Jak poradzić sobie z rozstaniem? (2)

autor: xxNeutroNxx @ deviantart.comczęści pierwszej pisałam o tym, jak ważne jest wyrażanie swoich uczuć. Zapomniałam wspomnieć o jednej istotnej kwestii: ważne jest by swoje emocje wyrażać z intencją oczyszczania siebie. Czyli to co opowiedziane/napisane już nie wraca w takiej samej formie – zostaje przekształcone i wewnętrznie zintegrowane. Chodzi mi o to, że czasem mamy tendencję do grzebania i babrania się w swoich emocjach, czego skutkiem jest tylko jeszcze większa frustracja i podkręcanie negatywnych odczuć. Dlatego tak ważne jest obserwowanie tego, co się w nas dzieje.

Gdy już minie początkowy okres przeżywania bólu, czas zakasać rękawy i wziąć się do roboty :) Tak, tak, żeby z każdego doświadczenia wyciągnąć coś dla siebie wartościowego trzeba sporo pracy i równie wiele odwagi. Ale zapewniam, że warto. Kto czytał np. tekst nt. stresu pamięta, że negatywne emocje biorą się z naszej interpretacji rzeczywistości. Warto zadać sobie pytanie: dlaczego cierpię? Jakie mam myśli na temat siebie, mojego związku, sytuacji rozstania? Czego się boję? Można odkryć bardzo ciekawe rzeczy i poznać siebie. W sytuacji, gdy odchodzi partner lub związek wspólnie zostaje zakończony najczęściej pojawiają się takie tematy:

- lęk przed odrzuceniem („nikt mnie nie chce i nikt mnie nie będzie chciał”)
- niska samoocena („jestem niewystarczająco dobra, niewystarczająco się starałem”)
- lęk przed samotnością

Nie będę w tym miejscu głębiej wchodzić w powyższe zagadnienia, bo każde z nich jest złożone i związane z historią osobistą każdego z nas. Jednak chcę podkreślić wartość zobaczenia swoich lęków i podrążenia trochę: co konkretnie kryje się za tym lękiem? czego się tak naprawdę boję? jak to się ma do rzeczywistości? Oczywiście wszystko trzeba robić z ogromną dozą samoakceptacji i miłości do siebie – bez tego łatwo zacząć się „biczować” czy popaść w dołek. Warto też rozważyć pomoc jakiegoś specjalisty czy nawet przyjaciela, bo nie zawsze jest łatwo jednocześnie obserwować siebie, przeżywać emocje i przekształcać swoje przekonania i schematy.

Chciałam jeszcze poruszyć kwestię pewnych objawów, z którymi może być ciężko sobie poradzić, szczególnie na samym początku. Natrętne myśli, skojarzenia i wspomnienia. Przyznam, że dla mnie było to coś niezmiernie trudnego do pokonania – może właśnie dlatego, że starałam się z tym walczyć. Normalne jest, że nagle wszystko zaczyna się nam kojarzyć z minionym związkiem, a ilość wspomnień jest wprost proporcjonalna do czasu jego trwania. Cała nasza istota jest zorientowana na to co minęło, nie ma więc co się dziwić, że nasz umysł produkuje takie ilości myśli i obrazów z tym związanych. Co robić? Obserwować. Dać przepłynąć. Nie dawać się wciągać w łańcuchy skojarzeń i wspomnień. Przeszłość już była, warto docenić to, co było dobre, ale nie ma co tracić energii na przeżywanie tego raz jeszcze we własnej głowie. Bo życie płynie dalej i dzieje się tu i teraz. Warto sobie o tym wciąż przypominać. Warto konfrontować się z rzeczywistością zamiast tkwić we własnym umyśle. Nie warto zbytnio uciekać w robienie przeróżnych „rzeczy”, bo myśli uderzą potem ze zdwojoną mocą. A przy tym wszystkim…traktuj siebie dobrze i z wyrozumiałością. Jeśli czujesz potrzebę odpoczynku i odcięcia się – zrób to, zrelaksuj się tak, jak najbardziej lubisz. Ważne by cały czas być świadomym tego, co się dzieje.

A na koniec mały trik, który może pomóc w zintegrowaniu tak dużej zmiany życiowej: rytuały. Nasza podświadomość w dużej mierze opiera się na symbolach i warto tym językiem do niej przemawiać. Stąd warto w rytualny sposób zakończyć stary związek, żeby nie ciągnął się niepotrzebnie za nami gdy realnie już go nie ma. Jak to zrobić? Można spalić/zakopać coś, co symbolizowało związek. Zdecydowanie radzę pozbyć się przedmiotów/zdjęć/i tym podobnych, bo powodują ból i przywołują wspomnienia. Pamiętaj, to co stare, jest niepotrzebne jeśli chcesz iść nową drogą. Może to brzmi brutalnie i wzbudza opór, ale warto odciąć się od przeszłości od razu, by potem cieszyć się wolnością. A wracając do rytuałów, skuteczna może też być wizualizacja, np. zostawianie przeszłości za sobą, wchodzenie na nową ścieżkę, odcinane powiązań łączących nas z byłym partnerem. Warto dać się poprowadzić swojej intuicji. A jeśli bliskie ci są duchowe sprawy, dlaczego nie poprosić o wsparcie i pomoc swoich duchowych opiekunów. Oczywiście medytacja i inne praktyki duchowe są bardzo pomocne w trudnych chwilach.

A już zupełnie na sam koniec…w przejściu przez trudny proces rozstania pomogła mi myśl, a właściwie poczucie, że wszystko dzieje dokładnie tak, jak powinno. Zmiany zachodzą w najlepszym momencie, choć z mojej wąskiej perspektywy danej chwili może mi się wydawać inaczej. Wielokrotnie jednak się przekonywałam, że to, co wydawało się nieodpowiednie i złe, po pewnym czasie okazywało się najlepszą rzeczą jaka mogła się wydarzyć. Wszystko co się wydarza w naszym życiu ma swój cel. Może masz się czegoś nauczyć. Może trzeba było oczyścić pole dla czegoś nowego i o wiele wspanialszego. Może dzięki temu rozstaniu unikniesz bólu i nieszczęścia w przyszłości. Śnienie jak mówią aborygeni, czy tao jak mówią mędrcy wschodni jest mądre i warto poddać się i zaufać mu.

p.s. Komentarze pod moim artykułem to nie jest miejsce do rozgrywek osobistych. Nie mam czasu ani ochoty zajmować się pilnowaniem, czy ktoś kogoś nie uraża, nie obraża, itd. Docierają do mnie jakieś skargi na to, co zaczęło się tu dziać. Póki co zablokowałam możliwość publikowania wpisów, zastanawiam się co dalej.


Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.

Joanna
Sprawczyni całego zamieszania...

Komentarze

2 145 Odpowiedzi na “Jak poradzić sobie z rozstaniem? (2)”
  1. Yaishi pisze:

    z tym rytuałem zgadzam się, pamiętam jak prawie dwa lata temu przeżywałam bardzo trudne rozstanie,cierpiałam ponad rok, aż pojawił się On… kilka dni przed końcem roku.. niestety nie mogliśmy spędzić wtedy razem Sylwestra,ale postanowiłam tego dnia skończyć z rozpamiętywaniem starych ran i chciałam zrobić miejsce na nowe szczęście, więc dokładnie o północy poszliśmy z moimi dwoma najlepszymi przyjaciółmi (bo takich dwóch jak nas trzech to nie ma ani jednego) nad rzekę, gdzie spaliłam listy z przeszłości, tańczyliśmy wokół płomieni i śpiewaliśmy „burn motherfucker!” i zapijaliśmy szampanem moją nową drogę życia :) to mnie oczyściło ze złych rzeczy i mogłam spokojnie rzucić się w wir nowego uczucia…

  2. gianame pisze:

    Natknęłam się na obydwa artykuły w poszukiwania balsamu na bardzo świeże ( wczorajsze) rany…W moim związku nie skończyła się miłość, tylko wiara w to, że uda nam się nią w jakis zgodny sposób obdarować. Różnica kulturowa, odległość, brak zrozumienia, udramatyzowana emocjonalność i poczucie winy ( związek zaczął się zdradą) targały nami przez 15 miesięcy, przynosząc na zmianę największe uniesienia i najboleśniejsze kłótnie i oddalenia. Jestem zmęczona, zawiedziona i nie wierzę już w sens naszej miłości, dlatego powiedziałam „żegnaj”… Boli bardzo i będzie bolało…Cieszę się, że przeczytałam Twoje różnorodne refleksje…a jeśli moge coś dołożyć – w tym stanie, w jakim jestem teraz – i dla wszystkich którzy przeżywają to samo – czyli zanim zbierzemy się w sobie i zaczniemy budowac siebie od nowa – to będą to słowa Edwarda Stachury -a każdy komu starczy cierpliwości na czytanie, niech je sobie według siebie odczyta..

    „- Jaki ma sens cierpienie, jeżeli ma sens?
    – [...]Cierpienie ma taki sens,jak rzeka,co nagle przecina Ci drogę. Nie ma mostu,nie ma brodu,nie ma promu, nie ma materiału ni narzędzi do zbudowania tratwy. Ty masz dostać się na drugi brzeg,żeby iść dalej. Masz to zrobić,wszak rzeka przecięła Ci drogę,zatem twoja droga nie kończy się na tym brzegu, tu nie jest meta,bo wtedy się nie mówiłoby,że rzeka przecięła Ci drogę. Więc twoja droga prowadzi przez rzekę i dalej, już po tamtej stronie.Nie możesz zrobić nic innego, jak rzekę przebyć.
    – Czy nie ma sposobu na ominięcie rzeki, to znaczy na uniknięcie bezpośredniego kontaktu z wodą? Czy nie mogę iść w bok, w lewo czy w prawo, aż do napotkania mostu lub przewoźnika z łodzią?
    - Rzeka przecięła Ci drogę. Jeżeli ta rzeka jest na twojej drodze, to znaczy,że ta rzeka jest twoją drogą.[...] Ta droga to droga do życia. Więc albo idziesz do życia,albo nie. Jeśli tak, musisz rzekę przebyć. Musisz cierpienie przecierpieć. Tylko tak je przekroczysz i zostawisz na zawsze za sobą.”

  3. tigerpn pisze:

    Bardzo fajne rozważania. Moje rozstanie nastąpiło nagle. Z dnia na dzień straciłem wszystko i zawalił sie mój świat. Byliśmy razem 4 lata i nagle dla niej przestałem sie liczyć. Smieszne jest to że dzień wcześniej podczas rozmowy wyznała mi że jestem dla niej jedyną miłością. Moje rozstanie było trudne i bolesne. A co gorsze, swoimi kłamstwami sprawiła ze znajomi sie ode mnie odwrócili. PO CO? Niech mi ktos odp. Ból trwa juz od pół roku. i nie moge sobie z nim poradzic. nie pomaga nic: rozmowy, różne zajecia na zabicie czasu, „wódka”. Co robic gdy zostaje sie nagle sam. Kiedy przez 4 lata zaczyna sie dzien od mysli „kiedy ją zobacze” i nagle nic….pustka! Podziwiam ludzi którzy sobie z tym radzą.

    Pozdrowienia dla wszystkich.
    Prawdziwa Miłość istnieje tylko w filmach i dobrych książkach.
    A jak ktos nie wierzy to kiedys sie przekona.

  4. Yaishi pisze:

    tigerpn rozumiem Twoją sytuację, po każdym rozstaniu człowiek jest rozżalony i przestaje sobie pozwalać na”luksus” wiary w miłość…

    to samo czułam po ostatnim rozstaniu, w marcu miną od tego dnia 3 lata (w dzień kobiet,taki prezent dostałam) i cierpiałam długo,zarzekałam się,że już nigdy,że to nie ma racji bytu, że każda miłość kończy się bólem i wiesz co?

    poprawie roku Ktoś się Do mnie uśmiechnął… i teraz od 2 lat oglądam ten uśmiech codziennie rano, gdy się budzę ….

    pozwól sobie uwierzyć…

  5. Etna pisze:

    …ja powiem tak…człowiek potrafi się podnieśc nawet sam ale do tego potrzeba czasu każdy inaczej goi rany jednym przychodzi to z łatwoscią innym z wielkim trudem ciekawe tylko czy wszytcy wyciągają jakies wnioski z tego wszytkiego DLACZEGO…ja to już przestałam się łudzić MIŁOŚĆ UMARŁA…

    MOŻE KIEDYŚ…

  6. Joanna pisze:

    Miłość nie umiera…różne rzeczy się kończą, między innymi to, co nazywamy związkami. Ale miłość jako taka jest ponad tym wszystkim, bo jest (a przynajmniej powinna być) w nas, niezależnie od tego czy jesteśmy z kimś, czy nie…

  7. Nulka pisze:

    ON odszedł wczoraj…W odpowiedzi na moje łzy zobaczyłam ironiczny uśmiech, a w odpowiedzi na moje: „proszę Cię, zostań”, usłyszałam:” nie bądz żałosna, przecież dobrze wiesz, że to nie ma sensu”. Mam ochotę zaśpiewać- ” znowu w życiu mi nie wyszło…”

  8. Alosza pisze:

    Jestem w związku z chłopakiem , już ponad 2 lata. Mielismy sporo wzlotów i uaodków. U Lutym mnie zostawił-bardzo to przeżyłam… po 2 -cach chciał wrócić-mówiąc,że popełnił błąd,że teraz będzie inaczej.Wróciłam do niego…nie żałuje, pomimo,że teraz znowu się rozstajemy,bo powtarza się to co kiedyś-zero miłości z jego strony, zero szacunku-tylko pogardai ingnorancja. Boli.Boli bardzo.Tym bardziej, że tym razem to ja musze odejść,bo moje serce już tego nie wytrzymuje. Boje się tego co bedzie, jak już się na amen rozstaniemy,ale wiem ,że da się to przeżyć.To jest jak choroba.Trzeba chcieć wyzdrowieć, nie z miłości bo ja go zawsze będe kochac, ale wyzdrowieć z tego chorego związku.

  9. Alosza pisze:

    W czwartek ze mną zerwał. Serce mi pękło.

  10. Juwa pisze:

    Witam,
    ja również podziwiam wszystkich, którzy sobie z tym radzą. Ja rozstałam się (?) wczoraj, po prostu zostałam poinformowana, że wyjeżdża na narty w Alpy na tydz. za kilka godzin. Przez 2 godziny nie byłam w stanie powiedzieć do niego ani jednego słowa, nie zapytałam o nic, nic nie skomentowałam i myślę, że ta wiedza nie byłaby mi i tak do niczego potrzebna, to on zachował się podle, nie ja, więc nie mam wyrzutów sumienia. Po prostu mnie oszukał, zachował się się jak tchórzliwy szczeniak, a może po prostu jak playboy, którym zresztą i tak jest. Wierzę jednak, że wszystko ma swój sens, może to życie za mnie samo podjęło decyzję, kończąc coś co było toksyczne i niezdrowe. Pewnie on też nie czuł się w tym najlepiej, chociaż w jakimś stopniu utrwalałam jego własny obraz pt.: Zawsze jest tak jak ja chcę. Ale dam sobie radę, bo kocham życie, a ono mnie

  11. jerry-chico pisze:

    JA z moja dzieczyna bylem pol roku.
    Pokochalem ja do szalenstwa, z calego serca. Byla bardzo delikatna i wrazliwa osoba ktora wiele razy inni skrzywdzili i ja postanowilem ze za wszelka cene nie chce tego uczynic wiec moje serce jeszcze bardziej dla niej bilo, chcialem by byla zawsze szczesliwa. Codziennie sie spotykalismy, wspolne spacery, kino, kolacje, setki sms-ow, rozmowy po kilka godzin… Jak zasypiala obok mnie czulem sie wspaniale, czekalem czesto az zasnie spokojnie.
    Jak tylko sie budzilem pierwsza mysl byla o niej, tak samo jak ostatnia przed zasnieciem.
    Az po pewnym czasie gdy wyjechala za granice uslyszalem – nie mozemy byc razem, ja raczej nie wracam… Walczylem o nia jak moglem ale na nic… To co ja przezylem przez ten okres to masakra – schudlem chyba z 8 kg, nie mialem ochoty jesc, spac i caly czas o niej myslalem. Z czasem jest juz lepiej, jadam, staram sie wychodzic do ludzi.
    Jednak w tym problem – nadal ja strasznie kocham i to jest kobieta z ktora chcialbym spedzic swoje zycie… Zadna inna kobieta jaka spotkalem przez ten czas to nie ona… Wiem ze sie moja byla sie juz z kims spotyka i to z nim zaczyna ukladac przyszlosc. A ja jak sie domyslacie – cierpie niemilosiernie. I pytanie – „dlaczego”, przeciez nic nie zrobilem by tak sie to skonczylo… Juz pomyslow nie mam co zrobic by ja odzyskac, ale nadzieja w sercu zyje (slepa milosc jest najgorsza). I choc wiem ze pewnie teraz z nowym chlopakiem sypia to wcale jakos nie powoduje to by o niej nie myslec, zapomniec. Zyje i ufam ze czas wyleczy te rany i wyrzuci ja z mojego serca i mysli, ale takie zycie jakie mam teraz jest straszne – nic nie cieszy, to przy niej chcialbym byc, dla niej zyc. I mysli czy sie odezwac raz na ilesc czy nie… I juz tak 4 miechy…. I praca, alkohol, zabawa, inne kobiety – nie pomagaja…

  12. koil pisze:

    a ja sobie z tym nie radze,przynajmniej na chwile obecna!!po 5 latach musze wszystko zostawic!! i to przez jednego faceta ktory jest nic nie wart, macie racje to strasznie boli ale i ja wierze gleboko w to ze sobie poradze!!! smutno mi strasznie!!

  13. koil pisze:

    kazdy z nas wie ze bol to nic przyjemnego ,tym bardziej ze w srodku wciaz tkwi milosc do drugiej osoby!!ja zostawiam pelno milych wspomnien po burzliwym zwiazku,!!ale czy zaluje czegos?? tylko i wylacznie jej wyboru,staralem sie,ale do zwiazku sa potrzebne dwie osoby. narazie bede cierpial i mam ochote gdzies uciec,pytanie tylko gdzie??to tez nie ma sensu,bo wiem ze sa jeszcze inni dla ktorych bardzo wiele znacze
    .oby bylo lepiej:):)

  14. jerry-chico pisze:

    Oby bylo lepiej… Trzeba zyc tylko ze teraz to jest wyjatkowo trudne… Kazda praca wymaga o wiele wiecej wysilku, kazdy usmiech tez. Sam sie sobie dziwie ze mi po tym co zrobila tak dlugo nie przechodzi, ale po prostu czuje jakbym stanal w miejscu i nie mogl isc dalej. Analizowanie tego wszytskiego i szukanie magicznego wyjscia z sytuacji, marzenia ze znow bedzie obok mnie… Bo dalbym jej wszystko – oddal calego siebie dla niej. I pytanie czy sie odzywac, nie tracic kontaktu czy pokasowac wszystko… A moglo byc tak pieknie… Czas podobno pomoze, bo jak nie to lipa niezla :p Nie chcialem jej skrzywdzic, a to ona spowodowala ze codziennie czuje bol sciskajacy w klatce, smutek, zlosc i zal…

  15. BARKA pisze:

    WITAM WSZYSTKICH!
    Nigdy nie pomyslałabym, że mogę znależć się na tym właśnie forum.Jestem po rozstaniu parę godzin.Czuję się fatalnie chociaż wiem, że tak jest lepiej.Dostałam w „prezencie” to 
    co kiedyś sama komuś „sprezentowałam”-zimne żegnaj.
    Teraz wiem, ze to strasznie boli, ale jak długo?

  16. Aguś pisze:

    Witajcie!
    Siedze w święta sama jak palec i właśnie przez przypadek trafiłam na tą stronke…Byłam w związku 3 lata i prawie 4 miesiące,obydwoje mamy po 22 lata i wszystko trafił szlak…ja podjęłam decyzjeo rozstaniu.Miałam dość ciągłych kłótni,on traktował mnie jak przedmiot jestes to jestes nie ma Cie to tez dobrze.Czekałam na niego ostatnio 9 miesiecy całe jego wojsko,wyszedł pod koniec pazdziernika lecz było coraz gorzej między nami,nie miałam już sił 22 grudnia 2007r rozstalismy sie,był pewny ze no i tak wróce do niego tyle było rozstan juz wnaszym zwiazku ze myślał ze to mój kolejny kaprys lecz tym razem powiedziałam basta…i nie żałuje teraz wiem ze byłam tylko jego zabawka…

  17. Mamrotka pisze:

    Weszłam na tą stronę w poszukiwaniu pomocy na brak sensu życia , który odczuwam po tym, jak porzuciła mnie ukochana osoba. Osoba, z którą planowałam spędzić resztę zycia. To co przeczytałam wstrząsneło mną i to pożądnie. Dlatego chciałam podzielić się z wami moimi odczuciami i postanowieniami, ktore narodziły się po przeczytaniu waszych historii.
    Uświadomiłam sobie jak wielu z nas jest uzależnionych od osób, które nas zostawiły. Nadal myslimy o nich, tesknimy i cierpimy bo ich nie ma przy nas. Wydaje się, że nie możemy bez nich żyć. I trwa to miesiące .. lata.

    Wszystko to jest zrozumiałe … ale pomyślcie…te osoby o nas nie myślą , nie tesknią, nie cierpią tak jak my z powodu rozstania. Żyją dalej, spełniają dalej swoje potrzeby, realizuja marzenia, kochają! A co z nami?

    Mnie zostawił mnie chłopak 3 miesiące temu. Na początku było okropnie. Nie chciałam wstawać rano z łóżka, bo wydawało mi się ze nie mam po co wstawać, po co żyć.

    Starałałam się z całych sił, aby ten czas największego bólu przeszedł jak najszybciej i udało mi się to. Po przeczytaniu waszych historii uświadomiłam sobie też, że sami wprowadzamy sie w stan smutku i cierpienia i tkwimy w tym stanie na własne zyczenie.

    JA nie chcę już dalej smucić się i cierpieć. 3 miesiace totalnego doła i depresji to i tak duzo czasu, a życie biegnie. Nie zabiłam w sobie uczuć, nadal go kocham , ale moje serce pozwoliło mu odejść. Tak jak ktos napisał wyzej : do miłości i szcześliwego związku trzeba dwojga.

    Każdy z nas jest wartościową osobą i powinniśmy brać życie we własne ręce i czynić każda chwilę najpieknięjszą chwilą w zyciu, a nie poddawać się przeszłości, życ wspomnieniami, które nie pozwalają zapomnieć o przykrościach , których doswiadczyliśmy.
    Wyrzućcie z siebie gorycz i zróbcie miejsce na nowe uczucie, na miłość. Być moze Cceka nas was za rogiem, a my jej nie widzimy, bo nie chcemy.
    A więc do dzieła!!!
    Trzymam kciuki za was i za siebie:*

  18. mono pisze:

    MY bylismy ze soba 8,5 roku, 3 lata mieszkalismy razem….. ja 25, On 27….
    Pewnego razu poznal dziewczyne na dyskotece, widzieli sie 1 raz i zaczeczeli pisac ze soba (ona mieszka bardzo daleko), co odkrylam sama a po awanturach stwierdzilam,ze po co mam jemu ‘zabraniac’ kontaktow ze znjomymi (hm….) po moim tygodniowym wyjezdzie czytajac co pisali do siebie mialam ochote ze soba skonczyc… Moj ukochany stwoerdzil,ze po 3 tygodniach ‘znajomosci’ kocha tamta *****,ale kocha tez mnie. Nie wiedzial co zrobic, wahal sie przez tydzien, po czym stwierdzil,ze kocha mnie i chce nadal zalozyc ze mna rodzine, bedziemy razem,ale teraz potrzebuje luzu, odpoczynku….. Powiedzcie mi ludziska co to znaczy???? Wyrzucilam go z domu,a oni planuja razem zamieszkac w przyszlym miesiacu… Znajomej powiedzial,ze jestem dla niego zajebista kumpela i wroci do mnie jak z ta nowa nie wyjdzie….. Nie wiem co o tym myslec!!!!
    Kazdego dnia, kazdej minuty powtarzam sobie,ze wroci…czekam… i serce palcze….. POMOCY!!!! tylko ta nadieja i modlitwa nie trzymaja mnie w lozku, jakos funkcjonuje….

  19. Mamrotka pisze:

    Nie życzę złamanego serca nikomu, nawet największemu wrogowi..;(

    Mono…bądź silna…

  20. Mono pisze:

    Dzis byl po reszte rzeczy, oczywiscie nie wzia wszystkiego…. na poczatku bylo jak na poczatku… cichy, nie mowil prawie nic, jakby sie krepowal, wstydzil sie patrzec prosto w oczy,ale ja juz nie plakalam… potrafilam patrzec sie na niego i czasami az wstret przeszedl mi po plecach… potem rozmowa sie kleila, nawet przytulenie bylo i znowu- kocham cie, brakuje mi ciebie, jak milo ciebie przytulic…. z jego strony…. dalam sie przytulic, nic wiecej, nawet nie powiedzialam,ze go kocham…. nadal mam nadzieje,ze wroci… tylko potrzebuje czasu aby zrozumiec…. wierze,ze nam uda sie znowu byc razem, ze to tylko taki krotki kryzys, jak w kazdym zwiazku….
    pozdro

  21. Mamrotka pisze:

    Dzis mam urodziny…nie wysłał nawet smsa…widocznie nie zasługuję na głupie „sto lat” …

  22. Mon pisze:

    STO LAT STO LAT!!!! NIECH ZYJE ZYJE NAM!!!!!!! To on nie zasluguje na twoje myslenie… a moj przyszedl dzis po aparat, ktorego i tak nie wzial…. zapomnial niby. chyba chce miec pretekst aby wpadac czesto…nie wiem o co mu chodzi…

  23. gabi pisze:

    Czemu tak się dzieje?? Jesteśmy szczęśliwi wydaje się nam że jesteśmy w niebie i NAGLE najdroższa nam osoba uświadamia sobie, że ta iskra wygasła tak po prostu:((( mnie właśnie to spotkało ..mimo tego, że się nawet nie kłuciliśmy..nie mogę sie z tym pogodzić wszędzie widzę jego twarz ..:( to tak boli…

  24. gabi pisze:

    temat rozstań będzie zawsze aktualny..każdy w podświadomości boi się ze jego szczęście się kiedyś skończy :( gdy ktoś odchodzi nie mamy już po co żyć…im bardziej chcemy się odkochać , kochamy jeszcze mocniej i nie chcemy zapomnieć:( a w dodatku się obwiniamy… Mono wiem , ze to nie pocieszenie ale nie pokazuj mu swoich łez może zrozumie co tak naprawde stracił i jeśli traktuje Cie jako zabezpieczenie kiedy z tamta nie wyjdzie zanczy , ze na Ciebie nie zasługuje:(

  25. gabi pisze:

    gdyby istniał napój…wystarczyło by wypić a miłość trwała by wiecznie ..:-( ech nie wiem co mam ze sobą zrobić a kiedy słucham muzyki płakać mi się chce..nie mogę zrozumieć jak można nagle przestać kochać;((((( jeszcze ta pogoda dobija ..;(

  26. suerte pisze:

    Po czterech latach wspólnego mieszkania, odszedł.Wyjechał do pracy za granicę a gdy przyjechał na święta balował sobie i nie wracał na noc.Wtedy poczułam, że tym razem jest inaczej.Bez przerwy powtarzałam jemu, że nasz związek umarł,że czuję się samotna.On stwierdził, że znów mam „te moje stany psychiczne”. Zostawił mnie. Poznał inną i opowiadał mi jaka ona jest radosna i że ja jej nigdy nie dorównam, bo ona jest stu procentową optymistką.Zawsze byłam o niego zazdrosna chorobliwie. Jemu to przeszkadzało. A ja po prostu tak nieprawdopodobnie go kochałam. Myślałam,że mamy twardy fundament ponieważ różnie było w Naszym związku. Byłam z Nim na Dobre i na złe. Zwłaszcza wtedy gdy było źle. Dziś wiem, że to nie twardy fundament tylko kilka luźno rzuconych cegieł.
    Zostawił mnie w momencie kiedy go najbardziej potrzebowałam.
    Oddałam jemu swoje dziewictwo, chociaż wiedział ile to dla mnie znaczyło. Jestem psychicznie załamana. Wspomnienia mnie zabijają.
    Modlę się i błagam Boga aby zatęsknił za mną i chciał wrócić.

  27. Smutna:( pisze:

    Wczoraj zerwałam z chłopakie:(bylam z nim nie dlugo ale czułam ze to wałaśnie ten jedyny widocznie sie pomyliłam!nie wiem jak mam sobie poradzić z tym wszystkim!mam wiele wspomnien które wiecznie mi w głowie siedzą nie chce o tym myśleć ale to samo powraca!!KOCHAŁAM GO musiałam tak zrobić!olała mnie jak tylko można!ważniejsi dla niego zrobili sie koledzy,praca i to że co spotkanie praktycznie był wcięty wiedziała bardzo dobrze jak ja tego nie nawidze:(obiecała mi że nastepnym razem już tak ie będzie i co nie dotrzymał słowa czyli nie traktował mnie poważnie, była bo była i tyle!moze bał sie samotności i dlatego?!nie wiem co mam juz myśleć na ten temat?może źle zrobiła?…najgorsze jest to że już drugi raz takie coś mnie spotkała tylko za pierwszym razem gorzej bolała teraz miłam większy dystans ale…:((miłośc jest piękna ale widocznie nie dla mnie!

  28. megi pisze:

    hej!mnie chłopak rzuciał 3 ty.temu….jest juz lepiej…ale było kiepsko…nie chciało mi sie nic…a jak wychodziłam do ludzi to tylko płakałam…nawet w pracy, w klubie, nawet w sklepie…..ludzie sie na mnie dziwnie patrzyli..ale nawet to mnie nie powstrzymywało…ale jak sobie prypomne jak ze mną zerwał to łzy same sie mi cisna do oczu….kupił kwiaty…odstrzelił się….na poczatku nie wiedziałam o co mu chodzi…dopiero później jak zapadła taka niepokojąca cisza…i tylko mój monolog..jak w pracy jak w domu…..moje pytanie czy coś sie stało…cisza…a potem jego słowa to nie ma sensu…nie ma miedzy nami nic…i nie było…nie wiedziałam co powiedzieć…podziekował MI ZA PRZYJEMNIE SPĘDZONE CHWILE…powiedział ze dałam mu odrobinę ciepła, którego on potrzebował (po rozstaniu poprzednim)….ja nic nie powiedziałam…on na to ze była sie z nim kontaktowała…ze pisza jakiś czas ze sobą….ja cisza….powiedział, że sobie popisalismy…pospotykaliśmy…nie wiedziałam czy to sie dzieje naprawdę czy to tylko głupi zart…koszmar…zapadła cisz i kazałam mu wyjść…powiedział przepraszam i wyszedl…nawet sie nie obejrzał…a ja zostałam w tym swoim śmiesznym pokoiku sama…i nie zdawałam sobie do końca sprawy co zaszło….a potem był sylwester…i każdy dzień podobny do każdego bez niego…. dziś przynajmniej juz nie płacze..ale to marne pocieszenie…a on żyje dalej….bez zbędnych uczuć…bez emocji…

  29. Smutna:( pisze:

    Eh po tych wszystkich wpisach widze,że nie ja jedna i ostatnia zostałam skrzywdzona przez osobe kochaną!i jak tu ponownie zaufac facetą??!!tylko u mnie to ja z nim zerwała i to jedno mnie pociesza!w sumie jak tak sobie poczytałam te wpisy to jakos lżej na serduszku mi się zrobiło!teraz mnie przeprasza.. nie wiem czy mam mu znów zaufać?!!czuje ten ból,ale silniejsza jest miłośc do niego!troche sobie porozmawialiśmy i wyjasnilismy kilka spraw i czeka na moją decyzje!boje sie z jednej strony, bo jak raz umiał mnie zranic to i drugi raz pewnie sie niezawacha..może sie myle Już nie wiem co mam robić?!!przyjaciólka mówi,że co mi szkodzi spóbować?tylo że to ja potem bede musiała sama uporac się jak mnie znów upokorzy!może naprawde będzie inaczej:(:)

  30. Mono pisze:

    Powodzenia Smutna:(…. Zawsze przy takich sprawach rozum i serce sie kluca… Trudna decyzja,ale nikt ci nei pomoze, niestety… Jesli szczerze zaluje tego co sie stalo i jest pewien swoich uczuc i tego co chce…. a z drugiej strony jesli zrobil to raz to moze to sie powtorzyc… Coz,jestesmy tylko ludzmi, nikt nie jest idealem i ludzka rzecza jest wybaczac…. Duma/Honor vs. Milosc
    Powodzenia!

  31. on pisze:

    U mnie to wygladało tak; bylismy razem prawie 4 lata, to byl zwiazek na odleglość ale byl wyjatkowy, bylismy lepsi od wszystkich, dawalismy sobie rade z takimi typowymi problemami jak zazdrosc i to ze sie rzadko widzimy,jak sie przytulalismy to bylo jak w niebie… od paru dni nie jestesmy razem, najgorsze jest to ze sprawe zalatwilismy przrz telefon (po 4 latach nawet nie spotkalismy sie zeby to sobie powiedziec prosto w oczy)… boli strasznie, nie potrofie sie pozbierac. Nie wiem czy powinienem zadzwonic, boje sie tego co prawdopodobnie bym uslyszal i wmawian sobie ze nie chce zadzwonic. dopiero teraz uswiadomilem sobie ze od pol roku nie uslyszalem od niej kocham cie, bylo tylko tez cie kocham, cholera jak to bardzo boli, jak sobie z tym poradze to bede najsilniejszym czlowiekiem na ziemii. jak zobacze ją z kims innym, a to bardzo mozliwe, to chyba umre. I wiem jedno na 100% miłość = CIERPIENIE i to wszystko nie ma sensu!!! i pytanie czy ona tez cierpi czy ma sie dobrze?

  32. Smutna:( pisze:

    Moim zdaniem mówic komus przez telefon mozna wszystko, gorzej jest powiedziec patrząc prosto w oczy…Zadzwonić do niej chyba nie ma sensu bynajmnie ja jakoś by niem mogł rozmawiac z osoba która mnie zraniła albo spotkac sie i wszyskto sobie wyjasnic albo nic.A związek na odległos moze i jest wspanaiły ale jak długo mozna tak!pełna podziwu jestem ze az 4 lata byliście razem!moze jeszcze wszystko sie jakos naprawi..nadzieje trzeba mieć zawsze!a ty powinienies znaleśc sobie zajęcie i jak naj mniej myslec o tym wszystkim wiem,że łatwo jest powiedziec,ale ja tak właśnie robiłam.

  33. JA pisze:

    Wszystko to doskonale rozumiem: poddac sie tym uczuciom i przez jakis czas poprostu je czuc i zyc z nimi….No tak, ale jednak rozstanie to nie wszystko, prawda? Mamy inne odpowiedzialnosci w zyciu, takie jak np koncowe studia, praca magisterska, tragedia w rodzine. Co jesli wszystko wtedy uderza nas w tym samym czasie, tak jak to stalo sie w mojej sytuacji?? Jak moge funkcjonowac „normalnie” , skupic sie na nauce i na tym co MUSZE teraz robic a nie odczuwac? Jest to bardzo trudne i staram sie pogodzic wszystko, bo innego wyjscia nie mam, tylko jak? Rozwazalam nawet opcje poddania sie i wrocenia do tego zwiazku, aby choc w jednym aspekcie miec spokojna sytuacje.
    Wszystko strasznie boli….

  34. Ania pisze:

    Wczoraj mineły 3 tygodnie jak nie jesteśmy razem. Koniec po prawie półtora roku bycia razem. Mimo, że już od dłużeszego czasu zanosiło się na rozstanie to cięzko jest mi się z tym uporac, codzinnie płacz, zmutek i pustka …
    Najśmieszniejsze jest to, że to ja zerwałam i wydawałoby się że to on powinien bardziej przeżywac bo on został odrzucony … ale tak wcale nie jest … ciągle męcza mnie wspomnienia, mam przed oczami obrazy jak bylismy razem. Wiem, że nie mogłabym do niego wrócić. Już raz do siebie wracaliśmy, próbowalismy, ale nie wychodziło … ranił mnie o to wielokrotnie … zazdrość też była nie do zniesienia zarówno zmojej jak i jego strony … lecz mimo tego wszystkiego, mimo że wiem, że nie mogło to trwac dłużej to tęsknie za Nim, chciałabym aby tu przyszedł, jestem o Niego zazdrosna i nie potrafie przestać myśleć o tym. On się zmienił. W ogole sie nie odzywa. Nie interesuje mną. Strasznie boli i jedyne czego teraz pragne to nauczyć sie być samą i przestać myśleć o Nim. :(

  35. Mamrotka pisze:

    Czy ktoś mnie jeszcze kiedyś przytuli czule i pokocha ..tak na prawdę i na całe życie…?!?!? ktoś z kim będę marzyła aby się zestarzeć..?!?!

  36. on pisze:

    nigdy sie juz z nikim nie zwiaże, rostalem sie z dziewczyną po prawie 4 latach, dowiedzialem sie teraz ze zdradzila mnie z chlopakiem mojej siostry, moim bardzo dobrym kolega, nie daje juz rady z tym wszystkim, jest ktos kto bardziej dostal po dupie? i co mam teraz z tym zrobic ujawnic wszystko czy nie?

  37. Smutna:( pisze:

    A jednak nie warto dwa razy do tej samej rzeki wchodzić:(Znów to samo.. nie nawidze juz zycia!!zranił mnie drugi raz miałm nadzie je że to co obiecał dotrzyma słowa ale nadzieja matką głupich!nigdy nie zaufam juz facetowi.. bo po co?!czy ja nie mam prawa do miłość, szczęcia?!Miłośc nie jest mi pisana!najgorsze jest to ze o wszystkim wiedziła moja przyjaciółka co on wyprawaia jak mnie nie ma i nic mi nie powiedziła!!nienawidzie ich wszystkich a jej i jego to wszczególność!juz nikoomu nie mozna zaufać, znam ją od dziecka i co…. nie warto jest snic,marzyc,kochać:((Hm tak bardzo chciłambym znów byc pokochana!brak mi tego wszystkiego;(((nie umiem juz funkcjonowac na tym świecie!!

  38. Mamrotka pisze:

    ja już sama nie wiem czy miłość istnieje i czy mnie spotka i czy będzie prawdziwa. Wydawało się że już ja spotkałam. Ale uciekła i zostawiła zadre na sercu. To czy przyjdzie druga? Czy druga będzie tak samo mocna jak pierwsza, albo mocniejsza? A wydawało się ze tamta była jedyna…

    Smutne jest to ,że coraz wiecej osób łączy sie z dugą osobą tylko z rozsądku, … a gdzie uczucia?? Czy już tylko wlasne potrzeby mają racje bytu i własna wygoda? Może taki jest sens zycia… jak jest miłość to jest i ból(może takie jej zadanie- zranić).

    TRzeba zacząć żyć dla siebie… zazdroszcze egoistom

  39. Mamrotka pisze:

    Mono, Co u WAS?

  40. Mono pisze:

    A u nas jest tak,ze nabralam checi do zycia, dzieki znajomym i nieznajomym dotarlo do mnie,z enei jestem az taka beznadziejna,ze moze ktos sie mna zainteresowac,ze jestem wartosciowa kobieta…. podstawa to opowiadac o swojej historii az do bolu, plakac i sie czyms zajac…. wiem,ze nie jest latwo,ale mi to pomoglo… tysiace razy alilam si ei opowiadalam moja historie az w koncu nie chcialo mi sie….
    Ex dzwoni czasami, pisze, mowi,ze teskni, ze brakuje mu mnie…. ale ja ani razu nie powiedzialam tego co on mi… chcial szalec, niech szaleje, ja tez chce sie wyszumiec, skosztowac zycia; czuje sie jak zakonnica wydalona z klasztoru….
    A czy bedziemy razem? czas pokaze, narazei ja tez musze sie wyszumiec!!!! oczywiscie nie zawsz ejest kolorowo,ale juz z dolka wyszlam,czego i innym zycze bardzo!!!!!!
    Glowy do gory ludziska!!!! nie warto sie zalamywac!!Wiem co pisze!!!
    Pozdrowionka Mamrotka!!!!!

  41. Ania pisze:

    Mono masz racje znajomi w tym momencie i po prostu to, że możesz sie komus wypłakac i wygadac jest najwazniejsze…
    Mi już też powoli jest coraz lepiej …
    Przestałam płakac a to juz o jeden krok do przodu.
    Najbardziej boli to jak wiesz że ta najwazniejsza niegdyś osoba dla Ciebie stacza sie na samo dno, nie radzi sobie, załamuje się. I dobrze wiem, że to nie moja wina, że on sam kazdego dnia pije i podobno jeszcze dalej sie posuwa, że robi rzeczy których nigdy bym sie po Nim nie spodziewała. Staje sie nikim. A właściewie dochodzi do mnie, że On tym kimś był zawsze, tylko ja ” robiłam ” z Niego kogoś zupełnie innego. Ja powtarzałam jak sie ma zachowywać itp. Ale mimo wszystko, mimo to jak mnie potraktował, jak się zachował, jaka krzywdę mi wyrządził to jest przykro, że własnie ta najbliższa osoba staję się kimś zupełnie nie do poznania … kiedyś taki bliski a teraz zupełnie obcy …
    Do tego pierwsza miłość jest najtrudniejsza :)
    ale trzeba wierzyć w lepsze jutro i rozpocząć odbudowe, b jak to mówią tragedie zdarzają się wszędzie …

  42. Smutna:( pisze:

    wszystko co piszecie to w pewnym sensie prawda:(tylko jak teraz nauczyc się zyc samemu?!bynajmniej dla mnie to jest trudne,ale wiem,że w kiedys minie mi to(mam nadzieje).to rozstanie strasznie nnie zmieniło nic mnie juz nie cieszy, wszystko jest beznadziejne i bezsensu!najlepiej bym sie zamkneła w domu i nie wychodziła,ale mam szkole i prace!nie mam siły juz wszystkim tłumaczyc co sie stało i dobijaja mnie komentarze,wieczne pytania co u nas:((przypuszczam ze jak by teraz chciał to bym mu wybaczyła bo boje sie samotności:(jak patrze na ulicy, w szkole, pracy na pare zakochana to placze i czuje zal ze cos tak pieknego sie skończyło.miłość i bagno maj to do siebie, ze jak wpadniesz to trudno sie wygrzebac!

  43. lola pisze:

    Ja niestety przezylam to samo i przezywam nadal… Po roku znajomosci po prostu stwierdzil, ze do siebie nie pasujemy… Wydawalo mi sie, ze jestesmy wspaniala para, ze kogos takiego szukalam… Mowil, ze mnie kocha… Ale juz kolejnego dnia stwierdzil, ze cale uczucie sie w nim wypalilo i juz mnie nie kocha… I to wszystko przez telefon… Nawet nie mial odwagi powiedziec mi tego prosto w oczy :( Czy mozna kogos przestac kochac z dnia na dzien???? Bylo wspaniale… Chcial sie ze mna zareczyc… Mielismy wziac slub za rok… I nagle… koniec… Nie potrafie sobie z tym wszystkim poradzic… Przestaje wierzyc, ze jeszcze kiedys spotkam prawdziwa milosc i kogos kto na mnie zasluguje… Czasem zastanawiam sie, czy ja sama nie jestem winna. Moze kiedys odchodzac od kolejnych partnerow zranilam tak, ze teraz sie to odbija na mnie… Nie wiem… Placze calymi dniami. Wszystko mi sie z nim kojarzy. Nie potrafie wyjsc na ulice i tak po prostu o nim nie myslec. Wszystko mi sie kojarzy z nim… A na dodatek niedlugo Walentynki… Chyba tego juz nie zniose :( Nie potrafie byc sama… Tak bardzo boje sie samotności… :(

  44. mono pisze:

    A moj do tej pory mowi,z emnei kocha, teskni….. spotkalam go znowu przypadkowo w autobusie…. odprowadzil mnei do domu, zostal na herbate, rozmowa si enie kleila na poczatku… dopero jak wychodzil to tak zaczelismy sie przytulac i calowac,ze wychodzil z pol godziny… nic wiecej mu nie ‘dalam’ choc kusilo mnie jak cholera… potem sam zadzwonil, pisal sms czy na gg niby nic nie znaczace teksty…. jak z nim rozmawialam w weekend to sie poplakal przez sluchawke bo przypomnialo mu sie wszystko… i dobrze mu tak!!!! powiedzial,z emusi o wszystkim pomyslec i poukladac sobie w glowie. czasami mysle,ze to dwie rozne osoby, jak rozmawia ze mna to jest ‘moj’ a jak z nia to ‘jej’… na walentynki jedzie do niej…prawie na dwa tygodnie… a mi sklamal,ze jedzie po cos innego… a ja wiem,z edo niej…. juz to przebolalam, przyzwyczailam sie do mysli,ze beda szczesliwi na walentynki; znowu to wszystko do mnei wrocilo, bo jak zaczelismy sie intensywniej kontaktowac to znowu nadzieja wrocila, a wmawiam sobie,ze nei chce go z powrotem…. teraz mu sie wszystko wyjasni, czy rzeczywiscie dziewczyna z internetu, ktora kocha i ktora jego kocha jest jego druga polowka…. zobaczymy… zycze mu szczescia,ale nei z nia!!!!!! wiem, nie powinnam tak myslec,ale taka jest prawda. mam tylko nadzieje,z ebedzie o mnie pamietal jak bedzie z nia teraz, jak bedzie jej dotykal… ze bedzie ja porownywal do mnie i tak blado nei wyjde!!!!! ze nei znikne z jego umyslu tak szybko!!!!! cholera, znowu nie moge sie przez niego na niczym skupic, po co na siebi ewpadamy i po co on dzwoni? jutro bede go widziec u znajomych, bedziemy pomagac im w przeprowadzce; chyab nei powinnam tam isc,ale nie bede rezygnowac ze znajomych tylko dlatego,ze on tam bedzie!!! tylko nie moge sie doczekac kiedy ona przyjedzie do tego miasta i zamieszkaja razem i spotkam ja na ulicy czy u znajomych….. nie bede dla niej mila, oj, nie! bedzie lepiej dla neij jesli mnie nei spotka.
    powolutku ucze sie zc sama, mam studia, reszte czasu wypelniam nauka, znajomymi, ktorych nie widzialam abrdzo dlugo… pomaga… a jak nei pomaga to zamykam sie w pokoju i slucham muzyki i probuej nie myslec o nim, o nich…. i powtarzam sobie,ze to juz koniec, ale bedzie poczatek czegos nowego…. z kims, kto na mnie zasluguje i bedzie mnei kochac do konca zycia…

  45. Azure pisze:

    Moja dziewczyna zerwała wczoraj. Dzień po moich urodzinach…
    Powód? Byłem za dobry, traktowałem ją za poważnie.
    Robiłem dla niej wszystko, ona stwierdziła, że robię za dużo, że powinienem czasem ją olać, i po prostu iść z kumplami na piwo.
    Ehh.. nie mam szczęścia w miłości.

  46. Mamrotka pisze:

    Ja w Walentynki na szczęście będę pracowała od rana do wieczora… mniej czasu wolnego…mniej myśli dręczących… łezka sie pewnie zakręci w oku… ale pomyśle wtedy o Was wszystkich i powtórze sobie , to co ostatnio sobie często powtarzam, że „Czasem nieotrzymanie czego się chce i kiedy się chce jest wielkim szczęściem”.

    Wierze że to co się stało musi byc dobre dla mnie, wiem że Anioł Stróż nie pozwoli mi zrobić krzywdy…

  47. Mamrotka pisze:

    Azure.. wiele kobiet marzy , żeby ich partner był wstanie zrobić dla swojej kobiety wszystko… znajdziesz taką która to doceni

  48. plum plum pisze:

    Ehh ja rozstałem sie po 8 latach. Moja wina bo byłem za bardzo szczery i nic nie ukrywałem, ale zawsze byłem idealistą. Ja postanowiłem się rozstać i to boli najbardziej. W sumie minęło już kilka miesięcy, wiedziałem że z kimś się spotyka ale ciągle myślałem tylko o niej i dawałem jej to do zrozumienia.
    Kilka dni temu postanowiłem zawalczyć mocniej i postanowiłem z nią porozmawiać. Była z nim umówiona i zatrzymałem ją w drodze na obiad. Porozmawialiśmy i tak się zaczęło. Ona z nim podobno zerwała, koleś do mnie że się usunie i takie tam banały. Ale pewnych rzeczy nie zniosę. Osiem lat zostało odrzucone przez nią jak się okazało po kilku (podkreślam kilku nie kilkunastu) tygodniach a ja jak głupek wierzyłem w nią i idealizowałem że nie jest w stanie … ehh okazało się że jednak jest. Ehh nie będę więcej brudów wyciągał, ale straciłem nadzieje w kobietę, z którą chciałem się ożenić. Skoro wystarczyło jej tak mało czasu aby ze mną i naszym wspólnym życiem pożegnać się to najwidoczniej nie czuła tego co ja.
    Ciężko jest podjąć taką decyzję ale jej droga do mnie została całkowicie zamknięta.
    Teraz cytując autora tego posta wiem że nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko ma swój sens, mimo iż ją bardzo kocham wiem ze zasługuję na kogoś lepszego albo przynajmniej kochającego tak mocno jak ja.

  49. Nikt pisze:

    Bardzo pomocne rozważania. Ja rozstałem się z dziewczyną wczoraj… po 6 latach a dziś była by nasza kolejna rocznica… ale już nie ma… Co tu dużo pisać pojawił się inny, z którym nie może przestać rozmawiać, który „rozumie ją lepiej niż ja” tylko facet jest żonaty i ma 5 letnie dziecko… Powód rozstania pozostawiam do oceny tym którzy to przeczytają, to miedzy innymi usłyszałem wczoraj: „nie mogę przestać rozmawiać z X” „jesteś dla mnie za dobry a ja jestem dla ciebie okrutna”, „potrzebuje w związku wyzwań a Ty dajesz mi to co chce”, „czuje że to nie czas dla nas”, „nie wiem czego teraz chce w życiu”.
    Dziś pochowałem już pamiątki które mi ją przypominały. Z własnego doświadczenia wiem że najgorsze są noce. Wtedy wszystko wraca, wspomnienia, nadzieje, marzenia które wiązało się z drugą osobą. Na razie jest ciężko…

  50. Mamrotka pisze:

    Zauważyłam, że osoby które kiedys zamieściły swoją wypowiedź tutaj juz sie nie pojawiają więcej…pewnie doszły do siebie, wszystko im sie ułożyło, nie cierpia już..
    …tylko dlaczego ja tu wciąż zaglądam??:(

Reakcje gdzie indziej

  1. [...] ale największą popularnością cieszą się wpisy dotyczące radzenia sobie z rozstaniem (cz. 1 i 2) i ze stresem. Jedno z najczęściej wpisywanych zapytań w Google, prowadzących na tę [...]



//13 sie 2007 ·