Możesz zmienić swoje geny.

DNAJesteśmy przekonani, że to, co mamy w genach jest zapisane na zawsze i niezmienne. Często mówi się też o dwóch czynnikach wpływających na człowieka – są to geny i środowisko. Geny jako czynnik stały i niezależny od naszych wysiłków (wypadkowa genów naszych rodziców), a środowisko (czyli np. wychowanie), to coś zmiennego, co ewentualnie można kształtować. Otóż z ogromną ciekawością przeczytałam dziś doniesienia, że naukowcy dowodzą, iż możemy wpłynąć na nasze geny. Jak? Bardzo prosto. Zmieniając tryb życia.

Dean Ornish, dietetyk z University of California, chciał sprawdzić, jak duży wpływ na rozwój nowotworu ma tryb życia. Wraz z kilkoma ekspertami z zakresu m.in urologii i genetyki przeprowadził eksperyment na grupie mężczyzn chorych na łagodną odmianę raka prostaty – taką która nie wymaga leczenia, póki guz nie zacznie się znacznie powiększać.

Wyniki są zaskakujące. Choć jest zbyt wcześnie by mówić, czy zmiana diety zatrzymała rozwój raka lub go cofnęła, to zaledwie po 3 miesiącach trwania eksperymentu, badania pokazały ponad 500 zmian w materiale genetycznym. Geny “dobre”, czyli na przykład takie, które mają działanie redukujące rozwój guzów, stały się bardziej aktywne. Zdezaktywowały się zaś geny “złe”, które na przykład przyspieszają dzielenie się komórek nowotworowych.

Ornish podkreśla, że wielu ludzi jest przekonanych, że “takie mam geny i nic nie mogę z tym zrobić”. Nie jest to jednak prawda, a jak widać, pozytywne efekty można osiągnąć zmieniając dietę, co nie wiąże się ze skutkami ubocznymi, tak jak leki. “Geny mogą być naszą predyspozycją, ale nie muszą być naszym przeznaczeniem.”, mówi Ornish.

A cóż takiego specjalnego robili badani panowie? Jedli produkty o niskiej zawartości tłuszczu, głównie roślinne i pełnoziarniste. Do tego spacerowali (30-60 min dziennie) oraz godzinę dziennie wykonywali specjalny zestaw ćwiczeń opartych na technikach jogi (rozciąganie, oddech, wizualizacje), a raz w tygodniu uczestniczyli w spotkaniach psychologicznej grupy wsparcia. Niby nic wielkiego, ale dla wielu ludzi taka zmiana jest bardzo trudna. Niestety czasem potrzebny jest nowotwór by nabrać odpowiednio silnej motywacji…Ornish mówi też ważną rzecz – lepiej wprowadzać zmiany krok po kroku, niż rezygnować z nich w ogóle. Nie trzeba chyba specjalnie podkreślać, że prewencja jest zawsze lepsza niż jakiekolwiek leczenie. Inwestycja w postaci zmiany trybu życia wydaje się niewielka jeśli wziąć pod uwagę, że może okazać się najlepszą “szczepionką” na raka (i zapewne inne choroby). A jak pokazują badania na efekty nie trzeba czekać długo – w ciągu 3 miesięcy zachodzące zmiany są bardzo znaczne.

Oczywiście już od dawna mówi się o wpływie aktywności fizycznej i stanu psychicznego na układ odpornościowy, o różnego rodzaju dietach antyrakowych, i tak dalej. Jednak po pierwsze doniesienia te w jasny sposób obalają mit o niezmienności genów, a po drugie pokazują, że efektywność tego rodzaju działań jest błyskawiczna. Mam wrażenie, że wiele ludzi wpada w pułapkę oczekiwania natychmiastowych efektów jakichkolwiek działań. Jesteśmy w końcu nauczeni, że jak bierzemy pigułkę, to w ciągu pół godziny ból mija. Z kolei istnieje poczucie, że dieta czy inne działania nie mają takich wymiernych efektów, ponieważ widoczne skutki widzimy dopiero po dłuższym czasie, co znacznie osłabia motywację. Jak widać, w laboratorium okazuje się, że efekty zmiany trybu życia na zdrowszy, są szybsze niż się nam wydaje. To bardzo optymistyczna wiadomość :)

(na podst. artykułu Change Lifestyle, Change Genes)

Mogą Cię zainteresować te artykuły:

Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.


Szukasz wewnętrznego spokoju? Zapraszam na kurs internetowy, który Ci w tym pomoże.

Joanna
Jest psychologiem, pracuje jako terapeutka i nauczyciel akademicki (SWPS Sopot), prowadzi również warsztaty rozwojowe. Stara się jak może wprowadzać w życie dewizy "tu i teraz" oraz "wszystko, co przychodzi, ma sens". Pisze jak ma wenę, jednak jej wena niestety kapryśnym bytem jest. Joanna nie odkryła jeszcze sposobu wabienia weny w dowolnym momencie. Więcej informacji tutaj.

Komentarze

16 Odpowiedzi na “Możesz zmienić swoje geny.”
  1. Mmy kolejne potwierdzenie, że zasadniczo od nas zależy nie tyle to jacy teraz jesteśmy, ale to jacy możemy być dzięki działaniu naszych myśli, słów i czynów…
    …a nadto potwierdza to prawdziwość dość oczywistej tezy, że jesteśmy tym co jemy…
    Wszystko jest w ciągłym ruchu, wszechświat i my, istotne dla nas jest by w nas był pozytywny rozwój.

  2. tofik74 mówi:

    Witam :-)
    Jak rozumiem zmianie ulega nie tyle sam gen co fenotyp na tym polega ta zmiana?.”Fenotyp jest ściśle związany z genotypem, bowiem to właśnie oddziaływanie między genotypem a środowiskiem daje fenotyp. Dlatego ten sam genotyp może dać różne fenotypy w różnych środowiskach (tzw. plastyczność fenotypowa), lub odwrotnie – mimo odmiennych genotypów uzyskać ten sam fenotyp”. Skłonny do “kombinowania” :-) na podstawie powyższego wydumałem sobie iż ma to chyba ścisły związek z bioenergetyką no i na pewno z biochemią. Takie pozytywne zmiany ,których dokonujemy wywołują zmiany że tak się wyrażę energetyczne (przepływu prądu) w ciele. Wszystko odbywa się na poziomie milivoltów i miliamperków :-) , ale dzieją się cuda. Tak sobie myślę ,że jest ciekawa zależność pomiędzy
    umysłem,ciałem,duszą ta “trójca” jest nierozłączna i jakiekolwiek “przerwania na łączach” między nimi wywołują bolesne skutki.
    umysł-ciało to android
    umysł-dusza to duch
    ciało-dusza to schizofrenik
    umysł-ciało-dusza to człowiek kompletny/świadomy/myślący/czujący itd.
    Myślę ,że warto dokonywać w sobie zmiany nawet z czystej ciekawości
    , żeby zobaczyć, a nie tylko gdybać “co by było gdyby?”. My w świadomości dokonujmy zmian ,a po cichu prąd i biochemia zrobią swoje :-)
    Pozdrawiam

    Pozdrawiam

  3. tofik74 mówi:

    Witam :-)
    Przyszło mi coś takiego do głowy :-)
    Załóżmy ,że powstanie myśli to proces energetyczny o bardzo małej wartości “voltażowej”. Mówimy o jednej myśli :-) . I załóżmy ,że ta myśl w zależności od wartości emocjonalnej,znaczeniowej,swojego priorytetu ma do przebycia w postaci impulsu/ładunku elektrycznego jakąś drogę. Czyli od obszaru mózgu, w którym powstała do miejsca przeznaczenia w zależności od jej znaczenia. Wyobraziłem to sobie w następujący sposób
    drogi tych impulsów to siatka (na razie to żadna rewelacja po prostu połączenia neuronów itd) ale obrazowo ta siatka to połączenie swoimi wierzchołkami rąbów ,coś takiego :
    a /\ /\ /\ A 
    / \/ \/ \
    b \ /\ /\ / B
    \/ \/ \/
    c \ /\ / C
    \/ \/
    d \ / D
    \/ ITD.:-)
    E
    Wyobraźmy sobie ,że to jest oplot tak jak w kablu koncentrycznym :-)
    , a ciekawostką jest to że impuls chcąc pokonać drogę może płynąć drogą (a;b;c;d lub A;B;C;D) i drogi są tej samej długości mało tego
    może to być droga (E;D;a) i długość jest taka sama. Ale droga (E;D;C;a) jest już długa i kręta :-) . Zakładając ,że w tym układzie prąd zachowuje się jak woda czyli stara się płynąć najkrótszą ,dostępną drogą w przypadku kiedy połączenia rąbów są z jakiś przyczyn w niektórych miejscach zablokowane prąd płynie, że tak się wyrażę naokoło przez punkty niekoniecznie prawidłowe.I załóżmy że to co stanowi blokadę w połączeniach wierzchołków między rombami to są te pojedyncze nieuwolnione myśli :-) , które przeszkadzają w przepływie tej pierwszej.I cały pic według mnie polega na tym ,że ani skalpel ani środki farmakologiczne nie są w stanie odblokować tych zatorów gdyż odbywa się to na poziomie (nano-nano powiedzmy technologii/biochemii) , a prądzik jest o tak niskim napięciu ,że człowiek nie jest w stanie takiego stymulatora stworzyć no bo niby czym miałby zmierzyć, że to zrobił? I w tym momencie teoria samodzielnego pobudzania pozytywnych myśli, zmiana trybu życia jakakolwiek zmiana może i pewnie powoduje zmiany na poziomie połączeń pomiędzy wierzchołkami rąbów.To by tłumaczyło też cudowne właściwości placebo niby nie dzieje się nic jeśli chodzi o chemię a na poziomie myśli dokonują się zmiany.To myślenie że dostaliśmy lek powoduje “wyleczenie”. Uwolniłem hipotezę :-) , która od wczoraj kłębiła mi się w baniaku i nie dawała mi zasnąć hahahhahahahahahahah
    Pozdrawiam :-)

  4. tofik74 mówi:

    No nie rysunek do bani nie wyszedł a to pech :-)
    Musicie to sobie sami narysować na kartce :-)
    Pozdrawiam

  5. tofik74 mówi:

    ………….a./\../\../\A……….
    …………../..\/..\/..\
    ………….b\../\../\../B
    ……………\/..\/..\/
    …………..c/\../\../C
    ……………..\/..\/
    ……………..d\../D
    ……………….\/
    ……………….E
    Może teraz się uda :-)

  6. Asia mówi:

    Tofik, ty kombinatorze :) może własnego bloga powinieneś założyć? ;)

    A zmianie ulegają zdecydowanie geny, a konkretniej sposób ich działania (aktywny/nieaktywny mówiąc skrótowo). Cały pic polega na tym, że takie efekty można osiągnąć farmakologicznie, ale to się wiąże wiadomo z czym – skutki uboczne, koszty, itd.

  7. tofik74 mówi:

    AAAAAAAAAAAA no właśnie skutki uboczne ,a mnie się marzy bez skutków
    ubocznych :-) taki naturalny proces :-)
    Pozdrawiam

  8. Joanna mówi:

    No to masz w artykule – naturalny proces, bez skutków ubocznych :)

  9. tofik74 mówi:

    hahahahhahahaahahahahha o.k. :-)

  10. Hoko mówi:

    Z tymi genami to nie do końca tak. Genotyp jako taki się nie zmienia – bo i nie może, musiałaby się zmienić informacja genetyczna w każedej komórce, co jest nawet teoretycznie nierealne. Natomiast mamy tu do czynienia z błędnym obiegowym przekonaniem, że geny determinują coś na 100%. Niektóre owszem, ale w większości wypadków zapadnięcie na chorobę warunkowaną przez geny czy przebieg tej choroby jest wypadkową wpływu genów i wpływów środowiska, a więc przede wszystkim trybu życia. Możemy mieć chorobę w genach, ale nie zachorować, jeśli będziemy o siebie dbali, i dotyczy to bardzo wielu schorzeń.

  11. Asia mówi:

    Hoko, autorzy artykułu wyraźnie piszą, że zmiana zaszła na poziomie gentycznym – pewne geny się zaktywizowały, a inne wyłączyły – w materiale zmienionym nowotworowo.

  12. Oracz mówi:

    Witam! Ja rozumię że nie zmieniają się geny tylko ich funkce. Można pobudzić jedne a dezaktywować drugie. Byłbym jednak ostrożny z wartościowaniem które są dobre a które złe. Jeżeli je posiadamy to do czegoś są potrzebne. Można podyskutować co jest czym i dlaczego. Połączenie psychiki z ciałem dla mnie jest bezdyskusyjne i rozwarstwienie daje tylko negatywne wyniki. Jesteśmy tym co jemy to uproszvczenie a zarazem ogólnik który daje duże możliwości interpretacji. Żyjemy na ziemi więc nie możemy być zbudowani z czegoś innego niż pobieramy. Sprawa selekcji myśli. Nie stajemy się zwierzętami gdy jemy mięso. Wegetarianie nie zaczyną asymilować CO2 itd. Jednak ci którzy dali geny (rodzice) nie zawsze mogą czy potrafią dać receptę (poprzez wychowanie) do dobrego bezkonfliktowego pomiędzy ciałem a duszą życia. Nieraz potrzebny jest “korektor elektryk” (terapeuta) który przekieruje nasze wolty na właściwą ścieżkę i ustawi w kolejności. Nie zawsze konstruktor poradzi sobie z rozsypanym dźwigiem. Jestem ciekaw kto tak skutecznie blokuje także poprzez wdrukowywanie opinii na temat terapii (ludzie słabi nienormali itp.) poszukiwania własnej postaci – figury zjednoczenie ducha i ciała. Rynek farmaceutyczny trochę by podupadł. Sami jesteśmy dla siebie najleprzymi uzdrowicielami ale trudno w to uwierzyć. Pozdro!

  13. Joanna mówi:

    w artykule występuje błąd merytoryczny, geny nie zmieniają się bo nie mogą. Geny są cały czas takie same jedynie można wpływać na ekspresję genów. I tak ktoś kto ma “zapisaną” w genach jakąś chorobę poprzez odpowiedni tryb życia nigdy na nią nie zapadnie. Dokładnie podobnie może być z ujawnieniem się choroby w kolejnym pokoleniu ku zaskoczeniu rodziny, a tym czasem wszyscy do 10 pokolenia wstecz byli “nosicielami” wadliwego genu.
    To że autor artykułu napisał, że geny się zmieniają świadczy że nie zgłębił tematu, nie dał go do recenzji genetykowi i dlatego popełnił błąd merytoryczny. Zresztą z dalszej treści artykułu wynika jasno, że chodzi o ekspresję genów a nie o ich zmianę, bo zmianę rozumiemy jako przebudowę genu lub jego likwidację a nie ma to tutaj miejsca. Jest jedynie mowa o większej aktywności jednych genów i “dezaktywności” innych. Dlatego powtarzam nie jest to zmiana genu jako takiego a jedynie oddziaływanie na jego ekspresję bo gen nadal jest taki sam w swej strukturze.

    /jestem świeżo po wczorajszych wykładach z genetyki/

  14. pazuzu mówi:

    troszke czasu minelo od ostatniego wpisu ale moze czasami ktos tu wpada i mi odpisze.
    sporo geny sie nie zmieniaja to jak wytlumaczyc zmiany ewolucyjne?
    jak to mozliwe ze to czlowiek czyli organizm zyjacy stosunkowo dlugo tak szybko wyewoluowal?

  15. Joanna mówi:

    poprzedniemu komentatorowi chodziło o zmianę genów “za życia” (artykuł faktycznie mówił o aktywizacji i deaktywacji pewnych genów, a nie zmianie jako takiej, choć ja uważam, że taki proces jest już zmianą), a ewolucja ponoć polega na tym, że te ci, którzy się dostosowali lepiej przekazują swoje geny dalej, a ci, co nie, nie przekazują – w dużym uogólnieniu. ALE tak naprawdę teorii ewolucji jest kilka i warto spojrzeć poza pana Darwina.

Reakcje gdzie indziej

  1. [...] Źródło Posted by Przemek Filed in Uncategorized [...]



Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

Bad Behavior has blocked 229 access attempts in the last 7 days.