Bycie po prostu
Po prostu bycie. Bycie, po prostu. Czemu tak trudno czasem to docenić? Spędziłam dwa dni na wsi nie robiąc nic szczególnego. Nosiłam drewno, paliłam w piecach, gotowałam, chodziłam na spacery rzucając psu patyki. Co jakiś czas przychodziło mi do głowy, że powinnam coś „porobić”. W końcu zabrałam ze sobą pokaźny stosik książek. Ale nie było czasu, zbyt byłam zajęta robieniem zwykłych rzeczy, takich jak rozmowa z bliską osobą, pilnowanie ognia czy słuchanie ptaków i patrzenie na chmury. Nie robiłam nic, bo powinnam, bo trzeba, rzeczy wynikały same z siebie, bez planowania i zastanawiania się. I czuję, że tak można na co dzień, nie trzeba uciekać od naszej codzienności (choć oczywiście odpoczynek na łonie natury jest czymś wspaniałym), by móc czegoś takiego doświadczać. To takie zatapianie się w chwili obecnej, pewnego rodzaju medytacja. Na dodatek, to nie było w żaden sposób wymuszone: „teraz będę uważna i skupiona na tu i teraz”. Nie, to się po prostu działo. Drewno, siekiera, piec, nic więcej. Patyk, pole, pies i tylko to. Oczywiście, pojawiały się myśli, skojarzenia, i temu podobne przeszkadzajki umysłowe, ale nie one dominowały. Obecna była intensywność przeżywania i wewnętrzny spokój. Czasem warto przerzucić uwagę z „ważnych i poważnych” spraw na te drobiazgi, które nas otaczają. Okaże się być może, że to, co wydawało się ważne, jest marginalne, a to, co do tej pory nieistotne, jest najważniejsze. Że może o to chodzi w życiu, żeby być?
Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.





Myślę, że trudno to docenić bo jest to nieznane, rzadkie ,sporadyczne. Z każdej strony słyszymy o celach,progach,wyzwaniach, rzeczach do zrealizowania w danym miejscu i czasie (przeszkadzajki umysłowe).Bycie po prostu to wbrew pozorom nie taka prosta sprawa o czym świadczy ten artykuł

Umiejętność wyłączenia w naszym umyśle spraw bierzących i świadomego przeżywania tu i teraz bez presji czasu to wyższa szkoła latania
Pozdrawiam
Tofik74, zgadzam się z Tobą.
Bycie po prostu, to wg mnie, bardzo trudna rzecz. Znam ludzi, którzy zapadają w depresję w momecie, kiedy nie mają przed sobą żadnego celu do zrealizowania (jak podróż, nowa firma, kariera). Ja sama niepewnie się czuję, kiedy „nie robię nic” w domu. Ciągle mam poczucie, że marnuję czas, że się nie rozwijam itd…
Trudno jest zmienić takie myślenie. :/
Muszę to napisać bo mnie razi nie „bierzących”, a bieżących teraz o.k.
Pięknie to ujęłaś. Gdybym raz jeszcze miała szansę poszłabym tą samą drogą co TY
Wrażliwa duszo! Joasiu
Magda dokładnie-codzienne drobne przymusowe obowiązki ograniczają rozwój. Bez codziennych drobiazgów nie zawsze jednak można pojść na przód np gdy ma sie rodzinę małe dzieci. Lubię duże wyzwania, to raczej te drobiazgi mnie nużą, wyprowadzają z równowagi, przyprawiają o depresję.
Jednak bez sielanki zwykłej codzienności i wielkie sprawy nie mają znaczenia. Bo te małe sprawy do DOM-one są największym fundamentem-są maleńkimi cegiełkami wznoszącymi do szczytów w przyszłości.
Wenus, szansa jest zawsze na pójście tą drogą, nigdy nie jest za późno
I uważam,że drobiazgi dnia codziennego nie tylko nie przeszkadzają w rozwoju, a wręcz mogą go wspomagać. Jeśli zobaczymy, że można je tak traktować, a nie tylko jako przeszkadzajki
Teoretycznie tak. Praktycznie o tym zaświadcza koniec drogi-cel, o ile pozostaje osiągnięty. Ty jesteś wykształcona i młoda i zdrowa. Ja mogę jedynie sobie dryfować i obserwować i rozwijać się swoim tempem. Uważasz, że afirmacja może zawirować naszym życiem, wiara przeskoczyć fizjologię człowieka a miłość pokonać chorobę? Czy mądrość jest tożsama z miłością? Czy miłość jest najwiekszym lakartwem? Czy można kupić miłość? Czy można jej się nauczyć?
Zapraszam do współpracy.
Wymiana linkami lub opublikuje Twoje teksty na moim blogu – z podaniem źródla? Zapraszam serdecznie http://www.psychika.net