Jak poradzić sobie z rozstaniem? (2)
W części pierwszej pisałam o tym, jak ważne jest wyrażanie swoich uczuć. Zapomniałam wspomnieć o jednej istotnej kwestii: ważne jest by swoje emocje wyrażać z intencją oczyszczania siebie. Czyli to co opowiedziane/napisane już nie wraca w takiej samej formie – zostaje przekształcone i wewnętrznie zintegrowane. Chodzi mi o to, że czasem mamy tendencję do grzebania i babrania się w swoich emocjach, czego skutkiem jest tylko jeszcze większa frustracja i podkręcanie negatywnych odczuć. Dlatego tak ważne jest obserwowanie tego, co się w nas dzieje.
Gdy już minie początkowy okres przeżywania bólu, czas zakasać rękawy i wziąć się do roboty
Tak, tak, żeby z każdego doświadczenia wyciągnąć coś dla siebie wartościowego trzeba sporo pracy i równie wiele odwagi. Ale zapewniam, że warto. Kto czytał np. tekst nt. stresu pamięta, że negatywne emocje biorą się z naszej interpretacji rzeczywistości. Warto zadać sobie pytanie: dlaczego cierpię? Jakie mam myśli na temat siebie, mojego związku, sytuacji rozstania? Czego się boję? Można odkryć bardzo ciekawe rzeczy i poznać siebie. W sytuacji, gdy odchodzi partner lub związek wspólnie zostaje zakończony najczęściej pojawiają się takie tematy:
- lęk przed odrzuceniem („nikt mnie nie chce i nikt mnie nie będzie chciał”)
- niska samoocena („jestem niewystarczająco dobra, niewystarczająco się starałem”)
- lęk przed samotnością
Nie będę w tym miejscu głębiej wchodzić w powyższe zagadnienia, bo każde z nich jest złożone i związane z historią osobistą każdego z nas. Jednak chcę podkreślić wartość zobaczenia swoich lęków i podrążenia trochę: co konkretnie kryje się za tym lękiem? czego się tak naprawdę boję? jak to się ma do rzeczywistości? Oczywiście wszystko trzeba robić z ogromną dozą samoakceptacji i miłości do siebie – bez tego łatwo zacząć się „biczować” czy popaść w dołek. Warto też rozważyć pomoc jakiegoś specjalisty czy nawet przyjaciela, bo nie zawsze jest łatwo jednocześnie obserwować siebie, przeżywać emocje i przekształcać swoje przekonania i schematy.
Chciałam jeszcze poruszyć kwestię pewnych objawów, z którymi może być ciężko sobie poradzić, szczególnie na samym początku. Natrętne myśli, skojarzenia i wspomnienia. Przyznam, że dla mnie było to coś niezmiernie trudnego do pokonania – może właśnie dlatego, że starałam się z tym walczyć. Normalne jest, że nagle wszystko zaczyna się nam kojarzyć z minionym związkiem, a ilość wspomnień jest wprost proporcjonalna do czasu jego trwania. Cała nasza istota jest zorientowana na to co minęło, nie ma więc co się dziwić, że nasz umysł produkuje takie ilości myśli i obrazów z tym związanych. Co robić? Obserwować. Dać przepłynąć. Nie dawać się wciągać w łańcuchy skojarzeń i wspomnień. Przeszłość już była, warto docenić to, co było dobre, ale nie ma co tracić energii na przeżywanie tego raz jeszcze we własnej głowie. Bo życie płynie dalej i dzieje się tu i teraz. Warto sobie o tym wciąż przypominać. Warto konfrontować się z rzeczywistością zamiast tkwić we własnym umyśle. Nie warto zbytnio uciekać w robienie przeróżnych „rzeczy”, bo myśli uderzą potem ze zdwojoną mocą. A przy tym wszystkim…traktuj siebie dobrze i z wyrozumiałością. Jeśli czujesz potrzebę odpoczynku i odcięcia się – zrób to, zrelaksuj się tak, jak najbardziej lubisz. Ważne by cały czas być świadomym tego, co się dzieje.
A na koniec mały trik, który może pomóc w zintegrowaniu tak dużej zmiany życiowej: rytuały. Nasza podświadomość w dużej mierze opiera się na symbolach i warto tym językiem do niej przemawiać. Stąd warto w rytualny sposób zakończyć stary związek, żeby nie ciągnął się niepotrzebnie za nami gdy realnie już go nie ma. Jak to zrobić? Można spalić/zakopać coś, co symbolizowało związek. Zdecydowanie radzę pozbyć się przedmiotów/zdjęć/i tym podobnych, bo powodują ból i przywołują wspomnienia. Pamiętaj, to co stare, jest niepotrzebne jeśli chcesz iść nową drogą. Może to brzmi brutalnie i wzbudza opór, ale warto odciąć się od przeszłości od razu, by potem cieszyć się wolnością. A wracając do rytuałów, skuteczna może też być wizualizacja, np. zostawianie przeszłości za sobą, wchodzenie na nową ścieżkę, odcinane powiązań łączących nas z byłym partnerem. Warto dać się poprowadzić swojej intuicji. A jeśli bliskie ci są duchowe sprawy, dlaczego nie poprosić o wsparcie i pomoc swoich duchowych opiekunów. Oczywiście medytacja i inne praktyki duchowe są bardzo pomocne w trudnych chwilach.
A już zupełnie na sam koniec…w przejściu przez trudny proces rozstania pomogła mi myśl, a właściwie poczucie, że wszystko dzieje dokładnie tak, jak powinno. Zmiany zachodzą w najlepszym momencie, choć z mojej wąskiej perspektywy danej chwili może mi się wydawać inaczej. Wielokrotnie jednak się przekonywałam, że to, co wydawało się nieodpowiednie i złe, po pewnym czasie okazywało się najlepszą rzeczą jaka mogła się wydarzyć. Wszystko co się wydarza w naszym życiu ma swój cel. Może masz się czegoś nauczyć. Może trzeba było oczyścić pole dla czegoś nowego i o wiele wspanialszego. Może dzięki temu rozstaniu unikniesz bólu i nieszczęścia w przyszłości. Śnienie jak mówią aborygeni, czy tao jak mówią mędrcy wschodni jest mądre i warto poddać się i zaufać mu.
p.s. Komentarze pod moim artykułem to nie jest miejsce do rozgrywek osobistych. Nie mam czasu ani ochoty zajmować się pilnowaniem, czy ktoś kogoś nie uraża, nie obraża, itd. Docierają do mnie jakieś skargi na to, co zaczęło się tu dziać. Póki co zablokowałam możliwość publikowania wpisów, zastanawiam się co dalej.
Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.





Ewelinko! Dla Ciebie to bylo zaskoczenie, on to planowal. Ale wiesz co? Przynajmniej mial odwage Ci to powiedziec! Uwierz mi, 8 lat w zwiazku i facet odchodzi cicho, ups….bez poinformowania mnie, ze odchodzi. Syndrom: boli glowa, dolek, nie chce patrzec na ludzi, jest mi niedobrze i ten cholerny, straszliwy bol. I upokorzenie. My sie obwiniamy, ale moze nalezy szukac winy w tych co odchodza? Ewelinko, mysle, ze jestes mloda, bardzo Cie rozumie, wszyscy tu na tym forum (jestecie kochani!) wspieramy siebie na wzajem. Bo kiedy ktos kogo kochamy odchodzi, nagle, bez zadnego ostrzezenia zostajemy sami. Sami w sercu, winni niewiadomoczemu, brzydcy, wytykani palcami. Myslimy o sobie najgorzej. Nie wiem co robic, gdy boli, ale zazdroszcze Ci, ze znasz prawde. Moze to co nas spotkalo jest tragiczne tu i teraz, ale za rok?
Marta, ja sie tak zastanawiam, dlaczego czasami wybieramy kogos kto traktuje nas zle: fizycznie czy psychicznie? I kochamy drania. Cos nie tak z nami? Dlaczego nie potrafimy odejsc? Tak naprawde, raz a dobrze, zapomniec i ulozyc sobie zycie? Ja ugielam sie i zadzwonilam do nigo. nawet nie odebral telefonu. ..
Tyle osób tu zranionych przez osoby które nas zostawiły. Wszyscy zadajecie sobie pytanie czemu tak się stało? Odpowiedź wydaje się prosta, te osoby nie były Wam pisane. Pamiętajcie że miłość jest ślepa, jesteśmy zakochani, nie widzimy ogromnych wad naszych partnerów.
„”Wszystko na świecie jest złudą, wszystko wydaje nam się inne, niż jest w istocie.”"
@Jola, kiedyś ktoś mi powiedział,że są ludzie którzy przyciągają takie właśnie osoby. Powiem Ci jedno, szacunek do samego siebie jest bardzo ważny. Okaż szacunek do samej siebie, nie kontaktuj się z nim i ignoruj, bo nie był Ciebie wart. Jak ulegniesz, to on będzie miał Cię za nic.
Mi się Jolu wydaje,że my kobiety coś niedowartościowane jesteśmy i jak Zbyszek zasugerował się poprostu nie szanujemy,dlatego pozwalamy na takie sytuacje. Poprostu boimy się,że bez faceta to my sobie nie poradzimy. A podobno jest więcej kobiet niż mężczyzn statystycznie więc to faceci mają w czym wybierać a nie my. Niektóre z nas będą więc skazane na bycie same. Ale też myślę,że źle zrobiłaś kontaktując się z nim.
Jola. Też mam 41 lat, dziecko i nieudane związki za sobą, w tym z ojcem dzicka z którym „byłam” 9 lat. Może jestem niedowartościowana, może mam niską samoocenę ale wiem jedno – lepiej mi bez faceta na stałe. Może są i trudności, może nie ma kto gwoździa wbić w ścianę, ale nie to jest najważniejsze. Cieszę się tą samotnością, spotykam się z kim chcę i kiedy chcę. Chodzę do kina na filmy które mnie pasjonują, kupuję płyty które lubię, ruszam się sportowo w towarzystwie dziecka, chodzę na imprezy i mam gdzieś co inni o mnie myślą a nawet zauważyłam, że jest to dla nich intrygujące. Nic się nie martw to pierwszy efekt pustki, który mija nawet nie wiesz kiedy. Bo my kobiety polskie jesteśmy uwarunkowane na związki sado-macho. Mężczyzna bóg i wyrocznia i rozgrywający te karty i kobieta wiecznie poświęcająca się, kochająca, uśmiechnięta niby bluszcz opleciony, dla dzieci dla rodziny, bo tak trzeba, wypada, bo tak wszyscy. Tylko jak zostajesz sama to wokó Ciebie nie ma już nikogo.
O tak Ewa masz racje.Ja mam 34 lata i 2 dzieci iza soba 2 nieudane związki takze.Dla mojego byłego meza byłam nie ukochana zoną ale praczką,sprzątaczką,kucharką i opiekunka dla dzieci.Dla drugiego partnera raczej odskocznią,zapychaczem czasu nie kobieta do poważnego związku i planów.Teraz zostałam sama i jest pustka.,ból bo wszystko poswięciłam dla faceta.Bez niego nie wiedziałam co ze sobą zrobić bo wypełniał mój cały świat.zerwałam kontakty ze znajomymi,nawet nie rozmawiałam z kolezanką na ulicy bo czas był dla niego.I nagle przychodzi otrzeżwienie,gdzie jestem ja jako ja,kim jestem.Zatraciłam sie w miłości do niego i w sumie było mi z tym dobrze ale dla niego było mało i mało i wcale tego nie doceniał,
Zbyszku, Masz absolutna racje i dziekuje Ci za to. Moja przyjacolka, ktora niestety mieszka na innum kontynence (ta z Brazylii) powidziala to samo. Z szacunkiem do samej siebie mam na bakier. Ale wiesz co? Przez jakis czas moja samoocena = -100. na cale szczescie mam swoja prace i wystarczajaca ilosc klopotow, zeby nie myslec o nim podczas dnia. najgorsze sa wieczory, kiedy pies chrapie, a dzieci Ci mowia, ze maja wlasne zycie! Ja mam fajowe blizniaki 15 letnie, gdyby nie one wpadlabym w cholerna depresje.
Ewo, to nie zupelnie tak ze mna. Ja jestem naukowcem, nigdy nie poswicalam sie dla faceta zbytnio. Wychowala mnie mam- sama, ojciec odszedl przed moim urodzeniem, babcia tez byla sama. Moja mama zawsze mowi, ze to ja nosze sponie w zwiazkach. daleko mi do maki i zony w naszym pojeciu, co nie znaczy, ze sie z toba nie zgadzam, poniewaz zawsze zylam w przeswiadczeniu, ze kochac to tak na biala, bez szarosci i zdrad. Moja babcia jest ze starej klasy ludzi (nigdys bogatych), ktorym zostala ogromna duma. Ta duma jest we mnie i wlasnie walczy z moimi uczuciami. Guzik tam, pisze to rycze.
Znowu mam problemy z dodaniem posta, a wy?
Ja wiem Jolu,że człowiek może czuć się źle samemu w samotne wieczory, ale tak jak już sama zauważyłaś trzeba mieć szacunek dla samej siebie, a chyba nie chcesz aby Twoja psychika ucierpiała na tym a przez to Twoje dzieci miały swoją mamę krócej. W każdym związku są inne problemy, w jednym ktoś zdradza, w innym źle traktuje albo w innym tak jak moim brakuje pełnej szczerości i otwartości co rodzi problemy i w końcu kiedyś prowadzi do końca. Moja partnerka miała swoje tajemnice i swoje życie i w pewnym momencie ja już przestałem być częścią życia, coraz więcej tajemnic, coraz mniej pełnej otwartości. Ale było minęło i nie zamierzam już do tego wracać ani się zastanawiać nad tym.
Witam
U mnie troszkę lepiej, chyba uczę się akceptować sny, być z Nim w takiej postaci. Zaczynam świadomie śnić, a kiedy boję się, że się obudzę „przerzucam” sny na coś realnego. Sama tego nie rozumię… w pracy znajoma dziś mi powiedziała „Anioły są po to by odwiedzać Nas nocą” może coś w tym jest.
Witam,
Kochani, od mojego rozstania minęło 27 dni ale dzisiejszy dzień mi pokazał iż w którymś momencie czas już zakończyć wylewanie żalów na „papier”, bo to czasami przynosi odwrotne efekty. Więc czas już się pożegnać z tym forum. Ale Wam życzę wszystkim czy to porzuconym czy rzucającym powodzenia. Szczęście kiedyś Was napewno spotka.
Trzymajcie się, miło było Was poznać.
Ps. Uśmiechajcie się czesto
„Czekanie na jakąś wielką prawdziwą miłość byłoby śmieszne” Krystyna Kofta
A ja dzisiaj jakoś czuję się strasznie fatalnie, przepłakałam pół dnia chyba, pomóżcie bo jestem w totalnej rozsypce. Gdyby ktoś chciał mi pomóc to podaję gg swoje 34102124
Kochani, jak się to mówi tylko krowa nie zmienia zdania, więc napewno pozostanę z Wami aby Wam pomóc.
Jak będzie ktoś chciał pogadać to śmiało na gg: 46392. Dla tych, którzy uważają,że tak naprawdę Zbyszek to nie Zbyszek – to nie ma znaczenia, równie dobrze mój nick mółby być: nietoperz.
Dziś będzie optymistycznie,pierwszy raz optymistycznie.Podobno trzeba sięgnąć dna by stanac na nogi.to jest swięta racja.Trzeba spojrzeć do przodu i pomyślec że będzie lepiej.Ja płakałam,kłóciłam sie sama ze soba ale warto nie było,naprawde.Po kim płakałam,szkoda gadac ale mozna zaryzykowac stwierdzenie,duzo hałasu o nic.Teraz trzeba zadbać przede wszystkim o siebie,zdystansowac i spojrzeć w przyszłośc.Pewnie zdarza mi sie słabsze dni ale koniec cierpienia.Nareszcie zawalcze o siebie i tylko o siebie.Zaden facet nie jest wart utraty samej siebie i godności.Pozdrawiam dziewczyny,głowa do góry i na was przyjdzie czas na opamiętanie
U mnie też dzisiaj optymistycznie, bo czuję się szczęśliwy wreszcie życiu, że szkoda gadać że człowiek marnotrawił czas dla kobiety, która była nic nie warta. Kobieta z którą spędziłem dwa lata nie była warta ani jednego dnia. Wreszcie zaczynam żyć i cieszyć się życiem. Pozdrawiam Was wszystkich. Miłość uskrzydla, prawda?
Zbyszku czyzbys sie zakochal????
A mi wylales kubel zimnej wody na leb wczoraj i pomoglo. Po raz pierwszy zamiast myslec o ex zaplanowalysmy z kolezankami z Indii wieczor w sari (dluga szmatka na kobiecie), po raz pierwszy od kilku tygodni nie ryczalam wieczorem i przspalam noc (z psem i kotem), i zajelam sie innymi rzeczami. A kiedy zadzwonil (o tak moi mili zadzwonil, 5 minut przed wejsciem do samolotu) moglam smialo odlozyc sluchawke i nie sluchac tych bredi, ze niby przejaskrawiam, bo milosne listy do baby to przeciez, cos co kazy z nas powinien akceptowac, no nie?. A najlepsze, ze moja przyjacioka z Bazylii odwiedzi mnie w Kwietniu!!! A moja corka zrobila sobie ogromna dziure w uchu…No coz, kazdy robi bledy.
Marta, przestan o nim myslec, idz do fryzjera, salonu pieknosci, kup sobie bizuterie albo czekolade. Zajmij sie czyms. I kazdego dnia spojrz w lustro i dziekuj opacznosci, ze pozbylas sie idioty. Jesli podnosil na ciebie lapy, ktoregos dnia moglabys wyladowac na cmentarzu w charakterze klienta. Pomysl o dzieciach, ze nie musza na to patrzec. Idz na zakupy, poczytaj ksiazke (smieszna), poluj na okazje (nie stracisz duzo pieniedzy, ale zajmie Ci to czas).
Jola
Jola, z pewnych względów nie mogę pisać o swoim życiu osobistym tutaj, ale czuję się szczęśliwy. Jak chcesz pogadać sobie, to napisz do mnie na gg. Cieszę się,że to Ci pomogło. Napewno człowiek zupełnie inaczej się czuje, gdy zaczyna żyć. Jakby źle nie było w związku który się rozpadł czy to jedna czy druga strona zawaliła to nie można zatrzymać się w miejscu. Ja też teraz bardzo dobrze sypiam, kiedyś miałem z tym problemy. Pamiętaj co mówiłem wcześniej, uśmiechaj się dużo. Uśmiech czasami pomaga w życiu jak lekarstwo.
Witam
Pisałem tu kilka miesięcy temu we wrześniu po rozstaniu z dziewczyna z którą chciałem spędzić życie. Zostawiła mnie dla jakiegoś typka po dwóch latach wspólnego życia i mieszkania razem kilka miesięcy.
Pewnie wielu z was się zastanawia jak te 5 miesięcy uleczyło mój zal i smutek.
Powiem szczerze, niewiele chociaż może ja nie zrobiłem wszystkiego żeby było inaczej. Myślę o niej codziennie, wspominam teksie i takie tam. Sado masochistyczne podejście wiem. Ale jeśli ktoś kochał prawdziwie to tego czasu potrzebuje dużo nawet bardzo i nie pisze tego żeby kogoś zdołować bo sam mam często dola ale po to żeby powiedzieć ze ktoś czuje to co wy teraz.
Jeśli kochaliście naprawdę to nie zastąpicie tej miłości przez jakieś portale randkowe czy luźne szybko gojące rany związki no chyba ze to nie była prawdziwa miłość ale na to pytanie każdy sam sobie odpowie.
Pozdrawiam Was gorąco
Drogi załamany
Jeżeli druga osoba zostawiła Ciebie dla kogoś innego to nazywasz to miłością? chłopie obudź się, skrzywdziła Ciebie a Ty dalej się męczysz. Pomyśl sobie że ona jest szczęśliwa i ma Ciebie gdzieś a Ty zacznij żyć bo do końca życia zostaniesz sam.
Ja nie mam zamiaru tracic życia na wspomnienia o byłym – skoro mnie zostawił to jego problem, ja mam zamiar jeszcze kogoś pokochac i to dużo MOCNIEJ !!!
Drogi Zalamany,
Jezeli ktos kogo kochamy odchodzi to ma przewage nad tym ktory tego nie planowal. zazwyczaj osoba, ktora odchodzi byla na to przygotowana, a Ty nie. Na wszystko trzeba czasu i randkowanie, jesli nie jestes na to gotowy, nic Ci nie pomoze. Zostala rana i bol i to musi sie zagoic. Jednym zajmuje to krocej, innym dluzej. Nie jestem tu expertem poniewaz sama lize swoje rany, ale myslenie coby bylo gdyby, toby, nic nie daje. twoja ex dziewczyna ma nowe zycie, ktorego czescia juz nie jestes. Przyjmij to do wiadomosci. Jesli nie zamkniesz sam tego rozdzialu w zyciu, nikt tego za Ciebie nie zrobi. Czasami pomaga wyobrazenie zamknietych drzwi, fotografie i memoranda odloz do pudelka, schowaj je i zapomnij. Zajmij sie nowym hobby. Zobaczysz wtedy jak szybko Twoje zycie sie zmieni. Jesli to mozliwe zrob sobie wakacje, wyjedz, wyremontuj mieszkanie albo samochod, zaloz akwarium, zacznij studia. zacznij zyc. Ale zacznij zyc dla siebie. Powodzenia.
Jola
Kochani, miałem tu nigdy nie pisać ale dzisiejszy dzień był przełomowy, dał mi do zrozumienia iż związki w których są na kłamstwa nie sprawdzają się. Może zacznijmy od początku. Tak właściwie to nie mam na imię Zbyszek ale to bez znaczenia. Pisałem tu z moją eks która ma na nick Kasia, pisaliśmy tu na przemian wzajemne wyrzuty, kto co złego zrobił we związku, jaki to był zły. Wiele osób tego słuchało. Najpierw ja pisałem jako Marko/Marko2. W pewnym momencie wytworzyła się chyba niezła intryga z tego. Może ta intryga pozwoliła mi przejrzeć na oczy bo dowiedziałem się od jednej dziewczyny z forum że kobiety kłamią. Nie wiem czy tak myślała naprawdę ale jak patrzeć na moje byłe związki tak zawsze było. W pewnym momencie weszlismy razem w intrygę, ja Kasia i osoby towarzyszące. Starałem się zapomnieć o wszystkich i o mojej byłej ale w pewnym momencie zrodziła się intryga. Pojawiła się Ewelina, rozmawiałem z nią ale ona się wypytywała niesamowicie o mój związek, wiedziałem że coś nie gra. Dzisiaj miałem szczerą rozmowę z moją byłą bo chcieliśmy aby po naszym związku pozostało coś dobrego. Bo zawsze kończyłem związki w nienawiści, chciałem go skończyć w spokoju i pokoju, najpierw byłem oskarżany przez nia że podałem mojej byłej gg innemu facetowi z tego forum (płci męskiej), później że może ktoś inny podał, postanowiłem to wyjaśnić. Nie jestem mężczyzną który lubi tajemnice. Ja to nie archiwum X. On powiedzial mi ze to Kasia podala mu gg. Postanowilem to wyjasnic, pomimo ze ona uwazala ze nigdy mu nie podawala. Dzisiaj moja eks przyznała się do tego iż skłamała że Ewelina i ona to jedna i ta sama osoba. Że to on skontaktował się z nią jako Eweliną a później ona podała swoje prawdziwe gg. Sprawa się wyjaśniła. Nie winię osób trzecich w tym bo zostały wmanewrowane w grę jak w filmie „Piła” tylko tam się umierało. Ale winię swoją eks- że nawet gdy mielismy szczera rozmowe konczaca zwiazek nie mogla powiedziec mi prawdy, ona tlumaczyla to winem.Jednakze jak to ja jej powiedzialem, jesli jej wybacze to nigdy sie nie nauczy czym jest klamstwo. A wtedy związek pozostałby jedną
wielką nieprawdą. Ja nie jestem święty napewno, ale o ile ona wybacza moje straszne winy ja nie potrafię.
Kazdy z nas probowal napewno sprawdzic druga z osob i tym sobie to tlumacze bo Ewelina to Kasia , a Marta to Zbyszek.
Ale jak mi to Ania powiedziala, telenowela brazylijska.
Koniec telenoweli. Dla mnie to juz 100% koniec czego i Wam zycze. Jak odkryjecie w czym tkwi problem rozpadu zwiazku zrozumiecie wszystko.
Nasz tkwil w klamstwie.
Zwiazku w ktorych jest klamstwo nie wychodza.
Pamietacie co Wam kiedys mowilem?
„Wszystko na świecie jest złudą, wszystko wydaje nam się inne, niż jest w istocie.”
Jedno pamietajce napewno. Nie rozwiazujcie swoich problemow w Internecie.
To nie byl i nigdy nie bedzie sposob na ich rozwiazanie.
przepracowałam już 2 miesiące swojego rozstania. Nie rozstałam się w gniewie, rozstałam się z nadzieją – bo przesłanki do rozstania były „poza emocjonalne” – tzw siła wyższa. Dla mnie to była „siła wyższa” zupełnie irracjonalna, bo w moim pojęciu miłość powinna być obecna i w czasie wzlotów a przede wszystkim podczas upadków a taki właśnie „upadek” dotknął mojego faceta, upadek z którego postanowił podnieść się sam.
Mój przypadek jest świadectwem na to że czas leczy rany, może powoli – ale jednak 
Ciężki to kawał chleba rozstać się gdy w sercu zostaje tak realna nadzieja. Próbowałam pozbyć się nadziei ale On za każdym razem prosi o „przedłużenie” tego stanu a ja dyndam jak kukiełka na sznurku. Zostałam poproszona o kolejny miesiąc cierpliwości – czy dam radę? zaczynam w to wątpić. Kocham ale pomału do głosu dochodzi rozsądek i miłość własna – to chyba dobrze, tak myślę. Nie wyobrażam sobie życia z kimś innym ale na razie zaczynam sobie wyobrażać życie jakiekolwiek, życie – bez Niego – a to już chyba postęp.
Może to słabe pocieszenie – ale zawsze jakiekolwiek
I niech się juz ta cholerna zima odczepi!!!
Pozdrawiam wszystkich zasmuconych ;***
„Kiedyś stanę na szczycie i powiem KOCHAM ŻYCIE”
Aniu życie warto kochać nawet gdy tracimy bliskie osoby. Każdy jest wolną osobą i o ile w grę wchodzą nie siły natury, każdy ma prawo decydować o swoim losie. Ludzie odchodzą z różnych względów, zostawiają nas dla innych albo im nie odpowiadamy. Pomimo tego warto kochać każdą cząstkę otaczającego świata.
Katarzyna czas leczy napewno rany, ja z perspektywy czasu jak patrzę na swój związek widzę iż szczęście w jakiś sposób zostało zaprzepaszczone, było możliwe na długie lata ale jedna mała decyzja zmieniła wszystko. Teraz z perspektywy czasu umiem już żyć i cieszyć się życiem samemu, oczywiście wygląda ono napewno inaczej niż dotychczas. Ale życie jest piekne, otaczający ludzie mówią że często się uśmiecham a chodziłem ponury. Jedno Ci powiem napewno na bazie swoich doświadczeń. Nie warto wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, problemy które spowodowały rozejście nagle nie pójdą na dalszy tor.
Nawet teraz gdy słyszę od Niej że ma już kogoś patrzę na to z radością iż ułożyła sobie życie, może w krótkim czasie ale cieszę się jej szczęściem, bo ja nie potrafiłem jej dać tego szczęścia chociaż napewno się starałem.
Dzisiaj piękny słoneczny dzień, aż chce się skakać z radości
Anka, forum śpi bo pewnie wszyscy dotychczasowi forumowicze poradzili sobie z rozstaniem.
Każdy ma już za sobą najgorszą fazę
Masz rację najgorsza faza za nami. Ja lubię cytować moją eks: „mozna zaryzykowac stwierdzenie,duzo hałasu o nic.Teraz trzeba zadbać przede wszystkim o siebie,zdystansowac i spojrzeć w przyszłośc”. Więc wziąłem sobie jej słowa do serca
Witam,
Od ponad roku nie potrafię pogodzic się z tym, że zostałam sama. Jak to się mówi jestem w dużej d… i nie wiem jak mam wyjśc z tego. Wczoraj po raz kolejny zrobiłam z siebie kretynkę przed nim. Oczywiście usłyszałam, że nigdy nie będziemy już razem. Wszystko mi się zawaliło, całe moje życie. Straciłam pracę, mam problemy finansowe, jestem samotną matką i coraz częściej nie mam siły. Czuje sie przeżuta, zmanipulowana, brudna. Bawi sie mna, pozwala mi na bliskosc z pozniej mnie gnoi. Jak znienawidziec go i wiecej nie prosic o ostatnia szanse???
Hej! Wiem że moje pytanie może być nie na temat do końca, ale czy informacje o spotkaniu w seminarium można dowiedzieć się w ostatniej chwili? Miałam spotkać się z kimś w sobotę byliśmy wcześniej umówieni, a dzisiaj dowiedział się ze ma to spotkanie. Nie mam pojęcia o życiu na studiach, dlatego chciałabym się Was o to spytać.
@Kasiaw, nienawisc to nie jest nic dobrego, na poczatku moze nienawidzisz a pozniej z czasem odwraca sie to przeciwko Tobie. Poprostu jesli on Cie tak traktuje to powiedz sobie jasno,ze nie mozecie byc razem. Najlepiej znajdz sobie jakies zajecie. Masz w koncu dzieci z tego co piszesz, a dzieci to prawdziwy skarb. Druga sprawa zajmij sie szukaniem pracy, znajdz sobie tez jakies hobby i staraj sie z nim w ogole nie kontaktowac. Rok czasu to bardzo dlugo, wiec jesli tak dlugo sobie nie radzisz mozliwe ze potrzebna jest Ci pomoc psychologa.
@Kasiaw jak chcesz pogadac, to napisz na GG do mnie, moje GG to 46392. Ja sobie poradzilem z rozstaniem w ciagu 2 miesiecy zaledwie i chetnie Ci tez pomoge.
Do Zbyszek
Mistrzuniu Ty jakiś dziwny dla mnie jesteś, może wszyscy jesteśmy trochę dziwni bo szukamy ukojenia w internecie ale po Twoich wpisach i propozycjach „terapii” gadu gadu to forum co mogło komuś pomóc upadło.
@Zalamany
Od rozmowy jeszcze nikt nie umarł, a wrecz ona pomaga bardziej niz monolog na forum. A forum nie umarlo, tylko ludzie rozwiazuja swoje problemy, a czas leczy rany. Przeciez jak komus nie odpowiadaja moje posty, nie musi wcale ich czytac, poza tym nie uzywam wulgaryzmow, tresci obrazliwych itp.
@zalamany – nie przejmuj się, z tego co widzę ludzie ciągle będą znajdowali to miejsce i ciągle się wpisywali. Zbyszek po 2 miesiącach najwyraźniej wszedł w nową fazę rozstania pod tytułem: „czuję się świetnie, rozstanie tylko mi pomogło”. Też przez to przechodziłem i wielu innych. Niestety nie oznacza to przejścia do porządku dziennego nad przeszłością, ale jest zapewne miłą odmianą po wcześniejszym smutku i złości, co nie znaczy, że stanie się tak na zawsze. Dla mnie minęło już nieco ponad półtora roku, widzę z perspektywy czasu swoja głupotę, to jak moje deklaracje, że wszystko jest już ok oznaczały, że wcale nie jest jeszcze ok. Nawet teraz czasami wspomnienia wracają, serce ściśnie i nie wiem, czy kiedyś to minie. Mówienie, że taka osoba była/nie byłą Ci pisana wydaje mi się głupotą – jakby związek nie był spasowany zawsze wymaga wyrzeczeń, kompromisów i dużej ilości pracy. W tamtym momencie, tacy jacy byliśmy mieliśmy zbyt rozbieżne wektory więc w końcu każdy poszedł własna drogą, ale czy to znaczy, że nie moglibyśmy być razem? Może w innym czasie i innym miejscu… któż to wie?
Ja również znałem receptę na rozstanie, dawałem rady i dużo rozmawiałem na gg. Nie ma co krytykować Zbyszka, takie rozmowy pomogą mu poradzić sobie z sytuacją, pomogą tez prawdopodobnie ludziom z którymi będzie rozmawiał. Choć tak naprawdę jedynym prawdziwym lekarstwem w takiej sytuacji jest czas (albo Prozak
).
Dzięki vodiq, cieszę się że mnie rozumiesz. Trafiłeś napewno w samo sedno, przeszedłem w nową fazę napewno, nie unikam ludzi i kontaktu z nimi. Zgadza się że wspomnienia wracają, w końcu było się z partnerem jakiś czas, im dłużej tym więcej wspomnień, nie wszystko w związku też było złe bo są też i miłe wspomnienia. Rozmowy mi napewno pomagają chociaż przychodzi czas refleksji też czasami. I tak stoję przy tym,że osoba,która zrywa lepiej sobie radzi bo taka osoba świadomie decyduje się iż nie chce być z partnerem. Kobiety są oczywiście bardziej uczuciowe niż mężczyźni, jednakże mi się wydaje iż one mają większe możliwości wyżalenia się niż mężczyźni, którzy często duszą w sobie to co czują naprawdę. Tak to może widzę z perspektywy mężczyzny.
Minął już jakiś czas od mojego rozstania. We wcześniejszych postach pisałam, że byłam ze swoim chłopakiem ponad 3 lata i wszystko, co było między nami piękne, on skrupulatnie niszczył. I że nie dawałam sobie rady z uciążliwymi myślami zaraz po rozstaniu. Z perspektywy czasu wiem, że wspomnienia w Nas pozostaną, ale też Nasz rozsądek podpowie, że tak stało się lepiej dla nas samych. Sama się dziwię, że jestem w stanie w ten sposób o tym, co było- pisać. Naprawdę z czasem płacze się mniej, mniej się myśli.. Przychodzi chyba taki wewnętrzny moment i się mówi samemu sobie „dość”, to nie była moja wina, więc koniec z zamartwianiem się… Na pewno na początku nie żałowałam sobie płaczu i rozmawiania z przyjaciółmi, nawet myślę, że różne fora mogą chociaż troszkę podnieść na duchu. Dałam sobie czas na przetrawienie tego wszystkiego. Spotykam się teraz z różnymi ludźmi, zaczęłam wychodzić na spotkania w towarzystwie męskim (na randki dla mnie za wcześnie jeszcze
) I stwierdzam, że tamten rozdział się już definitywnie zakończył i z perspektywy czasu, wcale nie był dla mnie taki obiecujący… Ta nowa otwarta furtka pokazuje mi, że przede mną wcale nie są takie złe perspektywy, a w sumie to „czuję” życie na nowo:) 3mam mocno kciuki za wszystkie osóbki, które teraz muszę się babrać z tymi okropnymi emocjami i to nie ze swojej winy. Mogę stwierdzić po samej sobie, że ten stan w końcu minie.
Napewno Usagi zaraz po rozstaniu czlowiek nie daje sobie rady,zamartwiajac sie. Na wszystko trzeba czasu. Nawet samo rozstanie nas boli bo w 99% przypadkow odbywa sie ono z nienawiescia, osoby co nas rzucaja jawnie daja nam do zrozumienia iz nie chca miec z nami nic wspolnego. Czasami czlowiek patrzy na to z szokiem przypominajac sobie jedynie amerykanskie filmy, gdzie ludzie rozstaja sie ale szanuja sie i potrafia rozmawiac. Tak, to tylko fikcja, to tylko film.Najczesciej w relacjach miedzyludzkich jest inaczej, wszedzie przejawia sie nienawisc i zlosc, a to w rozstaniach, a to w polityce a to w pracy i w zyciu na codzien. Moze jestesmy poprostu takim narodem co zywi sie tylko nienawiscia, wieksza miloscia jest umiec wybaczyc, nawet po rozstaniu ,nie zywic nienawisci i zlosci, a szacunek. „Miłość oddala bo za bardzo zbliża. Ks. Jan Twardowski „
Zbyszek, ludzie potrafia sie rozstawac w cywilizowany sposob. Bez klotni i awantur. Tak jak na amerykanskich filmach.
Ja jestem tydzien po rozstaniu, boli jak cholera, brakuje mi tlenu w powiertzu do oddychania, mam wrazenie, ze mam wielka dziure w klatce piersiowej,ze brakuje mi czesci mojego organizmu.
Prawda jest, ze musze mieszkac z moim ex jeszcze przez 2 miesiace i ze musimy jakos sie dogadac, wiec prawdopodobnie oboje staralismy sie byc mniej agresywni,niz normalnie. Jednak pamietam moje wczesniejsze rozstania-34 lata stazu i wiem, ze to mozliwe. Bylam nawet zapraszana na sluby moich ex – nie mowie, ze to najlepsze uczucie, ze ktos kogo kochales uklada sobie zycie bez ciebie. I radzi sobie z zyciem lepiej niz ty.
Ale to co probuje powiedziec jest, ze milosc powinna sie opierac na przyjazni, zaczynamy zwiazki bo kogos lubimy, bo ta osoba sprawia, ze sie smiejemy, ze dobrze sie nam z nimi rozmawia i spedza czas. Uwazam, ze warto utrzymywac kontakt z tymi osobami, bo byli naszymi przyjaciolmi. Pewnie jestem masochistka.
I papierosy sie koncza
Magda, wiesz czemu amerykańskie rozstania są takie piękne? Dlatego,że ktoś właśnie napisał doskonały scenariusz, a przyprawiony grą aktorską stworzył piękne dzieło. Może ja jestem niecywilizowany, byłem w kilku związkach jednakże każdy skończył się burzliwie. Dla Ciebie to wszystko bardzo świeże, u mnie minęło już trochę czasu, w sumie dwa miesiące, ja ze swoją eks praktycznie nie rozmawiamy, może dlatego że ognia benzyną nie ugasisz. Masz rację miłość powinna opierać się na przyjaźni. Tylko czy jeśli mamy miłość i przyjaźń jednocześnie, tracimy miłość to pozostanie nam przyjaźń? Jak coś tracimy to tracimy wszystko…
„Są ludzie, którym szczęście mignie tylko na moment, na moment tylko się ukaże po to tylko, by uczynić życie tym smutniejsze i okrutniejsze. ” Stanisław Dygat
Zgodzę się tutaj ze Zbyszkiem, „ognia benzyną nie ugasisz”. Nie da się kontynuować przyjaźni, bo jest to męczarnia. My próbowaliśmy się przyjaźnić, nawet spotykać parę razy po rozstaniu, bo „przecież zawsze byliśmy zgranymi przyjaciółmi”. Kończyło się to tak, że jedno i drugie wracało do domu i wzdychało, jak pojawiała się była połówka pomarańczy na komunikatorze. Bo na tych przyjacielskich spotkaniach nagle nie wykonywało się tych samych gestów, co zawsze, nie można było się przytulić, czując zapach drugiej osoby. Nie polecam przyjaźni, przynajmniej nie od razu, bo to tylko pociągnie dwie strony w dół. Na ostatnim naszym spotkaniu mój były powiedział, że mu bardzo brakuje mnie, przytulił mnie, pocałował i nie tylko na tym się skończyło… A po całej sprawie stwierdził, że „on nie jest gotowy i to wszystko się stało, dlatego, że to było chwila zwątpienia w to, czy dobrze się stało, że sie rozstaliśmy”. Może nie powinnam pisać o tym tak „otwierajac się”, ale to może będzie przestroga, bo naprawdę nie warto po rozstaniu wracać do tego, co było „przyjacielskimi rozmowami”, bo na pewno któraś ze stron będzie miała nadzieję tam głęboko, że jakoś to wszystko da się odwrócić.
Usagi, masz racje przyjazn po rozstaniu nie istnieje, wraz z koncem zwiazku konczy sie i przyjazn, bo w ktoryms momencie po rozstaniu zawsze pojawia sie emocje. Kolezenstwo czy normalna rozmowa jak ze znajomym czy znajoma tak o ile nie ma juz emocji, bo kazdy zarowno mezczyzna i kobieta musza sobie zdawac sprawe z tego iz maja juz osobne zycie, ze rownie dobrze moga miec innych partnerow lub ich nie miec. Ale umiec normalnie rozmawiac bez emocjonowania sie to tez jest sztuka, a na to trzeba czasu.
Witam. Niedługo minie miesiąc od rozstania z moim bylym juz
chłopakiem. Nasz związek trwał ponad 2 lata i to on ten związek
zakończyl. nie wiem jak mam sobie poradzic z uczuciami jakie we mnie
pozostaly:( nei byl to zwiazek idealny, choc na poczatku tak sie wydawalo.
Poznalismy sie na studiach i na poczatku zostalismy przyjaciolmi a po roku
para (z jego inicjatywy). w minione wakacje zerwal ze mna, bo stwierdzil ze
tgo nie ma sensu. Jednak przez 2 wakacyjne miesiace pisal sms i odzywal sie
na gg. poczulam ze moge go odzyskac. we wrzesniu zaczelismy sie spotykac,
bo jak on to powiedzial, jestem jego najlepsza przyjhaciolka. po kilku
spotkaniach zblizylismy sie znowu do siebie i wtedy powiedzial mi ze
spotykal sie z pewna dziewczyna. oszalalam i nie wiedzialam co o tym
myslec. okazalo sie ze we wrzesniu spotykal sie i ze mna i z nia. po
rozmowach postanowil zakonczyc tamta znajomosc ale zawsze bronil jej przy
kazdej rozmowie. na poczatku bylo super, mile sms itp, ale po pol roku
poczulam ze sie oddalamy. robilam wszystko zeby to uratowac, ale uslyszalam
ze on mysli o kims innym. ie moge zerwac z nim kontaktu bo mamy wspolne
zobowiazania, ale tez nie mam zbyt duzo sily zeby nie patrzec np na gg czy
czsami nie napisal. skrzywdzil mnie bardzo, w slowach i gestach. mimo
wszyskjo nie moge jakos dosc do ladu ze soba. niby sie smieje i zartuje ze
znajomymi ale on ciagle gdzies tam jest. nie potrafie nawiazac blizszego
kontaktu z facetami. w mojej rodzinie jest wiele samotnych osob i ja boje
sie ze podziele ich los:( boje sie ze nikomu wiecej nie zaufam i ze zawsze
bede myslec o nim i miec wobec niego wyrzuty sumienia kiedy bede chciala
sie z nui zwiazac. boje sie ze zawsze juz bede sama. przeraza mnie mysl ze
ja jestem sama a on spotyka sie z inna dziewczyna. targaja mna sprzeczne
mysli dotyczace jego osoby. jestem osoba silną psychicznie ale czasami nie
wiem juz jak mam dalej z tym zyc:( może ktoś da mi jakas dobrą rade?
Ala88 na poczatek to musisz wiedziec iz na wszystko trzeba czasu, z czasem bol jest mniejszy. Ale nikt nie jest z kamieni i czlowiek poprostu cierpi a trzeba odcierpiec swoje. Przede wszystkim musisz sie uwolnic od uporczywego patrzenia czy napisal, czy jest na gg, czy moze gdzies posta napisal. Ja tak mialem na poczatku po rozstaniu, nie powiem, bylo to strasznie trudne do opanowana a nawet zdarza mi sie do dzis tak robic ale z mniejsza czestotliwoscia. Mowi sie ze czas leczy rany. A co do samotnosci to ty sie tak nie nastawiaj negatywnie. Osoby porzucone i zostawione zawsze bede czuly sie gorzej od tych co zostawiaja i swiadomie dokonuja wyboru iz z kims nie chca byc. Nie przejmuj sie, napewno w zyciu nie bedziesz sama. Nie szukaj szczescia na sile a ono Cie poprostu samo znajdzie. Mowi sie tez Ala88 ze nie wchodzi sie do tej samej rzeki. Staraj sie zajac tym co lubisz, wychodz do ludzi, nie unikaj kontaktow z ludzmi, ale nie szukaj kontaktu z ludzmi na sile, znajdz jakies swoje zainteresowanie i hobby. Ja po rozstaniu zaczalem realizowac swoje zainteresowania, znalazlem sobie hobby, zaczalem robic cos aby nie myslec. To naprawde pomaga.
Ja osobicie radze wykasować gg, skype, czy chociażby kontakt na portalu (facebook itd.). Nadal mam dni, że mam ochotę numer głupiego gg wpisać znowu, wejść na profil, ale ilekroć wpisuje pierwszą frazę, pierwsze cyfry, to od razu mówię sobie, że samej mi pęknie serce, jeśli zobaczę jakiś cytat skierowany już do innej osoby. Dlatego też, mimo tego, ze nie wiem, co się z nim dzieje, mimo, że mam momenty rozchwiania jeszcze czasami, to absolutnie zabroniłam sobie masochistycznego zamęczania samej siebie… bo to nic nam nie da, poza smutkiem. Poza tym Zbyszek ma rację- trzeba znaleźć sobie coś, co nam zabije czas i będzie sprawiało frajdę. Wiem, że na początku będzie Ci bardzo trudno, ale niestety dla dobra nas samych, trzeba pewne kroki wykonać.
Co do zaufania do drugiej osoby w przyszłości… chyba każda osoba zraniona boi się tego, dlatego też na razie w kontaktach na stopie powiedzmy już troche poza koleżeńskich, jestem bardzo ostrożna i myślę, że jeszcze długo będę. Ale też z drugiej strony zdaje sobie sprawe, że nie tylko takie coś mnie spotkało i widzę mnóstwo szcześliwych osob, które niestety też w przeszłości miały za sobą takie przejścia. To czas pokaże, co przgotował dla nas los.
Dziekuje za podpowiedzi:) niestety jeszcze 1.5 roku przede mna i patrzenia na niego (czyt. studia). w dzien jakos leci, ale najgorsze sa wieczory jiedy siedzi sie samemu i wtgedy wlasnie wracaja wspomnienia. nie wiem tez w jaki sposob moglabym nawiazac nowe znajomosci. boje sie poprostu ze sie osmiesze. a juz kilka razy cos takiego przeszlam. robi sie coraz cieplej a mi coraz mocniej wracaja wspomnienia. chcialabym wymazac z pamieci to co bylo i nic do niego nie czuc. ale poki co nie moge.
jestem całym sercem z Tobą Ala88, wiem, co czujesz. Sama mam za sobą wieczory pełne pustki i hektolitry wylanych łez. Najgorsze były dla mnie uporczywe myśli powracające każdego wieczora i to, że nawet jeśli o nim starałam się nie myśleć, to to wszystko co złe, wracało do mnie w nocy we śnie… Miałam taki moment, że śnił mi się codziennie przez praktycznie dwa tygodnie i rano wstawałam z takim „super, nawet sen nie jest ukojeniem, chce zapomnieć, a nie mogę”. Kochana potrzebujesz teraz troszke czasu, żeby dojść do siebie. Dasz radę, tylko daj sobie czas. I jak masz ochotę dosłownie wyć, to to rób. Po jakimś czasie tych łez będzie coraz mniej . Mi bardzo było ciężko pogodzić się z tym, że po ponad 3 latach, coś co wydawało mi się prawdziwą miłością, rozpieprzyło się w drobny mak. Ale teraz widzę po sobie samej, że po czasie, wychodzi się na prostą.
Alu – może to zabrzmi jak jakiś utarty slogan, jak wymądrzanie się starej baby – ale uwierz mi , studia dawno za mną a dopiero niedawno przeżyłam swoją prawdziwą wielką miłość
– niestety, nie udało się, musiałam ją „pochować” – ale młodość jest taka piękna;), masz tyle czasu przed sobą, tyle doświadczeń do zdobycia. Młodość jest pochopna, piękna i szalona – ale i bardzo szybko „liże rany” – taka poprostu natura. Na młodym szybciej się goi
Zobaczysz, jeszcze kilka miesięcy – może 2 , może 5 i znowu zobaczysz słońce;)
Wierzę w to i tego Ci życzę z całego serca;)))
Katarzyna, czasami ludziom wydaje sie ze maja prawdziwa milosc a tu okazuje sie ze nie taki bialy kotek tylko taki bialy w paski…. Zycie pelne jest niespodzianek, niespodziewamy sie czasami pewnych rzeczy po ludziach ktorzy nas zostawiaja. Ala88 w jakim ty wieku jestes jesli mozna spytac? Wydajesz sie byc osoba mloda, jesli tak to cale zycie przed Toba. Jeszcze nie jednego fajnego faceta spotkasz. Nie szukaj szczescia na sile. Ono samo Cie odnajdzie a mezczyzne swojego zycia spotkasz zupelnie przypadkiem.
dziekuje Wam:) podobno czas leczy rany. mam nadzieje ze w miare szybko znajde spokoj i otrzasne sie z tego. wiem ze tak bedzie najlepiej dla mnie i mojej psychiki. dziekuje Wam za rady. chyba tego wlasnie potrzebowalam. tez licze na to ze jeszcze spotkam tego „jedynego”, ktory zaakceptuje mnie taka jaka jestem i przy nim bede najszczesliwsza kobieta pod sloncem. chcialabym kiedys pomyslec o bylym jak o jakims doswiadczeniu, dzieki ktoremu nie bede popelniala tych samych bledow. i bede szczesliwa