Jak medytować?

Medytacja - droga do spokojuJuż kilka osób pytało się mnie – jak medytować, od czego zacząć? Technik, sposobów i pomysłów jest mnóstwo, to prawda, a początkującemu ciężko jest się na coś zdecydować. Postanowiłam więc co wtorek dzielić się z wami jakąś prostą techniką, którą najpierw wypróbuję na sobie. Przy okazji zdyscyplinuje mnie to do regularnego medytowania :) Będę się też dzielić z wami moimi przemyśleniami, doświadczeniami i radami. I od razu uprzedzam – nie jestem żadnym super-ekspertem, nie medytuję od 30 lat, ani nie praktykuję żadnych skomplikowanych technik. Więc niech to będzie wspólne odkrywanie :)

Na początek kilka luźnych spostrzeżeń.

Moim zdaniem kluczem do dobrej praktyki jest znalezienie złotego środka między dyscypliną, a poczuciem, że robi się coś, bo się lubi. Nie ma sensu zmuszać się do praktyki, jeśli nie czujesz jej jako czegoś ważnego w swoim wnętrzu. Znam to z własnego doświadczenia – motywowanie się hasłami w rodzaju „należy medytować”, „medytacja wspomaga rozwój duchowy”, „medytacja jest niezbędna w rozwoju”, „zdrowo jest medytować” kończyło się dość szybkim zakończeniem praktyki i wyrzutami sumienia. Dlatego sama dla siebie mam zamiar znaleźć coś, co mi sprawia frajdę. Z drugiej strony, czasem medytacja może wzbudzić różne silne procesy, które spowodują „wierzganie ego” i poczucie wewnętrznego oporu. Trzeba się wtedy odwołać do swojej wewnętrznej mądrości i intuicji, czy też wyższego Ja aby odróżnić opornego ego od innych przyczyn trudności. Zresztą, jak czegoś nie chcemy robić, to zawsze jest to świetny materiał na wewnętrzną pracę :)

Do medytacji potrzebna jest cisza i spokój, ale tak naprawdę najważniejsze to nauczyć się wyciszenia w chaosie codziennego życia. To jest wg. mnie jeden z ważniejszych celów. Choć oczywiście, gdy biegacz rozpoczyna karierę, to najpierw biega na szkolnych zawodach, a dopiero później jedzie na olimpiadę. Więc, postaraj się mieć ciszę i spokój, ale obserwuj uważnie swoje reakcje gdy coś ci przeszkodzi. Ucz się uniezależniać od otoczenia, bo idealne warunki są mimo wszystko sztuczne. Jak się uniezależnisz od wpływów zewnętrznych, nic cię nie ruszy.

Drugim celem dla mnie jest wyciszenie gadającego umysłu. I tu mam największy problem. Bo mój umysł gada i gada, i ciężko jest mu się zamknąć (może dlatego, że generalnie jestem słuchowcem i prowadzę nieustanny wewnętrzny dialog). Dlatego dla mnie medytacje w rodzaju „patrz się na ścianę i nic nie myśl” są koszmarnymi katuszami. Zdecydowanie wolę zająć czymś mojego gadułę – czy to wizualizacją, czy mantrowaniem. Jak go trochę opanuję, to może będę mogła go powoli wyłączać.

I na początek jedna z prostszych technik uczących uważności oraz bycia tu i teraz. Technika ta pomaga się wyciszyć i zostawić myśli o przeszłości i przyszłości, a skupić się na najważniejszej czynności, dzięki której żyjemy – na oddechu.

Usiądź w wygodnej pozycji, może być na krześle, ważne jest by kręgosłup był prosty. Zamknij oczy i oddychaj swobodnie. Licz swoje oddechy: 1 na wdech, 2 na wydech, 3 na wdech, 4 na wydech i tak do 10. Po skończonym cyklu zacznij liczyć od nowa. Jeśli się zapędzisz, oznacza to, że włączył się automat i błądzisz gdzieś myślami. Gdy ci się to zdarzy zachowaj spokój i po prostu zacznij liczyć od nowa. Zobaczysz, że z czasem nabierzesz wprawy.

Jeśli macie jakieś spostrzeżenia czy pytania, zachęcam do komentowania.


Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.

Joanna
Sprawczyni całego zamieszania...

Komentarze

84 Odpowiedzi na “Jak medytować?”
  1. Robert pisze:

    Twoje ego szatan? Litosci… brzmi jak opowiesc ksiedza masochisty wiazacego sobie f… i powtarzajacego „ty szatanie, ty szatanie!”. Egoizm to nie samo ego, ego co najwyzej moze zachowywac sie egoistycznie. Ego to centrum Twojej jednostki, jako jednostki:) pozbadz sie go az nikniesz… ale nie na tym Ci chyba zalezy? Pragnienie jest naturalne i ego jest naturalne i potrzebne. Niezrozumienie jest burzace i jedynie to powoduje, ze ego dziala samowolnie, a wlasciwie Ty wtedy dzialasz po prostu egoistycznie nie majac jasnosci tego co jest czym… . Nie ma TY i EGO, i TY i EGO jestescie jednym, tak samo jak jestes jednym z wszechswiatem, ktory po prostu manifestuje sie tu i teraz, w osobie i wszystko tu jest na miejscu wiec z czym chcesz walczyc, od czego uciec? Poprostu to zrozum, zniknie jakis konflikt dualistyczny pojawi sie ciekawe doswiadczenie… nie uwolnienia, bo od niczego sie nie uwalniasz gdyz nigdy nie bylas/byles zniewolony/zniewolona, jedynie stworzylas takowa iluzje i to wszystko.

    • Aleksander pisze:

      czlowieku jak piszesz ze ty jestes jednoscia z ego to oznacza ze juz przegrales walke z samym soba glownym zadaniem ego czyli szatana w tobie jest przekonanie cie ze jest z toba jednoscia jezeli w to uwierzysz to nigdy sie nie pozbedziesz zla w sobie bo bedziesz myslal ze ego i ty to jednosc a jezeli myslisz ze ty i zlo to jednosc to juz przegrales w walce ze zlem obejrzyj sobie film Revolver tam masz pokazaną walke czlowieka z jego ego

      • u pisze:

        przestan sie unosic i poszukaj co na ten temat mowia mistycy… ego chce cie przekonac? A czym to ego niby jest? Czyms oddzielnym od ciebie? Znajz je zatem prosze i pokaz mi i innym „oto moje ego-szatan i teraz je wyrzuce”. W ten sposob nigdy niczego nie ugrasz wiesz dlaczego? Bo nie ma czegos takiego jak ego… jestes tylko TY ktory sobie to ego wymyslil, a wszystko co sobie wymysliles jest z toba naturalnie polaczone, no chyba ze „jakies ego” istnieje niezaleznie od ciebie, wtedy nie masz z czym walczyc – jestes przeciez od ego niezalezny? Walczyc z samym soba A co Ty masochista? Sam system pojec ktorego uzywasz juz swiadczy o tym ze kompletnie nie wiesz o czym piszesz. Ego – to mechanizm, jak oprogramowanie komputera tkwiacy w umysle i poslugujacy sie tym, co sam stworzyles – oceną. Spróbuj pozbyc sie ego a nastepnego dnia nie bedziesz w stanie buta zawiazac. I kim jestes niby ten drugi TY, ktory chce pozbyc sie tego pierwszego CIEBIE – ego? Paradoks…

        • Aleksander pisze:

          Nawet nie wiesz o czym piszesz mowisz mi o rozumieniu ego jakiego cie ucza na jezyku polskim, ja mowie o zupelnie czyms innym o ego w rozumieniu buddyzmu czyli o czyms co jest jedyna rzecza ktora trzyma cie z rzeczywistoscia przez co jestes jako jednostka materialna a nie duchowa , poczytaj sobie
          http://pl.wikipedia.org/wiki/Ego_(buddyzm)

          • Robert pisze:

            Jeszcze nigdy nie spotkalem oredownika buddyzmu ktory by z taka nadgorliwoscia wypowiadal sie w temacie. Wiecej luzu ci sie ewidentnie przyda. Jakkkolwiek bys sobie zjawiska nie wytlumaczyl czy na jezyku polskim czy po buddyjsku to dalej nie rozwiewasz moich watpliwosci co do tego ze cos istnieje w tobie „odrebnie” i za wszelka cene nalezaloby sie tego pozbyc. nomen omen, zaden szanowany „duchowny” buddyjski nigdy czegos takiego jak Ty nie przedstawil i podejrzewam, ze nie przedstawi. Nie ma w buddyzmie takze czegos takiego jak „walka z samym soba” bo buddyzm… nie zakłada dualizmu, w buddyzmie nie ma dwóch, jest jedno… kapujesz? Z Twojego linka ktory podales:
            „Powyższa definicja prowadzić może też do nieporozumień w potocznych dyskusjach, w których używa się zwrotów mówiących o zabijaniu ego, wykorzenianiu ego, pozbywaniu się ego. Z punktu widzenia buddyjskiej praktyki rozumienie dosłowne u osób nie posiadających osobistego nauczyciela lub silnego związku ze wspólnotą może doprowadzić do pomyłek i niepowodzeń. Najczęstsze pomyłki, to na przykład traktowanie swojej osoby jako niezależnego bytu, którego należy się pozbyć, czy traktowanie swojego ego jako substancjalnego abstraktu uważanego za zbędny i kłopotliwy.”
            A teraz zestawiamy Twoje wypowiedzi:
            ” ze juz przegrales walke z samym soba glownym zadaniem ego czyli szatana w tobie jest przekonanie cie ze jest z toba jednoscia jezeli w to uwierzysz to nigdy sie nie pozbedziesz zla w sobie bo bedziesz myslal ze ego i ty to jednosc a jezeli myslisz ze ty i zlo to jednosc to juz przegrales w walce ze zlem”
            Widzisz analogie? W buddyzmie takze nie wystepuje podzial na dobro i zlo, zatem jesli przyjac definicje za wlasciwe przedstawienie „ego” jako procesów zachodzacych w umysle, to gdzie w tym miejsce na twojego „Szatana w tobie ktory probuje udawac”? Nie wydaje ci sie to groteskowe? Wrecz idiotyczne…

          • Aleksander pisze:

            No dobra to moze nie w rozumieniu buddyzmu tylko jak ja to rozumiem;d bo teraz widze ze to dwie inne rzeczy. Ciezko bylo by trzymac sie mysli ze nie ma dobra i zla bo wtedy nie wiedzialbys czy robisz dobrze czy zle ;d. Chodzilo mi o zupelnie co innego teraz zauwazylem ze zle to przedstawilem
            nie uwazam ego za zlo tylko za przyczyne zla. Uznaje ego za poszczegolne mysli jakie przychodza ci do glowy w danej sytuacji. Np. boisz sie latac samolotem i masz same mysli jak by tu ominac latanie samolotem. I to podpowiada ci ego. I w kazdej sytuacji trzeba spojrzec ponad to. Wkoncu jak polecisz samolotem , masz bardzo duze szanse na pozbycie sie tego strachu. Juz teraz rozumiesz o co mi chodzi? Ze w kazdej sytuacji masz negatywne mysli ktory ci przeszkadzaja w zyciu jako pozytywny czlowiek. Na poczatku widzisz tylko te mysli potem mozesz zobaczyc cos poza nimi a jezeli zobaczysz to tak naprawde zrozumiesz co to ego.

      • u pisze:

        Wiesz… strumien mysli to nie ego, ego to tylko pojeciowa idea „mnie”. W pewnym sensie jest złudzeniem dlatego ze nie da sie w linii prostej „myslec myslenia” „czuc czucia, smakowac smaku” i tutaj wkracza buddyzm gdzie nie tyle brak jest odczuwajacego co odczuwajacy i odczuwane sa polaczone w jednym strumieniu swiadomosci a zatem podmiotem jak i przedmiotem dociekiwan jest swiadomosc to w postaci czlowieka, ktory to doszukuje sie znaczen w drzewie, czyli swiadomosci w postaci drzewa. tak czy siak, i jedno i drugie jest efektem doswiadczenia gdzie nie ma miejsca na szerzenie odrebnosci gdyz wg Buddyzmu duch jest rzeczami a rzeczy sa duchem, a nie jak w rozumieniu hinduskim duch zamieszkuje sobie cialo czy tez chrzescijanskim. To istotnie uwalnia Cie od natloku myslenia w ten sposob iz obserwujacy zamienia sie w obserwowanie obserwujacego, z czego wynika, ze jestes stale obecny, i dostrzegasz w sobie strumien mysli ktory jest niczym innym jak zaprogramowanym wzorcem. Umysl konceptualny jest jak narzedzie, a to ze sie przy jego pomocy jakos dogadujemy to pewnie wynik ze we wszystkim jest ta zywa swiadomosc ktora w istocie jestes i Ty i ja. Natomiast, jesli poprzestajesz na tym ze myslisz sobie co jest dobre a co zle… widzisz mozna myslec cokolwiek, mysli same sie mysla, ktora z nich podejmiesz? Jesli pomyslisz sobie, ze to jest dobre bo cos tam a tymczasem usmierca milion osob, ale wg ciebie jest to dobre to co, jest dobre? W buddyzmie wychodzi sie ponad tradycyjna koncepcje dobra i zla, dobro i zlo wynika z myslenia, natomiast w buddyzmie nie ma dobra i zla, jest wrazliwosc na swiat ktorym sam w istocie jestes, wrazliwosc i wspolczucie ktore pozbawione sa umyslowego „zaczenia” wtedy nikt nie musi ci ustanawiac co jest dobre a co zle, nie ma koncepcji dobra jak i zla a mimo to wiesz co jest „dobre” a wiesz, gdyz ze strachu nie przykleiles sie do swojego dobrego dzialania jako „jedynie slusznego”.

        • Aleksander pisze:

          Wedlug mnie cialo i duch to jest jednosc. Gdyby cialo i duch to byly osobne rzeczy to nie musialbym byc sprzeczny z samym soba. Ja nie mysle nad tym co jest dobre a co zle . Dobro i zlo hmm … nie jako sluszne lub niesluszne dzialanie predzej jako pozytyw i negatyw. Radosc i smutek usmiech i ponura mina ja to tak rozgraniczam. Napisalem wczesniej ze odrzucam zle mysli z tego odrazu mozna dojsc do wniosku ze mysli czlowieka to rzecz ludzka a odrzucanie mysli to dzialanie wbrew sobie mi chodzilo tu wlasnie chodzilo o odrzucanie negatywu nie zla.

    • Po przejściach pisze:

      Wy piszecie tu o medytacji, czy też jakiś poglądach katolickich??? Ludzie medytacja to nie jest jakieś odesłanie do Boga czy też innych wymysłów katolickich??? Medytacja to jest uspokojenie umysłu, oderwanie się od codziennych problemów… Robert założę się że jesteś katolikiem:( tylko katolicy potrafią dyskryminować innych za ich poglądy i czyny:( w buddyźmie nie ma czegoś takiego jak „Nie będziesz miał innego boga i go czcił” Buddyzm jest wiarą… ale nie wiarą w Boga…. Buddyzm to wiara w naukę…. Budda to nauczyciel i to On zapoczątkował medytację:)

      • Robert pisze:

        „Robert założę się że jesteś katolikiem” ok zaloz sie, ale wiedz ze przegrasz wszystko:)

        „tylko katolicy potrafią dyskryminować innych za ich poglądy i czyny” wcale nie, robi to kazdy konceptualny umysl, np Ty teraz. Ja z kolega powyzej po prostu prowadze sobie dyskusje w temacie ogolnym dotyczacym medytacji jak i umyslu wiec nie wiem w czym Ci to przeszkadza… . Widzisz Budda nie zapoczatkowal medytacji, on ja jedynie oczyscil z pewnych hinduskich nalecialosci i przesadow, medytacja, np vipasana istniala juz na dlugo przed pojawieniem sie ksiecia G.:)

        Budda nigdy nie uwazal sie za nauczyciela, jedynie jego otoczenie tak go postrzegalo, ale on nie szukal nasladowcow tylko partnerow i ludzi ktorzy byli w stanie go zrozumiec. Ci co nie zrozumieli maja dzisiaj cos pokroju „buddyzmu” rytualy, czołobicia, etc. Ci ktorzy zrozumieli po prostu zyja jak normalni ludzie i tworza np wspolnote „ZEN” wyobraz sobie taki buddyzm swiecki, zadnych bzdurnych wyrzeczen, dziwnych szat, etc.

        „Ludzie medytacja to nie jest jakieś odesłanie do Boga” – nie masz racji. W kulturach medytujacych uzywa sie czesto okreslenia Bog, boskosc, jako stan absolutnej swiadomosci „JESTEM” o ktorej takze mowil Budda. Roznice wynikaja z tego jedynie ze rozne kultury boskosc roznie widza, dla Buddystow jest to jestestwo samo w sobie, dla innych jakas osoba ktora jestestwem zawiaduje i tutaj racje masz ze buddyzm bedzie bardziej naukowy, jednak dalej pozostaje mistyczny :) gdyz jesli sprobujesz skupic uwage na czyms na chwile zauwazysz ze o cholera… to cos naprawde istnieje! :)

        Medytacja jako taka takze ma wiele aspektow, wiele ludzi miesci w tej koncepcji relaksacje, skupianie umyslu na przedmiocie, mantry, etc, jednakze Budda wskazywal na medytacje obserwujaca nawet skupianie sie, relaksacje i wszystko inne dlatego zaznaczylem, ze „oczyscil ja z pewnych nalecialosci” jednakze nikt jej nie wymyslil, on ja na nowo odkryl, ale przed nim istnialo juz wielu wybitnie zdolnych joginow ktorzy mozna by rzec przejawiali wybitne zdolnosci, jednak na nich sie zatrzymywali chowajac czesto ten prosty trick umyslu przed masami (odsylam do kastowosci i ogolnie tego systemu).

        Namaste:)

      • Aleksander pisze:

        Robert napisal o ego i o tym dyskutujemy i to nie ma nic wspolnego z medytacja.

  2. Krzysztof pisze:

    Bo tak mi się przypomniało ze zdeklarowałem się do tego że po pół roku napisze jak mi idzie. Było tak przez pierwsze dwa miesiące nie miałem żadnych efektów i bardzo mnie irytowało to że nie mogę „nie myśleć”. i dałem sobie spokój z tym, potem znowu mój kolega się zainteresował medytacją. No i że ja już się niby na tym znałem to miałem mu wytłumaczyć o co chodzi, przyszedłem do niego on puścił jakąś uspokajając muzykę, (to była dość śmieszna sytuacja) i powoli się uspakajaliśmy trwało to dużo czasu nawet 1,5h dziennie jakiś miesiąc od pierwszego spotkania porostu zacząłem się w to wczuwać, robić to dobrze. I w pewnym momencie poczułem że nie czuje tego stresu w szkole, tego pędu czasu i w ogóle nie czuje się taki wzburzony tylko wręcz zadowolony z siebie, z życia, taką niesamowitą radość czułem w sobie. Powiem szczerzę że ta muzyka to raczej nic nie dawała przynajmniej tak mi się wydaje na początku raczej myślałem nad tym co na tej płycie się dzieje bardziej nisz nad oddechem. hmmm…. oddech też raczej tylko na początku był mi potrzebny, zresztą sam nie wiem czy ten oddech w czymś pomaga. (mam wrażenie ze raczej mi nie pomagał ,chociaż morze ;D ). Nie wiem czy doprowadziłem to do perfekcji ale chyba. Ciężko mi opisać te uczucie ale czuje sie taki wolny jak bym nie miał problemów i innych spraw tylko powoli je sobie rozplanowuje i układam….

    Dzięki.

    P.S. za jakieś błędy przepraszam ale mama chce żebym zszedł z komputera więc nie mam za dużo czasu (dobranoc) jutro to przeczytam i dokończę jak coś….

  3. Pośrednik pisze:

    Ile powinna trwać medytacja?

  4. Robert pisze:

    „Ile powinna trwać medytacja?”

    Całe zycie, jesli potrafisz ;-) Przekonanie iz medytacja to czasowe wylaczenie sie ze swiata w pozycji lotosu gdzies na oslej gorce w chatce puchatka to troche nieporozumienie. Oczywiscie mozna tak to robi i wskazane, zeby sie z tym oswoic, z cisza, soba i spokojem ktorego nam obecnie brakuje na kazdym kroku, ale cwiczenie uwaznosci po jakims czasie powinno przejsc w zycie lekkim krokiem i stac sie uwaznoscia na kazdym kroku, gdzie idziesz, co robisz, nie zaprzataj glowy niepotrzebnymi rzeczami tzw. smieciami. Jesli pytasz o to ile powinna trwac medytacja, troche jak katolik ktory pyta „ile razy mam chodzic na msze aby dostapic zbawienia”. Tak to nie dziala, to nie rytuna tylko doswiadczanie i bycie… swiadomym.

  5. Pośrednik pisze:

    Dzięki, od dzisiaj zaczynam :-)

  6. Angelika pisze:

    tak naprawdę nie umiemy o niczym nie myśleć czemu?

  7. Angelika pisze:

    czemu tak jest?

  8. Robert pisze:

    Einstein kiedys rzekl „Ludzie wiedza ze czegos nie potrafia i tego nie robia, potem przychodzi ktos kto o tym nie wie, i to robi”. Dobre nie:)? Nie zacytowalem doslownie, ale sens zawarłem. Dla mnie nie myslenie nie jest wylaczeniem swiadomosci, ale swiadomym nie mysleniem. Na wschodzie mowia o tym „pusty umysl”. Albo czysty, celowo rozwijam gdzyz dla niektorych slowo „pusty” bywa przerazajace. Ale widzicie… wszystko co tylko istnieje zeby ostnialo najpierw musi… nie istniec, byc puste, samym potencjalem czy mozliwoscia bez konkretnego ukierunkowania. Umysl bez mysli mozna by tez nazwac „rdzeniem” samego siebie, z tego miejsca wszystko sie zaczyna, przebywajac w tym stanie widzicie siebie w zupelnie innym swietle, wyobrazcie sobie siebie na poczatku drogi rozchodzacej sie w milion stron – to jest pusty umysl – macie multum mozliwosci rozwoju – a teraz to samo ale na skrzyzowaniu gdzies tam juz daleko w zaprogramowanym schemacie zycia – tu macie mozliwosci juz o wiele mniej. Na ogol umysl nie potrafi przestac myslec, ciagle cos analizuje i przetwarza, technika medytacji go wycisza, stajecie sie obserwatorem swojego wlasnego umyslu. Troche to jak przejscie z malego „ja” do duzego „JA”. Nie mowie wam pozbedzcie sie osobowosci bo to niemozliwe, ludzi ktorzy postuluja za zniesieniem ego i osobowosci odsylalbym do psychiatry – tego sie zrobic z punktu widzenia jednostki nie da i bardzo dobrze, na tym polega zycie tej wiecznej „istoty” aby widziec zycie z wielu roznych punktow widzenia jako zupelne indywidualnosci. Medytacja pomaga w ogladaniu siebie w zyciu jakie prowadzimy i pozwala trzezwo spojrzec na rzeczywistosc, bez zaklocen, bez smieci, bez oceniania. Wszystkim zainteresowanym polecam film na faktach „pacefull warrior” – w polskim tłumaczeniu – siła spokoju.

  9. Karolina pisze:

    mam pytanie,ja mam 12 lat nie potrafię się skupić na „ciszy” jak to zrobić,boje się że jak brat lub siostra zauważą będą się ze mnie nabijać,że medytuje.Denerwuje mnie też to,że jak mam wujka księdza to wszyscy myślą,że jestem święta i wszystko umiem z religii co ja mam i odpowiedzieć?

  10. robert pisze:

    Nie wiem czy skupianie sie na ciszy to dobre podejscie, bo ze swojego doswiadczenia wiem, ze cisza w umysle pojawia sie wlasnie wtedy, gdy umysl odpuszcza jakiekolwiek skupienie. Oczywiscie, sa techniki medytacyjne skupiajace sie na oddechu ale jest to stosowane w celu aby umysl przestal biegac po roznych innych myslach, w koncu skupienie na oddechu takze mija, pojawia sie cisza-medytacja. Wejscie w ten stan jest niejednokrotnie niezwykle trudne i czesto prowadzi do zaniechania praktyki, ale nie poddawac sie. Probuj ile sie da i nie staraj sie siebie oceniac za niepowodzenia, to najgorsza rzecz jaka mozna sobie zrobic – uznac ze sie nie potrafi i ze jest sie do niczego. Pojawianie sie mysli w trakcie prob medytacji jest naturalne, umysl niemal sam mysli, nie skupiaj sie na zadnej z nich tylko badz ich swiadoma, nie rozwazaj na ich temat bo wtedy wpadasz w tok mysleniowy i cala robota na marne. pozwalaj im byc, nie skupiaj sie na nich a po chwili beda stopniowo zanikac az do momentu gdy nie bedzie ich wcale bedziesz jednak calkowicie swiadoma. Ja mam wtedy zawsze takie niesamowite doswiadczenie, nawet potem mi sie to wizualizuje w umysle – gdy medytuje moj umysl jest jakby scalony z wielu kawalkow w jedno – wszysto co sie dzieje wokol mnie staje sie pelniejsze i jestem tego swiadomy, dzwieki sa wyrazniejsze i wszystko inne takze. To niesamowite doswiadczenie i naprawde LECZY. Co do Twojego krewnego ksiedza to nie wiem co Ci poradzic poza tym, ze chyba nie masz sie zbytnio czym przejmowac w kwestii tego co inni sobie mysla, nie masz wplywu na to co inni mysla i po prostu badz soba, a nie schematem pt. „jestem siostrzenica czy bratanica ksiedza, musze sie zachowywac tak i tak”.

  11. MrKriss pisze:

    Tutaj jest kilka filmów wideo o tym jak medytować, czy też jak zacząć medytować. Polecam, są naprawdę proste!

  12. Paweł pisze:

    Ważną rzecz napisałaś o ciszy i spokoju bo nie tyle ta cisza i spokój jest nam potrzebna co uniezależnienie się od środowiskowego hałasu (szczególnie gdy mieszka się w bloku pełnym hałaśliwych sąsiadów) , druga rzecz wewnętrzny dialog, też miewam z tym problem, powtarzam sobie „nie myśle teraz o niczym, no ale jak mówie że nie myśle to myśle..”itp itd dodatkowo zawsze gdy już usiąde do medytacji to zastanawiam się czy kregosłup mam dostatecznie prosty czy odpowiednią mam pozycje czy nie blokuje swobodnego przepływu krwi itd a to dość mocno dekoncentruje ;d , najtrudniej się nie zniechęcać ale czasem gdy poczuje się zniechęcenia trzeba troszkę jakby na siłe parę prób wykonać aż przełamię się pewną barierę gdy zniechęcenie znika a zostaje satysfakcja pokonania go i łatwiej wtedy się trzymać postanowienia ;d

  13. lora pisze:

    Ja mam jedno pytanie:
    staram się ćwiczyć od krotkiego czasu, liczę od 100 wspak widząc liczby. Mój oddech staje się rzeczywiście o wiele płytszy, a głowa cięższa, tak samo ręce, ale w pewnym momencie zaczynam się bać, że przestanę oddychać i nagle przerywam. Co o tym sądzicie? może coś robię źle i o tym nie wiem :)

  14. kanapka pisze:

    Medytuję dopiero od kilku dni, ale jakoś potrafię nie myśleć o niczym i powoli odliczać od setki w dół… Całkiem przyjemnie się czuję, ale za każdym razem dzieje się coś dziwnego – mam wrażenie jakbym nie panowała nad umysłem, słyszę odległe głosy, choć nikogo nie ma w domu, kiedy otworzę oczy wszystko staje się jasnoniebieskie, potem stopniowo się ściemnia i powraca do normalnych barw… Dziś siostra chciała mnie zabrać do lekarza, bo coś szeptałam, a byłam pewna, że nic nie mówię! Wie ktoś co się dzieje?

  15. Robert pisze:

    W odpowiedzi na post „kanapki”

    Nic sie nie dzieje, po prostu podczas medytacji umysl uwalnia tak czasami zabawne, dziwaczne i niespotykane rzeczy ze faktycznie moze sie wydac, ze cos niedobrego sie dzieje. Najczestszym bledem jest poswiecenie uwagi tym zjawiskom i wtedy juz Cie maja. Medytacja to stan swiadomej obserwacji tego co sie w umysle dzieje bez utozsamiania sie z tym. Gdy probujesz zapanowac „werbalnie” nad umyslem, a werbalna kontrola to kontrola umyslowa, troche to paradoksalne gdyz wtedy masz probe panowania umyslu nad samym soba, wiec olej to… gdy nie poswiecasz temu uwagi jestes obecna czy tez po prostu obecnoscia i nic nie moze Ci sie stac. Świadoma obserwacja nie polega na nazywaniu tego co obserwujesz. Nazywanie to juz uzywanie umyslu w momencie gdy powinien on osiasc czyli wylaczyc funkcje angazowania sie w zjawiska, pozostaje taki naturalny, jak woda w szklance ktora nic nie wzrusza, osad opada, ale zanim opadnie to sie wzmaga, w koncu przez lata, moze nawet setki lat jako ludzkosc zbieralismy takie archetypy ktore gdy tylko probujesz je uspokajac… wzburzaja sie gdyz domagaja sie uwagi – nie ma tam nic do stracenia, to tylko wzorce wiec pozwol im byc, obserwuj bez nazywania i nie angazuj sie w nie, a zauwazysz, ze nimi nie jestes!

  16. Monika pisze:

    Czasami zbyt szybko chcemy dojść do jakiegoś celu. Tak jak każdy jest inny tak samo medytacja każdego z nas jest inna. Oczywiście powtarzające się korzyści u wszystkich powodują, że coraz więcej osób zaczyna medytowanie. Czasami po prostu zaczynamy od zbyt zaawansowanych metod i porzucamy tą zacną drogę. Zapraszam na mojego bloga do MedytAKCJI gdzie zaczynamy medytowanie krok po kroku bez zbędnych ideologii!!!

  17. adamek pisze:

    czesc napisz ta strone internetowa z twoimi schematami na medytacje.z gory dziekuje;)

    • Po przejściach pisze:

      nie potrzeba żadnych schematów… trzeba tylko nauczyć się wyłączać mysli…. każdy to potrafi…. tylko niektórzy nie dają sobię szans, i się poddają:( trzeba spojżeć w głąb serca… Najprościej połóż się na plecach, w jakimś pokoju gdzie jest cicho, nawet żeby nie było słychać bicia zegara, zamknij oczy i staraj się usłyszeć jak serce bije…. nie licz udeżeń tylko się wsłuchaj…. po jakiś 2-3 minutach wyłączysz myśli, a później wpadniesz w letarg, bedziesz mógł sterować oddechem tętnem i temperaturą Ciała:) bedziesz mógł wrócić w przeszłość i przypomieć sobię takie rzeczy… zaczniesz sterować Ciałem i duchem:) na początek godzinka, pól… a jak już wyłączysz myśli będzie się Tobię tak podobało… że to będzie Twój nałóg:)

      • u pisze:

        Liczenie jest odpowiednie, ale liczenie „1-1″ nie „1-2-3″ gdyz umysl automatycznie zaczyna liczyc wiec rezygnacja z ciagu licz kolejnych sprowadza go dopiero do nieliczenia:)

  18. Monika pisze:

    Tutaj jest adres tej stronki a w zasadzie bloga , który popularyzuje medytacje i to by ludzkie umysły po prostu były wolne .

  19. Jan pisze:

    Dla ludzi którzy zaczynają przygodę z medytacją, polecam stronke thelinked.pl – chłopaki mają bardzo rzetelne podejście do tematu, zreszta sami praktykują zen od lat. Żadnego new age, polecam.

Reakcje gdzie indziej



Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

//29 sty 2008 ·