają zarabiać i tak zwany “pierdolec” ich ogarnia (infrastruktury wymagające kosztów,koszty wymagające kosztów i cholera wie co jeszcze). Zadaję pytanie: czy problemy i życie z którym się dotąd borykali nic ich nie nauczyły? czy od razu musi być szał pały?
, ale nie!!! , tak nie może być od razu jest wymiana czy działa czy nie działa ,czy potrzebne czy zbędne no bo trzeba się uzbroić po zęby bo przecież w sobotę jedziemy do nowych znajomych ,którzy ostatnio kupili odkurzacz wielofunkcyjny za 5.500pln i będziemy rozmawiać i licytować się kto co ma w domu i co wkrótce będzie miał hahahhahahahahahahahhahahahahhahahahahhahahahha
Przecież można żyć tak samo mieć tych samych, starych, sprawdzonych znajomych, jeść swoją ulubioną ogórkową i napić się od czasu do czasu tyskiego.A pieniądze mogą uwolnić człowieka od niepokoju ,który wcześniej nam towarzyszył i cieszyć się z tego że jak się rozwali 10letnia pralka to nie muszę brać nowej na raty tylko wtedy pójdę i kupię ,ale na razie działa stara pralka więc niech sobie działa
pół roku temu jak się zepsuł odkurzacz to w sobotę brał klucze i naprawiał sam bo nowy kosztuje 250pln ,a teraz odkurza persy odkurzaczem za 5500pln i zasypia przerażony z myślą “Boże żeby to się nie skończyło, będę grzeczny jeszcze tylko roczek jeszcze jeden milionik i wystarczy” a za rok apiać to samo.
hahahhahahahahahhahahahahahhahah
Wymiana odkurzacza na nowszy model , nowsze mebelki ,nowszy samochodzik, nowsza komóreczka i rewolucja w szafie bo już w szwach pęka i wieczorem przed snem “Boże żeby to się nie skończyło, będę grzeczny jeszcze tylko roczek jeszcze jeden milionik i wystarczy”. Obłęd hahahhahahahahahahahh
Pozdrawiam
I jeszcze jedno co do infrastruktur wymagających kosztów i tego typu haseł. Początki zawsze są takie same człowiek zarabiał u kogoś 1000pln ,a otwierając firmę nagle zaczyna zarabiać 5000pln po odliczeniu podatków różnej maści okazuje się że zostaje mu 3000pln i tu zaczyna się jazda zamiast zapłacić to co powinno się zapłacić i cieszyć się tym że ma się 3razy tyle to nie trzeba coś zrobić żeby podatku nie płacić bo boli przecież, więc budujemy “infrastruktury” które są kosztem uzyskania przychodu w celu uniknięcia podatku dochodowego i płacenia różnicy Vat-u.Tylko jest w tym właśnie mały szkopuł rozbudowując “infrastruktury” różnej maści nazwijmy to po imieniu ze skąpstwa ,które osiągnęło apogeum, te właśnie “infrastruktury” dzięki ,którym uniknęliśmy płacenia podatków wymagają nakładów. Już nie wspomnę o tym ,że gro właścicieli firm i firemek nie potrafią sami wyliczyć kosztów,podatków,różnic vat-u i potem się słyszy , że przez księgową musiał zapłacić tyle to a tyle vatu ,albo podatku hahhahahahahahhahahaha zbierał papierki cały miesiąc po cichu, chwytał wszystko jak leci ,walnął księgowej na koniec miesiąca kwity i zdziwiony ,że zarobił i musi podatek zapłacić hahahhahahahahahhahahah .Po pierwsze zarobiłeś więc nie naciągaj majtek na głowę tylko zapłać to co powinieneś zapłacić i jak cię serce boli ,że musisz zapłacić 1900 pln podatku od zarobionych 10.000pln to przypomnij sobie ,że jeszcze pół roku temu zarabiałeś 2000pln z wielkim bólem. Po drugie mierz siły na zamiary bo często gęsto z chciwości ludzie chwytają okazje bo można dużo zarobić nie patrząc na to czy są w stanie to ogarnąć czy nie(syndrom małej firemki, która chwyta kontrakt ,który ją przerasta). Przez dwadzieścia lat na obserwowałem się na ciekawe przypadki oto jeden z nich klasyka:
bardzo ludzki ,miły po zawartej transakcji wypił kawkę i porozmawialiśmy sobie jak to życie batoży. Mija pół roku podjeżdża ten sam pan tak zwanym “przedłużeniem swojego penisa” koło w tym samochodzie jest warte tyle co mój cały samochód hahhahahahahahhahahah ciuchy na nim, aż trzeszczą i najfajniejsza jest ta wyreżyserowana mina hahahahah lekko zmarszczone brwi z lekkim znudzeniem podaje dłoń na przywitanie tak jak by chciał i nie chciał i zaczyna się jazda.
W grudniu pojawia się Pan, który chce kupić sprzęt budowlany bo dostał dotację jako bezrobotny na otworzenie firmy.Pan ciężko przestraszony bo zastanawia się czy mu się uda
“Wie pan panie Tomku JA to tera weszłem na wyższą półkę jak widać” i pokazuje na swój samochodzik.hahhahahahahahhahahah. Na takich mówię oscylator nędza-bogactwo-nędza-bogactwo (stres bo nędza i stres bo bogactwo i tak w kółko). I te teksty “wie pan JA mogę sobie pozwolić na przerwę nawet półroczną tyle zarobiłem ostatnio” a w oczach przerażenie bo “infrastruktura” rozbuchana i woła “jeść” hahahhahahahahahahahhah
Trochę się rozpisałem ,ale takie tematy to dla mnie woda na młyn
Pozdrawiam
Niemniej jednak są też ludzie których pieniądze nie zmieniły i w dalszym ciągu są pogodni i przyjaźni dla innych. Kiedyś nie mogłem zrozumieć dlaczego ludzie posiadający więcej pieniędzy szukają sobie podobnych zamykając się w grupy znajomy znajomego. Z czasem okazało się że powód jest bardzo prosty. Zazdrość innych do tych co mają więcej. Jednak mało kto zastanawia się nad tym ile pracy należy wykonać aby przekroczyć próg przeciętności. Najgorszy przy tym jest Przeszkadzacz nr.1: Branie pieniędzy za pomaganie innym nie jest do końca ok. Branie dużych pieniędzy za pomaganie innym jest mocno nie-ok. Jak dotąd pokutuje mniemanie że pomagać powinno się innym bez pieniędzy i jest to jak najbardziej uzasadnione lecz pomóc a pomagać to istotna różnica zważywszy na fakt że pomagać więcej niż jednej osobie oznacza mieć czas na takie charytatywne zachowanie. Wychodzi na to że dana osoba zajmująca się pomocą innym powinna wykonywać jakąś pracę zawodowo aby mieć możliwość się wyżywić ponieważ ci co chcą otrzymać pomoc lub ją otrzymują rzadko pytają czy ten ktoś ma za co żyć. Dlatego też jest to najgorszy chyba przeskadzacz ze wszystkich innych. Tak jak napisałaś – praca pracą lecz jest jeszcze życie.
Witam!
Mysle, ze w polskim spoleczenstwie jest gleboko zakorzenione to, ze “pieniadze szczescia nie daja”. Ja sie z tym nie zgadzam. Pieniadze daja w duzym sensie szczescie np. nie myslenia o tym, co do gara wlozyc, stresu przed np. wspomniana zepsuta pralka oraz mozliwosci rozwoju. Wsrod ludzi zyjacych “do pierwszego” pokutuje stereotyp, ze bogaty to juz na pewno jest nieszczesliwy i do tego zlodziej. Ile to ja sie w dziecinstwie nasluchalam historii o bogatych facetach na wozku inwalidzkim, ktorzy widzieli szczesliwych biedakow i im zazdroscili. Mysle, ze ma to duzo wspolnego z religia katolicka majaca ogromny wplyw na polska mentalnosc. No, ale z drugiej strony, czy ktos widzial chudego biskupa jadacego maluchem?
Mnie tam cieszy, ze sobie zarabiam tyle, ze stac mnie na tryb zycia, jaki chce. Pracuje po to, zeby zyc, a nie odwrotnie. A nowa komorke kupie, jak mi sie stara rozwali.
Pozdrawiam!
Całe szczęście że pracujesz po to aby żyć ponieważ po to chyba tutaj jesteśmy aby żyć (przeżyć) tu i teraz. Oczywiście istnieje jeszcze bardzo głęboko zakorzenione mniemanie że bogaty jest ten co potrafi uprawiać spekulacje lub też co jest jeszcze gorsze – właściwe jest życie w ubóstwie. Rzadko kto zastanawia się nad tym ile tak naprawdę pracy włożył człowiek który się “dorobił” Ile wyrzeczeń go to kosztowało a przecież każdy może mieć tyle ile zamarzy lecz nie dlatego że tylko marzy lecz pracuje na to aby jego marzenia stały się realne. Życzę ci nowej i wypasionej komórki. Ponoć życzenia się spełniają – i niech tak też się stanie.
Pozdrawiam
W zupelnosci sie zgadzam. W sumie to kazdy jest kowalem swojego losu. Jak sie realnie oceni sytuacje i ograniczenia to mozna bardzo duzo osiagnac w kazdej dziedzinie zycia. Dlatego mnie przeraza “tumiwisizm” wiekszosci mlodych ludzi, ktorze jedyne, co potrafia powiedziec to “Ty to masz dobrze” bez oceny tego, ile sie pracy w to wlozylo. Na szczescie to sie powoli zmienia.
Pozdrawiam!
a ja wlasnie zdaje sobie sprawe z tego ile pracy trzeba wlozyc w “dorobienie sie” i jest to moja najwieksza obawa – utrata kontaktu z rodzina, nie mam na mysli wyjazdu, mam na mysli prace 24/7 kiedy juz nie zostaje czasu dla dzieci, a romantyczna kolacja zamienia sie w rozmowe o nowym kliencie.
Fajny artykulik… I fajne wypowiedzi.
Chciałem się tylko odnieść do jednego. Mianowicie. Jak pracuję u kogoś i mam 2tyś. zł, to “nie widzę” podatków i zusów, więc mam takie jakby free wszystko i w dodatku jak mi te pieniądze nie wystarczają, to chodzę wściekły na szefa, że sknera itd…
Tymczasem w momencie gdy mam określone pieniądze w łapie i muszę teraz odprowadzić ten cholerny haracz na państwo. Inaczej się tego nie da nazwać (W Anglii podstawowy ichniejszy ZUS wynosi ok. 50 funtów przy zarobku 200 na tydzień!) To w tym momencie nas to boli. I winę się zwala na polityków itd.
Dlatego w pewnym sensie w Polsce tylko przedsiębiorcy mają pojęcie o płaceniu podatków. Wszyscy inni nie zwracają na to uwagi.
Ja bym chciał, żeby wreszcie wszystko było jawne i jasne, czyli dostałbym pocztą taki wydruk na przykład:
Pan …………….
1. Członek Unii Europejskiej – 24 zł
2. Obywatel Polski (prezydent, sejm, wojsko itp.)- 45zł
3. Województwa ……. – 12zł
4. Powiatu ……… – 7zł
5. Miasta/gminy ……. – 130zł (w tym lokalna policja, straż pożarna itp.)
6. Członek ZUS – 790 żł
Suma: …….. do zapłaty co miesiąc.
Wtedy każdy by się 100 razy zastanowił, zanim by poszedł do urny i wrzucił głos na partię, która obiecuję gruszki na wierzbie…
… po prostu rachunek za nasze kochane państwo by nam urósł w oczach.
Bardzo spodobały mi się wasze wypowiedzi widzę tu dużo prawdy i patrząć na siebie zastanawim się po co to wszystko ? Ja też zaczynałem o pracy za 1000 na budowie ale patrząć w stecz dociera do mnie że byłem naprawdę szczęśliwym człowiekiem
wskoczenie na tz. wyższą półkę rozwaliło moje życie prywatne doszczętnie , mam 37 lat nie mam ani żony ani dzieci i rodzina patrzy na mnie inaczej przyjacół których miałem zostawiłem gdzieś z tyłu – wiadomo nie pasowali już do mnie . Człowiek stacił poczucie własnej wartości stając się maszyną do zarabiania kasy , reasumując to wszystko patrzę na siebie i czuję się przegranym w tym wyśćigu . Co z tego że człowiek się obłowił w dobra materialne , ile można mieć laptopów telefonów innych fajnych gadzetów skoro one już tak nie cieszą jak wymarzony pierwszy samochód Maluszek na którego pracowało się kilkanaście miesięcy i odkładało skrupulatnie pieniądze . Człowiek nie myślał o bixenonach podgrzewanych siedzeniach czy innych bajerach naprawdę cieszył się z prostych pragnień kiedy je osiągał . Co dalej nie wystarczają już teraz skarpetki za 80 zeta samochód kupuję się od tak bo może się przyda a firma którą prowadzę od 12 lat ciągle sie rozrasta i człowiek zaczyna żyć od zlecenia do zlecenia nie odmawiając żadnego bo w głowie już widzi kasę ile zarobi . Powiem to dosłownie zachowujemy się jak tanie dziwki czekająć na telefon od klienta żeby tylko zrobić mu dobrze . Ja chętnie bym się cofnoł w czasie żeby 10 lat temu powiedzieć sobie – stary co ty wyprawiaż jest jeszcze życie które ucieknie ci zanim się obejżysz
Paweł, nie musisz się cofać w czasie by cokolwiek zmieniać. Zmienić możesz wszystko tu i teraz, to tylko od CIebie i twojej decyzji zależy. I wcale nie musi to oznaczać pozbawienie się wszelkich dóbr materialnych (choć może), tylko zmianę nastawienia. To możesz zawsze, życie jeszcze przed Tobą