Co byś zrobił, gdyby jutro miał skończyć się świat?

Czasem mam wrażenie, że nasz stosunek do czasu jest bardzo dziwny. Z jednej strony ciągle nam się gdzieś spieszy, patrzymy nerwowo na zegarek, minuty dyktują nam co mamy w danej chwili robić. Jesteśmy też niecierpliwi, chcemy wszystko już, teraz, od razu, zapominając, że czasem trzeba dać pewnym sprawom czas. Z drugiej strony marnujemy czas, który mamy na tym pięknym świecie. Marnujemy go na nieistotne rzeczy, czekając, aż coś ważnego w końcu samo się wydarzy. Wahamy się podejmując decyzje, nie potrafiąc wybrać tego, co jest z nami najbardziej zgodne. Wszystko sprowadza się chyba do kwestii tego, jakiego rodzaju rzeczy nas zajmują. Bo zauważcie, że najczęściej spieszymy się z nieistotnymi bzdurami i spieszymy się, bo tak trzeba, a nie dlatego, że tak chcemy.

Ile razy powtarzałeś – jak zrobię to, czy tamto, zajmę się sobą? Jak skończę studia, zajmę się czymś pasjonującym. Jak osiągnę coś w życiu, będę szczęśliwy. Po co stawiać sobie tego rodzaju warunki i przeszkody, żeby żyć pełnią już teraz? Niczego Ci nie brakuje by być szczęśliwym, bo szczęście jest w Tobie.

Kiedyś próbowałam zrobić doktorat. Złapałam się pewnego razu na takiej oto myśli: „Zrobię doktorat z tematu X, bo jest on najbardziej zgodny z tym, co robi prof. Y, a dobrze mi się z nią pracuje, poza tym będę miała mnóstwo korzyści z takiego układu. A jak już zrobię ten dr zajmę się tymi dziedzinami, na które będę miała ochotę.” Cóż za absurdalny pomysł! Dlaczego robić to, co się lubi dopiero, gdy się spełni czyjeś oczekiwania? Na szczęście zaczęłam jednak szukać tego, co mnie naprawdę interesuje. Wcale nie jest mi przez to łatwiej z praktycznego puntu widzenia, ale przynajmniej wiem, że robię coś z siebie a nie po to, by spełnić czyjeś oczekiwania.

Ile razy powtarzałaś – jak znajdę partnera i stworzę udany związek, będę szczęśliwa? Dlaczego czekać? A czy będąc nieszczęśliwą będzie Ci łatwiej stworzyć coś szczęśliwego? Czekasz, aż coś się zmieni, przyjdzie ktoś, kto odmieni Twój świat na lepsze. Tylko że uzależniając swoje szczęście od czegoś zewnętrznego, czegoś co nie jest w Tobie, narażasz się na wielki ból i cierpienie. Bo wszystko co zewnętrzne może przeminąć. A to, co w Tobie, zależy tylko i wyłącznie od Ciebie.

A jak już przychodzi do nas coś dobrego, to nie potrafimy się w tym do końca zanurzyć, bo gdzieś tam czai się lęk, że to się może kiedyś skończyć. Zastanawiamy się więc co zrobić, żeby tego nie stracić. Stajemy się ostrożni, kalkulujemy, zamiast po prostu przeżywać i doświadczać, słuchając swojego serca, a nie racjonalnego umysłu. Pojawiają się kolejne ograniczenia, idee i pomysły na to, co się powinno zrobić i co się powinno zadziać. Znów na coś czekamy, zamiast działać zgodnie ze swoim wnętrzem.

Pomyśl, co by było, gdybyś się dowiedział, że jutro będzie koniec świata. Albo, że jutro umrzesz. Niektórzy muszą faktycznie przejść przez takie doświadczenie, by w końcu przestać marnować czas na rzeczy nieistotne. Ale do nich nic wcześniej nie docierało. Może warto zrobić taki eksperyment już teraz?

Co byś zrobił dziś, wiedząc, że jutra już nie będzie? Usiądź w spokoju i stwórz taką listę. A potem zrób JEDNĄ z tych rzeczy, jedna wystarczy by poczuć jak to jest, jak robi się coś ważnego. Możesz też dopisać rzeczy do zrobienia w ciągu tygodnia, miesiąca, roku – i zacznij realizację jednego z tych pomysłów. Niech to będzie lista rzeczy najważniejszych, marzeń, potrzeb, tego co wypływa z Twojego serca i jest tylko i wyłącznie Twoje. Zachowaj tę listę i wracaj do niej co jakiś czas, by nie dać się znów otumanić sprawom mało istotnym.

Może chcesz powiedzieć komuś, że jest dla Ciebie ważny? Może chcesz pójść sama na spacer do lasu? Może chcesz zrobić pierwszy krok w realizacji jakiegoś projektu marzeń? Może chcesz powiedzieć komuś, że go kochasz? Może chcesz zacząć pisać książkę? Możliwości jest wiele, wystarczy posłuchać siebie…


Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.

Joanna
Sprawczyni całego zamieszania...

Komentarze

15 Odpowiedzi na “Co byś zrobił, gdyby jutro miał skończyć się świat?”
  1. niewiernaa pisze:

    z wielka przyjemnoscia przeczytalam twoj wpis. tego wlasnie potrzebowalam w tym momencie. dziekuje i pozdrawiam.

  2. tofik74 pisze:

    Witam :-)
    Pojawił się temacik z serii moich ulubionych :-) na takie tematy mogę rozprawiać godzinami i nieskromnie powiem mam tony przemyśleń i spostrzeżeń oto kilka z nich:
    - pośpiech w życiu wbrew pozorom niweluje lęk, który przeżywamy.Boimy się tego co było,jest i będzie , a najlepszym sposobem by nie myśleć o tym jest zagłuszenie tych myśli poprzez szum ,który tworzymy wokół siebie.
    - pośpiech w życiu jest modny, człowiek zalatany, że tak się wyrażę utożsamiany jest (nie wiem dlaczego) z sukcesem, a sukces jest teraz czymś bardzo pożądanym i określającym naszą wartość(miarą wartości człowieka w tych czasach jest to jak wielki odniósł sukces).
    - pośpiech w życiu jest przenoszony niejednokrotnie z klimatów w pracy. Coraz częściej słyszę określenie „ale w robocie był kocioł” i co zdumiewające dotyczy to chyba już prawie wszystkich zawodów.Wszędzie statystyki,prognozy,przyrosty,spadki i inne pierdoły i pośpiech bo „wróg nie śpi”.
    - pośpiech w życiu to wyraz łapczywości jest to chęć uzyskania w jak najkrótszym czasie jak najwięcej, a że apetyt rośnie w miarę jedzenia więc „hulaj dusza, piekła nie ma, w miłość nie wierz, bo to ściema”.
    Wyobraźcie sobie parę młodych ludzi, młodych mam na myśli trzydziestolatków ,którzy mają siebie i spokojne prace, mieszkają na stancji, chodzą na spacery, do kina,teatru,filharmonii itp. Nie wiem jak dla was ,ale dla mnie to jest jakieś „science fiction” w tych czasach.Trzydzieści lat i nie mają nic?, to pewnie jacyś nieudacznicy, wykolejeńcy itp. W wieku trzydziestu lat należy być i tu przepraszam za słowo „upierdolonym” po szyję w kredytach .Należy dokonywać prezentacji swoich dóbr , które paradoks są wymiernikiem naszej wartości.
    Jestem jednak niepoprawnym optymistą i myslę ,że kiedyś Anthony de Mello będzie w każdym domu zamiast powiedzmy telewizora :-) .
    Pozdrawiam i życzę miłego wypoczynku w końcu sporo wolnego przed nami można wybrać się na zakupy hahahahahahhahahahahhahaha :-)
    Pozdrawiam

  3. ojciec pisze:

    witam! w wielu kwestiach zgadzam się z przedmówcą,to jest ta „gonitwa dnia codziennego”o której kiedyś wspominałem-ale ilu z nas postępuje tak bo to lubi? dobrze się z tym czuje itd. -ile osób z tych trzydziestolatków może z ręką na sercu powiedzieć – TAK to jest to o co mi chodziło ,ta pogoń za „wszystkim” jest moim żywiołem ,dobrze się z tym czuję.Na pewno są i tacy ,ale myślę że ogromna większość cierpi w milczeniu i robi te wszystkie „dziwne rzeczy” bo przyznanie się do słabości jest dyskwalifikacją.A kiedy przychodzi weekend odreagowują (jeżeli potrafią) w różny sposób,często przy używkach a stąd już tylko krok od przepaści.pozdrawiam

  4. ojciec pisze:

    Z tego wszystkiego zapomniałem o temacie…-myślę że pojechałbym do lasu.jeszcze raz pozdrawiam.

  5. Wenus pisze:

    Tak, chcę napisać książkę o ZOK, jego przyczynach i objawach. Bez pomocy innych nie uczynię tego, może mi pomożesz? :)
    Chcę wykrzyczeć, jak oszukano prostaczków, jak zakodowano im schemat poddańczości, i jak owy schemat rodząc konsekwencje pozwolił ludziom, takim jak Ty dotknąć tej wiedzy, o jakiej piszesz, dzięki nim światło przenika ciemności, wzrasta świadomość ludzi. Odkąd pozwolono mówić to, co się chce i co się czuje, robić coś zgodnie z własnym upodobaniem nauka kwitnie, rozwija się(np. psychologia)

    Mamy szczęście, jesteśmy wolni, możemy wybierać. Ale spójrz w przeszłość-niewola, zniewolenie, dyktatura-strach-posłuszeństwo, niewiedza, nieufność, nieświadomość…

    Zauważ, od kiedy wiedza się rozprzestrzenia, jak burza? Co przyniosły ostatnie stulecia? Jakie wynikły z tego konsekwencje? Co kreujemy obecnie poprzez Internet?

  6. jaras pisze:

    Wenus, tamte czasy były proste – byli oni i byliśmy my

    kiedy ten układ upadł, zaczął się koszmar dokonywania wyborów, odpowiedzialności, stanowienia i takich tam…

    jak sobie z tym poradzić? stać się powszechnym, działającym tak jak wszyscy, bez osobowości, indywidualności, a najlepiej popełniać trendy błędy, być na topie, mieć o czym mówić i takie tam…

    ale są tacy, którzy potrafią zrobić swoje i znaleźć czas dla siebie i na wzajemność z bliskimi i znajomymi, mieć co razem robić i nic nie dzieje się u nich na siłę… spotkałem takich i trzymam się ich, w myśl zasady, trzymam z tymi, których podziwiam, aby przesiąknąć tym, za co ich tak podziwiam :-)

  7. Joanna pisze:

    Wenus, jestesmy wolni, możemy dokonywać wyborów, więc róbmy to, bez patrzenia co było w przeszłości – bo i po co? Przeszłość nie istnieje, istniejemy tylko w tym momencie my…Wierzę też w to,że świadomość się zmienia, coraz więcej ludzi się otrząsa z letargu, mówią – przespałem 10, 15, 25 lat, kim jestem, kim jest ten człowiek obok mnie? Ale budzą się i coraz więcej ma odwagę iść za tym.

  8. Wenus pisze:

    Jaras, masz rację, ale te wybory bolą, a jakże często skutki tamtego wychowania potęgują się w postaci zaburzeń lękowych, nerwicowych i takich tam, nawet do któregoś pokolenia. Jest to odwracalny proces, ale trzeba się przebudzić. Budzenie to nie przychodzi inaczej , jak poprzez dobroć, bezinteresowność i wiedzę tych już przebudzonych. Fajnie jest, jeśli ma się wokół tych, którzy pozwalają się podziwiać. Przy takich serce rośnie. Pięknie napisałeś.

    Joanno wiem, że świadomość wzrasta, granice zostały otworzone, języki poznane i można odnaleźć „swoich”, swoją wolność. Powiadasz, wyjść poza schematy? :) Ale co z pamięcią zrobić? Myślisz, że wystarczy zaznaczyć i wcisnąć Delete? Wyrzucić cały dysk? Czy tylko wrzucić w kwarantannę niektóre foldery?
    Pozdrawiam i dedykuję muzykę:

    http://www.youtube.com/watch?v=qn6vnwzpLAI&feature=related

  9. Joanna pisze:

    Wenus, a po co coś „robić” z pamięcią? Myśleć o tym co teraz, a nie o tym co kiedyś. Nie budować siebie i swojej tożsamości na tym, co było, a na tym co jest teraz. Przeczytałam dziś takie zdanie: jedyną zasługą przeszłości jest to, że doprowadziła nas tu, gdzie jesteśmy teraz. I tyle. Kwestia tego, na czym się koncentrujemy. Przeszłość należy zamknąć, potraktować jak doświadczenie, wyciągnąć z niej to, co najlepsze i iść dalej. Niestety żyjemy w kulturze, w której przeszłość jest celebrowana i wielbiona, buduje się naszą tożsamosć, choćby narodową, na przepełnionej cierpieniem przeszłości, a za mało mówi się o działaniu teraz – w radości i ufności. Trudno jest się temu przeciwstawić, rozumiem to. Ale myślę, że się da :)
    to ja dedykuję coś na spokój ducha: http://www.youtube.com/watch?v=d63COahIpVM

  10. Wenus pisze:

    :)

    Ale, ale, wiesz doskonale, że działanie podświadomości wzbudza mimowolnie emocje i aby je dobrze przekierowywać potrzeba dorosnąć, lub „urodzić się na nowo” ( odzyskac swoje ego) lub spełniać swe marzenia, by nowe dobre emocje wyparły te negatywne:)
    Pozdrawiam

  11. jaras pisze:

    jest coś takiego, że wola zmian następuje dopiero wtedy kiedy musi i trudno oczekiwać innej postawy, nawet od siebie, a co dopiero od ludzi, na których nam zależy

    wszystko ma swoje miejsce i swój czas

    rzeczywiście trudno tak po prostu stwierdzić, ok, czarna kreska, teraz jest inaczej, tego trzeba się nauczyć, ale jakże warto :-)

    przy okazji też coś pokażę :-)
    http://pl.youtube.com/view_play_list?p=EB4BA2412BDECDDE

  12. Wenus pisze:

    Nic nie dzieje się przypadkiem-naprawdę! Nie da się przeskoczyć etapów w życiu , które są jego drogowskazem . Bez doświadczeń, nie widzi się nowej drogi. Bez doświadczeń nie ma wniosków. Bez bólu nie ma narodzin żywej istoty, nawet jej świadomości. K.G.Jung jest wyjątkowo bliski memu pojmowaniu świata ludzi. Ból uczy najbardziej, a miłość hmm, jest największą mądrością. Dając wolność własnemu dziecku narażamy je ( pozwalamy mu) na doświadczenie (również bólu), ale to danie wolności jest największym wyrazem miłości. Tak postąpił Bóg-dał wolny wybór, pozwolił się światu sememu kreować. Bogiem jesteśmy? Co się dzieje, gdy ograniczamy wolność? Zatraca człowiek instynkt, czego potwierdzeniem są choroby psychiczne i zaburzenia psychosomatyczne. Umiejętność gry, jaką jest sztuka życia w cywilizacji jest normalnym zjawiskiem, pożądanym, a w takim razie , czy to zaburzenia są sygnałem rozeznania oszustwa, widzenia jego -podświadomego, zmysłowego widzenia braku harmonii pomiędzy zaistniałą teorią prawdy i realnym oszustwem? Gdzie jest zatem granica pomiędzy dobrem a złem która stwarza harmonię, bo chyba tylko ten fragment , niewielki fragment zbioru, obiektywnego ocenienia dobra zasługuje na propagowanie i wprowadzanie w życie? Ewolucja to zwycięstwo, które dzieje się za przyczyna mutacji genetycznej. Mutacja jednak jest wytrącaniem się chorób i dziwności w naturze. Na przestrzeni wieków staje się funkcją przystosowawczą-uodparniająca i prowadzącą do zwycięstwa nad „normalnością”. Życie to zmienność, balansowanie, to przepływ, tak jak prawda-jest tam gdzie jest dominacja. A miłość? Podaje rękę temu „co” słabe, zależne? Czy aby bezinteresownie? Bez dualności nie ma życia. Egoizm i miłość stwarza harmonię, o ile pomiędzy zaistnieje równowaga. Bez chorób, nie byłoby medycyny, nauki. Choroby sa wynikiem ataku na swoj ustrój swej agresji, która jest instynktem samozachowawczym-sygnałem do walki o przetrwanie. To zabicie w sobie egoizmu, a pozwolenie żyć wrogowi jest NAJWIEKSZĄ MIŁOSCIĄ? Czego wynikiem niestety są choroby na ciele i umyśle. Kimże jest wróg? To ktoś kto żyje kosztem innych, ponad wytrzymałość fizyczną i psychiczną wykorzystanej osoby. Świadomość budzi się w momencie przekroczenia pewnej granicy bezpieczeństwa, i w momencie budzenia się instynktu samozachowawczego. Co dzieję się wtedy z miłością? Zemsta jest wynikiem braku miłości prowokującego, a nie objawem egoizmu wykorzystanego. Egoizm jest kłamcą. Miłość jest prawdą, faktem, życiem-przetrwaniem -rajem. Tak oto balansuje prawda, która jest jak wiatr, jak pyłek, jak kropla wody, jak najmniejszy atom- najmniejsza komórka życiodajna-energodajna. Miłość jest ideą powołująca do życia nowe „organizmy”. Miłość zabija w obronie miłowanych…miłość oddaje swoje życie by ocalić tych nieświadomych, co źle czynią, i ona nie podejmuje walki…która więc jest prawdziwą miłością? Czy brak woli własnego życia jest miłością, czy okrutnym kłamstwem dziejowym, narzuconym prostaczkom, by ich wykorzystać, by przetrwało „to” co silne, zdrowe, wyrafinowane, mające władzę, majętności i wysokie mniemanie o sobie? Czy odwrócenie ról, wykreowanie subtelniejszych postaci w teatrze życia przywróci sprawiedliwość? Gdzież Prawdo jesteś?
    A Co z naturą? Czy tekstylny i plastikowy świat jest jej częścią? Nic na Ziemi nie pochodzi z poza niej. Mówiąc, że działamy wbrew naturze ( jako ludzkość), czy aby na pewno mamy rację? Jesteśmy częścią natury i to na co mamy wpływ także.

  13. tofik74 pisze:

    Jasny gwint Wenus ,ale dałaś teraz po bandzie – poproszę jeszcze translator do tej wypowiedzi :-) , jedyne w czym mogę pomóc to polecam znieczulenie zewnątrzoponowe – to a propos bólu przy narodzinach :-) . Zastanowiło mnie jedno, ileż bólu i problemów związanych jest z poprostu byciem tu i teraz i myśl „co jest grane?” nie daje mi spokoju, ale mniejsza blog jest git i myślę ,że jak będziemy mieli brody po kolana to w końcu to rozgryziemy. :-)
    Pozdrawiam

  14. jaras pisze:

    moja racja, moje życie, moja miłość, wszystko co reprezentuję jest tu gdzie jestem ja i takie jest

  15. yuuiko pisze:

    wytatuowała sobie napis ‘ żyć pełnią życia’ i zrobiła kolczyk w wardze.
    kochałabym się całą noc przed i rano wypiła leniwie kawę na wieży Eiffla w Paryżu
    skoczyłabym z Burdż Dubaj i zakończyłą swoje życie tak jak ja chcę.
    zostawiając mnóstwo niedokończonych spraw dla reszty ludzkości mając to głęboko w poważaniu.

    cóż jestem egoistką i to byłby mój egoistyczny koniec świata ^_^

Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

//29 kwi 2008 ·