Weź odpowiedzialność za swoje życie.
Czy znasz kogoś niezadowolonego ze swojego życia? Z pewnością. A może Ty sam nie jesteś do końca zadowolony? Nie masz wymarzonej pracy, nie wstajesz rano z radością i pasją w sercu, nie zarabiasz tyle, ile byś chciał, mieszkasz w ciasnym mieszkaniu i często czujesz się zdołowany. Zastanów się chwilę skąd to poczucie. Przypomnij sobie, jak swoją sytuację najczęściej tłumaczą inni i na co narzekają.
Usłyszeć można między innymi, że “szef jest głupi/skąpy”, “sytuacja w kraju jest zła”, “jest kryzys”, “trzeba się naharować”, “życie nie jest lekkie”, “miałem ciężkie dzieciństwo”, “taki już jestem i się nie zmienię”, “los mnie źle traktuje”, “tak nas wychowuje społeczeństwo”, i tak dalej, i tym podobne… Czasem, gdy słyszę coś takiego, odpowiadam: każdy żyje takim życiem, jakie sobie wybrał.
Zdajecie sobie pewnie sprawę jakie to wywołuje oburzenie…Oburzenie i opór. Jesteśmy tak wychowani i nauczeni, że niestety nie chce nam się brać odpowiedzialności za to, jak wygląda nasze życie. Przecież nawet jeśli nie jest idealnie, to przynajmniej takie życie jest czymś znanym i bezpiecznym. Taki paradoks – poczucie braku bezpieczeństwa finansowego, na przykład, staje się czymś bezpiecznym, bo przyzwyczajamy się do biernej postawy. Wzięcie odpowiedzialności za swoją sytuację jest trudne, bo równa się przyznaniu do tego, że gdy coś nam idzie dobrze, to dzięki nam, ale gdy idzie coś źle, to też dzięki nam. A to dość mało komfortowa świadomość. O ile lepiej i wygodniej jest zrzucać winę na wszystko dookoła, z politykami, cudzoziemcami, szefem, panią w sklepie i własnymi rodzicami włącznie. Niestety (albo wręcz przeciwnie), wzięcie odpowiedzialności za swoje życie, to jedyna sensowna droga ku jego zmianie. I niektórzy muszą czasem mocno dostać od życia po głowie, by w końcu znaleźć w sobie odwagę i odbić się od dna.
Zmiana oznacza ryzyko, ale jak mówi Osho, ryzyko trzeba pokochać, by żyć pełnią życia. Tak zwaną strefę komfortu, czyli przestrzeń znaną, wydeptaną i dającą poczucie bezpieczeństwa dobrze jest czasem opuścić, by móc wprowadzić do naszego życia coś nowego i świeżego.
Nie jest łatwo zaakceptować, że jesteśmy odpowiedzialni za swoje emocje. To, że jesteś smutna, nie jest winą twojego męża ani szefa. Twoje własne myśli i przekonania generują te emocje. Dobra wiadomość jest taka – o ile na szefa i męża masz niewielki wpływ (choć może ci się wydawać inaczej, a to kolejne źródło frustracji), to na własne przekonania, reakcje i myśli możesz mieć ogromny. Przeniesienie koncentracji z zewnątrz (inni ludzie) do wewnątrz (moje emocje) jest ogromnym krokiem w przejmowaniu odpowiedzialności za swoje życie.
Za swoje myśli też odpowiadasz. Kontrola tego, co się dzieje w naszych głowach nie jest niczym prostym, często spotykam się ze stwierdzeniem, że myśli po prostu “przychodzą i nie chcą odejść” albo, że trzeba “walczyć z myślami”. Jednak walka to nie jest dobre rozwiązanie, walka to spięcie, spięcie to blokowanie przepływu energii i uniemożliwianie zmiany. Cytowana przeze mnie w poprzednim wpisie Dona Holleman zwaca na to uwagę mówiąc “Nie wysilaj się, nie walcz. Zrelaksuj się i puść napięcia. Nic co zdrowe nie może być osiągnięte przemocą“. Nasze myśli nie pojawiają się znikąd, sami je produkujemy. Pierwszy krok ku przejęciu sterów własnego umysłu to uważność i obserwacja tego, co się pojawia w głowie. Gdy poznamy swoje wzorce myślowe i zobaczymy w jakich sytuacjach reagujemy negatywnie, łatwiej będzie zamienić myśli, które szkodzą w myśli, które ułatwiają życie. Nie zapominajmy, że to nasze myśli kreują naszą rzeczywistość, zarówno wewnętrzną (psychiczną) jak i zewnętrzną (materialną, relacyjną, itp.).
W konsekwencji, okazuje się, że nasze życie zależy głównie od nas. Jasne, są pewne warunki zewnętrzne które albo ułatwiają rozwój i osiągnięcie dostatku duchowego i materialnego, albo go znacznie utrudniają. Ale znów – o ile na warunki same w sobie często nie mamy wpływu (nie zmienię rodziny, z której pochodzę, nie zmienię doświadczeń z dzieciństwa, nie spowoduję, że mój kraj nagle stanie się rajem), to od nas zależy jak te warunki postrzegamy. Trudności można traktować jak przeszkody nie do pokonania albo jak wyzwania. Można powiedzieć, że “nic na to nie poradzę” albo zacząć cokolwiek zmieniać w swoim życiu.
Od kogo w takim razie zależy to, czy pracujesz z pasją? Od kogo zależy to, ile zarabiasz? Od kogo zależy to, ile masz czasu dla siebie i swoich bliskich? Od czego i kogo zależy to, czy jesteś szczęśliwy? Od kogo zależy to, czy podróżujesz do wymarzonych miejsc? Od kogo zależy to, czy z radością wstajesz każdego poranka?
Od CIEBIE, oczywiście. Go for it!
Mogą Cię zainteresować te artykuły:
Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.
Szukasz wewnętrznego spokoju? Zapraszam na kurs internetowy, który Ci w tym pomoże.





Dzień Dobry. Nic dodać nic ująć. Może tylko to, że to naprawdę cudowne, że sami możemy “szperać” w sobie, szukać, zmieniać się, że nie jest prawdą, co zawsze słyszałam od mamy: “już taka jesteś niestety, trudno, już masz taki charakter”. I nie tylko możemy zmieniać siebie ale, co za tym idzie, zmienia się wtedy cała rzeczywistość. So I go for it!
Witam


Miło być inspiratorem np.tekstu
Faktycznie nic ująć nic dodać ,tekst smoczy
Pozdrawiam
Tylko do takiego wzięcia odpowiedzialności potrzebny jest impuls. Często jest nim jak powiedziałaś “dostanie po głowie”. Odbicie się od dna jest dobrym sposobem. Ale jeśli nie chcemy spadać aż na dno, aby zmienić siebie? Skąd czerpać inspirację, gdzie szukać bodźca, by uwierzyć, że wszystko można zmienić? Szukam już długo, zbieram się za zmianę swojego życia od dawna, ale wciąż brak tego impulsu, który pozwoliłby uwierzyć i z entuzjazmem pobudzić do działania…
kurcze to takie proste!!!a jakie trudne zarazem.(dzięki że rozpoczęłaś “płodny”okres}pozdrawiam.
naprawde fajne artykuly , pozdrawiam
HOKU -> mi dużo pomogła lektura mądrzejszych ode mnie
…
Może poszukaj odpowiedzi w “Rozmowach z Bogiem” Walsch’a?
Tak zrobię
Kiedyś już tego spróbowałem, czytując wszystko możliwe Coehlo i nawet nieźle poszło, dopalacz był konkretny. Więc może tym razem pójdzie trochę lepiej niż “nieźle”… Dzięki za wskazówkę
Witam
. Nie mniej jednak w pojedynkę coś takiego zrobić to wielki wyczyn dobrze jest jak pojawi się ktoś na kim można się wesprzeć i ten ktoś da jak to mówi HoKu tego kopa no a potem to już płyniemy.I myślę sobie ,że chciał nie chciał
Tak się zastanawiam nad doktryną odpowiedzialności za własne życie.
Nie ukrywam zainspirował mnie HoKu i myślę sobie ,że za nim człowiek zacznie być w pełni odpowiedzialny za swoje życie niestety ,ale musi się poborykać z przeszłością, dzieciństwem itd.Założę ,że mam to już za sobą ,ale nie zapomnę jak mnie nosiło, jak wstawałem rano i jechałem rowerem na cały dzień do lasu żeby się zmęczyć ,paść zmęczony na trawę ,zasnąć ze zmęczenia w ciszy i w ciszy się obudzić.I te myśli ,które nie dawały spokoju, które wierciły dziurę, które powodowały radość i za chwilę smutek.To nie jest takie proste uwolnić się od przeszłości: przywitać się z oprawcą, pogłaskać kota, przytulić ślimaczka.Aczkolwiek znam to z autopsji i jest to wykonalne
nasze życie jest częściowo uzależnione od innych ludzi czy nam się to podoba czy nie , a konfiguracja w której się znajdziemy (Bert Hellinger) albo nam ułatwia być sobą ,albo utrudnia.
W każdym bądź razie warto walczyć o siebie
Pozdrawiam
P.s
a swoją drogą polecam filmik:
no i trafić na człowieka który stanie się dla nas autorytetem 
Te poniższe linki myślę tłumaczą to o czym mówię
http://pl.youtube.com/watch?v=e933-4SPMbI&feature=related
http://pl.youtube.com/watch?v=D3rS7jlk3aM&feature=related
http://pl.youtube.com/watch?v=EFof9AD2YlE&feature=related
http://pl.youtube.com/watch?v=6WAylnO5gtA&feature=related
http://pl.youtube.com/watch?v=Rq0apHW6Ezw&feature=related
http://pl.youtube.com/watch?v=92D15qtI_Gk
Zastanawiam się czy gdyby temu chłopakowi terapeuta powiedział na początku weź się w garść to ty jesteś kowalem swego losu to czy finał byłby taki jak w ostatnim linku? Czasami trzeba przemielić przeszłość
prawie do narodzin by narodzić się na nowo
Pozdrawiam
Tofik i jak się uwolniłeś od przeszłości? Bo ja teraz też mam fazę jeżdżenia na rowerze i padania potem spać
Przerobiłem na terapii całe dzieciństwo, gdzieś tak od czwartego roku życia(od pierwszej traumy, którą pamiętałem oprócz porodu którego nie pamiętam hahahaahahahha). Magda w moim przypadku była terapia, niestety nie miałem tyle siły
.Ale byłem tak zdesperowany ,że przez terapię szedłem jak przecinak hahahahahhahahah to są słowa doktorka “momentami musiałem pana hamować ,żeby pan sobie krzywdy nie zrobił” i naprawdę było warto , no ale facet był dla mnie autorytetem od pierwszej sesji
. Mam taką historyjkę z mojego życia
dawno ,dawno ,dawno temu hahahhahahahahahh kiedy pisałem maturę
poległem na ustnym -więc co ? poprawka oczywiście .Wziąłem korepetycje i jazda z Panem matematykiem.I po pierwszym spotkaniu Pan matematyk powiedział ” Jak ty chłopie rozwiązujesz zadania jak masz braki od siódmej klasy podstawówki ,które się nawarstwiły?” odpowiedziałem mu “intuicyjnie rozwiązuje” , a facet odpowiedział ” to mamy dwa miesiące żebyś się tego nauczył i przestał improwizować będzie ci lżej” no i się nauczyłem
i faktycznie było lżej. Myślę sobie ,że tak samo jest z nami w życiu jak dzieciństwo było o.k. improwizacja jest niepotrzebna , a jak było nieciekawe to ,albo improwizacja z jej plusami i minusami ,albo nauka od nowa (cofanie się do momentu ,w którym była “spłona” że tak się wyrażę)
. No ale matmy sam bym się nie nauczył i życia chyba też nie 
by poradzić sobie samemu
Pozdrawiam
Dziękuję
To bardzo fajnie, że już masz to za sobą
… Czasem mam wrażenie, że mam w środku jakieś takie bolące punkty, które omijam, których nie chcę ruszać. Pewnie powolutku będę musiała się do nich zbliżyć…
Pozdrwaim również.
cudowne !! dziękuje (:
Inspirujący artykuł i ciekawe komentarze. Pozdrawiam =)
Wydaje mi sie naivne sodzic ze czlowiek ma calkowitom odpowiedzialnosc za wlasne zycie. Przeciez nie wybierasz sobie wlasnych rodzicuw tylko jestes jak to sie muwi rzucony w to srodowisko. Umysl ludzki jest plastyczny i na etapie wczesnego rozwoju (w dziecinstwie) ulega zmianom pod wplywem srodowiska. Czyli jak jestes odepchnietym i niekochanym dzieckiem neurony przyjmujo poszczegulno konfiguracje ktura raczej juz nie uniknie zmian i ktura u doroslego czlowieka wplywa na jego charakter i emocje. U zwierzot zreszto jest tak samo. Dziecinstwo i byc kochanym we wczesnych latak to chyba najwiekszy dar jaki mogo zaofrowac rodzice. Rodzice budujo lub mogo (czesto nieswiadomie) zniczczyc nastepne pokolenie. Jest to smutny fakt. Dziecinstwo a raczj jego brak prubujo dorosli pokonac cale zycie, wiekszosci sie nie udaje. Nawet pieniodze i kariera, uraoda nie odwruco zniszczonych krytycznych w rozwoju lat. Wiem to po sobie. Oczywiscie zalezy jak glemboka byla trauma, ale czym wiencej lez i strachu, tym gozej w doroslym zyciu. Takze najwieksze bogactwo dla swoich pociech to dawanie im milosci i godnego startu w zyciu (nie koniecznie materialnego). Najsmutniejsze to powielanie grzechuw wlasnych rodzicuw. Tofik74 muwi iz droga osoba pomogla mu walczys z przeszloscio. Ja tez mam tako osobe, muj moz, kturemu chyba w sumie zawdzieczam wlasne zycie. Duzo pomaga miec wspanialego czlowieka przy boku, ale nigdy sie nie zalecy do konca ran…tak juz jest. Ale trzeba dalej zyc i nie krzywdzic innych…Pozdrawiam goroco…
HoKu mówi: Tylko do takiego wzięcia odpowiedzialności potrzebny jest impuls.
Dla mnie takim impulsem było rozstanie z mężem. Powiedział, że odchodzi. I odszedł. Zostałam z dziećmi i … się obudziłam. Od miesiąca pracuję nad sobą, zrzuciłam skorupę, w której żyłam. Wcześniej miałam problem z komunikacją, zwłaszcza z moim mężem. Teraz poznaję siebie, mam w sobie tyle uczuć i emocji, o których zapomniałam. Jestem zaskoczona własną zmianą. Zaczynam dostrzegać w sobie potencjał.
Polecam wszystkim, to jak wyprawa dookoła świata i na księżyc w pakiecie.
Mam trudne chwile, płaczę, jestem przygnębiona, ale czuję że muszę iść do przodu, nie mogę się cofać. Z przeszłości mogę jedynie wyciągnąć naukę na przyszłość.Szukam w sobie wiary i spokoju, aby zmieniać siebie dalej. Jestem teraz w największej podróży swojego życia. To podróż do mojej duszy i serca.
wybierzcie się na taką wyprawę!!!
Żałuję jedynie jednego, że odkrywam siebie w samotności, ile byłoby radości z pracy nad sobą z kochającym partnerem.
- Dlaczego traktujesz myśl tak nieufnie? – zapytał filozof. – Myśl
jest przecież dla nas jedynym narzędziem porządkowania świata.
- To prawda. Myśl może jednak tak uporządkować świat, że już nie
będziesz zdolny po prostu go zobaczyć.
Nieco później Mistrz powiedział uczniom:
- Myśl jest zasłoną, a nie zwierciadłem.
Dlatego właśnie żyjecie zamknięci w osłonie z myśli, i nie
dochodzi do was Rzeczywistość.
Bez sensu. Takie rzeczy to mogą tylko Ci opowiadać, co nie przeżyli prawdziwych nieszczęść. To świat zewnętrzny kreuje nasze życie i żadne udawanie przed samym sobą tego nie zmieni. Możemy tylko z tym walczyć, albo się temu poddać. Tylko, że czasem jesteśmy bezsilni. Wtedy nic nie możemy zrobić.
Niestety to nie do końca tak, że nie jesteśmy zdeterminowani przez przeszłość. W dzieciństwie po prostu kształtujemy się jak ludzie,wykształca się osobowość i później w wieku dorosłym niezwykle trudno jest to wszystko odkręcić.Niezwykle! Choć oczywiście nie usprawiedliwia to krzywdzenia innych czy całkowicie biernej postawy.Ale walka z sobą, emocjami i komunikatami otrzymywanymi przez rodziców i innych ważnych dla nas ludzi, którzy byli dookoła kreuje taką a nie inną konstrukcję psychiczną. Jednak oczywiście jestem za stwierdzeniem, że mimo to trzeba brać odpowiedzialność za własne życie.
@Leon: oczywiście, że przekroczenie wzorców nabytych w dzieciństwie jest niełatwe… czasem wręcz jest to ciężka praca. Odwagi i determinacji wymaga wzięcie tego na siebie, a pozostanie przy stwierdzeniu – bo ja miałem takie dzieciństwo i nic już z tym nie zrobię…
Ciekawe jak byście mówili, gdybyście wychowywali się na skraju nędzy, gdy wszystko wokół mówi wam, że jesteście nikim i nic nie znaczycie. Ciężka praca? Wiem dobrze jak ciężka to praca. Wyjechałem bez niczego z tamtego miejsca i teraz sam o sobie stanowię. Powiedzmy. Bo choć uciekłem z tego piekłą na ziemi, to teraz wcale nie mam lepiej. Bieda jest dziedziczna, a mnie brakuje umiejętności by coś sensownego ze sobą zrobić. Rozpocząłem studia, ale co i rusz mam z nimi problemy – praca dorywcza zabiera mi zbyt wiele czasu na naukę. Stałej pracy pozwalającej zrezygnować ze studiów znaleźć nie mogę. I tak męczę się sam na tym okrutnym świecie wśród ludzi, od których najlepsze co dostałem to obojętność. A ci, u których naiwnie szukałem pomocy, w tym psychologowie, często nawet nie rozumieli co przeżyłem, nie mówiąc już o jakiejkolwiek pomocy. angelika ma rację: niektórzy już rodzą sie na straconych pozycjach, a ze swojego doświadzczenia wiem, że nikt inny nie potrafi tego zrozumieć. Może i dla niektórych wysztko jest możliwe, ale są ludzie skazani na zwierzęca walkę o przetrwanie zamiast godnego ludzkiego życia.
Stefan,
“Pozycja” do konca nie musi byc “stracona.” Poprostu dluzej zajmie aby sie wyciognoc z bagna. Wiem co to dorywcze prace, bida, i ciezkie emigranckie zycie. (Mieszkam w USA). Ucieklam z domu aby zyc majoc zaledwie 16 lat. Bylo ciezko. Nie znajoc jezyka, nikogo na obcej ziemi. Czsami wracam do przeszlosci, coraz rzadziej, rok w rok, czlowiek oddala sie od tego wszystkiego. Edukacja to modre posuniecie Stefan, z czasem wyzwoli. Aby wziosc odpowidzialnosc za swoje zycie, aczkolwiek, trzeba osiognoc pewien etap, stac juz troche na nogach. Uwolnic sie. Czasami do konca nie jest to mozliwe ( to nie znaczy ze trzeba przestac prubowac). Duzo zalezy od srodowiska. Nie mjala bym sumienia powidziec umierajocej matce na AIDS w Ethiopi, albo mlodziencowi w Iraqu aby wzieli odpowiedzialnosc za wlasne zycie. Srodowicko czasem zbyt powaznie moze zarzucic przykre szpony. Trzeba miec to na uwadze bo inaczej zaczniemy obwiniac nieszczesnych za ich nieszczescie.
I dlatego, żeby zmienić swoje myślenie i przepracować pewne przykre zdarzenia potrzebna jest pomoc psychologa i ciężka praca.
Czasem też nie mogę zrozumieć dlaczego jedni mają piekło od urodzenia a inni nie mają żadnych problemów…Żadnych!!! Znam takich ludzi wyłączając oczywiście drobne trudności życia codziennego.
Stefanie…
Wiem, że gdyby ktoś szczerze Ciebie pokochał i potrafiłbyś taką miłość przyjąć to byłoby Tobie łatwiej…Wiem co to jest brak miłości…