Czy czas przyspiesza? O życiowych zmianach.

Czas przyspieszaCzy nie macie czasem wrażenia, że ostatnio wszystko dzieje się o wiele szybciej? Intensywniej? Bo ja dokładnie coś takiego odczuwam, co więcej, nie jestem osamotniona w moich doświadczeniach. Mówią mi o tym przyjaciele, znajomi, tak ci związani z rozwojem duchowym, jak i „normalni” ;) ludzie.

Podam przykład. Co jakiś czas w naszym, a na pewno w moim własnym życiu, przychodzą momenty dużych zmian. Najczęściej są to kryzysy, burzliwe momenty, po których mam silne wewnętrzne poczucie, że coś się we mnie zmieniło. Nawet miewam w takich momentach bardzo ciekawe abstrakcyjne sny, w których „coś” przestawia jakieś klocki albo inne figury geometryczne. Wiem, że takie przestawianie odbywa się we mnie, w moim umyśle, w moim wnętrzu. Sęk w tym, że o ile kiedyś (rok, dwa lata temu), takie kryzysy przychodziły co kilka miesięcy, teraz przychodzą co kilka tygodni, o ile nie…dni. Jest to coś niesamowitego, bo jak tylko się przyzwyczaję do nowego wewnętrznego i zewnętrznego stanu rzeczy, to bach! – znowu przychodzi transformacja. Czuję mocno, że to bardzo dobry proces i uczę przyzwyczajać się do tego tempa, a nawet mnie to na jakimś poziomie bawi. Pozwala nie przyzwyczajać się do stabilizacji i otwierać się na zmiany. Jednocześnie ostatnie dni pokazują mi, że to szaleńcze tempo „dziania się” rzeczy może przytłoczyć i spowodować poczucie zagubienia. Jeśli dzieją się rzeczy subiektywnie przyjemne, to oczywiście jest o wiele łatwiej, niż gdy zmiany są trudne i bolesne. Doświadczenie jednak mówi mi, że te ciężkie chwile są najważniejsze i najbardziej wartościowe.

Co ciekawe, odczucia, które opisałam w poprzednim akapicie, ma coraz więcej ludzi z mojego otoczenia, a „jak wszystko ostatnio szybko się zmienia” stało się niemal mantrą, którą słyszę na każdym kroku. Obserwuję też realne zmiany w życiach bliskich i dalszych mi osób. Mam wrażenie, że kiedyś nie było to takie intensywne.

Czuję, że moja ludzka potrzeba porządku i stałości jest mocno wystawiana na próbę. Jednego dnia wydaje mi się, że ogarniam wszystko, potrafię opisać i nazwać swoje uczucia oraz przeżycia, a następnego dnia już wszystko jest inaczej. I co najlepsze, wszystko to jest prawdą, ale wczorajsza prawda nie jest już prawdą dzisiejszą. Nie jest to dla mnie łatwe do zaakceptowania. Kolejny schemat musi upaść. Zawsze potrzebowałam dużo czasu do zintegrowania zmian, lubiłam robić rzeczy powoli, bez pośpiechu. Chyba czas się przystosować do nowego tempa i bardzo mocno się zastanawiam jak to zrobić.

Jak sobie radzić z szybkimi zmianami?

Mój przyjaciel powiedział dziś „Proces jest dynamiczny, a dynamika wymaga od ludzi elastyczności i błyskawicznych decyzji”, co oryginalnie odnosiło się do sytuacji w firmie, ale jest bardzo trafne na ogólniejszym poziomie. Elastyczność wydaje mi się tu kluczowa kluczowa. Przychodzi mi do głowy kilka rzeczy, które można zrobić.

Mniej myśleć, więcej odczuwać. Z jednej strony umiejętność opisywania swoich uczuć i nazywanie ich jest bardzo ważna, z drugiej zaś łapię się ostatnio na zbyt dużej chęci rozumienia wszystkiego. Zbyt wiele analizowania może zablokować odczuwanie. A gdy sprawy toczą się wszystko, nie zawsze jest czas by coś zrozumieć. Trzeba czuć i działać.

Częściej kierować się intuicją i iść za jej głosem. Wiąże się to z poprzednim punktem. Zaczęłam ostatnio doceniać moją intuicję, uczę się jej ufać, bo jestem przyzwyczajona do bardzo racjonalnego podejmowania decyzji i działań. I znów, szybkie tempo zmian wymaga znalezienia sposobu na szybką ocenę sytuacji i podejmowanie działań. Myślę, że intuicja jest jednym z nich.

Nazywać i opisywać swoje emocje i stany, ale nie przywiązywać się do nich za bardzo. Problemem nie jest nazwanie czegoś, ale automatyczne założenie, że coś raz nazwane takim już pozostanie oraz przywiązywanie się do bardzo komfortowego poczucia, że „wiem na czym stoję”, a wszystko jest przewidywalne. Chyba musimy nauczyć się lubić stan, w którym nie wiadomo co się zdarzy jutro.

Doceniać każdą chwilę i nie dawać umykać teraźniejszości. Bo tylko teraźniejszość jest prawdziwa i tylko skupiając się na niej kontaktujemy się z rzeczywistością. Jak mawia moja przyjaciółka, liczą się fakty, a fakty istnieją tylko w chwili obecnej. Reszta to wytwory naszego umysłu, które bywają zwodnicze i zdradliwe.

„Dynamicznie” nie musi oznaczać „stresująco”. Wydaje mi się, że najwyższy czas nauczyć sie zachowywać spokój w najbardziej burzliwych momentach. Nie chodzi o to się szarpać z życiem i szybkimi zmianami, a o to, żeby dać się ponieść temu nurtowi, będąc wewnętrznie ześrodkowanym. Medytacja jest techniką, która nas może tego nauczyć.

Jestem ciekawa, czy macie podobne doświadczenia. A tymczasem, idę szukać trochę spokoju wewnętrznego :)


Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.

Joanna
Sprawczyni całego zamieszania...

Komentarze

14 Odpowiedzi na “Czy czas przyspiesza? O życiowych zmianach.”
  1. rysielec pisze:

    (Ja tak trochę nawiasowo dodam, że w Radiu Tok FM swojego czasu była audcyja z jakimś mądrym człowiekiem, który zauważył, że to jest pewna zależność: im jesteśmy starsi tym wydaje się nam, że czas płynie szybciej.)

  2. Magda pisze:

    Ja mam ostatnio problem z pogodzeniem dwóch światów we mnie: świata realnego, kierującego się logiką, ogólnie przyjętymi zasadami, wyuczonymi od dziecka schematami, ze światem przeczuć, snów intuicji, które nasiliły się od kiedy zaczęłam je obserwować.
    Często robię coś, co wydaje mi się, że powinnam, a coś we mnie krzyczy, że „coś jest nie tak”. To powoduje, że jestem zagubiona, powoduje ból. Czasem udaje mi się odkryć dlaczego tak jest, jakie błędne przekonania mną kierują, co muszę zmienić, ale często nie rozumiem jeszcze, co jest nie tak… Długa droga przede mną :)

  3. Asia pisze:

    @Rysielec: toż to znana prawda jest, ale nie pisałam o tym, bo to trochę coś innego. Czym innym dla mnie jest poczucie, że czas szybko leci (och, już koniec tygodnia) a czym innym, że ten czas jest niesamowicie wypełniony zdarzeniami (to co się dzieje w tydzień, kiedyś się działo w miesiąc).

    @Magda: ciekawe, że o tym piszesz, bo ja też się mierzę ostatnio z tym,żeby słuchać mojej intuicji i odróżniać przeczucia od oczekiwań. I pewnie kolejny tekst będzie temu poświęcony.

  4. Magda pisze:

    Hmm… no, niestety sama na to nie wpadłam ;) Rzeczywiście jakieś 3 miesiące temu miał w moim życiu miejsce kryzys (rozstanie), który postanowiłam konstruktywnie spożytkować, zamiast popaść w depresję. Mam wrażenie, że nic w życiu nie dzieje się przypadkiem i że zupełnie nie przypadkiem trafiłam wtedy na tę stronę. Znalazłam tu wiele odpowiedzi na moje pytania, znalazłam tu zrozumienie siebie:) Za to dzięki! Szukając równolegle dalej – zapisałam się na warsztaty z POPu. Tu właśnie powoli zaczynam rozumieć istotę światów we mnie. To trochę tak, jakbym wiedziała, że coś się we mnie dzieje ale nie potrafiłam tego zrozumieć. De Mello uchylił mi drzwi. Teraz otwierają się szerzej :)

  5. ZenForest pisze:

    Ja również od wielu moich znajomych dostaję sygnały że mają oduczcie iż subiektywnie i (!) obiektywnie czas dosłownie przyśpieszył. Zmiany w ich życiu zachodzą kilkakrotnie dynamiczniej i szybciej niż zachodziły u naszych rodziców, wg ich własnych słów.
    Ja także tego doświadczyłam. Czasem łapię się że cały tydzień dosłownie minął mi w godzinę. Baaaam! I już kolejny tydzień został za mną!

    Pamiętam moje dzieciństwo, powolne przesuwanie się wskazówek zegara, miesiące spędzane na wsi, wśród zieleni, grzebanie w piaskownicy, zabawa z kotami i psami… Każdy dzień rozciągał się w kontinuum nieskończoności… A potem
    ….potem wszystko zaczęło nabierać tempa ;)

    Ktoś mi powiedział, że to subiektywne, że nasze czasy niosą więcej wyzwań i musimy „więcej” upakować na mniejszej przestrzeni, dlatego rzadko się nudzimy, bo nie mamy czasu na nudę – a to nuda generuje impresję że czas zwalnia.
    Ale kto wie, kto wie ;)
    ————————————–

    Bardzo fajny tekst o transformacjach życiowych, i znów – jak miło – mam DOKŁADNIE takie same wnioski jak ty :) )
    Podpisuję sie obiema łapkami :)
    Przyjemnie że inne istoty w tym wszechświecie myślą i odczuwają podobnie ;)

    Pozdrawiam ciepło!
    ZenForest

  6. Ishi pisze:

    Też mam wrażenie, że czas przyspieszył :)
    Bardzo dużo się dzieje, kreacje zarówno pozytywne jak i negatywne potrzebują mniej czasy aby się zamanifestować. Podobnie ‘wypłata’ karmiczna realizuje się szybciej.

  7. Jonasz pisze:

    Podzielam zdanie Rysielca, że im dalej w las, tym szybciej to wszystko dookoła mknie;-)

  8. tofik74 pisze:

    Witam:)
    Mnie osobiście to tempo przeraża i nie mogę momentami się z tym pogodzić.Patrzę na to pod kontem ewolucji człowieka i ostatnie 150 lat
    to przyrost za przyrostem, zastanawiam się czasami czy natura wzięła pod uwagę to ,że jej twór niepostrzeżenie wymknie się z pod kontroli.
    Mam tu na myśli naturalny proces rozwoju człowieka zgodny z naturą i jej zegarem. Ludzie szybko chodzą,myślą,kochają,rozmawiają to już nawet momentami nie przypomina rozmowy tylko wymianę informacji bieżącej bo przecież to co było wczoraj zdezaktualizowało się i dziś jest już inne.
    ZenForest fajnie napisałaś „powolne przesuwanie się wskazówek zegara, miesiące spędzane na wsi, wśród zieleni, grzebanie w piaskownicy, zabawa z kotami i psami… Każdy dzień rozciągał się w kontinuum nieskończoności…” to według mnie jest osiągalne pod warunkiem, że płyniemy swoim tempem powoli,rytmicznie,w wybranym przez siebie kierunku. Można oczywiście równać do szeregu i poddawać się poleceniom typu „w prawo,w lewo,do tyłu, a nie teraz właśnie jest trend lewo skos to na lewo skos” , ale jaki człowiek bez dużej ceny jest to wstanie dźwignąć.Płacimy za to i to słono :stres,nerwice,choróbska o podłożu somatycznym itp.
    Tempo nie będzie wolniejsze i jak się już na ten wózek wsiądzie to trzeba jechać i w związku z tym mam pytanie – po co i w jakim celu ludzie przechodzą takie katusze ?
    Pozdrawiam ;-)

  9. tofik74 pisze:

    P.S.
    Mam jeszcze jedno pytanie dotyczące tych wspaniałych czasów-
    Czy ktoś z was słyszał ciszę , prawdziwą ,czystą,głęboką,niewyobrażalnie bezkresną tak cichą ,że po pewnym czasie aż w uszach dzwoni?
    Pozdrawiam;-)

  10. Joanna pisze:

    Mam jakieś takie poczucie, że zakładamy z góry: szybko=źle, powoli=dobrze. Czy to jednak nie za duże uproszczenie? Moje doświadczenie jest takie, że może dziać się dużo i szybko, a jednocześnie można być uważnym i nie czuć się przytłoczonym tymi zmianami. Mówimy, że ludzie żyją w szybkim tempie, ale tempo może i jest duże, a zmian bardzo mało, zmian w pozytywnym kierunku. Ale sam fakt zwolnienia nie dokona transformacji samej w sobie, może i jest to potrzebne na jakimś poziomie (choćby po to by ogarnąć to, co się dzieje z naszym życiem), ale mam poczucie, że niekonieczne. W moim życiu zmiany zachodzą w szaleńczym tempie, ale nie wiąże się to wcale z tym, że biegam z domu do pracy i z powrotem, nie mając czasu dla siebie – wręcz przeciwnie.
    Tofik- co to znaczy, że człowiek jako twór wymyka się spod kontroli? Czyjej? Natury? Ja mam przekonanie, że wszystko i tak idzie tak, jak ma iść. Co to znaczy naturalny proces rozwoju człowieka? To, co kiedyś było naturalne teraz już może nie jest, bo wszystko się zmienia. Problem raczej w tym, że ludzie przestali słuchać samych siebie, są za bardzo na zewnątrz, a za mało wewnątrz siebie.
    A po co to wszystko? Chyba każdy musi odnaleźć odpowiedź na to pytanie w kontekście swojego życia, prawda? I jeszcze – przechodzimy „katusze” niejako z własnej woli…żadna zmiana zewnętrzna na to nie wpłynie, tylko my sami możemy – inaczej podejść…

  11. tofik74 pisze:

    Z tym szybko i powoli to jest jak w tym kawale:
    „Biega robotnik budowlany z pustą taczką po budowie z jednego
    miejsca w drugie i tak sobie chłopaczyna biega, w pewnym momencie
    podchodzi do niego majster i mówi:
    -panie Heniu dlaczego pan biega po budowie z pustą taczką?
    -a panie majster mam taki zapierdziel ,że nie mam czasu taczki załadować !!!!!”
    Co do zwolnienia tempa to jest właśnie tak ,że żeby cokolwiek człowiek usłyszał czasami musi się zatrzymać.Obserwuję sobie ludzi i czasami
    nadziwić się nie mogę jak szarpią się w swoim życiu.Czy człowiek jest
    kowalem swego losu w tych czasach ? powiedzmy, że tak-silny człowiek.
    Myślę, że w związku z tempem jakie teraz ma miejsce potencjalny Kowalski nie umie, nie potrafi mało tego nigdy nie zastanawiał się nad czymś takim jak wsłuchanie się w siebie i płynie nieświadom gdzie?, po co? ,na co?, dlaczego?.Co do natury to myślę, że człowiek wyrwał się z matni(natura) w której powstał, w której wyrastał,dostosowywał się do niej, a może czasami ta natura robiła coś dla niego?.Co do tego ,że wszystko idzie tak jak ma iść nasuwa mi się pytanie dla kogo? bo jeżeli mamy na myśli człowieka XXI-go wieku to na pewno tak, ale jeśli mamy na myśli człowieka w jego naturalnym środowisku ,który żyje w symbiozie z życiem na ziemi to chyba nie.
    To co kiedyś było naturalne było naturalnym to co teraz jest naturalne jest tworzone przez człowieka, który do dziś dnia nie jest w stanie zrozumieć do końca swojej natury, a to robi różnicę.
    Pytanie po co to wszystko było pytaniem retorycznym bo choćby po to
    żeby właśnie żyć myślę, że nie jestem pierwszym człowiekiem, który zadaje to pytanie i nie ostatnim.Jednak chciałbym kiedyś usłyszeć satysfakcjonującą, sensowną, logiczną odpowiedź na to pytanie.
    Tylko zmiana wewnętrzna tylko i żadna inna od tego się zaczyna potem można zmieniać świat :-)

  12. Magda pisze:

    „Co do tego ,że wszystko idzie tak jak ma iść nasuwa mi się pytanie dla kogo? bo jeżeli mamy na myśli człowieka XXI-go wieku to na pewno tak, ale jeśli mamy na myśli człowieka w jego naturalnym środowisku ,który żyje w symbiozie z życiem na ziemi to chyba nie.”

    Myślę, że wszystko podąża gdzieś w określonym celu. Że człowiek żyjący w swoim naturalnym środowisku, będący częścią czegoś większego, składową ogromnej całości, jest i tak niejako prowadzony we właściwym kierunku… Ma oczywiście wpływ na swoje życie, na to żeby tę drogę przyspieszać… ale ta droga jest i tak taka, jaka ma być.
    Dla kogo to się dzieje? Dla ogólnego rozwoju Kosmosu, wszechświata? Dla globalnego oświecenia, dążenia do doskonałości? ;)

  13. Asia pisze:

    Dla rozwoju dusz :)

  14. tofik74 pisze:

    PRZEBUDZENIE
    Przebudzenie to duchowość. Ludzie najczęściej śpią, nie zdając sobie z tego sprawy. Rodzą się pogrążeni we śnie. Żyją śniąc. Nie budząc się zawierają małżeństwa. Płodzą dzieci we śnie i umierają, nie budząc się ani razu. Pozbawiają się tym samym możliwości zrozumienia niezwykłości i piękna ludzkiej egzystencji. Mistycy, niezależnie od wyznawanej przez siebie doktryny, zgodni są co do tego, że wszystko, co nas otacza, jest takie, jakie być powinno. Wszystko. Cóż za przedziwny paradoks. Najtragiczniejsze jest jednak to, że większość ludzi nigdy tego nie jest w stanie zrozumieć. Nie są w stanie tego pojąć, gdyż pogrążeni są we śnie. Śnią sen prawdziwie koszmarny.

    W ubiegłym roku oglądałem w hiszpańskiej telewizji pewną historyjkę o mężczyźnie, który pukając do drzwi pokoju swego syna wołał:

    – Jaime, obudź się!

    Syn w odpowiedzi: – Nie chcę wstawać, tato.

    Poirytowany ojciec: – Wstawaj, musisz iść do szkoły!

    Jaime na to: – Nie chcę iść do szkoły.

    – Dlaczego? – pyta ojciec.

    – Są trzy powody ku temu – stwierdził Jaime.

    – Po pierwsze, bo tam jest potwornie nudno; po drugie, bo mi dzieciaki dokuczają, a wreszcie po trzecie, bo nienawidzę szkoły.

    Na to ojciec: – To ja ci podam trzy powody, dla których powinieneś pójść do szkoły. Po pierwsze, bo to jest twój obowiązek; po drugie, bo masz czterdzieści pięć lat; i po trzecie, ponieważ jesteś dyrektorem szkoły.

    Obudź się! Przebudź się wreszcie! Jesteś dorosły. Nie jesteś niemowlakiem, by cały czas spać. Obudź się! Porzuć swe zabawki. Pora wydorośleć.

    Większość ludzi twierdzi, iż pragnie jak najszybciej opuścić przedszkole. Ale nie wierz im. Nie mówią prawdy. Jedyne, czego naprawdę chcą, to by naprawić im popsute zabawki. „Oddaj mi moją żonę”. „Przyjmij mnie znowu do pracy”. „Oddaj mi moje pieniądze”. „Zwróć mi moją wcześniejszą reputację”. Tego właśnie naprawdę chcą. Pragną, aby zwrócono im dotychczasowe zabawki. Tylko tego, niczego więcej. Psychologowie twierdzą, że ludzie chorzy w istocie rzeczy nie chcą naprawdę wyzdrowieć. W chorobie jest im dobrze. Oczekują ulgi, ale nie powrotu do zdrowia. Leczenie bowiem jest bolesne i wymaga wyrzeczeń.

    Przebudzenie, jak wiadomo, nie jest rzeczą najbardziej przyjemną. W łóżku jest ciepło i wygodnie, budzenie nas irytuje. I to jest powód, dla którego prawdziwy guru nigdy nie usiłuje ludzi budzić. Mam nadzieję, że okażę się na tyle mądry, by nie podejmować próby budzenia tych, którzy śpią. Naprawdę, nie moja to sprawa, że śpisz. I jeśli nawet będę niekiedy mówił „obudź się”, to bynajmniej nie po to, by przerwać twój sen. Moją sprawą jest robić jedynie to, co powinienem. Tańczyć swój taniec. Jeśli potraficie uzyskać coś dla siebie z tych moich rozważań, to bardzo dobrze; jeśli nie, tym gorzej dla was! Jak powiadają Arabowie: „Natura deszczu jest zawsze taka sama, pozwala rosnąć zarówno cierniom na bagnach, jak i kwiatom w ogrodach”.

    Anthony de Mello
    Pozdrawiam :-)

Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

//03 gru 2007 ·