O czytaniu mądrych książek i słuchaniu mistrzów

Wiele osób zaczyna swoją drogę rozwoju od przeczytania jakiejś ważnej książki. Jest kilka takich klasycznych tekstów, które przewracają stary światopogląd do góry nogami – o ile, oczywiście, ktoś jest na to gotowy. Najpierw następuje konfrontacja ze starymi schematami i próba ich obrony. Zdarza się, że książki są zamykane z trzaskiem albo nagle przychodzi ochota ciskania nimi o ściany :) Później jest czas zachłyśnięcia się tą mądrością, czytamy wszystko, co wpadnie nam w ręce, ekscytujemy się, wzruszamy i szukamy w sobie miejsca na nowe idee. To piękny czas, odkrywanie zupełnie innego świata, innego podejścia do życia, nagle wszystko staje się piękne w swej prostocie.

Następnie przychodzi moment, gdy zdajemy sobie sprawę, że wiedza to nie wszystko – trzeba jeszcze te nowe idee wprowadzić w życie. Staramy się więc to robić, lepiej lub gorzej nam to wychodzi, ale wiemy przynajmniej czego się trzymać. Wielu ludzi pozostaje w tym miejscu – realizowania tego, co mówi mistrz. To może być guru z krwi i kości, z którym jest bezpośredni kontakt, nauczyciel w jakiejś dziedzinie, czy mistrz, którego mądrości poznajemy dzięki temu, co napisał albo zostało spisane.

Ja w pewnym momencie zaczęłam zauważać, że każda kolejna książka jaką biorę do ręki, przekazuje mi praktycznie to samo, co poprzednie. Przestało mi się chcieć czytać kolejny raz to samo, tylko napisane w inny sposób. Nie mówię, że to zjawisko jest czymś niedobrym – różnorodność form jest potrzebna. Dla kogoś Krishnamurti będzie zbyt radykalny, dla innego Sekret zbyt amerykański i infantylny. Czasem ten sam przekaz dociera dopiero po kolejnym przeczytaniu, u kolejnego autora. Ale wszystko i tak (jak dla mnie) sprowadza się do kilku podstawowych rzeczy, dostrzegam uniwersalny przekaz od większości oświeconych mistrzów. I pewnie dla każdego ten przekaz brzmi troszkę inaczej, bo każdy potrzebuje odrobinę czegoś innego. Nie chodzi też pewnie o to, by przeczytać gdzieś taki ekstrakt i stwierdzić – ok, już znalazłem, zrobione. Potrzeba czasu, by to skrystalizowało się wewnątrz nas. Żebyśmy już nie tylko wiedzieli różne rzeczy, a odczuwali je jako coś, co odkryliśmy w sobie i czujemy, że jest dla nas prawdziwe.

Druga sprawa, jaką u siebie zauważyłam, to etap podważania tego, co mówią mistrzowie. Najczęściej chodzi o jakieś szczegóły (choć nie zawsze), ale dać sobie prawo do niezgodzenia się z czymś, co kiedyś było prawdą objawioną, nie jest łatwe. Powoduje zamieszanie, bo burzy kolejny schemat. Mimo, że mądry, to nadal jest schematem. A sam Budda mówił: kwestionujcie to, co wam przekazuję, sami szukajcie czy jest to prawda, doświadczajcie tego. Moje doświadczenia pokazują różne rzeczy, czasem sprzeczne z tym, co czytam. Czy to znaczy, że ja mam rację, a nie mistrz? Nie. Niekoniecznie. I nie o rację tu chodzi.

Nie chodzi o to, kto ma racje, bo nie ma jednej, jedynej racji, każdy z nas ma swoją prawdę. Uważam, że najważniejsze jest nasze własne doświadczenie. Jeśli nie udaje się nam żyć tak, jak zaleca mistrz, a wierzymy bezkrytycznie w każde jego słowo, możemy wpędzić się w poczucie winy. Jeśli zaś jakiś cel, czy sposób życia wypływa z nas samych, jest większa szansa, że niepowodzenia potraktujemy jako normalny element rozwoju. Jest jeszcze jedna sprawa – taki de Mello czy inny Osho wychodzi z zupełnie innej pozycji niż my. Oni już tą drogę przeszli. Nie ma co wymagać od siebie pełnej realizacji tego, o czym piszą w ciągu kilku miesięcy, czy nawet lat, choć nie twierdzę, że „droga ekspresowa” jest niemożliwa. Najważniejszy jest jednak dla mnie proces dochodzenia do swojej prawdy i realizowanie jej.

Jesteśmy ludźmi i mamy ludzkie doświadczenia. Fajnie jest mieć wizję tego, w jaki sposób osiągnąć szczęśliwy żywot, dobrze jest pracować nad zmienianiem siebie, ale po drodze może się okazać, że ważniejsze jest przeżyć coś takim, jakie jest. A może okazać się to niezgodne z tym, co jest napisane w jakiejś książce. Ostatnio coraz częściej stwierdzam, że dla mnie ważniejsze jest doświadczanie różnych aspektów bycia człowiekiem – z pełną świadomością tego, co się dzieje i z braniem za to odpowiedzialności – niż życie za wszelką cenę według jakichś wytycznych. I wydaje mi się, że danie sobie wolności i akceptacja tego, co się nam wydarza jest najważniejsza. Bo mistrz na pewno ma ogromną wiedzę i doświadczenie, ale moje życie jest moim życiem i to ja wiem o nim najwięcej. To, o czym oni piszą, może być (i często jest) wspaniałym drogowskazem, inspiracją, jakąś możliwością dotarcia do spokoju i szczęścia, ale to w nas samych są odpowiedzi na nasze własne pytania (choć myślę, że mądre teksty skłaniają do zadania sobie różnych ważnych pytań, in the first place). Ufając samym sobie, wyjdziemy na tym lepiej niż czytając setki mądrych książek i ślepo się stosując do tego, co w nich napisano.


Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.

Joanna
Sprawczyni całego zamieszania...

Komentarze

11 Odpowiedzi na “O czytaniu mądrych książek i słuchaniu mistrzów”
  1. Magda pisze:

    Z wieloma rzeczami się zgodzę… Na mojej drodze – podobnie ja Ty – przechodziłam już i stan zachwytu nad odkryciem nowych prawd, nowej drogi do szczęścia, jak również zauważyłam powtarzające się prawdy w wielu książkach, co spowodowało u mnie znużenie i zniechęcenie bo – wiedziałam już dużo, a moje życie (przynajmniej pozornie) było wciąż takie samo. I masz rację, odczuwanie i wychodzenie „od siebie”, a nie automatyczne wykonywanie wskazówek zawartych w tych mądrych dziełach, to jest droga i dla mnie, jednak czy nie to właśnie zalecają często te książki? :)
    I jeszcze jedno – wg mnie trzeba uważać, żeby w tym doświadczaniu życia nie zagubić tego, co wg mnie jest „dobre” i „złe”, nie utracić siebie. Czasem odnoszę wrażenie, że ludzie (ja?) odrzucając stare schematy pod wpływen nowych „guru”, odrzucają je wraz z całym wewnętrzym systemem wartości.

  2. tofik74 pisze:

    Witam :-)
    Pełne poparcie z mojej strony jeśli chodzi o rację , bawi mnie jak wyczuję ,że ktoś męczy temat tylko po to żeby udowodnić ,że to jego racja jest najlepsza http://pl.youtube.com/watch?v=Tb1XTIcqaa4 . W terapii Gestalt i pewnie nie tylko w tej terapii jest ciekawa zależność między figurą i tłem.Racja ,która dzisiaj jest tą właśnie jedyną jutro może stać się tłem dla innej, tak jak w wierszu Tuwima:

    Pstryk
    Sterczy w ścianie taki pstryczek,
    Mały pstryczek-elektryczek,
    Jak tym pstryczkiem zrobić pstryk,
    To się widno robi w mig.
    Bardzo łatwo:
    Pstryk – i światło!
    Pstryknąć potem jeszcze raz,
    Zaraz mrok otoczy nas.
    A jak pstryknąć trzeci raz-
    Znowu dawny świeci blask.
    Taką siłę ma tajemną
    Ten ukryty w ścianie smyk!
    Ciemno – widno -
    Widno – ciemno.
    Któż to jest ten mały pstryk?
    Może świetlik? Może ognik?
    Jak tam dostał się i skąd?
    To nie ognik. To przewodnik.
    Taki drut, a w drucie PRĄD.
    Robisz pstryk i włączasz PRĄD!
    Elektryczny bystry PRRRRĄD!
    I stąd światło?
    Właśnie stąd!

    Puenta tego wierszyka jest prosta „to pstryk” :-) w życiu jest trochę inaczej.
    Myślę ,że autorytety są ważne w życiu człowieka .Cały pic polega na tym jakiego mistrza sobie wybierzemy.Jeśli to jest DODA to życzę powodzenia :-) ,jeśli de Mello czy inny Osho to nawet jeśli (co wydaje mi się rzeczą normalną i naturalną) po jakimś czasie podważymy taki autorytet to i tak podwaliny CZŁOWIEKA oraz główna doktryna tego mistrza w nas pozostanie.Wydaje mi się ,że człowiek świadomy , że tak się wyrażę pnie się w swoim człowieczeństwie po spirali z tąd momentami wrażenie ,że zatacza się koło.
    Pozdrawiam

  3. zenforest pisze:

    Ja także przechodziłam przez różne etapy.
    Miałam okresy w których szczególnie przemawiały do mnie teksty jakiegoś autora, oraz okresy gdy całkiem odcinałam się od cudzych doświadczeń.

    Jednak generalnie zawsze zwałam sama siebie żartobliwie Mistrzynią Podstaw ;) Bo przykładałam ogromną uwagę do podstawowych spraw w rozwoju duchowym.
    Moi znajomi nieraz się obruszali :”Ja to wiem! Słyszałem to już setki razy! nie powtarzaj mi tego, to duchowe ABC!”

    Potem razem żartowaliśmy, że wielu ludzi zna teorię a nie zna praktyki dlatego tak do znudzenia czasem warto powtarzać pewne rzeczy.
    Aż wreszcie zaskoczą, zatrybią :)

    Czasem u ludzi na niezwykle – zdawałoby się – wysokim poziomie rozwoju którzy potrafią mówić pięknie, inspirująco, pomóc, doradzić – widać jak w życiu nie realizują się efekty takiego poziomu świadomości.
    O ile są otwarci na inspirację to nie mają przepracowanych podstawowych obszarów życia jak związki, dostatek, samorealizacja, bezpieczeństwo, zdrowie.

    Dlatego ja chętnie czytam książki, w których, jak najbardziej – powtarza się różnie ujęte – to samo przesłanie, bo za każdym razem spoglądam na to z nowej strony.
    Dostrzegam jakąś świeżość, coś innego to we mnie poruszy.

    Ciekawie miałam z książką Przebudzenie de Mello. Po 5 latach od jej 1 przeczytania – wydało mi się że czytam zupełnie nową, inną książkę! Mój umysł odnajdywał dla siebie kompletnie inne inspiracje, kładł nacisk na coś innego.
    Nie koncentrowałam się na tym co wiedziałam, ale tym co potrzebowałam przypomnieć/odczytać na nowo w chwili obecnej.

    Poza tym… czytanie takich ‘lektur ABC” bywa przydatne w chwilach zgaszenia i zmęczenia – gdy rozpęd do rozwoju słabnie, gdy coś sie nie udaje. One dają znów „kopniaka” i radość i zapał do działania :)

    Dlatego – zachęcam do powrotu do podstaw. :)
    Dopóki wpadają nam w ręce znaczy ze nasza podswiadomość wciąż ma coś tam jeszcze do przerobienia, własnie w podstawach :)

    I dlatego je do nas z uporem przyciąga :D

    Pozdrawiam ciepło!
    ZenForest

  4. Hoko pisze:

    Księgi nie są po to, by w nie wierzyć, ale po to, by poddawać je badaniu.

    Umberto Eco

    I pewnie zajmę niepopularne stanowisko (znowu?), ale tych wszystkich „mistrzów’ to ja bym załadowałl w worek i wysłał w kosmos… To jest takie masło maślane, takie gaworzenie o niczym, kilka słów-wytrychów, które, gdy się zastanowić, nic konkretnego nie znaczą. Oczywiście nie twierdzę, że „to” nie działa; działa – na zasadzie placebo, ale jest to raczej owijanie się w kokon niż rzeczywista wiedza czy intersubiektywne doświadczenie.

  5. piotrek pisze:

    Są dwa rodzaje mistrzów: Ci od myślenia i ci od niemyślenia (medytacji). Do klasyki można zaliczyć tutaj Josepha Murphego ( potęga podświadomości) i Osho, mistrza od medytacji. A więc możemy wybrać z pośród 2 dróg rozwoju duchowego. Ta 1 która polega na zawładnięciu myśleniem jest prostrzą drogą, ponieważ łatwiej jest wpajać sobie jakieś schematy niż ich wogle się pozbyć czyli dotrzeć do własnego źródła życia.

  6. tofik74 pisze:

    Witam :-)
    Zenforest ten tekst jest dobry :”Ja to wiem! Słyszałem to już setki razy! nie powtarzaj mi tego, to duchowe ABC!” ludziska bronią się w ten sposób i dalej żyją jak żyli (mechanizm obronny). Czasami właśnie trzeba poprzez reminescencję (powtarzanie,powtarzanie ,powtarzanie do bólu). :-)
    Hoko skoro tak to zostań mym mistrzem w takim razie skoro tamci gaworzą , a ty już mówisz :-) .Myślę ,że jest odwrotnie człowiek siedzi sobie w kokonie do momentu, aż przez przypadek nadzieje się na jedną z takich książek i zaczyna się powoli z tego kokonu wydostawać.Oczywiście w kokonie jest tak miło, ciepło, bezpiecznie,trochę ciasno, ale nie szkodzi :-) i trzeba z tego zrezygnować na poczet poznania i świadomości.Niektórzy wracają z powrotem „do starego” bo jest znane i bezpieczne w ich mniemaniu siedzą i czekają http://pl.youtube.com/watch?v=OZuraLsTBfQ&feature=related.
    http://pl.youtube.com/watch?v=big2c7b9acc&feature=related owszem można siedzieć w życiu cicho i spokojnie tak jak „Mamuśka” z przerażeniem w oczach czy się doleci :-) hahahhahaahahhahhaahah , albo żyć, wiercić się, poznawać,oddychać, wściekać,cieszyć, śmiać,płakać,włazić i złazić po prostu żyć na ile tylko się da.
    http://pl.youtube.com/watch?v=20Fi9UZXm8E&feature=related :-) .Piotrek masz rację są dwa rodzaje mistrzów Maklakieicz i Himilsbach
    :-) hahahhahahahahhahah, a który od czego to sobie już musisz sam odpowiedzieć :-)
    Pozdrawiam

  7. Magda pisze:

    Hoko a mógłbyś podać konkretnie, co jest niekonkretne? ;) Co wg Ciebie jest masłem maślanym, co jest słowem – wytrychem?

  8. Magda pisze:

    A i jeszcze jedno mi przychodzi do głowy… Myślę, że problemem jest uwierzyć, zaufać, że TO działa, że TAK jest… Jeśli nie uwierzysz i nie zaufasz, to nie zadziała. To tak działa :)

  9. lukasz pisze:

    Witam.
    Niektórzy uważają, że czytanie książek o rozwoju to jak próba zaspokojenia głodu poprzez przeczytanie książki kucharskiej, albo zjeść posiłek który ktoś inny przeżuł :) . Warto nie poprzestawać na inspirowaniu się tylko w taki sposób, jakaś forma praktyku pozwalająca samemu doświadczać jest ważna. Za oknem świeci słońce, kto dziś był na spacerze? :)

  10. Merv pisze:

    Chyba nie zauważyliście, ale Hoko przytoczył nam (świadomie bądź nie) swego rodzaju wprowadzenie do buddyzmu zen. ;)
    stare dobre „jeśli spotkasz kiedyś Buddę, zabij go!”

  11. Asia pisze:

    Ja, ja byłam dziś na spacerze! I wczoraj, i przedwczoraj też ;) I zdecydowanie praktykuje ostatnio życie w miłości, bycie tu i teraz i otwieranie serca :) A książki żadnej nie otwierałam już od paru ładnych dni ;)

Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

//14 kwi 2008 ·