Na co komu Walentynki?

MiłośćPrzecież Walentynki to sztucznie stworzone święto, mające głównie na celu nakręcenie sprzedaży pluszowych czerwonych serduszek…A do tego, nie jest to nawet nasze tradycyjne święto, tylko komercyjny import anglosaski…Poza tym, okazywanie miłości tylko raz w roku jest strasznie sztuczne, brak w tym spontaniczności, to takie kochanie na polecenie. Hm. Czy aby na pewno?

To prawda, nie jestem fanką przesłodzonych misiów z napisem I love you, a cała ta komercyjna kołomyja raczej mnie odpycha niż przyciąga. Ale nudzi mnie to całe narzekanie i wylewanie dziecka z kąpielą przez przeciwników Walentynek i uważam, że można nabrać odrobiny dystansu i zdrowego podejścia.

Jeden dzień w roku. A kto powiedział, że musi być jedyny? Jeśli choć jedna osoba dzięki Walentynkom odważy się wyrazić swoje uczucia, nawet w najbardziej kiczowaty, czy nieporadny sposób, to tylko się cieszyć! Jeśli choć jedna osoba na chwilę zapomni o swoim ego i skieruje się na drugą osobę, nawet jeśli to będzie jeden dzień w roku – to fantastycznie. O jedno otwarte serce więcej. Dlaczego nie mielibyśmy potraktować tego dnia jako przypomnienia, że miłość jest piękna, że pozytywnie podchodząc do ludzi i świata, powodujemy, że nasze życie i świat stają się odrobinę lepsze? Oczywiście, miłość nie polega na dawaniu czegokolwiek, po to, żeby tylko dać i samemu poczuć się wartościowym. Więc niech ten dzień będzie przypomnieniem, że możemy dawać wyraz naszej miłości najmniejszym bezinteresownym gestem, niezależnie od daty. Nie musimy też dawać się sterroryzować komercji i możemy przełamać pogląd, że 14 lutego to dzień zakochanych – niech to będzie po prostu dzień miłości, każdego rodzaju.

Miłości do świata.

Miłości do ludzi, bez względu kim dla nas są.

Miłości do natury.

Miłości do przyjaciół i wrogów.

Miłości do samego siebie, bo to z niej wypływa prawdziwa, wolna od egoizmu miłość do drugiego człowieka.

To my sami tworzymy naszą rzeczywistość poprzez to, jaki mamy do niej stosunek i co o niej myślimy.

Och, jaki podniosły nastrój mi się zrobił :) O miłości będzie więcej i to, mam nadzieję, niedługo.


Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.

Joanna
Sprawczyni całego zamieszania...

Komentarze

10 Odpowiedzi na “Na co komu Walentynki?”
  1. Magda pisze:

    Też tak uważam, popadanie w każdą skrajność jest niefajnie. Również „antywalentynkowanie”, które co roku widać. Ludzie „na siłę” chcą pokazać, że miłość ich nie obchodzi. To jest dopiero chore.

    Myślę – choć nigdy nie przepadałam za tym świętem – że to dobra okazja na zastanowienie się, czym dla mnie jest miłość. Z czym ludzie ją mylą… :)

  2. Joanna pisze:

    Pokochajmy też tych, co robią to „chore” :)

  3. mela pisze:

    Dzisiaj rano przyszla mi do glowy jedna mysl, ze nie czekam caly rok na 14 lutego aby powiedziec Komus, ze go kocham. Z jednej strony to swieto bije kiczem po oczach i uszach , z drugiej moze byc przypomnieniem Komus o tym o czym nie pamieta moze przez 12 kolejnych miesiecy. Dla innych bedzie okazja do przelamania lodow, proba sily czy wielkim sercowym zrywem. Dobre w tym calym marketingowym chalasie jes jednak jedno, aby na moment zatrzymac sie i rozejrzec wokol siebie. W koncu, nie zyjemy sami i nawet jesli obok nas nie ma TEJ wielkiej milosci to jest cale mnostwo innych osob, ktore warte sa naszego usmiechu i tego aby im powiedziec jaksa dla nas wazne :)

  4. Magda pisze:

    racja :) Dzięki

  5. Justynides pisze:

    Heh, widzę, że nie tylko ja doszłam do takich wniosków:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

  6. Jonasz pisze:

    Wydaje mi sie ze rzecz w tym, ze swieto to obroslo tez juz w okreslony rytuał, który ma swoje przejawy i to całkiem ekonomiczne. W tym dniu wszystkie kina pełne, od 3 lat restauracje pękają w szwach, a każdy kto swojej ukochanej osobie nie sprawił prezentu w postaci wcześniejszej rezerwacji, która na dodatek słono kosztuje ma czu się winnym i kiepskim kochankiem… Ten przejaw walentynek mnie wkurza i tyle… a cała idea nie najgorsza to fakt… choc zastanawia mnie swoist asymetria… bo inicjatorem randki, pomyslu na walentynki zazwyczaj „powinien’ byc mezczyzna.. Czy ktoś wie dlaczego?

  7. marek pisze:

    Dla mnie walentynki to dzien., w którym jeszcze bardziej niz. zwykle czuje przeszywające mnie uczucie samotności. Od kilku miesięcy juz generalnie na niczym mi nie zależy i marze żeby juz sie nie obudzić rano. Myślałem ze teraz walentynki pomnie „spłyną”. Niestety tak sie nie stało. Jeszcze bardziej tylko pogłębiło moje odczucie samotności i przerażenia ze nie jestem nikomu potrzebny. Jedynie, co mnie trzyma na tym świecie to Moj przyjaciel, który „walczy ” o mnie każdego dnia, ale i on juz czuje bezradność wobec mojej osoby i strach ze straci kogoś ważnego dla siebie.
    Pewnie ktoś powie ze trochę tu nie logicznie pisze, bo z jednej strony pisze ze nie jestem nikomu potrzebny a z drugiej ze mam przyjaciela. Fakt trochę to może wydawać sie pomylone no, ale co zrobić. Chęć „ucieczki” przed samotnością jest większa niz. przyjaźń. Na marginesie dodam ze jestem świadomy ze Moj przyjaciel sobie poradzi be zemnie, bo to silny człowiek – choć twierdzi inaczej.
    Codziennie proszę Boga żeby mnie juz zabrał – obojętne mi to jest gdzie. Ważne żeby nie tu gdzie samotność otacza mnie zewsząd.

  8. Anna pisze:

    Marek – kolejny współczesny „emo”? :)

  9. marek pisze:

    a kto to jest emo ??

  10. tofik74 pisze:

    O WŁAŚCIWYM RODZAJU EGOIZMU
    Jeśli naprawdę pragniesz swego przebudzenia, to chciałbym, abyś najpierw zrozumiał, że w gruncie rzeczy nie chcesz się przebudzić. Pierwszym krokiem do przebudzenia jest uczciwe przyznanie się, że to ci się nie podoba. Nie chcesz być szczęśliwy. Chcesz przeprowadzić mały test? No to spróbujmy. Zajmie ci to dokładnie minutę. Możesz zamknąć oczy lub pozostawić je otwarte. To nie ma znaczenia. Pomyśl o kimś, kogo bardzo kochasz, z kim jesteś bardzo blisko, o kimś, kto jest ci bardzo drogi i powiedz do niego w myślach: „Bardziej pragnę być szczęśliwy, niż mieć ciebie”. Zobacz, co się dzieje. „Wolę być szczęśliwy, niż mieć ciebie. Gdybym miał możliwość wyboru, bez wahania wybrałbym szczęście”. Ilu z was podczas wypowiadania tych słów czuło się egoistami? Sądzę, że wielu. Widzicie, co z nami zrobiono? Zobaczcie, jak w was wdrukowano myślenie: „Jak mogę być takim egoistą”. Ale spójrzcie, kto tu jest egoistą. Wyobraź sobie osobę, która mówi do ciebie: „Jak możesz być takim egoistą, że wybierasz szczęście zamiast mnie?” Czy nie miałbyś ochoty wówczas jej odpowiedzieć: „Wybacz, ale jak możesz być takim egoistą, żeby wymagać ode mnie, bym wyżej cenił ciebie od szczęścia?”

    Pewna kobieta opowiadała mi, że kiedy była dzieckiem, jej kuzyn-jezuita głosił rekolekcje w kościele jezuitów w Milwaukee. Każdą konferencję rozpoczynał słowami:

    – „Spełnieniem miłości jest poświecenie, jej miarą brak egoizmu”. Wspaniałe stwierdzenie.

    Zapytałem ją: – Czy chciałabyś, abym cię kochał kosztem mego szczęścia?

    – Tak – odparła.

    Jakież to urzekające! Czyż to nie cudowne? Kochałaby mnie kosztem swego szczęścia, a ja kochałbym ją kosztem mego szczęścia. I tak mielibyśmy w konsekwencji dwie nieszczęśliwe istoty. Ale to nieważne, niech żyje miłość

    Anthony de Mello
    :-)

Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

//14 lut 2008 ·