Jak poradzić sobie z rozstaniem? (2)

autor: xxNeutroNxx @ deviantart.comczęści pierwszej pisałam o tym, jak ważne jest wyrażanie swoich uczuć. Zapomniałam wspomnieć o jednej istotnej kwestii: ważne jest by swoje emocje wyrażać z intencją oczyszczania siebie. Czyli to co opowiedziane/napisane już nie wraca w takiej samej formie – zostaje przekształcone i wewnętrznie zintegrowane. Chodzi mi o to, że czasem mamy tendencję do grzebania i babrania się w swoich emocjach, czego skutkiem jest tylko jeszcze większa frustracja i podkręcanie negatywnych odczuć. Dlatego tak ważne jest obserwowanie tego, co się w nas dzieje.

Gdy już minie początkowy okres przeżywania bólu, czas zakasać rękawy i wziąć się do roboty :) Tak, tak, żeby z każdego doświadczenia wyciągnąć coś dla siebie wartościowego trzeba sporo pracy i równie wiele odwagi. Ale zapewniam, że warto. Kto czytał np. tekst nt. stresu pamięta, że negatywne emocje biorą się z naszej interpretacji rzeczywistości. Warto zadać sobie pytanie: dlaczego cierpię? Jakie mam myśli na temat siebie, mojego związku, sytuacji rozstania? Czego się boję? Można odkryć bardzo ciekawe rzeczy i poznać siebie. W sytuacji, gdy odchodzi partner lub związek wspólnie zostaje zakończony najczęściej pojawiają się takie tematy:

- lęk przed odrzuceniem („nikt mnie nie chce i nikt mnie nie będzie chciał”)
- niska samoocena („jestem niewystarczająco dobra, niewystarczająco się starałem”)
- lęk przed samotnością

Nie będę w tym miejscu głębiej wchodzić w powyższe zagadnienia, bo każde z nich jest złożone i związane z historią osobistą każdego z nas. Jednak chcę podkreślić wartość zobaczenia swoich lęków i podrążenia trochę: co konkretnie kryje się za tym lękiem? czego się tak naprawdę boję? jak to się ma do rzeczywistości? Oczywiście wszystko trzeba robić z ogromną dozą samoakceptacji i miłości do siebie – bez tego łatwo zacząć się „biczować” czy popaść w dołek. Warto też rozważyć pomoc jakiegoś specjalisty czy nawet przyjaciela, bo nie zawsze jest łatwo jednocześnie obserwować siebie, przeżywać emocje i przekształcać swoje przekonania i schematy.

Chciałam jeszcze poruszyć kwestię pewnych objawów, z którymi może być ciężko sobie poradzić, szczególnie na samym początku. Natrętne myśli, skojarzenia i wspomnienia. Przyznam, że dla mnie było to coś niezmiernie trudnego do pokonania – może właśnie dlatego, że starałam się z tym walczyć. Normalne jest, że nagle wszystko zaczyna się nam kojarzyć z minionym związkiem, a ilość wspomnień jest wprost proporcjonalna do czasu jego trwania. Cała nasza istota jest zorientowana na to co minęło, nie ma więc co się dziwić, że nasz umysł produkuje takie ilości myśli i obrazów z tym związanych. Co robić? Obserwować. Dać przepłynąć. Nie dawać się wciągać w łańcuchy skojarzeń i wspomnień. Przeszłość już była, warto docenić to, co było dobre, ale nie ma co tracić energii na przeżywanie tego raz jeszcze we własnej głowie. Bo życie płynie dalej i dzieje się tu i teraz. Warto sobie o tym wciąż przypominać. Warto konfrontować się z rzeczywistością zamiast tkwić we własnym umyśle. Nie warto zbytnio uciekać w robienie przeróżnych „rzeczy”, bo myśli uderzą potem ze zdwojoną mocą. A przy tym wszystkim…traktuj siebie dobrze i z wyrozumiałością. Jeśli czujesz potrzebę odpoczynku i odcięcia się – zrób to, zrelaksuj się tak, jak najbardziej lubisz. Ważne by cały czas być świadomym tego, co się dzieje.

A na koniec mały trik, który może pomóc w zintegrowaniu tak dużej zmiany życiowej: rytuały. Nasza podświadomość w dużej mierze opiera się na symbolach i warto tym językiem do niej przemawiać. Stąd warto w rytualny sposób zakończyć stary związek, żeby nie ciągnął się niepotrzebnie za nami gdy realnie już go nie ma. Jak to zrobić? Można spalić/zakopać coś, co symbolizowało związek. Zdecydowanie radzę pozbyć się przedmiotów/zdjęć/i tym podobnych, bo powodują ból i przywołują wspomnienia. Pamiętaj, to co stare, jest niepotrzebne jeśli chcesz iść nową drogą. Może to brzmi brutalnie i wzbudza opór, ale warto odciąć się od przeszłości od razu, by potem cieszyć się wolnością. A wracając do rytuałów, skuteczna może też być wizualizacja, np. zostawianie przeszłości za sobą, wchodzenie na nową ścieżkę, odcinane powiązań łączących nas z byłym partnerem. Warto dać się poprowadzić swojej intuicji. A jeśli bliskie ci są duchowe sprawy, dlaczego nie poprosić o wsparcie i pomoc swoich duchowych opiekunów. Oczywiście medytacja i inne praktyki duchowe są bardzo pomocne w trudnych chwilach.

A już zupełnie na sam koniec…w przejściu przez trudny proces rozstania pomogła mi myśl, a właściwie poczucie, że wszystko dzieje dokładnie tak, jak powinno. Zmiany zachodzą w najlepszym momencie, choć z mojej wąskiej perspektywy danej chwili może mi się wydawać inaczej. Wielokrotnie jednak się przekonywałam, że to, co wydawało się nieodpowiednie i złe, po pewnym czasie okazywało się najlepszą rzeczą jaka mogła się wydarzyć. Wszystko co się wydarza w naszym życiu ma swój cel. Może masz się czegoś nauczyć. Może trzeba było oczyścić pole dla czegoś nowego i o wiele wspanialszego. Może dzięki temu rozstaniu unikniesz bólu i nieszczęścia w przyszłości. Śnienie jak mówią aborygeni, czy tao jak mówią mędrcy wschodni jest mądre i warto poddać się i zaufać mu.

p.s. Komentarze pod moim artykułem to nie jest miejsce do rozgrywek osobistych. Nie mam czasu ani ochoty zajmować się pilnowaniem, czy ktoś kogoś nie uraża, nie obraża, itd. Docierają do mnie jakieś skargi na to, co zaczęło się tu dziać. Póki co zablokowałam możliwość publikowania wpisów, zastanawiam się co dalej.


Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.

Joanna
Sprawczyni całego zamieszania...

Komentarze

2 145 Odpowiedzi na “Jak poradzić sobie z rozstaniem? (2)”
  1. Zbyszek pisze:

    Podoba mi sie Ala88 to co mówisz, wszyscy napewno spotkamy jeszcze kogoś kto nas zaakceptuje takich jakich jesteśmy. To najczęstszy problem w związkach, jestesmy z partnerami ale oni nie akceptuja nas takich jacy jestesmy, widza siebie idealnych podczas gdy sami nie sa idealni i sami popelniaja bledy. A dwulicowoscia, falszem i obluda sie nic nie zdziala. Jak chcesz pogadac na priv to daj znac na GG: 46392.

  2. Zbyszek pisze:

    Dzisiaj sie przekonalem kochani ze mojej bylej to jestem w stanie wszystko powiedziec a ona we wszystko uwierzy, dzieki temu zrozumialem jak mozna ludzi powierzchownie oceniac nie znajac ich wnetrza. Prawie 3 lata gdzie ludzie nawet sie nie poznali jacy sa naprawde. Czasami sie zastanawiam ile trzeba znac czlowieka a poznac jego dobre serce. Chyba dwa miesiace ludzilem sie ze mozna utrzymywac ze swoja byla relacje kolezenskie ale sie okazuje ze schemat w zyciu jest jeden. Chociaz sam nie wiem, moze dlatego moj kot „zjadl” mi chomika.

  3. Mateuszek pisze:

    Witam,

    Jestem tu nowy i mam konkretny problem, moze wydac sie on Wam smieszny, chociaz moze sa ludzie ktorzy mieli kiedy podobny i jakos sobie z tym poradzili. Zaczyna sie juz trzeci miesiac mojego rozstania po tym jak moja dziewczyna zerwala ze mna.

    Mam problem, uporczywie chociaz z mniejsza czestotliwoscia ciagle zagladam na profil na nk i facebook mojej bylej, a takze szukam jej postow w internecie. W przeszlosci jak sie poznalismy byl maly incydent z tym, a po rozstaniu byl taki czas ze pisala o mnie na forum. Nie wiedzialem czy to obsesja moja na tym punkcie czy nie. Robie to juz z mniejsza czestotliwoscia niz kiedys a obowiazki, hobby itp nie pomagaja.

    Czy ktos mial moze podobny problem? Czy da sie jakos go rozwiazac samemu czy trzeba do psychologa?

  4. Ewa pisze:

    Mateusz, nic się nie martw. Jesteś jak najbardziej zdrowy i psycholog Ci nie potrzebny. Daj sobie trochę czasu. Rozumiem żeby to był 3 rok ale 3 miesiąc? Myślisz o niej i tyle, przecież nie tak dawno pewnie się bardzo kochaliście. Nie ma co się zmuszać, pogapisz się na te portale i za jakiś czas Ci przejdzie a pewnie wtedy, kiedy poznasz fajną dziewczynę, a wakacje już niebawem.
    No chyba że będzie to z rok czasu, no to wtedy lepiej się zacząć głębiej zastanawiać :-) ))))
    Ja u jednego swojego byłego, co z nim już z 5 lat temu zerwałam, też od czasu do czasu kontrolnie sprawdzam co i jak. Także spoko i głowa do góry.

  5. Mateuszek pisze:

    Dzieki Ewo za pocieszenie, bardzo to doceniam tym bardziej ze ona radzi sobie bardzo dobrze i nie widzi tego co ja czuje bo jest nienawistna osoba. Minely 3 miesiace i robie to po 3 miesiacach. Ciesze sie ze mnie tak pocieszasz i to ze to samo minie, bo myslalem ze trzeba cos z tym zrobic. Jest to meczace, to prawda, ale jakos da sie zyc. Napewno tez z czasem poznam fajna dziewczyne a o bylej zapomne. Dzieki.

  6. ala88 pisze:

    Mateusz, wiem co czujesz. Moj byly juz spotyka sie z inna. Jeszcze bedac ze mna myslal juz o kims innym. Napewno gdzies czeka na nas wszystkich nasza druga polowka. sama jeszcze sie nei ottzasnelam z tamtego zwiazku, ale mam nadzieje ze juz niedlugo uda mi sie zapomniec i spotkam kogos kto obdarzy mnie prawdziwym uczuciem i bedziemy warci siebie nawzajem. teraz jest ciezko ale kiedys musi nadejsc ten lepszy czas. jak to mowia fortuna kolem sie toczy;p rozmawiaj o tym. Mi pomogly te wpisy na forum. jakos lzej sie zrobilo. jesli bylo sie w zwiazku, w ktory zaangazowalo sie calym soba to trzeba teraz przejsc przez etap „zaloby”. Skoro stalo sie tak ze dana osoba nie byla wobec nas fair, to widocznie nie byla nas warta. zaslugujemy na kogos lepszego. mam dni kiuedy placze i wspominam, ale przychodza tez dni kiedy uswaidamiam sobie ze teraz bedzie mi lepiej bo moge odnalezc swoja prwdziwa druga polowke. Ktos mi kiedys powiedzial zebym znala swoja wartosc a wted wszystko sie ulozy. jestesmyt wartosciowymi ludzmi a skoro tamci nie potrafili nas docenic to juz nie nasz problem. trzeba zwiakszyc swoja samoocene. wiem ze to trudne bo sama nad tym pracuje ale tak trzeba. licze na to ze kiedys uda mi sie porozmawiac z bylym bez emocji i podziekowac mu za to ze sie rozstalismy, bo dzieki temu moglam ulozyc sobie szczesliwie zycie u boku kogos innego. to bedzie moj najwiekszy sukces. pozdrawiam:)

  7. Mateuszek pisze:

    Dzieki Ala88 za dobre słowa. Faktycznie czasami zwykłe posty podnoszą człowieka na duchu. Masz rację jest czas żałoby i swoje trzeba odcierpieć. Ja już coraz rzadziej chodzę po forach, profilach mojej byłej, może dlatego że nic nie znajdowałem a chciałem koniecznie wiedzieć coś o jej obecnym życiu, a może dlatego że w głębi duszy nie chciałem niczego znaleźć co by mnie zraniło.Ja o życiu mojej byłem w sumie nic nie wiem, odeszła i kontakt umarł, nie wiem nic o jej sprawach zawodowych czy życiu prywatnym. Nie wiem czy poznała jakiegoś mężczyznę z którym rozmawia czy go nie poznała. Masz rację też mówiąc o wartości, gdy zna człowiek swoją wartość to jest naprawdę silniejszy. Jest mu napewno łatwiej. Umieć z byłą porozmawiać bez emocji to chyba niesamowita sztuka. A umieć osobie która odchodzi życzyć szczęścia czy podziękować jak napisałaś to napewno okazanie dobrego i szczerego serca, czy nawet miłości altruistycznej.

  8. Zbyszek pisze:

    Moze pisze ja tu najczesciej, moze tak jak smial sie ze mnie ktos jestem „naczelnym terapeuta” tego forum ale korzystam tylko z rad Pani Psycholog, ktora sama w czesci 1 Jak poradzic sobie z rostaniem napisala aby przelac swoje mysli. Dzisiaj czytalem o przebaczeniu po rozstaniu. „Wybaczyć, to nie musi oznaczać powrotu, odnowienia przyjaźni, miłości czy po prostu znajomości…..Wybaczyć to znaczy: nie mścić się, nie rozpamiętywać nadmiernie, nie odpłacać tym samym, nie rozpowiadać złych rzeczy o tej osobie, nie dręczyć jej.”. Przesylam link do tego artykulu: http://poradnik.rozstania.pl/wybaczac-%E2%80%93-trudna-rzecz/psychologia.
    Czy umiemy wybaczac tym co nas zranili, czy umiemy wybaczac sobie za to ze ranilismy?

  9. Anna pisze:

    Ja z moim byłym pracuję. I jest to bardzo trudne gdyż widujemy się w pracy codziennie. Myśli o tym co było nie chcą ode mnie odejść tym bardziej, że moja kolezanka z pracy jest z moim byłym. Widywać ich codziennie jest dla mnie ciężkim doswiadczeniem. Nie mogę się odciąć i nie zwracać na to uwagi. Cały czas się zastanawiam jak im jest razem, o czym rozmaiają etc etc.
    Czytam wszystkie Wasze wpisy i na chwile mi się poprawia ale część czasu spędzam na rozmyslaniu. Nie wiem może powinnam popracować z psychoterapełtą. Nie chce tak żyć. Nie potrafie normalnie pracować. Każdy dzień podporzadkowany jest jednym myslom. O nim i o niej.

  10. Zbyszek pisze:

    @Anna, psychoterapeuta to dobra sprawa i nie ma napewno sie czego wstydziec. Ja nie ukrywam ze radzilem sobie i lepiej i gorzej, czasami staralem sie sam sobie poradzic ze soba, czasami panicznie szukalem kontaktu z ludzmi aby porozmawiac z ludzmi i wyrzucic z siebie co mnie boli. Tak to jest jak sie doznalo zbyt duzo krzywd. W koncu pomyslalem ze psychoterapeuta to nie taka zla sprawa, znalazlem dobrego i jestem zadowolony. Chociaz sa i gorsze dni. Wiec pomysl tez o tym, mi to w kazdym razie pomaga.

    A u mnie historia jest inna, moja byla jest daleko i nie ma kontaktu ze mna bo sama go nie chce, sa zwiazki ktore koncza sie na poziomie a sa i takie ktore nie. A pomimo tego mysli i tak sie pojawiaja.

  11. Anna pisze:

    Zbyszek, dziekuję za zrozumienie. Napewno sie umówię na wizytę mam nawet namiar. Ale tak jak piszesz są lepsze i gorsze chwile. Dzisiaj jest akurat ciężko. Staram się już nie wychodzić z pokoju. Wszystko robie na telefon. Obawiam się, ze po wizycie bedzie dobrze ale tendencja bedzie spadkowa. Tak jest do tej pory. Poczytam mądrych słów „jak sobie poradzić” i jest chwila spokoju. Potem ich widzę i cała moja praca na marne. Boje sie, ze nikt może do mnie nie dotrzeć słowami, że nie jest w stanie mnie przekonać. I te cholerne myśli. Osaczają mnie z kazdej strony. Jakby nie było końca. Nie wspomnę o moim poczuciu wartości bo go nie ma. Leży zdeptane bez sił do wstania. Poprostu sobie z tym nie radze.

  12. magda-bez tlenu pisze:

    @Anna,
    Ja tez mialam problemy z poczuciem wartosci, ale zrobilam sobie wielki plakat, ktory powiesilam na scianie, przyponinajacy mi o tym ze jestem wartosciowym czlowiekiem, ze znajde kogos kto mnie bedzie kochal w pelni.
    To jest cudowna terapia, po pierwsze spedzilam caly wieczor na pisanie tego, kolorowanie i takie tam – wiec jeden samotny wieczor z glowy, a po drugie jest to pierwsza rzecz jaka widze zaraz po obudzeniu sie. Spedzam kilka chwil na czytanie tej calej litanii i jest lepiej.

  13. Zbyszek pisze:

    Najwazniejsze to sobie chyba uswiadomic wlasna wartosc, ile w nas dobra, jacy jestesmy i ze to ze nam sie nie udalo oznacza tylko iz ta osoba nie byla nam pisana, ze gdzies tam czeka ktos inny, prawdziwa milosc ktora bedzie trwac. Uswiadomic sobie jakie my popelnialismy bledy a jakie popelnial partner, czemu sie nie udalo.

  14. Anna pisze:

    @magda-bez tlenu, bylam swego czasu na kursie asertywności, świetna sprawa. Niestety sprawdzała sie w momencie istnienia mojej wielkiej miłości. Dzisiaj te teksty do mnie nie docierają :( są puste i bez treści. Większość tych tekstów mam na lodowce, w pokoju i w pracy. Nie docierają do mnie wcale. Próbuje ale się nie udaje. Chyba jestem cieższym przypadkiem niż samej mi się wydaje.

  15. Katarzyna pisze:

    Współczuję Ci Anno, to napewno strasznie cięzkie doświadczenie oglądac swojego byłego w pracy. Ja gdy trafiam przypadkiem na zdjęcie mojego ex czuję jakby mi ktoś wbijał nóż w serce a co dopiero ogladanie go na zywo. Najprościej byłoby zmienić pracę – ale zdaję sobie sprawę że to nie takie proste. Ja bym się jednak starała. Dla mnie podstawą leczenia z nieszczęśliwej miłości jest całkowita separacja od wszystkiego co się z Nim wiąże i zmiany w życiu. Ja na szczęscie nie musiałam zmieniac pracy ale zrobiłam to – bo czułam że muszę coś zmienić w zyciu żeby zająć czymś głowę. Nowi ludzie, nowe wyzwania to coś co trzyma mnie jeszcze przy zdrowych zmysłach. Dzisiaj minęły w zasadzie 3 miesiące od tego bolesnego dnia. Nie jest łatwo, ale mimo wszystko wiem ze jestem już „zdrowsza”. Moje poczucie wartości na szczęście nie ucierpiało na tym rozstaniu bo wszystko odbyło się wyjątkowo spokojnie i bez awantur, ale bez Niego czuję się jakaś „niecała”, jakaś „niedokończona”. Brakuje mi w lustrze tego szczęścia które miałam wymalowane na twarzy kiedy jeszcze budziłam się obok niego. Mam nadzieję że to minie i to raczej prędzej niż później.
    Wczoraj obiecałam sobie że już nie będę płakała po nocach bo potem rano wyglądam i czuję się koszmarnie. Dosyć rozczulania nad sobą, 3 miesiące płaczu przy każdej okazji wystarczą – już nie chcę. Chcę zamknąć ten etap i zacząć nowy, przypomnieć sobie jak żyłam zanim pojawił się on – bo przecież jakoś żyłam i wcale nie byłam nieszczęsliwa.
    Trzymaj się dziewczyno, ten koszmar też się kiedyś skończy ;)

  16. Magda-bez tlenu pisze:

    @Anna,
    wiem, ze jest trudno, mi minelo dokladnie 14 dni i jakies 3 godziny od rozstania, moj najwiekszy problem polega,na tym,ze dalej z nim mieszkam (on nie mowi po polsku, wiec moglam sobie pozwolic na ten plakat wielkosci lodowki na scianie o ktorym pisalam wczesniej), ale trzeba probowac jakos znalesc sobie sposoby na podniesienie siebie na duchu. UWIERZ MI, naprawde wiem jak sie czujesz widujac go codziennie, probujac udawac z calych sil ze cie to nie obchodzi.
    Slogany ci nie pomagaja to sprobuj terapii muzycznej, znajduj wszystkie optymistyczne piosenki jakie tylko istnieja, you tube ma niesamowite mozliwosci, jak pewnie wiesz. Moja piosenka na dzisiaj byl Marek Grechuta „Dni ktorych nie znamy”. Na wczoraj reni Jusis „Kiedys cie znajde”- potega muzyki jest niedoceniana.
    Musisz uwierzyc, ze bedzie dobrze.xxx

  17. Zbyszek pisze:

    @Katarzyna, czuje jak Ci jest ciezko z tym wszystkim, minely u Ciebie 3 miesiace od rozstania. Napewno jeszcze kiedys poznasz naprawde wartosciowego czlowieka i z ta mysla zyj, a przed swiatem sie nie zamykaj. U mnie to dopiero 2 miesiace. Ja dotychczas w sumie bylem odmiennego zdania od Ciebie, iz rozwiazaniem nie jest wlasnie ucieczka przed swoja eks. Nie proba odciecia sie calkowicie, mysle,ze postrzegalem to w wierze iz mozliwe jest wybaczenie sobie nawzajem tak aby podchodzic z szacunkiem do siebie. Ale do tego trzeba checi dwojga, wtedy osiaga sie sukces.

  18. Zbyszek pisze:

    @Katarzyna, jeszcze mnie naszla taka refleksja bo czytalem Twojego posta drugi raz. Twoja rada o zmianie pracy dla Anny. To takie troche postepowanie jak mojej bylej Kasi ktora znasz. Uciekanie przed zyciem. Przed zyciem nie mozna uciekac. Zyciu nalezy stawic czolo. Ja przed kontaktem ze swoja byla nie uciekalem a wrecz probowalem sie kontaktowac, aby moc wzajemnie sobie wybaczyc i zyc jak eks ale z szacunkiem.

    Dobra rada dla wszystkich, nie uciekajcie przed zyciem. I pamietajcie usmiechajcie sie jak najwiecej.
    Jak to moj syn dzisiaj majacy 6 lat zapytal: „Tatusiu, a czemu smiech to zdrowie?”….

  19. Anna pisze:

    @Zbyszek myślę, że masz rację. Pracy wolałabym nie zmieniać. W swoim miescie nie znajdę tak dobrej posady jaka mam do tej pory. Ale nie jest proste stawić czola życiu mimo, ze wydawało mi się to swego czasu bardzo proste. Proste bo nie dotyczyło mojej osoby. Potrafiłam radzić innym, sobie nie potrafię. A uśmiech mam przyklejony do twarzy. Jutro kolejny dzień kiedy serce zamiast się zrastac będzie rodzierało jeszcze bardziej.

  20. Zbyszek pisze:

    @Anna, dobrze myslisz. Trudno,zebys zrezygnowala ze wszystkiego i ze strachu uciekac przed swoim bylym. W ten sposob myslac to mozna uciec na bezludna wyspe. Zyciu trzeba stawic czolo i takze rozstaniom. Teraz o prace trudniej niz to bylo kiedys. Mozna by rowniez moze auto sprzedac bo kto wie, byly moze bedzie jechal ta sama droga ;)

    Nie przejmuj sie tym iz latwo jest doradzac innym a sobie nie. Ja tez tak mam, o wiele latwiej mi pomoc komus w jego problemach, niz sobie. Ale przynajmniej wiem,ze moge duzo dobrego zrobic i komus pomoc. Swojego bylego w pracy traktuj jak zwyklego kolege nie rozniacego sie od innych. Wiem,ze to nie latwo ale z czasem emocje opadaja.

  21. Zbyszek pisze:

    Traktuje te forum jako blog na ktorym mozna wyrzucic swoje mysli chociaz ostatnio zastanawialem sie nad wlasnym blogiem. Wczorajszy dzien byl cudowny ale niestety nawet w znakomitym dniu pojawiaja sie czasami ciernie. Moje sie pojawily wieczorem, kiedy wrocily wszystkie mysli, wrocily krzywdy, wrocily mysli o tym jak mnie oklamano czy wyzywano. Wrocily czasy klotni ktore sie pojawialy co dwa dni. Mialem wtedy jedna mysl aby moc sie komus wygadac i wyrzucic to co mnie boli, bez wzgledu na to kto by to nie byl. Ale dzisiaj wizyta u moje psychoterapeuty, ktora pewnie znowu pozwoli mi naladowac akumulatory na nastepne dwa tygodnie.

  22. katarzyna pisze:

    Zbyszku, długo zastanawiałam się nad Twoimi postami i myślę, że czas by się do nich odnieść.
    Piszesz, że moja rada zmiany pracy jest ucieczką – po pierwsze Zbyszku – ja nie radzę, ja piszę co sama zrobiłabym w takiej sytuacji – a to duża różnica. Osobiście staram się nikomu nic nie doradzać, a jedynie podawać swoje sposoby na radzenie sobie z problemami. Każdy jest inny, nie znam piszących tu ludzi na tyle by im doradzać, bo każdy musi sam wypracować swoją drogę do wyjścia z impasu. Podziwiam więc Twoją odwagę, wiarę we własne siły i doświadczenie by doradzać innym jak postępować. Moim jedynym „wykształceniem” w tej materii jest własne doświadczenie – no ale może ty masz jakieś „szkoły” w tym temacie – nie wiem.
    Po drugie kwestia zmiany pracy – widzisz, ja wiem że to poważne wyzwanie i właśnie dlatego absolutnie nie nazywałabym tego ucieczką. Wręcz przeciwnie, branie na swoje barki więcej niż muszę (a sama zdecydowałam się zmienić pracę) traktuję wręcz jako akt odwagi. Jestem samotną matką a takie ryzyko – raczej o ucieczce i „strachliwości” nie świadczy. Nie namawiam nikogo do zmiany pracy, a swoją decyzję traktuję jako otwarcie się na nowe, porzucenie starych sposobów na życie, które jak dotąd zawiodły i poszukiwanie zupełnie nowych. Poprzez poznawanie nowych ludzi, podejmowanie nowych wyzwań i zadań. Ja nie uciekam – ja się otwieram – a to duża różnica. Każdy ma swój sposób – ja mam właśnie taki i może komuś taki sposób akurat odpowiada.
    Inna sprawa to uciekanie przed kimś, tak sobie myślę, że czasem wręcz nie ma innego wyjścia – jak schować się przed kimś kto natarczywie próbuje utrzymać kontakt, którego ta druga osoba po prostu już nie chce. To też znam z własnej autopsji ale na szczęście z tym jakoś się uporałam.
    Widzisz ja też w pewnym momencie chciałam utrzymywać kontakt z moim Eks. Prowokowałam go smsami, telefonami. W końcu on przestał odpisywać i odbierać telefon a do mnie wreszcie dotarło, że zachowuję się jak natręt. No w końcu on postanowił z jakiś powodów zakończyć tą znajomość – a ja na siłę próbowałam podtrzymać ten kontakt. Tylko po co?
    Na szczęście w porę zdałam sobie sprawę z tego, że póki nie uporam się z własnymi emocjami to moje kontakty z nim będą zwykłym nękaniem go , bo z mojej strony będą przesycone żalem i pretensjami – a on nie musi (!) tego znosić. Tak więc nie dziwi mnie absolutnie jego „ucieczka” przede mną w milczenie. Powiem więcej to jego „schowanie się” przede mną, nie pozwalanie na podtrzymywanie kontaktu tylko mi pomaga – teraz już mam tego świadomość i jestem mu za to milczenie wdzięczna.
    I na koniec jedna prośba Zbyszku – nie ma kompletnie znaczenia czy znam osobiście kogoś z tego forum czy nie, więc daruj sobie w tym miejscu takie osobiste dygresje.
    Po pierwsze jest to nieeleganckie i inne osoby mogą to odebrać jako uprawianie sobie prywatnych rozgrywek na „czyimś podwórku” (mam na myśli blog Pani Joanny), a po drugie jednym z najważniejszych powodów dla których ludzie na takich blogach czy forach się otwierają jest anonimowość – a ja w tym momencie poczułam że mi tą anonimowość odebrano – czego sobie zwyczajnie nie życzę.
    pozdrawiam
    K.

  23. Zbyszek pisze:

    @Katarzyno, odniose sie do Twojej anonimowosci, gdzie poczulas ze anonimowosc Ci sie odbiera. Gdzie ty tu Katarzyno widzisz odbieranie jej, nigdzie nie podajesz swoich danych osobowych ani ja ich nie ujawniam bo tez poprostu nawet Cie nie znam. Jak wiesz w polu imie na tym blogu zamiast Katarzyna mozna by rownie dobrze wpisac Klaudia czy Sylwia. Nie ma to wiec znaczenia. Oczywiscie dla Ciebie nie ma znaczenia czy znasz kogos czy nie, takze mozesz wyrazac swoje opinie tak jak i ja je wyrazam. A korzystam z wolnosci slowa piszac o swoich problemach, swoim zyciu i odnoszac sie do opinii innych przedstawiajac wlasna. I nie uwazam tego za wykorzystywanie forum do jakiejs rozgrywki bo i z kim skoro pisze tu z ludzmi ktorych nie znam, z anonimowymi zupelnie osobami. A piszac ze znasz kogos czy nie to tez nie naruszanie anonimowosci skoro kazdy jest tu i tak anonimowy. Wiec Twoj zal jest bezpodstawny Katarzyno.

    Z jednym musze sie zgodzic, tak jak mowisz probowalas sie kontaktowac z ex a on tego nie chcial i w koncu zrozumialas ze to nekanie. Ja powoli zaczynam to rozumiec bo probowalem kontaktu z moja ex liczac iz mozna wyzbyc sie emocji, razem jakos sobie wybaczyc i zyc juz obok ale z jakims szacunkiem a nie brakiem szacunku i brakiem sympatii.

    Co do innych spraw Katarzyno, kazdy ma swoje zdanie na ten temat. Co do doradzania innych to prawda mam „szkoly” w tym temacie aby to robic i dosyc duze doswiadczenie na podstawie zwiazkow w ktorych bylem. Wiec samo zycie pokazalo mi jak radzic innym. Ludzie w kontaktach osobistych mowia o mnie ze lubie sluchac, ze potrafie wysluchac ich problemy i wczuc sie w to co ich boli.

  24. Zbyszek pisze:

    Pośmialiśmy się a teraz do rzeczy, czytałem Katarzyna Twój post jeszcze raz szczerze powiedziawszy i znowu mi się nasunęły te słowa o niechcianym kontakciem. Tak się zastanawiałem czemu właśnie Ci co odchodzą tego kontaktu nie chcą. Może się wstydzą tego co zrobili w związku nam? Porzucili nas więc faktycznie nas nie chcą i nie chcą mieć z nami nic do czynienia. To smutne, bo byłem wcześniej w związkach i mam taką eks z którą potrafię rozmawiać czy nawet pożartować. Może ta moja próba kontaktu to było okazanie właśnie dobrego serca, kobiecie z którą byłem a która zawiodła, która już po kilku miesiącach od poznania pokazała iż nie traktuje mnie na serio, poznając innego faceta, ale ja dawałem szanse i walczyłem zawsze o ten związek, nawet gdy i ja źle postępowałem to tego zawsze się wstydziłem. Byłem wyzywany a jednakże tkwiłem w związku bo kochałem. Ile miłości trzeba mieć w sercu aby być źle traktowany i starać się o związek w każdym momencie, a słowa iż powiedziane zostało coś w afekcie podczas kłótni to słabe wytłumaczenie. Rozstanie było dla mnie trochę jak kubeł zimnej wody. Pamiętam do dziś ten dzień, było właściwie jak każde inne z rozstań, które gdzieś po drodze zawsze miały miejsce. Ale dopiero z każdym dniem docierało do mnie jedynie iż jej już nie mam w moim życiu. To trochę zawsze szok, wiedziałem to z własnego doświadczenia, jak się człowiek czuje, chociaż zawsze radziłem sobie lepiej lub gorzej, w zależności chyba od tego jak bardzo kochałem kobietę. ala88 napisała gdzieś tu jakiegoś właśnie posta mówiąc słowa iż może kiedyś uda się porozmawiać z ex bez emocji, aby podziękować za rozstanie bo dzięki niemu ułożyliśmy sobie życie jako szczęśliwe z kimś innym kto gdzieś tam na nas czeka. Dla mnie napewno mój ostatni związek był lekcją jakich cech kobiet i jakich zachowań unikać i jakich nie tolerować w przyszłości. My ludzie wykorzystujemy tylko niewielką część naszego umysłu. Więc czasami serce bierze górę.

  25. agata pisze:

    czy jest ktoś z rzeszowa, kto chciałby gdzies wyjsc, spotkac sie pogadac?? porpostu spedzic jakos czas nie myśląc…

  26. Zbyszek pisze:

    Nie obraź się Agata, ja wiem co czujesz ale ten blog nie jest blogiem randkowym. Szukanie kontaktu na siłę z ludźmi to jak kopanie dołka, wiem to z własnego doświadczenia.

  27. Zbyszek pisze:

    I dobry nastroj sie dzis popsul, wszystko bylo dobrze dopoki ktos nie zaczal mi mowic jakim zlym czlowiekiem jestem. Ale ktos kiedys moze za iles lat naprawde doceni moje dobre serce i to ze jestem dobrym czlowiekiem. Jak to czasami inni ludzie potrafia sie mylic, gdy nie swoich wad a jedynie dostrzegaja cudze, nie widza ludzkiego dobra.

  28. agata pisze:

    spoko. nie obrażam sie. masz racje. wczorajszy dzień był koszmarny, a ja chyba za szybko chce na siłę wyjsc do ludzi.. zamiast poukładac sobie w sercu to co nie jest poukładane..
    ale tak notabene, nie chodziło mi o randke. myslałam o pogadaniu tak poprostu, z kims kto pewnie wie co teraz czuję, niekoniecznie mężczyzną.

  29. Zbyszek pisze:

    Jak chcesz pogadac to w moich postach znajdziesz kontakt do mnie, chetnie pogadam i wyslucham. Odrazu powiem ze nie interesuja mnie zadne randki . Ja dzisiaj chcialem swojej bylej pomoc, wyciagnalem reke a skonczylo sie tak iz pomoc nawet zawodowa nie jest mozliwa bo zwyczajnie druga strona nie chce w ogole wspolpracowac w rozwiazaniu problemu. Serce to mi kolota jak oszalale.

  30. Zbyszek pisze:

    Agata poniewaz wiem jak sie mozesz czuc w tej chwili a ja tak sie czulem zapewne jak ty wielokrotnie, tu masz moje GG: 46392. Dzisiejszy dzien jakis strasznie nerwowy, czasami zastanawiam sie ile czasu musi minac aby normalnie rozmawiac ze swoja eks, z poprzednia eks zajelo mi to 3 lata zanim zaczelismy normalnie po kolezensku rozmawiac, ciekawe jak bedzie tym razem. Zawsze znajdzie sie sposob na czlowieka i na rozmowe z nim, trzeba tylko znalezc metode. W koncu do kazdego zamka jest klucz haha

  31. agata pisze:

    Zbyszku. Dzieki za zrozumienie. Mi tez nie zależy na randkach … wiem, że to mogło tak wygladac… czytam to forum już dłuższy czas a odezwałam sie w najmniej odpowiednim momencie ;/ nawet nie wiem co pisac, jak to napisac… jest mi strasznie ciężko, zreszta jak wszystkim, którzy piszą na tym forum… mam w życiu naprawde kiepski moment. straciłam prace, ukochanego faceta z którym byłam ponad 5 lat i wiązałam przyszłosc… dodatkowo jakby tego było mało … zoabaczyłam go przytyulajacego sie i spacerującego z nową dziewczyna…piękną naprawe… dodatkowo wiem, bo sama to z niego wydusiałam (chyba mam słonności masochistyczne) dziewczyna ma świetną prace i wogóle.. patrząc na nich … nic im nie brakuje. a ja tak własciwie nie mam po co rano wstawać…

  32. Zbyszek pisze:

    Nie przejmuj sie Agata bo w sumie dla czlowiek po rozstaniu zanim dojdzie do siebie to moment zawsze wydaje sie nieodpowiedni bo ludzie sa tak skonstruowani ze wszystko przezywaja. Nie wiem ile minelo od Twojego rozstania ale u mnie 2 miesiace i jeszcze ciagle nie doszedlem do siebie po tym jak moja zerwala ze mna. Na wszystko trzeba czasu. Wiem,ze wszystko przezywasz i napewno nie jest to dla Ciebie latwe, zawalil Ci sie Twoj swiat. Bylas z czlowiekiem bardzo dlugo i teraz musisz przede wszystkim zrozumiec ze jego juz nie ma, ze trzeba zaczac budowac swoje zycie od nowa.

  33. agata pisze:

    u mnie minął miesiąc.. i nie wiem kiedy sie pozbieram. szczególnie mając ich obraz przed oczami… i obraz samej siebie, który dobija mnie jeszcze bardziej..

  34. whyka pisze:

    Minęło 8 miesięcy i 8 dni, a ja ciągle siedzę przy tym samym stole, przy którym padły słowa: nigdy cię nie kochałem. Cokolwiek by się nie działo, to zostanie we mnie na zawsze. Tak jak ślad po obrączce. Jak fantomowy ból w miejscu, w którym kiedyś miałam serce.

  35. kasia pisze:

    whyka
    Wiem co czujesz,wiem dokładnie jak boli.U mnie po rozstaniu troche krócej ale są dni jak ten dzisiejszy że sie nie da funkcjonować normalnie.Są tak wielkie emocje i ból nie do opisania.Powiem ci że nawet nie łudze sie że będzie lepiej,znam siebie.Pozdrawiam

  36. zalamany pisze:

    Ja mam to samo stałem sie innym człowiekiem niestety gorszym, zgorzkniałym antypatycznym typem opryskliwym dla najblizszych najgorsze jest to ze mam tego swiadomosc i pozniej wyrzuty sumienia nie do przezycia. moze powinienem isc do psychologa moze to depresja a moze nerwica sam nie wiem. Boje sie ze sam sobie z tym nie poradze. zU mnie od rozstania mija 6 mcy. czuje ze tone ze sie cofam nie mam planow ani ambicji.

  37. kasia pisze:

    Załamany
    Ja też czuje że sie cofam.Zamiast widzieć światełko w tunelu widze je coraz dalej od siebie.Nie potrafie sie już cieszyć z niczego,nawet babskie sztuczki poprawiające nastrój typu zakupy nie pomagają.Najlepiej sie czuje jak śpie.Ja sie budze z rana szlag mnie trafia bo koszmar zaczyna sie od początku.Najgorsze że bywają chwile kiedy naprawde czuje sie kiepsko a nie mam możliwości pogadania z kimś.Właśnie w weekendy mam największe kryzysy i powoli zaczynam ich nienawidziec.Jestem fachowcem w patrzeniu bez celu przez okno i płaczu.

  38. Zbyszek pisze:

    Zalamany, kasia
    Psycholog naprawde pomaga i dodaje sil, ja sam mam ciezkie dnie, raz lepsze raz gorsze ale psycholog pozwala mi na to spojrzec inaczej. A cierpienie i placz po rozstaniu to normalna rzecz. Najgorsze sa moje sny, przychodza czasami koszmary. Tez brak mozliwosci pogadania z kims gdy czuje sie zle mnie dobija wlasnie.

  39. kasia pisze:

    Znowu dzisiaj sobie miejsca nie potrafie znależć.Pośród obowiązków myśli szaleją i nic nie pomaga by sie wyciszyc.Mam wrażenie ze czas sie zatrzymał 3 miesiące temu .Nic nie idzie ku lepszemu.Najgorsze że czytam iz i 8 miesięcy to mało.Jak tak ma być to dziękuje.Jeszcze ile czasu minie nim będe wstawać z łóżka i cieszyć sie z kolejnego dnia niż sie wściekać że znowu koszmaru ciąg dalszy.

  40. Zbyszek pisze:

    Kasia postaraj sie sobie znalezc jakies zajecie, ja zajalem sie swoimi zainteresowaniami aby nie myslec, chociaz to czasami pomaga a czasami nie.. A jak nie pomaga to jedynie psycholog Ci pomoze. Mi tez nie jest latwo z tym, tym bardziej ze to ze mna zerwano. Dla mnie weekend tez nie jest latwy, niedziela niby piekny dzien a mysli wracaja i feralny dzien kiedy dowiedzialem sie ze juz sie ze mna nie bedzie. I w dodatku wszyscy daleko, nawet wlasne dzieci. A co do 8 i 3 miesiecy, dla jednego moze byc malo 8 czy 3 miesiace dla innego 2-3 lata, to sprawa zupelnie indywidualna i nie nalezy tego porownywac. Milosc to nie katar.

  41. Magda-bez tlenu pisze:

    @Kasia,
    Ja tez mam kiepski dzien, ostatnio nienawidze weekendow, samotne soboty i niedziele.Ile razy mozna robic wiosenne porzadki-aaaaaaaaaaa!!!!! Chce mi sie krzyczec.
    Nie mozemy sie sugerowac tym jak dlugo innym zajmuje wyjscie z tego dolka. Jednym 8 miesiecy, innym 4, z toba bedzie jeszcze inaczej, ze mna tez. Moze jeszcze tylko kilka dni, czy tygodni. Juz niedlugo obie obudzimy sie z usmiechem na buzi.I musimy sie trzymac tej wersji.
    Powodzenia.

  42. Zbyszek pisze:

    @Magda-bez-tlenu, masz rację, zerwano z nami i pozostawiono ale ból kiedyś pewnie minie a swoje trzeba wycierpieć. To jak się to mówi czas żałoby, trzeba pozwolić sobie na ból i cierpienie które kiedyś miną a zawita do nas uśmiech na twarzy. Ja weekendy też mam ciężkie nawet pomimo tego iż większość spędzam w pracy, ale że mam pracę siedzącą to myśli wracają.

  43. Zbyszek pisze:

    Kochani, mam do Was pytanie? Jakie jest Wasze zdanie? Co sadzicie, czy mozliwe sa kolezenskie relacje ze swoja eks po rozstaniu? Opinie ludzi w tym temacie sa podzielone, sa tacy ktorzy maja takie doswiadczenia i twierdza ze to mozliwe a sa inni przeciwni zupelnie, a jakie jest Wasze?

Reakcje gdzie indziej

  1. [...] ale największą popularnością cieszą się wpisy dotyczące radzenia sobie z rozstaniem (cz. 1 i 2) i ze stresem. Jedno z najczęściej wpisywanych zapytań w Google, prowadzących na tę [...]



//13 sie 2007 ·