Kryzysy i pułapki na ścieżce rozwoju (2)

Oto druga część moich rozważań na temat trudności, które czekają (mogą czekać) na nas na drodze rozwoju osobistego i duchowego. Pierwszą znajdziecie tutaj.

Tak się wspaniale rozwijam!

To pułapka, w którą wpędza nas nasze ego…Bo paradoks polega na tym, że choć jednym z celów (jeśli nie najważniejszym) rozwoju jest uniezależnienie się od swojego ego, to ego w sprytny sposób potrafi zawłaszczyć i tę dziedzinę życia. Jestem wspaniała, tak się świetnie rozwijam, jestem wegetarianką i medytuję…Często słyszę też (z własnych ust również, żeby nie było wątpliwości), że „to/tamto/owamto już mam przepracowane”. Znajomy zwykł mówić w takich wypadkach „Góra nie musi mówić, że jest górą”. Czyli, jeśli ktoś faktycznie ma coś „przerobione” i jest na wyższym poziomie, cokolwiek by to nie było, nie będzie chodził i ogłaszał tego wszem i wobec. Będzie za to po prostu świecił przykładem, sam z siebie.

Jestem taki przebudzony, a ta cała reszta…

To właściwie szczególny przypadek poprzedniego punktu, ale wart zanotowania. Niestety, nawet od bardzo „przebudzonych” osób czasem słyszę (a raczej czytam), jacy to ci nieprzebudzeni są i jak to trzeba ich obudzić. Ale może lepiej nie budzić, bo nie będzie się od kogo czuć lepszym…Taką postawę widzę też często u „radykalnych” wegetarian czy ekologów. Mało kto potrafi ze zrozumieniem, współczuciem i miłością podchodzić do ludzi, którzy jeszcze nie wiedzą, nie widzą i tkwią w swoim nie-duchowym świecie. Mi samej się to zdarza, ale coraz częściej zostawiam takich ludzi w spokoju – nie nawracam na siłę, nie uczę, nie pouczam. A ciężko mi było się tego pozbyć… Jak ktoś ma się zmieni, to i tak jakoś to do niego przyjdzie, ja najwyżej mogę delikatnie coś pokazać. Nie jesteśmy przecież w stanie przewidzieć czego dana osoba ma doświadczyć w danej chwili.
Warto się „przyłapać” na tego rodzaju ocenach, bo najczęściej oznacza to, że z naszą samooceną jest niezbyt dobrze i podciągamy ją porównując się z innymi.

Och, schodzę ze ścieżki i robię złe rzeczy!

Poruszałam już ten temat, więc napiszę tylko to, co najważniejsze. Zdarza się, że z jakichś powodów wracamy do starych nawyków, których myślimy, że dawno się pozbyliśmy. Zaczynamy robić „stare” rzeczy…albo nowe, ale zupełnie nie pasujące do obrazu (stereotypowego, powiedzmy to sobie szczerze) osoby rozwijającej się duchowo. Warto się temu dobrze przyjrzeć i wykorzystać dla siebie, zamiast mieć wyrzuty sumienia lub faktycznie stracić z oczu jakiś cel.

Podsumowując, kryzysy i gorsze momenty to rzecz normalna, a wręcz czasem potrzebna. Nie powinniśmy się za nie winić, bo czego byśmy się nauczyli, gdyby wszystko szło jak z płatka? Z drugiej strony, nie należy ich lekceważyć, bo niosą ze sobą ważne informacje.


Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.

Joanna
Sprawczyni całego zamieszania...

Komentarze

12 Odpowiedzi na “Kryzysy i pułapki na ścieżce rozwoju (2)”
  1. Ishi pisze:

    Bardzo ciekawe i prawdziwe :)

  2. ZenForest pisze:

    „“Góra nie musi mówić, że jest górą”. Czyli, jeśli ktoś faktycznie ma coś “przerobione” i jest na wyższym poziomie, cokolwiek by to nie było, nie będzie chodził i ogłaszał tego wszem i wobec. Będzie za to po prostu świecił przykładem, sam z siebie.”

    To jest najbardziej prawdziwe zdanie jakie od dawna słyszałam.
    Mam dokładnie takie same spostrzeżenia – prawda broni się sama, nie trzeba jej reklamować. Nikt nie musi mówić :”ale wiesz, naprawdę słońce świeci” – gdy jest bezchmurne południe.

  3. rysielec pisze:

    Jej, dziękuję, opisałaś dokładnie problemy, która ja miewam na takiej swojej wymyślonej ścieżce.. ;)
    I własnie doszedłem do wnisoku, że wszystk oma źródło w mojej rozechwianej samoocenie. Czy planuejsz coś napisać właśnie o samoocenie? ;)

  4. Asia pisze:

    oj samoocena to wielki temat i może faktycznie czas się z nim zmierzyć :) szczególnie, że leży ona u podstaw wielu naszych problemów. nie obiecuje, że wkrótce, ale coś na pewno się pojawi na ten temat.

  5. Magda pisze:

    W pewnym momencie życia przeczytałam „Przebudzenie” de Mello. Książka ta otworzyła mi oczy, zrozumiałam, że mogę stać się szczęśliwym człowiekiem. Że wszystko zależy ode mnie, że sama mogę zacząć się zmieniać. Niesamowitym odkryciem było dla mnie uświadomienie sobie, jak wiele schematów mną kieruje, które sprawiają, że jestem nieszczęśliwa. Z tak wielu rzeczy po prostu nie zdawałam sobie sprawy. Im bardziej się rozwijam, tym bardziej odkrywam, jak mało wiem, ile jeszcze przede mną… To jak wierzchołek góry dopiero… Ta strona jest bardzo bliska moim przemyśleniom. Pozdrawiam serdecznie.

  6. Joanna pisze:

    @Magda: u mnie też się wszystko zaczęło od De Mello :) to jedna z najważniejszych książek w moim życiu. A przebudzić się może każdy z nas, jest to trudny, ale piękny proces. Powodzenia :)

  7. Magda pisze:

    Trudny i często dla mnie bolesny :) Dziękuję za teksty tutaj i czekam na więcej.

  8. nocny pisze:

    Na początek dzięki za konsekwencję w napisaniu drugiej części wywodu (nie pamietam kiedy ostatnio mi się to udało w odniesieniu do rozlicznych części pierwszych)poruszającego bardzo ważny dla mnie temat. Moim wielkim przebudzicielem :) pozostaje Gurdżijew i jego droga lisa. Cały czas uczę się samoobrony przed samym sobą wespół z czujnością, bo wystarczy tylko na chwilę przymknąć oko i wszystkie słabości wracają jak bumerang. I to co pisałaś o górze, trudno o sobie nie mówić w kategoriach zasług, które kosztują przecież wiele trudu i jak tu się nie pogłaskać po główce w nagrodę. Coraz częściej myślę o sobie w kategoriach oświeconego, przebudzonego, bardziej świadomego, zupełnie jak wtedy gdy miałem bardziej wypasione foremki w piaskownicy :)

  9. Asia pisze:

    @nocny: Hm, o Gurdżijewie tylko słyszałam, ale, że słyszę już po raz któryś, to chyba się zainteresuję tematem…
    Co do konsekwencji pisania części, to najlepiej napisać wszystko od razu i dopiero wtedy podzielić…albo przynajmniej szkic całości mieć. Inaczej jest ciężko dokończyć…
    Podobają mi się „wypasione foremki” :)

  10. Jonasz pisze:

    Czasami wystarczy pomyśleć, że są na ziemi ludzie, którzy przeszli zainteresowania de Mello, filozofią i praktyką Wschodu, np Zen i po latach uznali za niewystarczająco dobrze opisujące świat;-) i wtedy nabiera się zdrowego dystansu do siebie;-) To że znajdujemy się na jakimś kilometrze drogi, czasem bardzo energetycznym i ekscytującym, nie oznacza, że znaleźliśmy „klucz” do wszystkiego;-) Świadomość, że to wciąż tylko etap i kolejne wyzwanie, dobrze karmi wewnętrzną pokorę;-)

  11. tofik74 pisze:

    Nie ukrywam ,że potrząsnął mną ten artykuł i uświadomił mi ,że trochę zacząłem wpadać w schemat „ja świadomy , a co z resztą trzeba jakoś im pomóc ?”. Czuję ,że parę spraw mam do przemyślenia :-)
    Co do De Mello to właśnie parę lat temu wpadł mi w ręce i od tamtej pory wszystko zaczeło być inne :-) całe moje życie obróciło się o 180 stopni :-)
    Pozdrawiam

Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

//01 gru 2007 ·