Umierać i rodzić się każdego dnia.
Ostatnio spotykam się z ludźmi (bądź ich historiami), którzy „nagle”, po wielu latach, przecierają oczy i ze zdumieniem zadają sobie pytania: Co ja tu robię? Kim jestem? Kim jest ten człowiek, który mieszka ze mną i jest ojcem/matką moich dzieci? Po co mi praca, którą od lat wykonuję? Jaki jest mój cel w życiu? Czego chcę?
Jak to możliwe, żeby tak długo trwać w takim uśpieniu? Z jednej strony dziwi mnie to, z drugiej w jakiś sposób rozumiem jak to się dzieje. I cieszą mnie bardzo te przebudzenia, choć bywają bardzo bolesne, ale jednocześnie zastanawiam się jaki jest środek zapobiegający takim sytuacjom.
Wydaje mi się, że przyczyna leży w naszej tendencji do tworzenia założeń i trudność w kontaktowaniu się z rzeczywistością. Stwierdzamy, że coś jest jakieś i nie przyjmujemy już żadnych nowych informacji, które mogły by nasz pogląd podważyć. Taka zmiana wymagałaby od nas dostosowania się, a to często jest dość niewygodne. Spotykamy jakiegoś człowieka, on pokazuje nam się z różnych stron, my to nazywamy – uroczy, czuły, odpowiedzialny, mądry, pracowity, leniwy, nieuprzejmy, itd – i już się nie zawracamy sobie głowy przyglądaniem się jak ten człowiek się zmienia. A przecież zmieniamy się każdego dnia. Jesteśmy z kimś w relacji i nie pytamy się siebie czy i jak ta relacja zmienia się. Tak rzadko przyglądamy się osobie, z którą dzielimy łóżko, kuchnię, kanapę, samochód, w poszukiwaniu tego, jaka ona jest naprawdę. Wystarczają nam etykietki, które choć z jednej strony odciążają nasz umysł (nie jesteśmy w stanie na bieżąco analizować wszystkiego), to niestety mają ograniczony termin ważności. Patrzymy na jedynie określenia i pojęcia opisujące bliską nam osobę, a nie na nią samą. Podobnie jest z samą relacją. Tworzymy założenie, że jeśli relacja jest jakaś dziś, to będzie taka sama jutro i pojutrze. I wszystko może się zmieniać, a my tego nie widzimy, bo patrzymy na etykiety i przekonania, które dają nam poczucie bezpieczeństwa i stałości. Będziemy ze sobą zawsze. Nie potrafimy żyć nie mając pewności, że jutro będzie takie samo jak dziś. Przyzwyczajamy się i przyzwyczajenia nazywamy uczuciem, miłością, bezpieczeństwem. Ale to przecież jest niezmiernie nudne, a do tego niebezpieczne. Naraża nas na egzystencję w wirtualnym świecie własnego umysłu, a nie życie tym, co prawdziwe. Boimy się zmian, więc ich nie dostrzegamy, choć życie jest jak rzeka, nieustannie się zmienia. I tak mijają tygodnie, miesiące, lata.
Aż przychodzi takie zdarzenie, które nie pozwala już na trwanie w tym stanie (choć niektórzy trzymają się dobrze i nie dają się z niego wybić niczemu). Rozstanie. Choroba. Wypadek. Strata bliskiej osoby. Ludzie są wtedy zszokowani, że to tak nagle, jak grom z jasnego nieba, jak to się mogło stać, przecież było tak dobrze. A może nie było wcale dobrze, jak może być dobrze, gdy się śpi? Gdy patrzy się na wytwory własnego umysłu, a nie na to, co faktycznie istnieje? Skąd ludzie mają wiedzieć kim są, jeśli nigdy się sobie nie przyglądali? Nie patrzyli na siebie? Nie kontaktowali się ze sobą wzajemnie każdego dnia? Ani z sobą samym?
Jak temu zapobiec?
Umierać każdej nocy i rodzić się na nowo każdego dnia.
Traktować każdy dzień jak nowy, a nie jak kontynuację tego, co już było. Czy pytasz się siebie co jakiś czas czego chcesz, czego pragniesz? Czy może masz już jakąś wizję, której się trzymasz, bo tak jest wygodnie? Czy potrafisz spojrzeć na swojego partnera/partnerkę jak na kogoś, kto się nieustannie zmienia, i dojrzeć te zmiany? Ty sam też się zmieniasz i nosisz także różne etykietki, często na własne życzenie. A czy masz odwagę zapytać się siebie i jego/jej czym jest obecnie wasza relacja? Czy potraficie dostosować się do zmian? Czy potrafisz zaakceptować to, że to, co masz dziś, może zniknąć jutro? Jeśli przeraża cię to i boisz się panicznie straty, przygotuj się na cierpienie – bo zmiany są nieuchronne. Jedyne, co możemy zrobić, to cieszyć się tym, co jest teraz, a dawać umrzeć temu, co było i nie jest już rzeczywistością. Dzięki temu łatwiej nam będzie zrozumieć (swego czasu była to dla mnie ogromna lekcja), że jeśli ktoś teraz mówi „tak”, a za jakiś czas powie „nie”, wcale nie znaczy, że kłamie. Prawda istnieje tylko w jednym momencie. Jeśli ktoś zmienia zdanie albo zmienia się, może być prawdziwy w każdym momencie, bo nie można mierzyć prawdziwości poprzez stałość i niezmienność. Świat jest zmienny i dynamiczny, a jeśli uda się nam to zaakceptować i z radością korzystać z tej różnorodności, będziemy bogatsi i pełniejsi. To właśnie oznacza dla mnie rodzenie się każdego dnia na nowo. Wcale nie uważam, że potrafię to robić w pełni – przywiązywanie się, myślenie o przeszłości i przyszłości oraz chęć opierania się na czymś stałym to normalne, ludzkie potrzeby. A jednak uznanie stałości za podstawową wartość, budowanie swojego życia na „pewnikach”, ideach, które się starzeją, obrazach z przeszłości i wyobrażeniach dotyczących nas samych i innych ludzi, to wszystko prowadzi do popadania w letarg. Trwanie zamiast życia.
Nie ma co tracić czasu na takie spędzanie czasu na tym pięknym świecie.
Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.




Hmm… Oczywiście, że ponosimy porażki i rozczarowania związanie z innymi osobami, kiedy rzeczywistość nagle okazuje się inna niż nasze iluzje, oczekiwania i marzenia odnośnie relacji… kiedy ktoś, kto mówił, że kocha, nagle mówi, że już nie kocha itd. ale… z drugiej strony wydaje mi się, że zwykle ma się nadzieję, ufność, że będzie dobrze, że ta druga osoba będzie chciała jak najdłużej iść w moją stronę. Czasem nie da się zauważyć, że coś jest „nie tak”. Czasem podejmuje się ryzyko, ufa się. I nie zawsze tylko nasze iluzje przesłaniają rzeczywistość. Słowem – nie zawsze da się uniknąć rozczarowania i żalu po stracie. Chyba, że się jest na tyle rozwinętym duchowo, że się nie zaangażuje w relację.
tak właśnie rozumiem swoją wolność
„kiedy rzeczywistość nagle okazuje się inna niż nasze iluzje, oczekiwania i marzenia odnośnie relacji…” Uderzyło we Mnie mocno gdy zrozumiałem o czym mówił de Mello.”Nigdy nie kochałeś KOGOŚ. Kochałeś jedynie swoją wizję tej osoby, jaka „jest”, jaka ma być, iluzję która nigdy nie była prawdziwa. I dziwisz się ze Twoje „miłości” się konczą?”
podoba mi się to, życiowe.
Cóż więcej mam napisać… świetne. ;P
Witam

.
Tu i Teraz ?, ależ proszę bardzo jestem jak najbardziej za.
Ależ dziś gorąco niech mnie chudy byk do Torunia po torach pogna, ale z drugiej strony jest miło bo ciepło
Pozdrawiam
Ale kiedy ktoś zauważa te zmiany , ale nie umie o tym rozmawiać właśnie wtedy kiedy rozmowa jest lekarstwem na wszystko . . . Sa moment kiedy dobrze wiemy kim jesteśmy i jesteśmy na tyle silni by nikt tej wiary nam nie zabrał w żaden sposob . Bo wiara w siebie i w to co robimy , myslimy – potrafi zdzialać cuda . Ale to nie trwa wiecznie , sami na wlasne rzyczenie ( bo nie mozna pozwlić żaby kogos slowo lub sytuacja sparwiala ze nagle brakuje nam słów , ponieważ sie ich wstydzimy) poniewaz nie mozna kogos za to winic . Niektóre rzeczy tylko my mozemy soebie zawszieczac , nawet te zle .