Kryzysy i pułapki na ścieżce rozwoju (1)

Niezależnie od tego gdzie na tak zwanej ścieżce rozwoju się znajdujemy, czyhają na nas różne pułapki i kryzysy. Czasem mniejsze, czasem większe, jedni radzą sobie z nimi bez większych problemów, a inni borykają się tygodniami i miesiącami. Chciałam podzielić się z Wami moimi doświadczeniami w tej kwestii, dorzucając kilka rad.

Nie chce mi się…

Nie jestem osobą systematyczną i zdyscyplinowaną, choć nauczyłam się sprawiać takie wrażenie…Z zazdrością patrzę na znajomych, którzy regularnie uprawiają jogę czy też innego rodzaju aktywność fizyczną, codziennie medytują (nie, nie robię tego, choć wiem, że dużo bym zyskała) czy ściśle przestrzegają diety zalecanej im przez jakiegoś mądrego człowieka. Jedna z niewielu regularności, jakie występują w moim życiu, to sprawdzanie poczty ;) Wiem, że mogłabym na milion sposobów polepszyć swoje życie podejmując różnego rodzaju praktyki, zmieniając swoje nawyki, itd. – ale jak do tej pory, nie udaje mi się to. I do niedawna uprawiałam co jakiś czas takie wewnętrzne samobiczowanie się, szczególnie patrząc na tych „zdyscyplinowanych innych”. Ale teraz myślę sobie, że takie podejście powoduje tylko i wyłącznie napięcie oraz niechęć do siebie. A to już rozwojowe nie jest…Może po prostu to jeszcze nie czas? Może muszę robić malutkie kroczki i zacząć od minimalnej zmiany nawyków? Może skoncentrować się na jednej rzeczy na raz, a nie od razu zmieniać całe swoje życie? Ekspertem w tej kwestii jest moim zdaniem autor bloga Zen Habits – zainteresowanym polecam (przykładowy tekst).
Najważniejsze jednak to zaakceptować taki stan rzeczy, jaki jest. Pokochać siebie z tym całym chaosem, lenistwem i brakiem dyscypliny. Dopiero to może być punktem wyjścia do pozytywnej zmiany, która powinna wychodzić z miłości a nie z niezadowolenia.

Wiem już wszystko!

Swego czasu czytałam bardzo dużo książek o rozwoju duchowym i osobistym. Sporo się z nich nauczyłam i nie neguję ich wartości (na pewnym etapie), ale po pewnym czasie zaczęłam mieć wrażenie, że wszędzie jest opisane to samo, tylko innym językiem i w innej “scenografii”. Poprzez scenografię rozumiem systemy, myślowe, religijne, pochodzenie autora i jego doświadczenia, nacisk na jakąś konkretną dziedzinę rozwoju, itd. Ale samo sedno jest podobne – i nie mam zamiaru w tym miejscu podejmować się opisania czym ono jest :) Jednak taki stan umysłu powoduje, że łatwo wpaść w pułapkę “wszystko już wiem”. Bo po pierwsze, wcale nie, a po drugie wiedzieć to jedno, a wprowadzać w życie to drugie. I tak sobie myślę, że o wiele większą sztuką jest zacząć praktykować jakąś jedną malutką rzecz opisywaną w mądrych książkach, niż przeczytać ich sto i żyć dalej w ten sam sposób. Pisząc te słowa, zastanawiam się jaki kawałek wybrać sobie do praktykowania teraz.

Nic już nie wiem i tyle pracy przede mną…

Pewnego razu czytałam książkę o czakramach. Zaciekawiona sprawdzałam jak problemy zdrowotne i psychologiczne związane są z blokadami na konkretnych centrach energetycznych. W pewnym momencie poczułam narastające zniechęcenie, ponieważ w pewnym momencie stwierdziłam, że mam blokady wszędzie, gdzie to tylko możliwe. Widziałam tylko to, czego jeszcze nie udało mi się zmienić i odblokować. Pomyślałam, że przede mną tak długa droga, że chyba lepiej usiąść i…napić się piwa ;) Podobne myśli dopadają mnie co jakiś czas, gdy nagle na raz dociera do mnie wiele informacji o potrzebie zmian. Może to być mocno przytłaczające. A jednak, po chwili trzeba wstać, otrzepać kurz i iść dalej, bo mimo wszystko warto. Nie jestem oświecona, tak naprawdę jestem dopiero na początku drogi. I jeśli spojrzeć na to z innej strony – jest to wspaniałe, że tak wiele przede mną i że mogę doświadczać swojego człowieczeństwa poprzez pokonywanie blokad i mozolne otwieranie oczu. Znalazłam też sposób na szybkie wyjście z takiego “doła”: trzeba wybrać sobie jedną małą rzecz, nad którą chce się pracować, bo przecież wszystkiego na raz nie da się (No, da się, ale u wielu może to powodować efekty odwrotne od zamierzonych) zmienić. Chyba, że oświecenie przyjdzie nagle spontanicznie i niespodziewanie. Tak też się zdarza :)

Mogą Cię zainteresować te artykuły:

Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.


Szukasz wewnętrznego spokoju? Zapraszam na kurs internetowy, który Ci w tym pomoże.

Joanna
Jest psychologiem, pracuje jako terapeutka i nauczyciel akademicki (SWPS Sopot), prowadzi również warsztaty rozwojowe. Stara się jak może wprowadzać w życie dewizy "tu i teraz" oraz "wszystko, co przychodzi, ma sens". Pisze jak ma wenę, jednak jej wena niestety kapryśnym bytem jest. Joanna nie odkryła jeszcze sposobu wabienia weny w dowolnym momencie. Więcej informacji tutaj.

Komentarze

6 Odpowiedzi na “Kryzysy i pułapki na ścieżce rozwoju (1)”
  1. nocny pisze:

    Piszesz: “Pisząc te słowa, zastanawiam się jaki kawałek wybrać sobie do praktykowania teraz.”

    Ja wybrałbym jak najmniejszą część, najprostszą czynność, najzwyklejszą pod słońcem. Czym prostszym modelem świata władam, tym wyraźniej widzę jego przejawy. W jednej kropli rosy na liściu można często dostrzec głębie, której próżno szukać nurkując na rafie. Tym większe jest wtedy zaskoczenie z poznania. Wszelkie ezo-tematy prowadzą do tajemnic, a kiedy prowadzą do nich codzienne czynności życiowe, wtedy zdziwienie pojawia się z taką siłą i tak nieoczekiwanie, że często głupio sie wygląda :) (mam na myśli minę z cyklu rozdziw). Pozdrawiam na ścieżce do lepszego!

  2. Asia pisze:

    tak, masz rację, najlepiej zacząć od czegoś małego – co nie zawsze znaczy najprostszego. Bo niestety nie jest proste iść i być skupionym na tym, że się idzie, zamiast błądzić myślami w przeszłości lub przyszłości. Ale fajnie jest jak już się uda :)
    również pozdrawiam!

  3. nocny pisze:

    Iść i pozostać w skupieniu, że sie idzie, jak cudownie wygląda wtedy wolność od wątpliwości dokąd się zmierza ;)

  4. zenforest pisze:

    Musze Ci powiedzieć że postrzegam to – ponownie, bardzo podobnie do Ciebie. :)
    Także miewam momenty gdy przytłacza mnie ilość pracy do wykonania, dni mijają sennie, a potem pojawiają się dni gdy koncentruję się na tym co pozytywne i wszystko wydaje mi się jasne, proste, do pokonania :)

    Co do wysilania się :
    uważam że jeśli nasze ciało mówi nam “nie”, to nie ma co przełamywać na siłę blokad, energia powinna płynąc harmonijnie. Wtedy gdy mamy nastrój, pracujmy, a będą większe rezultaty, niż gdy będziemy gwałcić naszą wolę i zmuszać się. To zaskutkuje tylko większą presją -> większym rozczarowaniem -> większą frustracją i złością na siebie ->gdy się coś nie udaje.
    O wiele lepiej kochać się i szanować – a szacunek oznacza robienie tych rzeczy – wtedy gdy mamy na to ochotę i czas. To prawdziwa wolność.:)

    Pozdrawiam serdecznie!
    ZenForest

  5. Asia pisze:

    @ZenForest: wiesz, całkiem do niedawna myślałam, że pewne blokady można “przepchać”, przełamać. Owszem, pewnie można, ale skutek może być niezbyt przyjemny. Nic na siłę, za to z pozytywnym nastawieniem do siebie i w miarę systematycznie, i cierpliwie…oj czasem cierpliwości mi brak :)

Reakcje gdzie indziej

  1. [...] Oto druga część moich rozważań na temat trudności, które czekają (mogą czekać) na nas na drodze rozwoju osobistego i duchowego. Pierwszą znajdziecie tutaj. [...]



Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

Bad Behavior has blocked 317 access attempts in the last 7 days.