Jak poradzić sobie z rozstaniem? (1)
W poprzednim wpisie poruszyłam kwestię rozstań. Dziś chciałabym napisać coś więcej o emocjach, które się w takim przypadku pojawiają i o tym jak sobie z nimi radzić.
Rozstaniom towarzyszy bardzo wiele emocji, mogą być różne w zależności od sytuacji i okoliczności w jakich nastąpiło rozejście. Według mnie, pierwsza i najważniejsza sprawa, to zaakceptować wszystkie pojawiające się emocje. To normalne, że czujesz ból. To normalne, że czujesz smutek, nawet jeśli dobrze wiesz, że ta relacja nie miała już przyszłości. To całkowicie normalne, że czujesz złość, rozczarowanie i żal jeśli twój partner odszedł do kogoś innego. Nie ma co oceniać lub obwiniać siebie, niech emocje płyną – przychodzą i odchodzą. Poddaj się temu rytmowi. Jest to dobry moment aby zapoznać się z tak silnymi emocjami, to część naszego życia. Obserwuj swoje uczucia, daj im istnieć, pozwól sobie być smutnym z całą świadomością tego, co się w tobie dzieje. Choć bolesna, jest to wspaniała lekcja samopoznania.
Może się zdarzyć, że wbrew sytuacji nie odczuwamy negatywnych emocji. Wtedy najprawdopodobniej włączyły się nasze emocjonalne bezpieczniki, a mówiąc bardziej psychologicznie: mechanizmy obronne. Polega to na tym, że negatywne uczucia zostają wypchnięte ze świadomości, dzięki czemu jesteśmy w stanie mimo trudnej sytuacji normalnie funkcjonować. Jeśli jednak emocje te nie zostaną w jakiś sposób uwolnione, będą zalegać i prędzej czy później będą miały bardzo negatywne skutki.
W jaki sposób dać upust swoim emocjom? U mnie zawsze bardzo pozytywnie działa pisanie na własne potrzeby – „wypisuję” wtedy wszystko co we mnie siedzi, przy okazji porządkując myśli. Można też pisać bloga
Można malować, rysować czy rozmawiać z przyjacielem (oby był cierpliwy:) ) – osoba przechodząca trudne momenty bywa bardzo skoncentrowana na sobie i nie wszyscy wytrzymują intensywne wylewanie emocji. Ale zdecydowanie polecam korzystanie z wszelkiego rodzaju wsparcia społecznego – byle nie przerodziło się to np. w intensywne imprezowanie by zagłuszyć swoje emocje. Ja po prostu opowiadałam swoją historię różnym osobom, i z każdym kolejnym razem czułam, że jest to mniej bolesne. A potem przyszedł moment, w którym wiedziałam, że to ostatnia taka historia i nie czułam już potrzeby dzielenia się swoimi emocjami, a ból zaczął mijać.
Kolejną ważną rzeczą jest dać sobie czas. Pewnych spraw po prostu nie da się przejść w trzy dni, choćbyśmy tego bardzo chcieli. Nie popędzaj się. Nie mów, że już powinnaś mieć to za sobą. Ile czasu potrzeba by uleczyć ranę po rozstaniu czy odejściu partnera? Jest to całkowicie indywidualna sprawa. Ja potrzebowałam 2 tygodni intensywnej emocjonalnej „młócki” i pracy nad sobą by zacząć normalnie i bez bólu funkcjonować oraz myśleć o całej sprawie. Proces leczenia trwa nadal i choć przebiega bardzo łagodnie, to nie wiem ile jeszcze potrzebuję czasu. Ważne by sobie na to pozwolić. Ważne też by nie uciekać w nowy związek, a pobyć z samym sobą, poznać siebie od tej bolesnej strony, zadbać o siebie i dać samemu sobie dużo miłości. W psychologii jest taki termin: żal po stracie. Podkreśla się wagę przeżywania tego żalu, żałoby – pominięcie tego etapu może uniemożliwić pójście dalej w życiu, bo przecież życie się nie kończy…
Na razie to tyle, ciąg dalszy nastąpi wkrótce. Czekam na wasze komentarze i pytania.
Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.





Cześć trafiłam na ten blog przypadkiem i w sumie ucieszyłam się, że nie jestem jedyną osobą na świecie którą też to spotkało z początku tak właśnie się czułam. Z moim już byłym chłopakiem poznałam się na studiach w sumie schodziliśmy się prawie 2 lata on bardzo chciał i się starał, a ja miałam wątpliwości, aż w końcu się udało byliśmy ze sobą 1,5 roku iw tym czasie bardzo się zakochałam stał się dla mnie jedyną osobą na świecie, nie widziałam świata po za nim. Był osobą z którą chciałam spędzić resztę swojego życia. Aż do pewnego dnia gdy wróciłam z kawy u przyjaciółki która się zaręczyła i wszystko mi opowiedziała. W przypływie tych emocji napisałam do niego smsa czy kiedyś też chciałby się ze mną ożenić i odpowiedź dostałam bardzo szybko o treści Tak. Przez parę następnych tygodni było na prawdę cudownie mogę powiedzieć że nawet lepiej niż dotychczas. Pewnego dnia umówił się ze mną i powiedział mi moje pytanie skłoniło go do przemyśleń i że on nie wie czy jestem kobietą z którą chce spędzić resztę życia, gdy to usłyszałam myślałam że to sen. Jakieś 2 tygodnie dochodziło do mnie to że mnie zostawił że już go mnie na. W sumie nigdy nie poznałam powodów jego decyzji i bardzo mnie to boli. Nie rozumiem czemu to zrobił i co nim kierowało. Wiem że nie odszedł do kogoś innego. Najgorsze jest też to że widuje go na uczelni to bardzo boli, bo wciąż go kocham:(( Tak właśnie załamał mi się cały świat, wszystko w co wierzyłam w miłość w to że jednak można być szczęśliwym runęło.
mam to samo.. dosłownie to samo mi chlopak powiedzial i tez go widuje na uczelni ciagle.. jeszcze 1,5 roku studiow mi zostalo a ja z nim w grupie jestem… tak sie zastanawiam czym sobie zasluzylam na to bo modlilam sie aby on sie zmienil na lepsze a wszyszlo jeszcze gorzej.. tyle ze ten moj byly zakrecil sie kolo innej panny z mojej grupy ktora zawsze uwazal za brzydka.. nie rozumiem i tego sie nie da zrozumiec.. obym to jakos przetrwala tylko bo to nie na moje siły to wszystko…………………………..
Właśnie się dowiedziałem…moja ex jest w ciąży z kimś innym…byliśmy razem ze sobą 5 lat obiecywaliśmy złote góry…a ona po paru miesiącach od rozstania zachodzi z kimś w ciążę i planuje ślub…a mnie właśnie zlał zimny pot cały się trzęsę…chociaż minął prawie rok od rozstania…czy może być gorzej…??
WSZYSTKIE SA TAKIE SAME
Właśnie się dowiedziałem…moja ex jest w ciąży z kimś innym…byliśmy razem ze sobą 5 lat obiecywaliśmy złote góry…a ona po paru miesiącach od rozstania zachodzi z kimś w ciążę i planuje ślub…a mnie właśnie zlał zimny pot cały się trzęsę…chociaż minął prawie rok od rozstania…czy może być gorzej…???
Nie wiem własciwie co napisać…zastanawiam się co chciałbys usłyszec… Oczy mi na wierzch wyszły kiedy przeczytałam to co napisałes… Nie ważne że minął prawie rok wydaje mi się że takie sprawy zawsze będą szokować slub ex czy ciąża to chyba zawsze robi ”wrażenie” na byłych partnerach… Trzymaj się dzielnie i nie pozwól by ta wiadomosc zatrząsła całym Twoim swiatem
hmm…sam nie wiem co mam sobie powiedzieć…tyle czasu straciłem na poradzenie sobie z rozstaniem…albo na przyzwyczajenie się do tej myśli..chociaż nigdy się z tym nie pogodziłem…to wszystko zaczęło się jakoś uspokajać…zacząłem nabierać przekonania że jakoś to będzie..przecież miliony ludzi sobie z tym radzą…to ja w końcu też dam rade…a tu nagle pozamiatane i kolejny cios…hmm…byłem jej pierwszym i jedynym i tak już miało zostać….a pozostało mi tylko totalne pranie mózgu…nie wiem jak mogę się jeszcze bardziej zresetować…próbowałem chyba wszystkiego…a najgorszy w tym wszystkim jest żal, smutek totalne wypalenie i brak chęci do czegokolwiek
tak czy siak dzięki za miłe słowa…to pomaga
wypalenie… też to znam. Ja postanowiłam życ dalej bez względu na wszystko nie obchodzi mnie już to co było- oczywiscie łatwiej się to pisze niż to wygląda w praktyce. Staram się życ ” normalnie” i nieoglądac się za siebie choć to wcale nie takie proste… Na sylwestra upiłam się tak żeby porzucic smutki ze starym rokiem. Byłam prawie pewna że chyba się pogodziłam z tym wszystkim no ale jak sie dowiedziałam film mi się zerwał a jak to bywa po pijaku w sumie mówi sie prawde i podobno nadal rozpaczałam… A minęło już 7 miesięcy ile można??? Żyje swoim życiem a jednak ciekawosc czy mysli same mnie pokonują :/
no właśnie ile można…pewnie tyle ile trzeba…nie ma już odwrotów..trzeba żyć dalej…może kiedyś ktoś jeszcze zajmie ich miejsce…a myśli wspomnienia i cała reszta ustanie!
Witaj w klubie! Moja(?) dziewczyna jest nieco leniwa – i to ją zgubiło. Kiedyś przyjechałem i widzę w naszym (?) łóżku świeże prześcieradło. Coś mnie tknęło – zaglądam do kosza z brudną bielizną – jest, lezy poprzednie… Wyciągam – no i wszystko jasne! Szła w zaparte. Długo. Dopiero po przedstawieniu wyników DNA skapitulowała. Przyparta do muru wyznała, że zrobiła to z kolegą z pracy (swoim młodszym o 8 lat podwładnym!!!!) bo… chciała mieć dziecko! I że próbowali parę razy…. I to był jedyny (ponoć) motyw tego czynu. I że on nie znał jej tajnych planów….
Pytam: a gdybyś zaszła w ciążę? Odpowiedź: to wychowywałabym to dziecko sama albo z tobą….
Mój wynik: 3 miesiące ciężkiej depresji z planami samobójczymi włącznie. Psychoterapia. Psychotropy. Ruina zycia zawodowego. Obecnie rekonwalescent – ale do końca życia okaleczony. A bylismy razem 12 lat….
… i ja cierpię z powodu rozstania, minęły trzy dni i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Niemiołosiernie wierzę, że jeszcze coś z tego wyjdzie…. A ten ból jest tak ogromny, że nie daje żyć…
… mija 4 dzień, i wariuję, nie wiem co mam robić. Cisza, nie odzywa się a podobno byłam jego połówką, jego miłością życia, miał być ślub…. Zwariuję chyba, ból jest niedopokonania. Czy faceci naprawdę nie cierpią? Nie myślą?
-i tu sie mylisz faceci tez cierpia.W moim przypadku minelo kilka tygodni od momentu kiedy po prawie jedenastu latach moja zona oswiadczyla ze juz nie chce ze mna byc i ze mam opuscic nasz dom a ja wciaz cierpie.Nas mezczyzn tez bola rozstania.Mamy wspaniale dziecko razem i to ze nasza trojka juz nie istnieje boli okropnie.Od ponad miesiaca nie sypiam.Tak tez jest tej nocy a za chwile musze isc do pracy ktora pewnie tez strace poniewaz trace zmysly niepotrafie myslec pozytywnie.Ona jest miloscia mego zycia.Mysle o niej caly czas.Nigdy nikogo tak mocno nie kochalem.Najgorsze jest to ze to moja wina.Nigdy nie staralem sie pielegnowac naszej milosci.Bardzo dlugo probowalem wyjsc z alkoholizmu i przez wiekszosc czasu ogarniety wlasnymi problemami zapominalem o zonie.Dzis nie pije i to wylacznie dzieki niej.Ale czy cokolwiek ma sens kiedy tracisz najwazniejsza osobe w twoim zyciu-pewnie tak-ale nie dla mnie.Pozdrawiam.
…. wrócił… porozmawialiśmy i jest cudownie. Czyli wszystko jest możliwe, może więc myślcie pozytywnie i uwierzcie, że czasem warto wyjść z inicjatywą rozmowy, żeby potem nie żałować, że się nie zrobiło wszystkiego co było możliwe. Ja tak właśnie zrobiłam i okazało się, że strasznie cierpiał i płakał ale się zaparł. Cały dzień zajęło mi przekonywanie i stwierdził, że miłość jednak Jego do mnie jest tak wielka, że warto spróbować jeszcze raz z szacunku dla tej miłości
Tak więc POWROTY SĄ MOŻLIWE !!!
Tak Marto są możliwe ale nie w każdym przypadku…
niop…nie w każdym…
ja też zawsze walczyłam, chciałam żeby było jak najlepiej i co z tego jak znowu mnie zostawił ;(
mineło 6 miesięcy, jestem cały w rozsypce… nie wiem co mam robić, nic nie pomaga. Zapisałem się na siłownie z myślą, że zabije tam w sobie emocje… Boję się, że zwariuję, W pierwsze trzy tygodnie po rozstaniu schudłem 15 kg, nie mogłem nic jeść, ani spać… Czemu Bóg daje ludziom tak piękną miłość, a później pozwala byśmy ją stracili??? jaki jest sens życia, skoro nie ma mojej kochanej???
,, A miało być tak pięknie miało nie wiać w oczy nam i ociekać szczesciem miało byc sto lat sto lat…” Jak w piosence u mnie minął własnie 7 miesiąc jak jest? Dotychczas miałam kontakt z byłym nie stały ale co jakis czas jednak cały czas to wiązało się z moimi nadziejami no i z rozczarowaniem. Powiedziałam ”Pas” kiedy podjęłam ostatnia próbe ratowania strzępków tego co zostało z naszych uczuc… Kupiłam wtedy bilety na koncert po czym dowiedziałam się że On idzie na wesele na które mielismy isc razem (tyle że zerwalismy) idzie z laską z którą kręcił jeszcze będac ze mną… Później do mnie zadzwonił jakby nigdy nic i powiedział że ma nowy numer ja wtedy byłam w pracy ale odrazu spytałam czemu nie powiedział mi że jest z nią w zwiąku przeciez gdybym wiedziała to nie zrobiłabym nic nie zaprosiła go na koncert… Na początku nie wiedział co powiedziec w końcu wyksztusil że tak wyszło no i oczywiscie tłumaczył się że jak był ze mną to nigdy mnie nie zdradził i w ogóle popłakał się ale ja całkowicie zerwałam ta znajomosc… Po jakims czasie on zadzwonił chciał odebrac swoją rzecz która jakims cudem została u mnie. Wtedy byłam w bardzo złym nastroju i w żałobie po smierci bardzo bliskiej mi osoby z rodziny jak się okazało on także nie był w lepszej sytuacji ani materialnej ani psychicznej… Stracił auto, postanowił wyniesc się z domu uczęszcza na spotkania z terapeutą z powodów rodzinnych- był w rozsypce. Otstani raz widziałam się z nim przed swiętami Bozego Narodzenia spotkalismy sie dosc późno więc zostalismy na noc razem w sumie rozmawialismy oczywiscie do niczego nie doszło w sumie mysle że ani ja ani on nawet o tym nie myslelismy. Głównie chciałam się z nim spotkac dlatego żeby powiedziec mu że spotykam sie z kims i wreczyc mu list. Spędzilismy całą noc oraz pół dnia. Poniewaz mówił mi o swoich problemach i widac było ten ból bezradnosc w postac łez przez chwile zastanawiałam się czy w ogóle dac mu ten list… Mimo wszystko postanowiłam mu go wręczyc. Podczas tego czasu on wysyłał sprzeczne sygnały nie wiedziałam w końcu czy z nią jest czy nie proponował wiele rzeczy (m.in wyjazd ale nie tylko…) a także wspominał zachowywał się tak że ciężko było powiedziec… Żałował powiedział ze był głupi bo teraz bylibysmy razem – nie wiem nie miałam odwagi zapytac czy z nią jest. Na koniec pocałowalismy się w sumie on mnie pocałował na do widzenia… Nie wiedział jeszcze że to jest nasze ostatnie spotkanie… W liscie który mu dałam był przelany cały mój ból jaki mi sprawił przez swoje zachowania i tekst że skoro on juz wybrał swoją droge niech pozwoli i mi isc dalej że kontak z nim wcale nie ułatwia mi ułożenia sobie życia… Dzis zastanawiam się jak było naprawde i czy podjęłam własciwą decyzje… Tego chyba juz nigdy się nie dowiem… A w odpowiedzi na to co napisał wyżej ,,Cały ja” : Jaki jest sens… powiem tak każdy powinien myslec także o sobie o swoim rozwoju o tym co chciałby w zyciu zrobic o wiele łatwiej jest kiedy ma się tym z kim podzielic… Kiedy jest obok ta jedyna ukochana osoba… Dobrze Cię rozumiem czas ucieka a choćby nie wiem jak było dobrze ciągle nasze niesworne mysli brną ku tej osobie czy tego chcemy czy nie… Nie potrafie zrozumiec jak mozna tak po prostu życ sobie dalej nie wziasc odpowiedzialnosci za swoje słowa i czyny… Bo przeciez tą miłosc zasiali w naszym sercu i tak poprostu pozwolili jej uschnac… Na przyszłosc wiem że nie nalezy obiecywac za wiele nie nalezy składac obietnic którym nie jest sie w stanie spełnic z biegiem czasu… Bo w ten sposób można tylko złamac serce a także sprawic że druga osoba przestanie wierzyc w miłosc oraz w samego siebie…
Zauważyłem jedną fantastyczną rzecz… Cały czas szukam sposobu jak się z tym wszystkim pogodzić, jak zapomnieć, jak odpuścić i uświadomic sobie w końcu, że z tego już nic nie będzie… Zacząłem patrzeć na siebie, na to co ze mną robi rozstanie jakie przeżyłem pół roku temu i nie spodobało mi się to co spostrzegłem. Zawsze byłem zaradnym i silnym facetem, potrafię o siebie zadbać i zawsze byłem z tego dumny. Po rozstaniu przestałem to widzieć, rozciamciałem się , rozczulałem się nad sobą, płakałem i szukałem winy w sobie, bo z pewnością jest ona we mnie… zacząłem rozpamiętywać wszystkie sprawy które spaprałem, albo takie które ułożyły się nie po myśli mojej byłej… zacząłem rozpamiętywać momenty w których widocznym powinno być dla mnie, że ona się oddala, że coś się zmienia… niestety dotarło to do mnie, po fakcie… Teraz, sześć miesięcy po wszystkim dochodzi do mnie, że moja była jest bezwzględną kobietą, która pozwoliła bym cierpiał, wyznaczyła mi karę niewspółmierną do przewinienia… i tu nagle zaiskrzyłem, że nie ma sensu w takim razie. bo skoro ktoś mówi, że kocha, zapewnia o tym, planuje przyszłość, a później skreśla, bo się coś odwidziało… to po jaką cholerę w ogóle wspominać taką osobę… Do czego zmierzam… większość osób udzielających się na tym forum ma podobny problem, nie potrafimy się pogodzić z utratą kochanej osoby, zadajemy sobie setki pytań dlaczego? po co? jak to się stało?
STAŁO SIĘ!!! życie musi iść dalej, a my stoimy w miejscu, nasi byli partnerzy nie rozpamiętują, nie wnikają, dawno zapomnieli… mają nas po prostu gdzieś… nie jesteśmy im nic winni, nie należymy już do nich, jesteśmy wolni. trzeba żyć, trzeba czerpać życie garściami i nie zmieniać się tylko po to bo były/była nas nie akceptowali takimi jakimi jesteśmy… nikt za mnie, bądź za was życia nie przeżyje, a szczególnie Ci którzy mają nas gdzieś… otrząśnijmy się, czas najwyższy… jeśli uda nam się wyjść na prostą, to w mgnieniu oka pojawią się duchy przeszłości, które będą chciały wrócić i czerpać z naszej energii. może to troche filozoficzne podejście, ale jestem przekonany, że zarówno ja jak i wy mamy z naszymi byłymi partnerami pewną łączność emocjonalną, nie wiem czy jest to gdzieś naukowo udowodnione, ale głęboko wierzę, że wyczuwanie emocji i samopoczucia na odległość jest możliwe… i każdy były, bądź była wyczuje najmniejszą zmianę jaka w nas zaistnieje, a jeśli będzie to zmiana na naszą korzyść to tym bardziej… Dbajmy o nasze samopoczucie, a nie o wspomnienia które prowadzą nas w ślepy zaułek…
zgadzam się oczywiscie z tym co napisałes wyżej… Powiem tak… to chyba zalezy od dnia czasem… Zdarzy się wracac do wspomnien a innym razem jestem pewna tego że chce zapomniec różnie bywa przynajmniej u mnie…
Trzeba zapomnieć, chociaż wiem jak trudno się z tym zapomnieć… kiedyś ktoś mądry powiedział mi piękne zdanie „przeszłość nas nie nakarmi ” i taka jest prawda… Boli mnie to wszystko i drażni i wyrzucam sobie w myślach, że jestem idiotą, bo pozwoliłem komuś tak mocno wejść w moje życie i poprzestawiać każdy jego element… teraz nie mogę w tym życiu niczego znaleźć, a najtrudniej odnaleźć miejsce dla samego siebie… Mówię sobie dość… ona nie wróci i powtarzam to sobie za każdym razem gdy się budzę gdy na nowo muszę ustalać w głowie plan otrząśnięcia się… i wierzę, że wraz z nadejściem wiosny zaczne nowe życie… bo nie warto rozpamiętywać kogoś kto skreślił, a przecież tak bardzo kochał…
tak pięknie piszesz, mój rozum się całkowicie pod tym podpisuje tylko co z tego skoro serce nie sługa i nadal wymusza na rozumie czekanie na tego, który mówił, że kocha a później nagle zmienił zdanie. To trwa już pół roku… są wzloty i upadki… do końca nie odszedł bo cały czas twierdzi, że nie podjął decyzji, że sam nie wie czego tak naprawdę chce. A ja łudzę się głupia, że wróci wiedząc jednocześnie, że popełniam duży błąd… Jak przerwać to koło????
To co piszesz jest dla mnie straszne, mój mąż porzucił mnie i nasze dzieci po 22 latach udanego malżeństwa, nie daje mi w zasadzie szansy, ale pisze sms-y typu : ewi, co u ciebie?, zycze ci dibrego dnia…i trzyma mnie w sidłach miłości bezlitosnie. Zapytalam go dzisiaj, czy mamy jakies szanse u niego jeszcze, ja i dzieci-powiedzial ze moze za tydzien dwa porozmawiamy, bo teraz to on jest jednak bardziej z kochanką, mam nie naciskać, bo on jeszcze nie zdecydował, ale raczej nie, ale porozmawiamy potem…nie mogę zniesć jego okrucieństwa, ale jednocześnie co chwle spogladam na telefon, ze moze jednak…Boże, jak to przeżyc, czekać? nie czekać? oddac mu obrączkę? może ja przyjmie spowrotem i co wtedy? mam dziesięc lat wiecej od Ciebie, i moje szanse na układanie sobie życia na nowo są bardzo znikome…
Witajcie.
Pisałam tutaj jakieś 1,5 roku temu, może więcej. Moja historia jest bardzo zawiła. Mówiąc krótko, miałam męża, który pił i zaniedbał przez to cały nasz związek. Poznałam w pracy gościa…nie sądziłam, że jest tyle ode mnie młodszy ( 9 lat ), wybuchło między nami uczucie, namiętność ogromna. Miałam w nim ogromne wsparcie kiedy odchodziłam od męża. Wylądowałam na bruku, bez pracy, mieszkania z niewielkim groszem, który udało mi się wyegzekwować od byłego. Wyjechałam za granicę do pracy jednak mój gość nie radził sobie z rozstaniem. Miał wahania czy nasz związek ma sens…ja zakochana cierpiałam. Ale w końcu po kilku dniach pogodziłam się z myślą, że to koniec. Ale on odezwał się i napisał, że kocha i nie chce beze mnie. Zburzyłam więc to co zaczęłam budować i wróciłam. Wynajęliśmy mieszkanie, znalazłam ciekawą, choć niezbyt dobrze płatną pracę i sielanka trwała.
Po roku, dokładnie tydzień temu on mi oznajmił, że nie może już dłużej udawać…że nasz związek jest wg niego nudny i schematyczny. HE he he…runął mi w tym momencie sufit na głowę, przez tydzień cały walczyłam z ogromną depresją. Wszyscy dookoła mi mówią, że to debil, że kretyn i nie jest mnie wart ale ja musiałam zaliczyć glebę, żeby móc się z niej podnieść. Poszłam na tydzień do przyjaciół i żyłam nadzieją i złudzeniami.
Wczoraj wróciłam by wyleczyć się z tego toksycznego dla mnie związku. Mam większe alternatywy bez niego niż z nim, ale miłość gorsza od sraczki. Nikt mi nie zabroni mówić mu że kocham, dopóki serce moje przestanie dla niego bić. Dzisiaj już wiem, że nie chce z nim być. Mam 35 lat i walizkę, nic poza tym. Pora pomyśleć o sobie prawda????? Wiem co chcę robić i wiem co zrobię. Chcę realizować moje marzenia, a nie być z kimś kto ciągnie mnie na dno, dla którego poświęcam wszystko a on ma to w dupie bo jest zadufanym pieprzonym egoistą. Płaczę i śmieje się zarazem. poczułam ulgę bo wiem co mam robić. A on każe mi czekać aż podejmie decyzję, określi…hmmm…czy mnie kocha czy nie. Już na to nie czekam, już nie walczę.
Ból dał mi siłę i przyjaciele.
Witam. Czytam przychodzace na mój mail historie niespełnionych miłosci,wasze historie i czuje ze te to sa moje..moja historia..Niewiem w jaki sposób ,skad i dlaczego takie maile zaczeły do mnie przychodzic-moze po to zeby mi pomoc…Moja historia ..nie bardzo wiem od czego zaczac..Byłam na koncówce drugiego juz nieudanego małzenstwa(jedno zakonczone przez bicie i picie,drugie przez picie i brak jakichkolwiek działam ze strony meza by ratowac ten zwiazek).Wmarcu ubiegłego roku,na jednym z portali społecznosciowych poznałam mezczyzne,bardzo szybko nawiazała sie miedzy nami jak to sie mowi-nic porozumienia,potrafilismy rozmawiac ze soba(na skype) po kilka godzin ,rozmawialismy o wszystkim i o niczym-nigdy nie nudzilismy sie w swoim towarzystwie. Wpołowie roku moz maz nie dał rady ze soba ,problemami jakie stworzył i chyba tym ze wiedział ze to juz nasz koniec ze miesiac wczesniej złozyłam pozew o rozwód-nie dał rady i powiesił sie…znalazł go mój syn..to była straszna tragedia dla naszej rodziny i dla mnie-bo chcialam rozstania ale nie takiego…Mezczyzna którego poznałam chwile wczesniej bardzo wspierał mnie i moja rodzine-były to tylko rozmowy ale bardzo pomagały(on pracował za granica,ale jego dom rodzinny był w tym samym wojewodztwie) .z kazdym dniem stawał sie mi coraz blizszy-wynik -pokochałam go i to jak sie okazało jest moja najwieksza milosc-przy nim dopiero nauczyłam sie kochac-wbrew wszystkiemu i mimo wszystko…Pomyslicie to super-takie szczescie w nieszczesciu..ja tez tak myslałam…długo by opisywac szczegóły ,wiec moze uda mi sie w skrocie napisac-Wiedziałam ze jest zonaty ,powiedział ze nie rozwiodł sie z zona ze wzgledu na dzieci(15,18 lat),zeby nie zakrecac im bardziej zycia,i ze kocha tez zone ale …prawda byla troche inna-po kilku miesiacach dowiedziałam sie ze miałam byc tylko na chwile,ale tez zakochał sie we mnie. I TO JEST NAJPRAWDZIWSZA PRAWDA I JEDYNA RZECZ W JAKA MU WIERZE..i jestesmy tak prawie ,,ze soba,,11miesiecy prawie.Kilka razy próbowalismy zakonczyc nasza znajomosc-ja ,on -róznych sposób sie chwytalismy zeby zakonczyc i jednoczesnie szukalismy furtek zeby jeszcze nie,..Nie mozemy byc ze soba tak jak nalezy i jednoczesnie nie umiemy tego zakonczyc-ta prawie ((spedzilismy ze soba tez troche chwil w realu)i tak ta internetowa miłosc trwa i jest tak bardzo mocna i nie jeden raz zastanawialismy sie jak to mozliwe? Ja przygotowuje sie kolejny raz zeby zakonczyc to co jest piekne i tak bardzo silne ale tez cos co nie ma szans na przyszłosc- krzywdzimy siebie i innych niewinnych ludzi..pisze tu po raz pierwszy bo jest mi bardzo ciezko,bo ta miłosc zabija mnie od srodka i bardzo bardzo boli-kiedys nie wiedziałam ze miłosc boli teraz wiem…i bedzie bolała juz zawsze…pozdrawiam wszystkich…
mała poprawka-moj maz odebrał sobie zycie w połowie marca ubieglego roku.
Mój mąż, jedyny i ukochany, po wspaniałych Świętach pełnych miłości i oddania, po najwspanialszej nocy Sylwestrowej, gdy w tańcu trzymał mnie w ramionach i szeptał kocham Cię, zadzwonił do mnie 8 stycznia i powiedział zimnym głosem, że jest ktoś inny, że to tylko kwestia czasu, kiedy by do niej odszedł, że pociąga go bardzo, że jest 10 lat ode mnie młodsza i daje mu coś, czego nie miał…zostawił mnie bez dania jakiej kolwiek szansy po 22 latach najwspanialszego małżeństwa, pełnego oddania, szacunku i miłości, i namiętności…nie wiedziałam zaślepiona begranicznym uczuciem niczego, każde jego tłumaczenie przyjmując za pewnik, że chce dobrze dla nas, że nas nigdy nie skrzywdzi. Umarłam. Nia zaplakałam, ani razu. Moja rozpacz nie ma głosu. Potrzebuję pomocy, wiem.
Zaczęłam pisać bloga. Dla moich dzieci, żeby kiedyś wiedziały jak wspaniałe miałam życie, choć zakończyło się trywialnie, i wg schematów: mąż zaczął się zdrowo odżywiac, szczupleć, ćwiczyć, modnie ubierać, pachnieć jeszcze droższymi wodami toaletowymi niż dotąd, myślałam, że dla mnie…
Ewo, bardzo mocno Cie przytulam i myślę, że rozumiem co czujesz myślę ponieważ moja historia była zupełnie inna. Pisanie bloga to doskonały pomysł, ja piszę pamiętnik. To pozwala spowolnic bieg, a w zasadzie szaleńczy cwał myśli, przynosi ukojenie. Nie napiszę niczego czego zapewne sama nie wiesz. To będzie bolesna i czasochłonna żałoba. Jednak zapewniam Cię, że ból zacznie malec, a moze z czasem zniknie. Zdaję sobie sprawę, iż to marne pocieszenie jednak wiem po sobie, że nawet najwieksza pustka w środku, utrata sensu we wszystko i wiary w cokolwiek mija. Jestem z Tobą
Dziękuję Ci. Nie czuję nic, procz tego, że przestałam istnieć. Oddycham, wiec jeszcze pewnie żyję, choć myslałam, że nie. Każde słowo wsparcia jest mi potrzebne by jakoś przetrwać kolejną noc z nim pod powiekami.
Ewo, jeśli będziesz chciała porozmawiać, zapraszam na gg. Znajdziesz tutaj mój numer. Pozdrawiam Cię serdecznie i ciepło.
Dziękuje Ci, mija dzień za dniem, nie mogę się pobierać. Nie rozumiem tego co się stało, nawet nie umiem go znienawidzić. Żyję obok siebie. Wciąż się łudzę, że zadzwoni i powie, ze to był głupi żart. ile to jeszcze potrwa?. Był ze mną przez ponad połowe mojego życia. Strasznie mnie to boli.
Nasza historia jest trochę dziwna, spotkaliśmy się jako nastolatkowie ona miała 19 lat, ja 17. Po czterech latach bycia parą zostawiła mnie i jak się teraz okazało zakochała się w starszym gościu, rozwodniku, była z nim 7 m-cy, on ją porzucił i wróciła do mnie. Mi jednak powiedziała, że to ona go zostawiła, po dwóch tygodniach od spotkania byliśmy już w ciąży, pobraliśmy się i stanowiliśmy udany związek przez kolejne 14 lat. Ona jest nauczycielką i od półtora roku przychodził do niej chłopak na korepetycje,w maju dowiedziała się, że to syn tamtego gościa z przed lat. W połowie stycznia pokłóciliśmy się bardzo i ona zaraz następnego dnia skontaktowała się z tamtym gościem. Przepraszałem i prosiłem, dwa tygodnie tarzałem się z kwiatami po podłodze myśląc, że to moja wina. Po dwóch kolejnych tygodniach wydało się, że spotyka się z nim, potem to już z szybkością światła, wyprowadzka, podział majątku teraz rozwód, oskarżenia, że to moja wina, gdzieś w kłótni powiedziała mi, że nie kocha mnie od pół roku, wtedy dla mnie wszystko stało się jasne.Zostawia mnie dla gościa, z którym wtedy była, był miłością jej życia, na pytanie kim dla niej byłem ja, nie odpowiedziała. Po prostu koszmar, na koniec podanie ręki i stwierdzenie, że jestem fajnym facetem i sobie poradzę. Ona kwitnąca, zero zmęczenia, pełna życia, szczęśliwa i zadowolona; ja na dnie. Co jeszcze mogłem zrobić w swoim życiu, żeby tak się nie skończyło.Najgorsze jest jednak to, że mimo wiedzy o tym co się stało dalej ją kocham i prosiłem wiele razy o miłość. Czuję się jak szmata i zadaję sobie pytanie co dalej…To trwa dopiero trzy miesiące, sam mieszkam od trzech tygodni. Na razie nie mam kontaktu nawet z córką, która ma trzynaście lat i nie radzi sobie z tą sytuacją, obwiniając mnie o wszystko. Z córką miałem dobry kontakt, jak była mała bawiłem się lalkami, czytałem, nauczyłem jeździć na rowerze, na nartach, pływać, teraz odkąd stała się kobietą (od roku) dogadywaliśmy się źle, a teraz po prostu się nie odzywa, nie odbiera telefonów nie odpisuje na sms-y.
Witam,
Jak przeczytałam Twoją historię to zrobiło mi sie strasznie nieprzyjemnie w imieniu Twojej żony. Dlaczego kobiety w taki sposób traktują faceta który jest naprawdę fajnym gościem? Nadmieniam że sama jestem zostawiona przez swojego mężczyznę któy wyjechał za granicę 10 dni temu i całkowicie mnie olał. Nie umiem sobie tego poukładać bo w polsce zapewniał ze kocha mnie i mojego syna! Myślałam że to WY ranicie a tu się okazuje że my baby tez jestesmy wredne. Współczuję Ci!!
Ewo, bardzo, ale to bardzo poruszyła mnie Twoja historia. Jestem z Tobą – napisz, jesli masz taką potrzebę, mój czas i numer telefonu są do Twojej dyspozycji – myślę, że wiem jak Ci pomóc. Jestem w podobnej sytuacji – ale już w fazie „sanacji”…
Napisz na mmies@web.de, nigdy nie odmówię pomocy – telefon dam Ci via email. (tylko jeśli będziesz tego chciała).
Pozdrawiam,
Steven
zostawił mnie 2 dni temu
byliśmy w toksycznym związku, wieczne awantury, czasem potrafił byc na prawdę kochany szkoda że tylko na krótko mimo to kochałam go, nadal kocham jest mi bardzo cieżko nie wiem jak sobie z tym poradzic, boję się że prędziej dostanę na głowę niż znienawidzę go i zapomnę
czesc kochani co u was ? jak się trzymacie? u mnie dni dzielą się na te lepsze kiedy wszystko jest o.k. i na te gorsze kiedy nie jest tak jakbym tego chciała… Wkrótce walentynki czas którego już nie znosze
Od rozstania minęło prawie 8 miesięcy szmat czasu co nie? a u mnie bez zmian… mój ex jest w związku a ja niestety jakos nie umiem się odnalesc w tym wszystkim czasem czuje się bardzo samotna ostatnio często płacze wieczorami mam momenty płaczu nad samą sobą… Jakis czas temu poznałam chłopaka wszystko zdawało się byc fajnie no ale jednak czegos zabrakło bo kontakt zaczął się urywac i zrozumiałam że to nie ma sesnu skoro nasz kontakt stał się dla nas mało wazny… I tak z dnia na dzień spróbuje w tym wszystkim odnalesc sens… staram się maksymalnie zapełniac czas obowiązkami lub robic wszystko by tylko nie zamykac się w sobie… ale przyznaje że jest troszke cięzej niż myslałam… To było tak najpierw był maksymalny ból cierpienie złosc wsciekłosc chęc zemsty później znów epizod użalania się nad sobą smutku braku chęciu ból łzy… po jakims czasie teraz… nie tyle brakuje mi Jego co kogos nie wiem jeszcze kogo ale kogos z kim bede mogła o tym porozmawiac kto mnie wysłucha przytuli i powie że wszystko będzie dobrze z taka pewnoscią w głosie że po prostu mu uwierze… Cięzko mi z tym bo czuje że w srodku krzycze… a tak naprawde staram się to stłumic… Łzy? popłacze sobie ale no własnie zawsze jest ale… Wstane rano jak zwykle może pójde gdzies do siostry albo pozałatwiam sprawy zdam egzamin itp. włącze telefon założe słuchawki i będe gapic sie w szybe w drodze powrotnej do domu… będe przez cały czas karmic się myslami że jest o.k. i będzie o.k. i tak będzie do momentu kiedy znów jak codzień nie ogarnie mnie strach przed jutrem że jutro wstane i znów przeżyje ten kolejny beznadziejny dzień… Ciesze się że chociaz tutaj moge się wypisac bo wiem że bardzo tego potrzebuje… Potrzebuje się tym z kims podzielic bo inaczej zwariuje…! ! !
( nie chce się smucic ale czas ucieka… a u mnie albo nic się nie zmienia albo znów się zawodze… Mam tylko nadzieje że kiedys ta czarna chmura z nad mojej głowy zniknie i wiem że to nie będzie dzis ani jutro ale wierze że kiedys na pewno… !
czekam na wasze odpowiedzi… :* pozdrawiam
Witam Doris,
bardzo dobrze Cię rozumiem…u mnie właśnie mija rok od rozstania…dzisiaj kolega z pracy powiedział do mnie – „dzisiaj właśnie mija rok jak tutaj razem pracujemy” na co tylko się uśmiechnąłem i pomyślałem…mhm 14.02 mija rok …odkąd się wyprowadziła…przez ten rok tyle się wydarzyło…ona się zaręczyła ,zaszła w ciążę i zaczęła życie od nowa…. ja robiłem wszystko aby zapomnieć o tych 5 ciu latach bycia razem, aby zamknąć ten rozdział i zacząć od nowa…co jednak prawie wcale się nie udało…odsunąłem się jedynie od naszych wspólnych przyjaciół, zrobiłem kilka różnych głupot które i tak nic nie pomogły i mam wrażenie że stoję w miejscu..nie ma dnia abym o niej nie pomyślał…i nie starał się pielęgnować tego obrzydzenia w jej kierunku…co też nic nie pomaga…dni mijają każdy podobny do poprzedniego w gruncie rzeczy…staram się je jakoś urozmaicać ale i tak brakuje cały czas tego wypełnienia i bliskości kogoś…wiadomo że są też lepsze okresy…ale były pewnie tak krótkie i nieliczne że łatwo było by je zliczyć….hmm..może to jest tylko użalanie się nad sobą..sam już nie wiem…
Trzeba starać się mieć nadzieje i trzymać uszy do góry…a poza tym trzeba nauczyć się w końcu życia samemu chociaż to ciężkie po tym jak z kimś było się tak blisko przez długi czas…ale na pewno ktoś kiedyś wartościowy zawita jeszcze w naszym życiu więc starajmy się nie łamać!
Szy czyli widze że mimo tego iż nasze historie się różnią to jednak częsc dotycząca bólu jest wspólna… ehh i wczoraj ten 14.02… a mój ex spędzał go z nią zapewne.. napisałam mu tylko że życze mu aby ten dzien był pełen radosci i aby wszystko co robi nie stało sie nigdy bezowocne… odpisał po godzinie że to dzien jak codzien bo kocha sie przez cały rok a nie tylko 14.02 i że dziękuje i życzy mi abym kiedys mogła celebrowac ten dzien tak jak kiedys… i że ciągle mysli zeby mi odpisac na list ale nie moze sie zebrac… ze juz raz odpisal ale nie jest zadowolony wiec nie wrzucił mi do skrzynki tego listu… Widzisz ja jeszcze w grudniu sie z nim widziałam i dopiero teraz do mnie dotarło że on wtedy jeszcze żałował tego co zrobil a ja mądra oczywiscie wręczyłam mu list w którym przelałam cały swój ból brak zaufania i wszystkie negatywne uczucia względem niego i decyzje o całkowitym zerwaniu kontaktu… napisałam też że on juz wybrał i żeby żył swoim życiem a ja bede żyła swoim że tez chce w końcu sobie je ułozyc… Sama pogrzebałam jakiekolwiek szanse na to by wrócił i dzis chociaz żałuje to wiem że już tego nie zmienie on mnie posłuchał i wymazał więc teraz to i tak nie ma już żadnego znaczenia… Ucze się życ od nowa jednak to trudne bo on pojawia sie w snach… w których zawsze niestety jest super a później zawsze mnie zawodzi… Nie wiem dlaczego tak jest że jest para i po jakims czasie jedna strona tak doskonale radzi sobie z życiem codziennym układa plany a my tego nie umiemy… Wydaje mi się że to dlatego bo… w trakcie gdy oni byli z nami to juz deptali sobie grunt pod nogami flirtujac z kims innym aż w końcu tak tez się skonczyło… Czytałam swietną ksiązke ,, Zanim powiesz Kocham” napisał ją ksiądz ale jest genialna i bardzo polecam… Jest własnie o wzlotach i upadkach przeróżnych historiach przeróżnych par… o rozstaniach zdradach i miłosci… I wklejam tutaj fragment który mój były otrzymał w tym liscie ode mnie a który jest idealny ….
,, Sytuacja chłopca chodzącego z dziewczyną nie jest diametralnie różna od sytuacji w małżeństwie – tylko zależy od tego, na jakim etapie. Wierność na godzinę przed ślubem jest prawie identyczna jak w godzinę po ślubie. Możemy mówić o jakimś dochodzeniu do miłości i wierności – do świadomości małżeństwa. Na początku znajomości, kiedy to jeszcze nic nie wiadomo, swoboda w doborze innego partnera jest prawie nieograniczona. Na końcowych etapach obowiązuje wierność prawie taka jak wierność małżeńska. I z jednej, i z drugiej strony. W miarę upływu czasu, gdy coraz bardziej kochasz, coraz bardziej ograniczasz swoje sympatie – coraz bardziej skupiasz się na tym człowieku, którego określasz słowem „mój”. Jemu poświęcasz maksimum uwagi, czasu, troski, uczucia, myśli. Nie chcesz go „okradać” ze swojego uczucia. Nie chcesz, by ktoś zabierał choćby cząstkę miejsca w twoim sercu. To jest wierność, gdy dzień spokojny.
Aż naraz zainteresuje cię ktoś trzeci. Wtedy to ty powinieneś być zaniepokojony, to ty musisz być bardzo uważny – nie twój partner. To twoja uwaga musi się wyostrzyć. Nie pchaj rąk w ogień. Ani na złość, ani dla żartu, ani dla samej gry, ani dlatego, żeby popróbować siebie czy jego, ani dlatego, żeby pokazać swojemu otoczeniu, ile jesteś wart.
Bo przejdziesz do zwierzeń. Niepostrzeżenie powstanie w tobie rozdwojenie. Z czasem dominanta przesuwać się zacznie w kierunku tego nowego człowieka, zaczniesz pytać o rady, powierzać swoje sprawy, szukać oparcia, pociechy. Aż twój partner stanie się tobie obcy – i to jest gorsze niż zdrada fizyczna. Rozejście się formalne będzie tylko dopełnieniem tego stanu, który od dawna narastał. Aż odejdziesz od człowieka, którego kochałeś i który cię kochał naprawdę, a którego straciłeś przez swoją głupotę – przez to, że nie umiałeś być wierny w czasie próby.”
w google nalezy wpisac tytuł zanim powiesz kocham i cala ksiazka jest online…
byliśmy ze sobą 9 lat, mamy wspaniałego synka, ma 4 lata. Mieliśmy wspaniałe 7 lat….nagle coś zaczęło się dziać, awansował i zaczął pracować w innym mieście…. zaczęliśmy się od siebie oddalać i oczywiście pojawiła się inna… powiedział mi o tym w wakacje, gdzie jeszcze miesiąc wcześniej zapewniał mnie, że kocha i że sobie poradzimy z problemami. To on krzyczał, miał pretensje o wszystko, teraz wiem dlaczego… bo była ona. Wyprowadził się po wakacjach i co???? I po jakimś niedługim czasie zaczął mi mówić, że nie jest pewien czy dobrze zrobił, że potrzebuje więcej czasu aby podjąć decyzję czy być ze mną czy z nią. Twierdzi, że z nią to nie jest taki normalny związek jak mi się wydaje. No to co tam jest?? Mamy już luty a on nadal nie wie, teraz się dowiedziałam, że już wiele razy stał przy samochodzie żeby do nas wrócić, żebym mu dała więcej czasu, że był u księdza i psychologa żeby mu pomogli podjąć właściwą decyzję. Najgorsze w tym wszystkim jest, że mimo tego całego bagna wciąż go kocham i chcę żeby wrócił. To czekanie na niego jednocześnie mnie niszczy bo znowu siedzę w domu i płaczę… Są dni kiedy wydaje mi się że najgorsze mam już za sobą. Już nie płakałam… dlatego niewiem co się stało dzisiaj. Czyżby zbliżające się cholerne walentynki??? Ma być w Gdańsku we wtorek, powiedziałam mu w pt że chcę abyśmy zerwali kontakt zupełnie, niech się odezwie do mnie dopiero wtedy kiedy będzie wiedział czego chce, co dla niego jest ważne. Chcę aby to wszystko się skończyło…chcę zacząć w końcu żyć, mam 32 lata, jestem atrakcyjna i nie chcę siedzieć w kącie dlatego, że ten dupek mnie zostawił. Pomóżcie mi, jak mam z tego wyjść
ahh i jeszcze jedno kochani!
tutaj wyżej było kilka wypowiedzi że facet odszedł ale że mówi że sam nie wie czego chce ma kogos ale nie wie czy jest szczesliwy itp. Powiem tak… Wiem jak jest wiem że zawsze się liczy na to że znów sie poczuje to cos co kiedys… ale spróbujcie na to spojrzec TYLKO trzexwym spojrzeniem… mianowicie on ma kogos a was zwodzi mówi że nie wie karze czekać… Przed rozpadem mojego związku mój ex dał nam 2 tygodnie przerwy od siebie wiedziałam juz co to oznacza i się nie pomyliłam oznaczało tylko najgorsze… Czy to nie samolubne? nie dosc że maja kogos to jeszcze karzą czekac? i co? jesli poczekacie miesiąc dwa trzy Czas leci nieubłaganie on będzie miał swoje życie a wy czekanie, a kiedys byc może on się zaręczy ? Ja wiem że to jest przykre i ciężkie że zawsze się czeka zawsze się wierzy ale nalezy pamiętac że jak już raz mu się odwidziało to zawsze może się to powtórzyc i on ułoży sobie życie a wy przez to czekanie nadal będziecie same… Chodzi tu o to żeby starac się życ nie liczyc tylko na jego łaske bo oni chcialiby miec wszystko mają się do kogo przytulic z kim rozmawiac spędzac czas i gdzies tam jestesmy my kiedy tamta osoba w czyms nie wykarze się najlepiej to jestesmy my czyms w rodzaju koła ratunkowego… Trwanie w samotnosci nic nam nie da… Ja zauważyłam na swoim przykładzie że rozpad związku wyssał ze mnie całkowicie pewnosc siebie- nie jestem doskonała nie z wszystkiego w swoim ciele jestem zadowolona a on potrafił powtarzac że kocha taka jaka jestem ze nigdy nie zdradzi nie zostawi że jestem jego ideałem i jak odszedł to moja wiara odeszła razem z nim… Teraz mimo że wcale nie jestem brzydka nie umiem wierzyc w siebie ciągle staram się dopasowywac… nie jestem tym kim byłam… brakuje mi pewnosci i odwagi wiary we własne siły nie pozwólcie kochane aby u was tez to się tak skończyło…
Wysłałem mojej ukochanej kwiaty na walentynki, otrzymałem ignorancję… Proszę kobiety tu zebrane, powiedzcie mi, czy popełniłem błąd?? staram się o niej zapomnieć, wynajduję sobie miliony obowiązków by tylko nie myśleć… nie potrafię, kocham i tęsknię… Nie jestem fanem walentynek, dla mnie to głupie święto, w którym więcej ludzi cierpi niż odczuwa szczęście. Chciałem mojej byłej sprawić przyjemność, nie wiem czy ma kogoś, bo nie odzywa się do mnie, mogę się tylko domyślać, że jest sama… więc postanowiłem, że podejmę taki desperacki ruch, wysłałem bukiet róż z liścikiem w którym napisałem… udanych walentynek. Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, czuję się jak idiota. a przecież wystarczyło by zwykłe dziękuję… ale nic, nic, nic… nie wiem, jaka była jej reakcja, czy się zdenerwowała, czy wyrzuciła te kwiaty, czy zatrzymała je i poczuła, że jestem… nie wiem… Proszę kobiety powiedzcie jak wy byście zareagowały na taki gest…??
Przykro mi ale postąpiłabym tak samo. Myślę, że jej może też nie jest łatwo. Podjęła taką a nie inną decyzję i wypada ją uszanować. Oczywiście, że kultura nakazuje podziękować, ale Ty nie odebrałbyś tego jako dziękuję lecz jako sygnał, że ona może jednak nie zdecydowała do końca co dalej, prawda?
Niestety ale w takich sytuacjach najlepsze jest krótkie i zdecydowane cięcie. Wiem, że boli ale sama przez to przeszłam i wiem, że można. Ty nie pozwalasz sobie na takie cięcie, w każdym razie tak wynika z Twojego postu. Myślisz o niej, domyślasz się czegoś, liczysz, że nikogo nie ma. A to tylko pięlęgnuje i utrwala Twój ból, czyni Cię jego niewolnikiem.
Czy to ważne co zrobiła z bukietem? Ważne, prawda? No właśnie, sam widzisz, że nie dajesz sobie wolności. Ona Ci dała i pewnie pragnie tego samego od Ciebie.
Wybacz, jednak pytałeś o opinie kobiet. Dzielę się swoją.
dziękuję, Twoje słowa są bolesne, ale pewnie prawdziwe… pielęgnuję ten ból już od 7 miesięcy i nie potrafię się od niego uwolnić, ciągle mam nadzieję i ciągle jest we mnie wiara w to, że jakimś cudem się wszystko ułoży… dziękuję za Twoją opinię.
Wiesz nie znam twojej sytuacji od poczatku. To zalezy jak zerwaliscie i kiedy to mialo miejsce. Mogę jedynie powiedzieć ze rozumiem twój bol. Ją zostawilam mojego ukochanego 13 lutego.Wcześniej on zerwał senna dwa razy,jakimś dziwnym trafem wracalismy do siebie. Teraz jednak sytuacja jest bardzo powazna.nie mam juz go a byl dlamnie wszystkim….a wszystko przez głupie fejsbukowe wiad i indie głupie portale…boli, bardzo.. obiecał że sie nie odezwie….chciałabym zapomnieć o tym złym co mi zrobił i Byc z nim nadal. Ale on nie przeprasza nie prosi o wybaczenie bo dumą mu nie pozwala. Nie moge tego pojac! Pojechałam nawet doniego wieczorem bez zapowiedzi wwalentynki, myślałam że jednak pokaże że mu zalezy…że chce nas. Ratowac…alewychodzi na to że zachowalam siejak kretynka.;/
Tak łatwo jest mówic nie pisz, nie dzwoń nie rób tego tamtego i tak naprawde choć wszyscy wiemy że to bez sensu to i tak podejmujemy pewne kroki z nadzieją że może jednak się uda.. Może jednak gdzies w tym człowieku jest czątka tego chłopaka którego kochałam… Gosiu ja tylko wiem tyle że dobrze Cię rozumiem bo sama robiłam rzeczy irracjonalne wręcz… a później się parzyłam… Nie wiem na prawde jak przez to przejsc bez działan… Najlepszym rozwiązaniem jest miec kogos przy sobie miec w kims wsparcie… by z czasem zapomniec… Nie wiem co musi się stac żeby dotarł do nas fakt że to koniec końców i nie będzie już powrotów… Mi jest ciężko bo mimo wszystkich błędów jakie popełnilismy i mimo tego że on prawdopodobnie jest w związku z ta dziewczyną były chwile gdzies spotkalismy się i nawet nie musielismy rozmawiac po prostu patrzylismy sobie w oczy i za kazdym razem mielismy problem z rozejsciem się w swoją strone zawsze staralismy się to maksymalnie przedłużac ale w końcu ta chwila dobiegała końca… Ja tez odezwałam się do byłego tam wyżej w poscie opisałam co ja mu napisałam i co on odpisał… Jakos będzie buźka
Dziękuję za slowa otuchy. To straszne ,że musimy przez to przechic. Najgorsze, że ufalam mu bezgranicznie, zawsze utwierdzal w przekonaniu że powinnam mu wierzyć,,,i wierzylam do czasu kiedy zaczela sie odzywać moja intuicja. I nikt mi nie powie że ona nie istnieje. Wiesz o czym marzę? O tym by zadzwonił i powiedział że tęskni, ze jego życie jest piąte bezemnie , ze kocha i zaluje wszystkiego co mnie ranilo….boze jakie ją gadam bzdury . Jestem zbyt romantyczna…i za dobra. Musialabym Byc. suka by byc szczęśliwa! ;(
znam to doskonale ale czasem chyba lepiej jest byc dla siebie surową… bo to może trwac wieki mój były jedyne co powiedział po tym wszystkim to dopiero przy ostatnim naszym spotkaniu w grudniu stwierdził że jest głupi bo gdyby nie był głupi to by nam wyszło i tworzylibysmy teraz nowe życia <- to jego słowa ale co z tego? Ja mimo że zerwałam z nim kontakt dalej żyje jego życiem i mam tego dosyc
:(:( wczoraj np. tłusty czwartek ooo on tak kocha pączki może napisze mu gdzie są pyszne chwila przerwy na zebranie mysli i tak tylko jest jedno ALE on ma dziewczyne i nie jest ze mną od 8 miesięcy ;] taaaa Dlatego postanowiłam wszystko sobie wyjasniac najłatwiejsza i zarazem najbardziej bolesną drogą… wczoraj np. siedział cały wieczór na gadu gadu i zakładając że nie usunął mojego numeru po tym jak go bloknęłam a później odblokowałam to nic sie nie odezwał nawet głupie czesc co słychac… :/:/:/ Pora myslec krytycznie spojrzeć do cholery na to trzeźwo nie napisał bo- nie chciał nie tęskni nie potrzebuje Nie wiem już jaką taktyke przyjąc bo wiem co sie stało wiem ile czasu minęło ale nie moge wciąż uwierzyc że to przydazyło się nam… Gosiu ja tez na początku czułam to co Ty chciałam bardzo żeby się odezwał ale czas uciekał nie wiem może w twoim przypadku będzie tak samo a może wcale nie. W końcu jestesmy tu wszyscy na forum i bywa różnie niektórzy nawet wracają do siebie inni nie i na birzaco dziela się swoimi wzlotami i upadkami życia samemu… Jakos będzie tylko jak tego dopiero dowiemy się kiedys… niestety im więcej czasu mija tym gorzej…
Dorotko pisał do mnie dwa razy. A obiecal że się nie odezwie. Dzis z samego rana dostalam emaila.czy nie mam ochoty obejrzeć polskiego filmu na berlinale..podał godzinę miejsce i tytuł. Podpisał.się swoim doktorskim tytułem i pelnymimieniem i nazwiskiem…. Oficjalnie jak w liscie do urzedu…;/ nie wiem co mamrobic.najchętniej bym nie odp czy pójdę czy nie .bojuz pare dni nie piszę do niego po akcji w walentynki. Chciałambym sprawdzić czy przyjdzie nawet wtedy kiedy mu nie potwierdzenia ze pójdę…w ten sposob moglabym miec jakis dowod na to ze muzalezy. W ogóle pytam sama siebie. Po comnie zaprasza? Chcę żebyśmy byli kumplami? Haha ją tak nie potrafię inie chce. Jak cie
to ciecie i tyle. Co o tym myślisz?
Gosiu! hmm cięzko powiedziec ale wiem na swoim przykładzie że fakt faktem może chce tak jak mówisz żebyscie mieli kontakt ale nie koniecznie żebyscie wrócili przechodziłam przez to jak pisałam z moim byłym maile niby sie swietnie rozumielismy a się okazało że zapomniał mi napisac ze ma kogos… Sama mówisz że podpisał się dosc oficjalnie mysle że to moze dobry pomysł pójdx bez zapowiedzi skoro podał miejsce i godzine i zobacz czy przyjdzie tak ja mysle… ale zrobisz jak będziesz chciała
a co do przyjaxni to doskonale cie rozumiem to głupota !
Czesc… troche mnie tutaj nie bylo. Sluchajcie… po tym kinie liczyl na sex,,,olalam go. Nadal bylo mi ciezko…Pojechalam do polski na 2 tygodnie by troche sie rozwerwac. By choc na chwile zapomniec…Gdy bylam w pl pisal i dzwonil ale ja nie reagowalam. Raz stwierdzil yze mnie na czyms przylapal… hahahhaha smiech na sali…mialam stare konto na glupim komunikatorze ktorego nie usunelam ( sprawdzilam czy on na dal tam jest). Stwierdzil ze ja tam kogos szukam , ze jestem zla itp. jechal mi ostro…odpisalam mu juz nie pamietam dokladnie co bo to bylo dawno…pamietam tylko ze napisalam ze zawsze bede cie kochac i bede na zawsze twoja. i wtedy skasowalam to scierwo. Potem cisza….i po tyg znowu dzwonil ale to juz jak najety codziennie po kilka razy ja niemiecki tel wylaczylam bo nie chcialam widziec jego telefonow. Wogole myslalam ze sie nie odezwie bo mi napisal ze kasuje wszystko co ma ze mna wspolnego…ale dzownil na polski numer… pewnego wieczoru postanowilam odebrac…byl mega zaskoczony… nie wiedzial ze jestem w polsce. Rozmawialismy. I powiem wam ze jakos mialaam dystans…mowil jak to milo uslyszec moj glos co robie itp…hahahahha porazka. Mowil ze jak wroce do berlina zebym dala mu znac bo bedzie czekal… po paru dniach wrocilam i nie dalam mu znaku ze jestem spowrotem. On jakos mnie zlokalizowal, tzn poprostu na drugi dzien napisal i spytal… czy sama nie dalabym mu znaku ze juz jestem…odpowiedzialam ze bylam zajeta…i spytal o spotkanie… i o dziwo zgodzilam sie… spotkalismy sie w indyjskiej restauracji. Bylo milo, dal mi maskotke , w sumie taki brelok do kluczy z napisem JESTEM ZAWSZE DLA CIEBIE hahahha akurat:P
Bylo milo gadalismy itp…flirtowalismy ze soba…wymienialismy spojrzenia , zartowlaismy o seksie…bo znalismy sie dobrze…znalismy nasze spojrzenia…po kolacji mialam jechac do domu ale na stacji pytal co chce robic…postanowilam pojechac. óchyba sie wtedy kochalismy, nie pamietam juz…i jakos bylo ze…zaczelismy byc chyba razem… ale ja nadal bylamm zdystansowana. Potem byla jakas kawa w starbaksie, tulil mnie… a ja nadal mialam dystans…jakos dziwnie… potem juz chwytal mnie za reke… i wtedy poprostu bylismy znowu razem. Samo z siebie…to tak po krotce… ogolnie to byl nasz czwarty raz kiedy probowalismy byc razem. Pierwsze 2 razy on skonczyl , ja skonczylam jakos 13 lutego z nim bo znalazlam flirty w jego tel, a on skonczyl teraz w zeszla sobote to chyba 21 kwiecien…i wiecie dlaczego? Bo zobaczyl ze muj ex lubil moje zdjecie na fb… wiecie co…nie mialam go na fb od dawna, wzial moj tel i sam sobie z mojego konta wyslal zaproszenie, to bylo przy mnie wiec luzik. Ale mysle ze on zrobil to zeby mnie poprost sprawdzic…dolal oliwy o ognia…ja naprawde niczego nie zrobilam. Kocham faceta nad zycie, chcialam mu urodzic syna a ja nienawidzilam dzieci. On mnie tak zmienil…W sobote skonczyl… wieczor byl.. nie wiedzialam czy jechac do domu , czy nie, czy nocowac i rano wyjsc…bylam skolowana. Dzwonilam fdo kolezanek ale oneszly na impreze..przeciez nie moge komus psuc wieczoru przez swoje problemy.. najpiewr on wyszedl z domu , slyszal jak rozmawialam z kolezanka przez tel (ps. on jest turkiem mowi po ang, niem i po turecku) wiec polskiego nie rozumie. uslyszal slowo galaxy, to taka dyskoteka ktorej nie lubie w berlinie. Wcale nie chcialam tam isc tylko pytalam ich czy tam ida… to rpzed swoim wyjscie powiedzial ze mam sie dobrze bawic… trzasnal drzwiami. NJa siedzac na podlodze w plaszczu gotowa do wyjscia nadal gadalam z kolezanka przez tel…az wkonsu stwierdzilam ze chyba zostane nie ma co sie szlajac po nocy samej. a ja mialam zawsze pecha bo mnie jakies dziwne typki czesto zaczepialy. wiec szykowalam sie do spania, poszlam umyc zeby, slysze drzwi…on wchodzi i widzi ze sa moje rzeczy w pokoju… i tylko parsknal… ( niezadowolony) ze tam jestem. Rozebral sie a ja polozylam sie do lozka… nagle znowu moj tel dzwonil.. kolezanka powiedziala ze inna znajoma jedzie przez ta dzielinice i mogla by mnie odebrac. Nie wiedzialam czy wychodzic czy nie. Dala mi kilka min czasu na zdecydowanie sie. Po chwili wyslalam jej wiadomosc ze ok, prosze by po mnie przyjechala. Wtedy wstalam z lozka…on to widzial i w pospiechu zaczelam sie ubierac bo mialam tylko kilka chwil…ja sie nie odzywalam od jakiegos czasu, on tylko mamrotal pod nosem, jak to on widzi jak ja go kochalam itp. ze zmarnowal 2 lata ze mna…powiedzialam mu tylko ze nigdy nie bedziesz wiedzial ( to odnosnie milosci do niego) on na to ze najpierw nie mailam gdzie spac a teraz juz mam innye miejsce…a ja na to ja poprostu zmienilam swoje plany… i nadal sie szykowalam. Musialam wytlumaczyc telefonicznie kolezance droge…podala mi do tel swojego faceta bo on prowadzil i mu tlumaczylam… a ten moj ex uslyszal meskie imie patryk i wyzwal mnie w tym czasie od suki!
Nie rozumiejac o co chodzi! bo przeciez nie umie polskiego! a najlepsze jest to ze on zna tego chlopaka bo poznalam go z wlasnie ta kolezanka i nim.Wiedzial ze sa razem… ale mial dziwne filmy ze ja cos robie…i w tym momecie co mnie wyzwal otworzyl drzwi na oscierz i kazal mi konczyc rozmowe na klatce schodowej… ani na niego sie nie spojrzalam i wyszlam. slyszalam jak trzasnal drzwiami. pojechalam do kumpeli, bylismy na tej imprezie bo nie moglam zmienic ich planow, ale byla totalna lipa, ja usiadlam w kacie i plakalam same lzy lecialy. po 2 h pojechalismy do domu…nocowalam u niej…to byla niedziela, cisza on sie nie odzywal, aaa i w dodatku podczas tego jak ze mna zrywal na zlosc pokasowal moje nr telefonow oznajmiajac ze je kasuje bo jak tego nie zrobi to wie ze bedzie do mnie pisal. i w koncu nastal poniedzialek czyli 23 kwiecien… on napsial mi maila….nigdy tak dlugiego nie dostalam. wyslal zdjecia ktore mi zrobilostatnio, o lubilismy razem gdzies wychodzic w weekendy, takie male wycieczki robilismy sobie. napisal ze przeprasza za zachowanie , ze nie powienien itp. mam w tylku przeprosiny… pisze wam pokrotce o tym mailu…napisal ze po tylu razach wie ze nie mozemy byc wiecej para. mimo tego ze po kazdym zerwaniu wracalismy do siebie, mowi ze on tego nie chce… to mnie bardzo zabolalo… nie wyzywal mnie czy cos byl jakos spokojny. zartowal nawet. Ale ja mam to gdzies bo mnie to boli, wiecie co? dawal mi porady na temat mojego zycia zawodowego, studiow , na temat mojego zachowania i moich przyszlych zwiazkow! czyli co? Ma mnie juz typowo gdzies, bo latwo mu tak napisac… jak moze to zrobic skoro mowil ze mnie kocha?! Ja kocham go strasznie i bylabym w stanie wszystko zrobic by byc z nim. Boje sie ze kogos ma, ze szukal w trakcie…W sobote gdy zerwal blagalam go by przestal tak myslec, by dal mi cien szansy by mu udowodnic ze nic nie zrobilam, byl nie ugety. w mailu napisal ze nigdy nie powinnam o nic blagac bo to oznaka slabosci a nie tego ze sie tego naprawde chce! jak mialam mu pokazac ze tego naprawde chce??? Ja nie patrze na to czy sie ponizam czy nie, robilam wszystko by dotrzec do niego bo kocham okropnie. On mnie zlal… na tego maila nie chce mu odpowiadac bo nie skoncze sie do niego odzywac,,, jak zaczne to juz koniec. Mielismy zaplanowac majowke razem… i co? Znowu jestem sama… dzwonilam dzis do psychologa ale na terminy sie czeka… wiem ze bez pomocy specjalisty sie nie obejdzie. wiecie co? jak dostalam wczoraj tega maila mialam bol w klatce piersiowej , zrobilo mi sie goraco i nie moglam oddychac…i tak jest zawsze tzn bylo zawsze gdy np mielismy klotnie ale nadal bylismy razem i on mi cos wysylal, mialam ciagle ta samo reakcje. a tak byc nie powinno zeby przezywac taki terror, zebym musiala sie bac tego co mi wysle…Nie wiem co o tym myslec…myslicie ze ma kogos?? Tak bardzo go kocham…juz nawet nie mam slow by to opisac…jest dla mnie wszystkim…
Moj problem jest nastepujacy:mam meza od lipca zeszlego roku,to byla ta milosc od pierwszego wejrzenia,tyle,ze nie do konca dla niego,bo jeszcze na samym poczatku uprawial sex ze swoja byla,z ktora…uwaga…mial romans 7 lat,a ktora byla i jest mezatka!!! no nic,przyznal sie do tego po jakims czasie,ciezko mi bylo to przelknac,bardzo duzo rozmawialismy o tym,o nich,ze to zle,toksyczne,on przyznal mi racje,mowil,ze kocha tylko mnie,jest ze mna szczesliwy,z nia kontakt urwal na dobre…oswiadczyl sie 3 m-ce po tym jak zaczelismy sie spotykac,miesiac pozniej byl skromny kameralny slub.bylo cudownie! bylam szczesliwa,mielismy siebie,plany,podroze,pieniadze…dalam z siebie wszystko co mialam,bylam kochajaca,wierna,super uczciwa zabawna,zadbana zona,o jakiej podobno marzy kazdy facet…ale 2 tyg temu,gdy pojechalismy na weekend wypoczac znalazlam „jej” zdjecia na jego laptopie…a mialo byc tak pieknie,super weekend,super zycie.na poczatku sie wypieral,ze to nieaktualne,stare,ale niestety byla na nich data,wiec zaczal zmieniac plyte…ze to ona sie odezwala,ze tylko pisali/rozmawiali,ze sie nie spotkali,do niczego nie doszlo itp. ale mi wystarczylo! to byla ona!!!ta sama osoba,ktora od poczatku byla punktem zapalnym i on o tym wiedzial.a jak czasem zdarzalo mi sie o niej wspomniec to wprost mowil(klamal),ze nie wie co u niej i zebysmy o niej nie rozmawiali,bo szkoda czasu…no wiec z taka prawda pojechalam w rodzinne strony,ciagle placzac,nie mogac sie pozbierac.wiedzialam,ze sama sobie nie poradze,wiec poszlam do psychiatry,dostalam zwolnienie z pracy(aha-komplikacja-pracujemy razem),poki co siedze tu,a on tam.przyjechal w wknd przywiezc mi jakies rzeczy,zostal 3 dni,troche mi pomogl w mieszkaniu,uprawialismy sex…ale bol zostal spotegowany,gdy wyszlo na jaw wiecej faktow…nie tylko sie z nia widzial,a wrecz widywal(podobno 3 razy,ale jakie to ma znaczenie),calowali sie,rozmawiali o ich sex przeszlosci,dotknal jej piersi itp. czy tak zachowuje sie maz,ktory kocha i szanuje swoja zone?pisze smsy,dzwoni,sle maile,spotyka sie z inna i to wszystko mega potajemnie,jak kryminalista?na biezaco kasowal wszelkie slady,te zdjecia na laptopie to zrzucil z telefonu,zeby sobie na nie patrzec…caly czas sie kaja,przyznaje,ze byl glupi,mowi,ze nie wiedzial co robi,dlaczego itp.mowi,ze mnie kocha i nie wyobraza sobie zycia beze mnie…prosze podpowiedzcie co mam zrobic!!!ja nie chce juz dluzej cierpiec,juz wystarczy…
Ziutko, nie wart jest Twojej miłości ani myśli. Ale to oczywiście moja opinia. Wiesz, myślę, że jeśli ktoś nie docenia, że jest bezgranicznie kochany i akceptowany nie zasługuje na dobro i szczęście. On nie potrafił wybrać. Sama zauważyłaś, że nie tak zachowuje się kochający mąż.
Ja po prostu jestem zwolenniczką zdecydowanego i ostrego cięcia. Jak rozumiem Twój mąż się wyprowadził? Może po prostu, jeśli nie chcesz z niego zrezygnować daj sobie czas na przemyślenia, a jemu czas na sprawdzenie. Tak zupełnie bez kontaktu, bez maili i smsów i telefonów. Może się okaże, że wcale nie jest tak jak sobie wyobrażałaś?
Trzymaj się, pozdrawiam Cię ciepło.
Lacrima…to ja sie wyprowadzilam,od prawie 3 tyg jestem w rodzinnym miescie,chodze do lekarza,przyjmuje leki,staram sie sobie z tym wszystkim radzic,ale jest naprawde ciezko.Przyznam,ze juz rzadziej placze,jestem troche spokojniejsza,ale fakty pozostaja niezmienne.Myslalam,ze jestesmy jedyni,wyjatkowi,ze nic i nikt nam nie zagraza,a tu nagle taki policzek!!! Skontaktowalam sie juz z prawnikiem i chce zlozyc pozew rozwodowy.Nie dosc tego,bede walczyla o alimenty! Musze byc twarda,walczyc teraz o to,by mi bylo lepiej.Wracajac do niego okazalabym slabosc i dala mu ciche przyzwolenie na to,by w przyszlosci znow mogl sie „potknac”.Nie ma mowy!Niestety jestesmy w ciaglym kontakcie,smsy,telefony…juz sama nie wiem,czy mi to pomaga,czy szkodzi.jak sie dowiem to zrobie co trzeba.Bede go widziala znow w ten weekend,bo jade tam na studia,ale ja juz nie mam sily plakac,po raz setny sluchac,jaki byl glupi i ze teraz to widzi i cierpi i sie zmienil,ze nie dopuszcza do siebie mysli,ze odejde na dobre,ze sie rozwiedziemy.A ja juz postanowilam,stymze jak zaczynam temat rozwodowy to on nie chce sluchac…Co zrobic?Chce rozwodu z orzekaniem o winie.Bo to ewidentnie jego wina.Mam mysle wystarczajaco duzo dowodow,ze zlamal przyrzeczenie o wiernosci i uczciwosci malzenskiej…ale tez nie chce na nowo wszystkiego wyciagac i prac brudy…gdyby byl tylko taki dokument,na ktorym on moglby przyznac sie do winy i koniec…
Witam
Ja jestem w trakcie rozstania !Byliśmy ze sobą 4 lata mamy syna 2 jest strasznie ciężko
On nigdy nie był wobec mnie ok ,ale winna jest zawsze po jednej i po drugiej stronie ,boję się że sobie nie poradzę sama on miał obojętny kontakty jeżeli chodzi o syna .Na razie mieszka ze mną ale za parę dni ma się wyprowadzić .Dowiedziałam się od niego że poznał kogoś ona jest mężatką ale twierdzi że to znajomość nic więcej .Boję się że zostanę sama że nigdy nikogo nie poznam .Mam przyjaciół przy sobie mówią daj sobie spokój nie jest tego wart ale i tak jak przychodzi do domu po pracy czuję się jak by nic się nie stało jak by było wszystko ok !Nie wiem czy będzie mi lepiej jak się wyprowadzi i czy sobie zdołam z tym poradzić .Rok temu też przechodziliśmy kryzys też się rozstaliśmy ale wróciliśmy do siebie .Płakałam jak głupia i prosiłam by wrócił ale teraz tego nie chcę chcę zacząć życie od nowa z synem ale im więcej o tym myślę że za chwilę go nie będzie tym gorzej się czuję .Nie Śpię,nie jem chodzę z truta i bym bardzo chciała żeby to już przeszło.Pozdrawiam
Droga Paulo,
Piszesz iż boisz się zostać sama. Jakieś kilka lat temu się rozwiodłem, uciekłem daleko, nie wyobrażałem sobie życia bez bliskiej mi osoby. Wkrótce poznałem kobiete ale związek z nią skończył się po 3 latach, rozstanie moje zajęło rok zanim sobie poradziłem. Przeżyłem straszne chwile.
Każde dziecko powinno mieć oboje rodziców. Ale nie takich co później będą się tylko kłócić bo związek nie będzie wyglądał tak jak powinien. Twój ex jest zauroczony mężatką, przejdzie mu i zobaczysz że jeszcze na kolanach będzie Cię prosił abyś wróciła.
Ty zacznij zyc, zajmij sie praca, dzieckiem, obowiazkami, miej w zyciu troche radosci dla siebie, moze rodzina Cie wesprze.
On albo zrozumie w porę swój błąd, urwie z tamtą osobą kontakt albo Cię straci.
A jak straci, ja osobiście bez względu na wszystko gdybym był kobietą powiedziałbym jemu:
„Miałeś swoje 5 minut, za błędy się płaci”.
Głowa do góry Paula!
Witam Wszystkich,
Często się kłóciliśmy, a nawet dochodziło do rękoczynów. Chciałam odejść, ale nie miałam odwagi. Jednak on to zrobił… Mówił, że nie ma już dla nas szans, że nigdy się już nie dogadamy. Nie mogłam w to uwierzyć. Płakałam, prosiłam, a on był nieugięty. Po rozstaniu mieszkaliśmy jeszcze ze sobą przez ponad dwa miesiące. Spaliśmy w jednym łóżku, uprawialiśmy seks, jedliśmy razem… Niestety zaczęło się robić jeszcze gorzej
On mnie znienawidził. Powiedział, że już mnie nie kocha i że muszę się wyprowadzić. Nie chciałam tego. Myślałam, że może zmieni zdanie i do mnie wróci. Zaczął mnie upokarzać, poniżać i praktycznie wyrzucić mnie z mieszkania. Od trzech tygodni mieszkam sama. Na początku odzywał się regularnie, codziennie. Teraz kontakt jest rzadszy, a ja nie wiem dlaczego… Zanim się jeszcze wyprowadziłam, ustaliliśmy, że będziemy się spotykać, ale tych spotkań nie ma
Mój eks powiedział, że ich nie chcę i że sporadyczny kontakt mu wystarczy. Nie wiem co robić… Płaczę, zamartwiam się, ale pierwsza do niego nie piszę- zabronił mi. Pomóżcie!!!
niedawno minęły trzy miesiące od czasu kiedy zostawił mnie mój facet. Byliśmy ze sobą przez 14 miesięcy, mieszkaliśmy razem, mieliśmy wspólne plany… Nasz związek nie był kolorowy
Droga Karino,
Poświęcasz swój czas, oddajesz serce, szalejesz z rozpaczy podczas gdy On abdykował. Tej osoby juz nie ma w Twoim zyciu, ona nie czuje tego co ty. Poswiecanie siebie dla czegos czego nie ma jest bezcelowe. Predzej czy pozniej sama dojdziesz ze to sie nie oplaca. Wierz mi, przepracowałem to, moje rozstanie i zrozumienie pewnych rzeczy zajęło mi właściwie rok czasu.
Teraz powinnas przede wszystkim pomyslec o sobie, o swoich potrzebach.
Co masz zrobic? Planuj kazdy swoj dzien dokladnie, od obowiazkow po przyjemnosci i rozrywke, niech otaczaja Cie bliscy ktorzy beda mogli Cie wspierac. Nie unikaj ludzi.
rozstania…od pół roku ze sobą walczę, a może nie tyle ze sobą od z toksyczną miłością. pokochałam niewłaściwą osobą, on pozwolił mi sie pokochać, oczarował, zasłodził obietnicami…miałam byc jedną jednyną i do końca życia, zbudować z nim przyszłość założyć rodzinę. wierzyłam mu jak głupia a on tylko oszukiwał, kłamał, bawił sie moimi uczuciami, ukrywał ,że jednak jedyną nie jestem. poznaliśmy sie trzy lata temu i przez te wszystkie miesiące wgryzł się całkowicie w moje życie…teraz go nie ma, nie chcę żeby znowu sie pojawił, żeby dalej ranił a gdzieś w środu chciałabym żeby było tak jak dawniej. piszecie tu o tygodniach, a co zrobić jeśli miesiące nie pomagają….. ?
asiula hmmm cóż mi za 3 miesiące minie rok od rozstania! Nawet nie wiem kiedy to minęło… Tak wiele się zmieniło choć u mnie bez zmian nadal jestem sama… Sama chcialabym wiedziec ile potrzeba żeby przestało boleć bo obawiam się że po tej ranie zostanie już blizna…
Trochę się obawiam ,że skutki takich związków odbijaja sie na późniejszych relacjach. Znam różnych facetów i patrzę na nich przez jego pryzmat, nie ufam. Nie chcę z nikim się spotykac, ponieważ nie chcę znowu sie sparzyć, a może bardziej boje się że sama skrzywdzę….czasami żałuję ,ze poznajemy w życiu ludzi którzy nie są warci naszego zainteresowania, oddania, miłości…
Ja Cię doskonale asiula rozumiem, sam byłem w toksycznym związku przez kilka lat, pomimo iż znam różne kobiety to nie umiem zaufać, stąd też nie myślę o spotkaniu się bo nie chcę, bo wiem,że kogoś bym skrzywdził.
Witam!
Poznałam sporo nowych osob w tym kilku fajnych facetow….ale caly czas uwazam ze to nie czas na nowy zwiazek
Boje sie wlaściwie jednego ….ze juz nikt nie bedzie mi sie wydawal tym własciwym….ze nie przestane porownywac kazdego faceta do mojego byłego.
Już minął rok od rozstania z EX. I kilka miesięcy od mojego ostatniego posta tutaj. Przez ten czas starałam sie „budowac” siebie na nowo. Udaje mi sie to malutkimi kroczkami. Przestałam rozpaczac a nawet zaczelam cieszyc sie wolnoscia i samotnoscia. Oczywiscie brakuje mi tej jednej jedynej bliskiej osoby ale wierze ze w koncu mnie odnajdzie
Wiem jedno….jest dobrze i mam nadzieje ze bedzie jeszcze lepiej.
Tego i Wam życze.
Na wszystko trzeba czasu Kasie, ja sam poznałem kilka fajnych kobiet ale wiem że za wcześnie aby się wiązać.
witajcie
dluugo mnie tu nie bylo, ale nie chce wracac do tego co było wiec odcinam sie od wszystkiego co mi sie kojarzy z tamta syt. Niektorych pamietam ale niestety wiel jest nowych osob, a wiec coraz wiecej tych zagmatwanych naszych historii… Czasem mysle jak u Was potoczyly sie sprawy, mam nadzieje ze tak jakkazdy chciał…
sciskam i nawet jak Wam sie wydaje ze swiat juz sie konczy to bedzie dobrze naprawde;)
Wiosna się zbliża, wiosna podobno… nie czuję, jej… i te pieprzone wspomnienia z zeszłego roku, zapach powietrza jak wehikuł czasu, muzyka jak wehikuł czasu. Powtarzam, stanowczo!!! dość, do zobaczenia rano, przez zamknięte powieki usłyszę głos przeszłości… a niech to szlag, dziś przeklinałem!!!! jutro też to zrobię, spodobało mi się
Przeszłość nas nie nakarmi AMEN!!!
zatracona, pamiętam cie:) jak potoczyly sie twoje sprawy????
tomek jesli moge cokolwiek poradzic nie obwiniaj sie za cala sytuacje. to nie jest twoja wina, zrobiles co mogles. teraz najwazniejsze to kontakt z corka. zapewne wiekszosc z jej zachowan wynika z faktu iz to dla niej trudna sytuacja poza tym jak piszesz dojrzewa wiec byc moze dlatego jest tak ciezko. nie masz powodow by tak sie czuc. uszy do gory!!!
hmm.
. tak byc nie moze ale bez niego tez nie chce. Rozmowy probowalam lecz kazda konczyla sie ze to ja musze sie zmienic:( szprzatam w domu robie pranie.. gotowac nie musze bo mieszkamy z moja ciotka ale robie mu sniadania pilnuje by bral leki.. Ale nie siedze przy nim jak przy dziecku i to sprawia ze nie jestem kobieta? Czy to ze jestem mu oddana calkowicie, ze chce w tedy z nim porozmawiac poprzytulac sie znaczy ze jest za pozno? bo jest to wieczorem? po prostu nie wiem co ja takiego robie. On nie pracuje, nie sprzata i nie ma obowiazkow. I narzeka
jak mowie o pracy to pretensje do mnie. jak cos mowie ze nie ma kasy to pretensje do mnie
. Po prostu nie umiem z tym sobie poradzic
ja mam troszke inna sytuacje, bo u mmnie w zwiazku wystepowaly wyzwiska i popychanki z braku wiedzy co powiedziec jak zranic itp..
LEcz jestesmy razem 9 miechow i sie od 3 miechow oddalamy od siebie teraz spimy pod osobna koldra, on chory zajmuje sie soba a ja soba, na koniec sa pretensje.. O brak zainteresowania z mojej strony mimo ze obudzilam go sniadaniem uslyszalam ze mam go zostawic bo spi a jak wstal to gdzie jego picie do sniadania.. i tak odpychal mnie. A jak powiedzialam mu nie do ptasich mleczek za 15 zł. to sie obraził i powiedziałże nic ode mnie juz nie chce… (nie przyzwyczajony do oszczednosci..).
I tak sie oddalamy i powiedzial ze jestem zakochana w sobie nie widze niczego zlego co ja robie tylko co robi on. i powiedzial mi ze przejżał na oczy i zrywa ze mna. hm trudno jest mi sie z tym pogodzic bo aktualnie jestem sama z dala od rodziny, przyjaciol a nikogo w okolicy nie znam. Nie mam nikogo do kogo moglabym przyjsc i wyplakac sie w ramie, z kim porozmawiac, nikogo kto by mogl przy mnie byc. Oprocz niego. i nie wyobrazam sobie stracic go teraz w momencie gdy nie mam nic. Kocham go chodz nie podoba mi sie jego zachowanie calkowicie.. TAkie nie docenianie.. Obrazanie mnie. Mysle ze milosc jest glowna przyczyna ktora teraz mnie przy nim trzyma oraz jego zachowanie gdy ma dobry dzien i zyje ze mna ww zgodzi co sie czasami zdaza
Witam Was Kochani!
buziaki pozdrawiam dorota
Dużo czasu spędziłam na tym forum po rozstaniu z moim ex… Po niespełna 3 latach związku facet zostawił mnie dla laski z która kręcił jeszcze będąc ze mną. Do dzis nie moge pojąc jak można byc z kims w związku i zakochac się w kims innym. Rozbic to co się budowało przez 2 lata i 9 miesięcy dla jakiegos zauroczenia się. No ale cóż stało się… a ja? a ja zakochana na obłęd… Wspólne plany z zamieszkaniem z resztą większosc może kojarzy moje wczesniejsze posty. Czułam że cały swiat mi się zawalił wszystko zaczęło się walic nic się nie układało to było jak czarna chmura podejmowałam próby zapomnienia próby poznania kogos ale jakos zawsze nie wychodziło… W pewnym momencie nie wiedziałam co będzie dalej on z nią a ja zostałam zupełnie sama w mieszkaniu przepełnionym niespełnioną miłoscią, gdzie w każdym kącie sciskają się plany, które nigdy nie dojdą do skutku… Istny koszmar i totalna depresja w niczym nie było sensu do tego smierc bliskiej osoby… Ostatni raz widziałam się z nim jakos z miesiąc temu powiedział mi wtedy że zawsze cos bedzie między nami… że nigdy nie będziemy sobie obojętni nie wiem co to miało znaczyc konkretnie ale jak zawsze skonczyło się na obietnicach bez pokrycia czyli słowach no to jak się zrobi ciepło to wyskoczymy na jakis spacer… taaa…. Co wam moge napisac kochani… Wiem jak to jest czuc że brak nam siły by złapac oddech, jak to bardzo boli jak to jest płakac nocami, ciągle byc nieobecnym wsród ludzi byc samotnym odrzuconym oszukanym i jak nie patrząc zdradzonym… Minęło 9 miesięcy od mojego roztsania to już prawie rok… Już dawno widziałam brak inicjatywy mojego ex ale ciągle czekałam… az do momentu kiedy poznałam Piotrka… Już od pierwszego spotkania bardzo dobrze nam się ze sobą rozmawiało, i cos zaiskrzyło nigdy nie sądziłam że jeszcze będę w stanie do kogokolwiek poczuc to cos… oczywiscie to nienastało jak grom z jasnego nieba ale powoli krok po kroczku. Długo się wahałam… przez te 9 miesięcy ciągle byłam sama ta samotnosc mnie już zrzerała od srodka po jakims czasie kilka dni temu zdecydowałam się zaryzykowac i zgodzic sie wejsc w nowy związek. Wiadomo że to co było już nie wróci że mój obecny nie będzie nogdy moim ex ale czemu zakładac z góry że będzie gorzej kto wie może własnie będzie lepiej. Mój ex jakos umiał ułozyc sobie zycie swietnie żyje sobie beze mnie bardzo szybko zapomniał o tym że miałam znaczy podobno byłam tą jedną jedyną co jak się okazało jednak nie wyszło… Wiadomo sa obawy i totalne zniszczenie… Bo zawsze jest ten strach przed odrzuceniem i jednak jest dystans na który trzeba czasu ale drobnymi kroczkami wracam do normalnosci. Chciałam opisac wam moją obecna sytuacje ponieważ wiele osób jest w podobnej kiedy po rozstaniu wali się cały swiat. Kiedy ludzie podchodza i mówią że będzie dobrze to aż się rzygac chce… i ta mysl taaa jasne ;/ sama tak mówiłam. Ale uwierzcie mi że zycie toczy się dalej to co nas spotkało na zawsze nas odmieniło a to róznie bywa jedni potrzebują więcej czasu inni mniej innym wogóle udaje sie wrócic do ex może się to wszystko przeróżnie skończyc ale w tym wszystkim w tym całym cholernym bałaganie jaki stworzyli nam ex trzeba pamiętac że my tez jestesmy ludźmi że my tez potrzebujemy ciepła i szczescia. Powiem więcej ja od jakiegos czasu nie dosc ze znów ciesze się życiem to zauważyłam że sama widze że to nie była moja wina że kazdy z nas ma w sobie cos i że mój ex to naprawde idiota skoro postąpił tak jak postapił i to tylko on będzie kiedys tego żałował ale mysle że ja nie. Rozumiem teraz tylko jedno rzeczywiscie kiedy pojawia się ktos ”nowy” to czy chcemy czy nie czas bardzo szybko biegnie i nawet powoli zapominamy o istnieniu osób które były niegdys tak ważne. Życze wam wszystkim aby wszystko się ułożyło i kazdy z was znów mógł byc szczesliwy bo na prawde na to zsługujemy jestesmy dobrymi i kochającymi ludźmi tylko szkoda że niektórzy nie umieli tego docenic kiedys znajdzie się ktos kto zrobi to za nich
Witam wszystkich,
. Rozstałam się z chłopakiem 2 miesiące temu i wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że cały czas o nim myślę i naprawdę ciężko jest o nim zapomnieć. Wrócić nie mogę i nie potrafię, ponieważ miedzy nami doszło do takiej dziwnej sytuacji (wyzwaliśmy się oboje podczas naszej już ostatniej poważnej kłótni). Prosił mnie wielokrotnie o przebaczenie, ale ja nie odpuściłam, a teraz coraz bardziej żałuje mojej decyzji. Wcześniej myślałam, że tak bedzie lepiej, bo jaka kobieta przed ślubem pozwala facetowi na to żeby ją okłamywał i wszystkiego bronił (a przede wszystkim spotkań z koleżankami, uważał mnie za dziwkę, choć nie dałam mu do tego powodów). Bolało mnie to strasznie, ale tak wtedy czułam, myślałam,że nie jest wart moich uczuć, ale ostatnio zaczęłąm odczuwać jego nieobecność w moim życiu. Ostatnio poznałam chłopaka, który coś do mnie czuje, ale boje się kolejnego związku. A on- ponoć ma dziewczynę. Powiedźcie mi szczerze czy warto teraz poświęcać wszystko, aby dać jeszcze jedną szansę ? Tymbardziej,że nie wiem co on teraz tak na prawde do mnie czuje. Czy może przeboleć całą ta sytuację i czekać na lepsze jutro? Co jest ważniejsze: serce czy rozum? Proszę pomóżcie.
Potrzebuje Waszego wsparcia,ponieważ nie chce już męczyć mojej ukochanej przyjaciółki, bo ileż można
Daję sobie, odciąć dwie ręce i pół nogi… gdyby powiedział Tobie, że nadal Cie kocha, że nie ma tej niby dziewczyny… to Twoje emocje powróciły by do normalnego stanu, zdecydowanie mogła byś go dalej olewać co nie ??
,,Cały ja” dlaczego tak uważasz?
Bo to normalny ludzki odruch. Gdyby facet zaczął się na nowo starać zostałby uznany za frajera który nie ma godności… Jest to normalne szczególnie u kobiet… Mężczyzna myśli logicznie, kobieta emocjami, jeśli facet przestał się starać to znaczy, że zaczyna nowe życie, być może z kimś, a może samemu i podjął właściwą decyzję… zauważyłaś zapewne, że coś co było kiedyś cenne wymknęło się Tobie z rąk i nawet to, że ktoś jest przy Tobie nie potrafi tego zastąpić. Nie jestem ekspertem w tych sprawach, to co piszę wynika z doświadczenia…
Być może masz większe doświadczenie. I w sumie po części masz rację. Jestem kobietą i kieruje się emocjami, to wszystko we mnie tkwi i czasem jestem zadowolona ze swej decyzji, ale bywają momenty, że wybucham i nie potrafię tego ogarnąć. Chyba jestem zbyt słaba psychicznie. Chciałabym cofnąć czas, ale wtedy zastanawiam się jakby to było i znów jestem w punkcie wyjścia i koło się zatacza. Nie będę wkraczać w jego życie, zapewne nieraz się spotkamy- jego brat jest chłopakiem mojej przyjaciółki- i tego właśnie się boję, że wszystko na nowo wróci, ale już będzie za późno. I mimo,że nie jest idealny (jak każdy- ja również) to cały czas moje myśli wracają to tej sprawy i do jego osoby- dla mnie bardzo bolesnej i ciężkiej i nie usprawiedliwia mnie nawet to ,że jestem kobietą
Mam nadzieję, że kiedyś spotkam kogoś, w kim zakocham się i znów będę szczęśliwa, tylko, że gdzie szukać tej miłości lub czy w ogóle szukać. No cóż, czas pokażę. Dziękuję ze porady, które jako jedyny mi ich udzieliłeś. Jeżeli, będę mogła Ci w czymś pomóc, myślę, że znajdziesz mnie na tym portalu, bo będę tu zaglądać.
Współczuję Ci, że nadal będziesz go spotykała, w taki sposób nie zamkniesz za sobą przeszłości… A wiem, że powrotów nie ma. Jest to przykre, ale jak się coś rozwaliło ( nie ważne z czyjej winy) to już się nie da tego poskładać, bo zawsze będzie brakowało najważniejszego, czyli zaufania… Nie bój się znajdziesz miłość, tylko daj sobie czasu, sporo czasu, bardzo dużo czasu… zajmij się sobą, to jest najważniejsze i rób to co sprawia Tobie przyjemność uciekając od myśli o swoim byłym…. Życzę powodzenia… i przepraszam, za zbyt ostre wcześniejsze wypowiedzi. Żadne rozstanie nie jest przyjemne, ale każde cierpienie i tęsknota ma swój koniec… To też wynika z doświadczenia
pozdrawiam.
Jestem świadoma tego, że nawet przypadkowe spotkania z nim sprawią mi ból, ale muszę się z tym zmierzyć i nie mogę przed tym uciekać. Będzie ciężko i wiem o tym, ale od dziś zajmuję się tylko sobą
. Twoje słowa bardzo mnie pocieszyły, a szczególnie : Żadne rozstanie nie jest przyjemne, ale każde cierpienie i tęsknota ma swój koniec…- chyba stały się moim mottem.
Cieszę się, że mogłem pomóc
Witam wszystkich,
. Rozstałam się z chłopakiem 2 miesiące temu i wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że cały czas o nim myślę i naprawdę ciężko jest o nim zapomnieć i nadal go kocham. Wrócić nie mogę i nie potrafię, ponieważ miedzy nami doszło do takiej dziwnej sytuacji (wyzwaliśmy się oboje podczas naszej już ostatniej poważnej kłótni). Prosił mnie wielokrotnie o przebaczenie, ale ja nie odpuściłam, a teraz coraz bardziej żałuje mojej decyzji. Wcześniej myślałam, że tak bedzie lepiej, bo jaka kobieta przed ślubem pozwala facetowi na to żeby ją okłamywał i wszystkiego bronił (a przede wszystkim spotkań z koleżankami, uważał mnie za dziwkę, choć nie dałam mu do tego powodów). Bolało mnie to strasznie, ale tak wtedy czułam, myślałam,że nie jest wart moich uczuć, ale ostatnio zaczęłąm odczuwać jego nieobecność w moim życiu. Ostatnio poznałam chłopaka, który coś do mnie czuje, ale boje się kolejnego związku. A on- ponoć ma dziewczynę. Powiedźcie mi szczerze czy warto teraz poświęcać wszystko, aby dać jeszcze jedną szansę? Czy mam prawo zachować się wręcz egoistycznie?Tymbardziej,że nie wiem co on teraz tak na prawde do mnie czuje. Czy może przeboleć całą ta sytuację i czekać na lepsze jutro? Co jest ważniejsze: serce czy rozum? Proszę pomóżcie.
Potrzebuje Waszego wsparcia,ponieważ nie chce już męczyć mojej ukochanej przyjaciółki, bo ileż można
Witam
czytam wasze wypowiedzi i one sa tym co ja również czuje. Moja hostoria rozstania cia si juz ponad dwa lata i nie moge uwolnić się od niego. jestesmy 4 lata po slubie razem 8 prawie od samego poczatku mieszkalismy ze sobą . Rok po slubie moj maz sie wyprowadzil i od tego czasu sie szarpiemy. Ja nie umiem do konca sie z nim rozstac a on ciagle twierdzi ze mnie kocha jednak jest egoista i widzi w zyciu tylko siebie. jestem bardzo samotna calkiem samiusienka i nie wiem jak sobie z tym poradzic a on traktuje mnie jak swoja zabawke jak ma ochote to zabiera i sie bawi a jak nie to odstawia do kata.
Miłość to straszna choroba…
Miłość to nie choroba. Za to np. uzależnienie emocjonalne i wiele innych rzeczy wokół tego czasem warto poukładać.
Witam
Znalazłam się tu, ponieważ jestem w dziwnej sytuacji. Otóż mój Chłopak od 19 dni milczy, nie mam z nim żadnego kontaktu, nie wiem co się dzieje, martwię się o niego, a do głowy przychodzą mi myśli że coś się mu stało!! Jesteśmy już ponad rok ze sobą i nigdy tak długo nie milczał. Zawsze po paru dniach (góra 10) pisał, a teraz tyle czasu milczy. Sama nie wiem co mam robić… wysyłać kolejne maile, wiadomości… Kocham go i nie wyobrażam sobie życia bez mojego Kotka. Obiecywał mi, że będziemy już na zawsze razem. Jest moim pierwszym i jedynym chłopakiem. Pokochałam go tak bardzo. W sumie to nie wiem co mam robić… myśleć…. Czy coś mu się stało… zostawił mnie bez słowa…..przecież mówił, że tak bardzo mnie kocha. Jest mi tak bardzo źle. I mam tylko nadzieję, że zaraz się odezwie do mnie…. A ja będę nów szczęśliwa…. Ale tak nie jest on milczy, a ja płaczę… nie mam już siły na pracę, szkołę i życie.
u mnie mija tydzien od mojego kolejnego zerwania…dlatego stwierdziłam, że może poszukam w necie w jaki sposób ukoic bół, ktory siedzi w moim serduchu…
Wszystko zaczeło się 4 lata temu kiedy byłam z facetem ponad 3 lata a on pewnego dnia stwierdził telefonicznie, ze mnie nie kocha..odszedl do nowej laski za pol roku się chajtnął i teraz jest megaaa szczescliwy… Na początku byłam bardzo załamana…nie wiedzialam co ze soba zrobic…próbowałam walczyc ale na nic…koniec to koniec… jak dobrze pamietam potrzebowalam ok 1 roku..dośc duzo aby się podnieść z tego wszystkiego… Teraz mówie to tak blacho bo jednak czas leczy rany…zmieniłam sie charakterowo, dużó podróżowałam i ciagle szukałam milosci…na silee – ucieklam w imprezy nie jakos bardzo hardcorowo ale kasa szla na imprezki i party..myslalam, ze moze tam znajde milosc. W między czasie pojawil się jeden facet..ja jednakl nie bylam gotowa…pobylismy 3 miesiace..potem stwierdzil ze to nie to..znowu bolalo…myslalam, ze juz nikt mnie nie zrani…hmm złudne.
Jakos ponad rok temu poznalam faceta młdoszego ale wydawalo mi sie nawyraz dojrzałego, zaczelismy miec ciagly kontakt i tak przyjazn przerodzila się w cos fajnego. Specjalne dla mnie przeprowadzil sie gdzie zamieszkalismy razem. On rozkrecal interes wiec oddałam mu sie w 100 %, robilam to co on chcial a on sie rozwijał ..wizualnie jak i umyslowo… od ponad kilku mieiscy czulam ze cos jest nie tak wiec drążyłam az wydrązylam..tydzien temu stwierdzil, ze mnie nie kocha i ze koniec….ale bolalo..matko boska..kolejny raz dostac w twarz, czy mozne miec takiego pecha? Maskara…mija tydzien i ciagle sie łudze ale wiem, ze niepotrzebnie…przeprowadzilam sie znowu do rodzicow…
Mogłabym tu pisac i pisac cała historie, zal..obojetnosci….zlosc i ciagle to samo….maskara ile razy bede jeszcze cierpiec? Ile…?Czy mam dalej walczyc a moze zrozumie co stracil.. nie wydaje mi sie. Nie da sie zapomniec o kims i spakowac w 1 walizke kiedy sie mieszkalo razem, miało wspolne pasje…on potrawil to zrobic i teraz moje uczucia sa mu obojetne…
Nie ma zasady jak zyc po zerwaniu, nie ma….jedynie to co przestaje wierzyc w ludzi i trace nadzieje, ze moze kiedy bede wreszcie szczesliwa…Dodam ze po kazdym moim zeraniu, faceci znajdowali sobie laski i sa mega szczesliwi. bedzie zajebiscie bolec jak sie dowiem, ze on tez….Cały czas boli..placze, myslee non stop ale co ja moge??Nic…
Daj czasowi czas i niebezpiecznie jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie….
ehh Cath własnie przeczytałam Twój post mysle że to nie pech może poprostu trafiasz na nieodpowiednich partnerów… czasem się to zdarza ja również tak miałam zanim w końcu poznałam mojego obecnego przed nim było kilka przelotnych jak sie okazało znajomosci… Mam pytanie czy mówiłas może o swojej historii tym facetom? O tym że już przechodziłas przez podobne zdarzenia że nie chcesz aby do tego doszło…
Witam , mam na imię Marcin moja historia jest podobna … Dziś mija tydzień od rozstania z żoną. Poznałem ją 5 lat temu. Wiedziała że wcześniej miałem za sobą długi związek gdzie pewna osoba bardzo mnie zraniła. Otóż wcześniej spotykałem się z kimś 8 lat aż wszystko pękło jak bańka mydlana. Obecna żona obiecywała że nigdy nie dopuści żebym już cierpiał przez kogoś. Wiedziała że tamta osoba mnie zdradzała i była dla mnie okropna. Tutaj była prawdziwa miłość , namiętność, ślub potem dziecko. Synek ma nieco ponad rok. W czasie ciąży żona zaczęła się znacznie oddalać. Po ciąży jeszcze bardziej. Liczyłem że może całą swoją miłość przelała na dziecko. ( Ponoć matki tak czasem mają) Ale kochałem więc wszystko mogłem znieść. Ale nic z tych rzeczy … Odeszła , zabrała mi synka i pozwala widywać raz na 3 dni. Umieram z tęsknoty..
Kolejna osoba mnie zabiła:/ Zabiła moją wrażliwość i ideały szczęśliwej miłości w które wierzyłem.
Strasznie cierpię , wszystko potoczyło się tak szybko. Oznajmiła mi że nie kocha, że się wypaliło, że czasem tak bywa.. Błagałem , prosiłem, płakałem .. Nic ! Zero uczuć , znieczulica która trwa już tydzień. Teraz bawi się w najlepsze i myśli o rozwodzie. Promieniej beze mnie i cieszy się życiem. Jak mam to znieść? Jak sobie z tym poradzić? Mam 30 lat i straconych 13 lat chwil, które kiedyś wierzyłem że będą niezapomniane. Nie umiem zapomnieć o żonie i mimo iż kilka osób mi próbuje przemówić do rozsądku że normalne osoby tak nie ranią innych bynajmniej nie w taki sposób ja i tak nie mogę sobie z tym poradzić. Nie umiem zapomnieć bo muszę mieć z żoną kontakt nawet jakbym już go nie chciał bo przecież pragnę widywać synka. Przez to jednak cierpię jeszcze bardziej , kiedy się widzimy ,wszystko wraca i się przypomina, serce coraz mocniej mi krwawi… Czy tak już będzie wiecznie?
Nie wiem czy wytrzymam…..
u mnie…jeśli moge po portu wyzalic to co czuje to moj byly haa bedziecie sie smiac, zerwal ze mna powytykal mi jak to strasznie ze mna bylo potem zadzwonil, żebym mu pomogla znalezc prace w mojej firmie! co za brak honoru jak na faceta. Ja mu odpisalam, ze nie chcialabym aby aplikowal bo zaczynam zycie na nowo to n zaczal wywody, ze ja targetowiec jestem, ze okrutnaa ze dopiero teraz widiz na oczy jaka to ja straszna jestem, ze nie chce u pomoc… masakra… jakim powtorem trzeba być kiedy sie dla czlowieka zrobilo wszystko, on to rozwalil…i mowi mi ze ja jestem straszna…
smutne znowu zabolalo…ja mu odpisuje, ze zaczynam nowe zycie i ze trzeba byc konswekwentym co do decyzji…
witajcie
chcialam podzielic sie z wami moja historia a zarazem prosic o pomoc mam 19 lat tyle co moj chlopak od wrzesnia okazalo sie ze po 2 latach jego uczucie sie zmniejszylo 27 pazdziernika bylaby nasza 2 rocznica chodzenia ale do niej nie doszlo… mmo to ja walczylam spedzilismy razem sylwestra i stalo sie wyznal mi ponownie milosc bylo jak dawniej ale nie na dlugo walentynki do najlepszych nie nalezaly byly troche sztywne nie takie jak dawniej mimo ze wymienilismy sie prezentami zrobil mi kolacje ale to nie to w dzien kobiet troche sie poklocilismy bo nic nie dostalam ani zyczen normalnyc po 2 dniach spotkalismy sie wyznalam swoje bole ze brak mi tego zainteresowania mna tej bliskosci i meskiej dloni okazalo sie ze watpliwosc z jego str ponownie wrocila ze nie wie czy kocha zalezy mu na mnie ale to juz nie to pogubil sie itd co mam robic jak mam sie dowiedziec czy warto walczy mam nie pisac nie dzwonic ale to on zawsze pierwszy pisze odpisywac co zrobic by zrozumial iz kocha albo nie pomozcie bo cala ta sytuacja powoli mnie wykancza…
rozumie was doskonale u mnie mineło 7 miesięcy od rozstania dalej o niej myśle choć staram sie z tym walczyć 2,5 letni związek skończył sie z dnia na dzień wspólne plany wyjazd za granice żeby stanąć na nogi i w ciągu tygodnia wszystko sie posypało prosiłem żeby sie zastanowiła usłyszałem jedynie że mnie już nie kocha że chce zacząć wszystko od początku i co mnie najbardziej rozbiło że to przecież nie miało nigdy sensu i że to jest normalne że pary sie rozstają żebym nie robił z tego wielkiej tragedi a ja poświęciłem wszystko i zostałem z niczym
Kochani zwracam się do was z prosbą o rade!!
mój były twierdzi na dodatek że powinnam isc do terpauty i że oczywiscie on będzie na tyle wspniałomyslny że chętnie pójdzie ze mną. Jest w związku z tamta dziewczyna od dobre pól roku a nie wiem po co chce sie widziec ze mną. Spytałam go PO CO? PO CO KONTAKT PO CO CHCE WIEDZIEC CO U MNIE to próbuje ze mnie zrobic wariatke i mówi mi że on nic juz nie czuje do mnie i próbuje mi wmówic ze pewnie nie chce sie z nim spotkac bo wracaja wspomnienia tylko że nic takiego nie ma miejsca!! Ja zaczęłam nowy etap w mlim zyciu jedyne co jest związane z nim to to że przez to co mi zrobił nie potrafie ufac nawet osobie z która jestem!
:(:( Czuje się okropnie! Na dodatek mój były wypalił mi z tekstem żebym zapamietała na przyszłosc żebym nie oddawała całej siebie w 100% osobie z która jestem żebym sie tak nie poswięcała tylko bardziej żebym myslała o sobie ale jak mozna myslec o sobie bedąc z kims i planując jakos swoją przyszłosc!!! Kompletnie nie wiem co mam robic chce żeby się ode mnie odczepił mój facet też juz traci cierpliwosc bo mówi że on mi mąci w głowie i przez niego nie wierze mu i nie ufam a on naprawde czuje to cos… Nie chce rujnowac swojego związku bo bardzo mi zalezy na osobie z która jestem ale moja podejrzliwosc napewno jest męczaca…
:(:( powiedzcie co ja powinnam zrobic czy to ze mną jest cos nie tak? czy to mój ex próbuje za wszelką cene mnie zniszczyc psychicznie i moje szczescie które zaczęłam budowac…
:(:(:( niech ktos odpisze…
Pewnie czesc z was zna moją historie… Byłam z facetem dwa lata i 9 miesięcy po czym zostawił mnie dla innej (choc jak dzis stwierdzil zrobil to dla siebie). Sprawa wygląda nastepująco w czerwcu minie rok odkąd się rozstalismy. Obecnie od miesiąca jestem w związku z chłopakiem do którego poczułam cos więcej choc myslałam że już nigdy mnie to nie spotka… Otóż weszłam w nowy związek i jak przypuszczałam mój były zaczął się do mnie odzywac spotkałam sie z nim dwa razy ( juz żałuje )kilka razy wydzwaniał wypełniał mi pita w tym roku w związku z tym sa małe problemy poniewaz pieniądze się spóźniają w każdym bądx razie ma pretekst by się odzywać.. Kochani potrzebuje waszej rady ponieważ mam problem w moim obecnym związku tzn. chodzi o to że przez to co mnie spotkało przez to że mój ex zostawił mnie dla innej wywarło na mnie tak ogromny ból i szok że teraz na każdym kroku wydaje mi się że mój obecny zrobi to samo, on zapewnia mnie że mu zalezy że się zakochał ale to tylko słowa
Czesc Dorota,
Gdzies tutaj jest post z moja historia, podobna do Twojej, z tym ze ja dopiero co jestem po rozstaniu. Jeden z moich przyjaciol powiedzial mi „nie mozna az tak sie uzalezniac od drugiej osoby” i to jest prawda. Uwazam, ze Twoj ex ma racje z tym nie oddawaniem calej siebie w 100%. W zyciu niestety trzeba byc troszke egiosta. Ale to nie znaczy, ze nie powinnas inwestowac w nowy zwiazek. Powinnas!
Twoj byly (tak samo jak moj) nic juz do Ciebie nie czuje. Chce sie spotykac na stopie kolezenskiej. Tak po prostu, nie doszukuj sie jakis innych motywow. Facet to prosta istota. Ja juz kiedys to przerabialam i nic dobrego z tego nie wyszlo. Moja rada: olej go, zajmij sie swoim zyciem. Po co Ci taki kolega? Z pewnoscia masz innych. Nie ogladaj sie za siebie, idz do przodu! Jego czas juz minal, na jego wlasne zyczenie.
Iv dziękuje za to co napisałas! Masz racje nie cche żadnej stopy kolezeńskiej z moim byłym bo to według mnie straszna głupota poza tym on za wszelką cene próbuje mi wmówić że ze mną jest cos nie tak że jestem nieszczęsliwa albo że mam do niego sentyment chociaż tak wcale nie jest!. Tak więc pójde do przodu bo kontakt z nim byłby destrukcyjny albo zmuszał do myslenia czy zastanawiania się nad prawidłowoscią swoich działań. Co do 100% owszem napewno to co powiedział Ci przyjaciel to racja byc z kims w związku to jedno ale trzeba tez myslec o sobie i się realizować
Dzięki za odpowiedź
Witajcie, pisałem tu już jakiś czas pod innymi nickami, ze swoją partnerką pierwotnie rozstałem się rok temu w styczniu, później w sierpniu wróciliśmy do siebie i koniec końcem ona zakończyła związek w tym roku 8 marca. Rozstanie było dla mnie dużym przeżyciem i najbardziej burzliwym, jednakże udało się pokonać traumę. Jeśli ktoś ma ochotę pogadać, jest Wam ciężko, macie ochotę chociażby anonimowo się wyżalić, to piszcie – GG 46392. Pozdrawiam.
Witajcie, już tu pisałem kiedyś wielokrotnie pod innymi nickami, moja historia jest długa i ciężko by opowiadać to znowu ale rozstanie przyszło w styczniu zeszłego roku po 3 latach związku, w sierpniu do siebie wróciliśmy a ona odeszła 8 marca, dokładnie w dzień kobiet. Jakie jest obecne życie? Inne napewno. Jednakże w życiu są i wzloty jak i upadki, ludzie przewijają się przez nasze życie i jest to część tego świata. Przychodzą i odchodzą, tak jak miłość która pojawia się z nienacka i z nienacka odchodzi. Jak ktoś ma ochotę pogadać to tutaj moje GG 46392.
Pozdrawiam,
Mariusz
Kochani Moi!
jesli chcecie odpiszcie mi chciałabym aby troche mi ulżyło i aby ktos napisał co o tym mysli i co powinnam zrobic góry dziękuje i pozdrawiam nie życzac nikomu tego przez co dzisiaj musiałam przejsc… ;((((
Pojawiam się tutaj bo chcę Wam powiedzieć jak dalej potoczyły się moje losy… Przypomne tylko że rozstałam się z chłopakiem z którym byłam niespełna 3 lata on teraz jest z laską z którą krecił będąc ze mną ja od 2 miesięcy jestem w związku z nowym chłopakiem. No więc po tym jak mój były próbował wkręcic mi że potrzebuje specjalisty i zapewniał że nic do mnie nie czuje chcąc zostać moim kolegą – najwyraxniej… Zrobił cos czego w życiu bym sie nie spodziewała… Otóż po moim ostatnim spotkaniu z nim mój obecny partner był oburzony tym że mój ex twierdzi że potrzebuje specjalisty z resztą tak samo jak ja poniewaz za wszelką cene chciał mi wmówić że cos ze mną jest nie tak. Nie wiem jaki miał w tym cel. Mój facet napisał do niego kulturalnie żeby dał mi spokój i że tamten rozdział życia jest juz zamknięty i żeby nie wmawiał mi że cos ze mną nie tak – wtedy myslałam że mamy go z głowy aż do dzisiejszego ranka… Mój facet przesłał mi odpowiedź od mojego ex która otrzymał na fb… Kiedy przeczytałam to co napisał byłam w totalnym szoku czułam złosc a przed wszystkim jeden wielki ból że ktos kogo kiedys tak bardzo kochałam potrafił zrobic mi takie swiństwo za moimi plecami… Mianowicie mój ex napisał bardzo chamsko i jednoznacznie do mojego faceta że ja mam problem alkoholowy (ubzdurał to sobie kiedys kiedy miałam okres w życiu po smierci dziadka gdzie troszke czesciej zdazyło mi się wyjsc ze znajomymi na piwo) mało tego wplątał w to całą moją rodzine opisał relacje moje z rodzicami z którymi nie mieszkam od dziecka i relacje z dziadkami z którymi mieszkam od małego ( dziadek zmarł pół roku temu) do tego dodał że mój facet jest prostakiem i że ma niską samoocene skoro jest o mnie zazdrosny i dał mu do zrozumienia że powinien czytac poradniki jak byc ze mną bo ja potrzebuje pomocy i żeby uważał co mówi bo może się to dla niego źle skończyc… Uwierzcie mi że chyba nikt nigdy nie zrobił mi takiej przykrosci!!!! Nie wiem jaki był cel pisania sterty bzur i rozdrapywania rzeczy osobistych w wiadomosci do mojego obecnego faceta… ale cały poranek spędziłam na płaczu JAK MOŻNA KOMUS ZROBIĆ TAKIE SWIŃSTWO!!???!!!! Na szczescie mój obecny partner jest dojrzalszy ( o rok starszy od poprzedniego) i mysli troche inaczej o życiu nie wziął tego do siebie powiedział że nawet nie ma sensu nic odpisywac bo widać że to on ma jakis problem. Nie czuje do mojego ex już nic po tym jak mnie potraktował jednak nigdy nie sądziłam że zechce ingerowac w moje życie że będzie w stanie zrobic mi cos tak obrzyudliwego za moimi plecami! dodam tylko ze mój ex sam ma problemy rodzinne i to nie małe a mimo wszystko ja nigdy nie byłabym na tyle beszczelna żeby to rozgłaszac tak jak to zrobił on. To bardzo przykre bo mimo wszystko nie moge uwierzyc w to co przeczytałam że można byc tak beszczelnym ;((( Bardzo zalezy mi na osobie z którą jestem teraz obecnie bo w przeciwieństwie do mojego ex bardzo o mnie dba ma do mnie szacunek i zawsze moge na Niego liczyc przykro mi że stalismy się pionkami w grze mojego ex który ma problemy psichiczne i sam chodzi do teraputy wmawiając mi na siłe wbrew mojej woli że jestem nieszczesliwa i że tez powinnam. Chciałam wam o tym napisac bo czasem człowiek rozpacza po związku ( ja przestłam rozpaczac juz jakis czas temu póxniej poznałam mojego obecnego i nawet zaczęłam widziec dobre strony tego co sie stało ) a okazuje się że osoba z którą się było potrafi byc tak podła jak w moim przypadku… Boje się że mój ex który jak dla mnie jest mozna wrecz powiedziec ,,psychopata” nie odczepi się ode mnie i od mojej rodziny
Dorotko,
Tak jak Ci juz wczesniej pisalam… zignoruj, nie warto sie denerwowac. Twoj chlopak rzeczywiscie jest dojrzaly, nie ma co odpisywac. Badzcie po prostu szczesliwi i nie reagujcie na zaczepki, to najbardziej go wkurwi.
Czesc Dorota, odetnij sie od swojego bylego zupelnie, jesli ma profil na fb poblokuj i niech Twoj partner tez tak zrobi, poblokuj wszedzie gdzie sie da. Nic tak nie denerwuje czlowieka jak ignorowanie. Dzieki temu Twojemu bylemu partnerowi przejdzie, da sobie spokoj z zaczepkami i zlosliwosciami na poziomie nastolatka a ty bedziesz szczesliwa z nowym partnerem.
Witam Wszystkich,
Proszę Was o jakąś pomoc, bo po prostu nie wiem co robić. Jestem w związku od niespełna dwóch lat. Jesteśmy od siebie baaardzo różni, On spokojny, wyciszony, domator, ja natomiast energiczna, mówiąca co myślę, bardziej rozrywkowa, jeżeli w ogóle można mówić o normalnych potrzebach funkcjonowania z ludźmi rozrywką. Zawsze między nami były problemy, ze względu na właśnie spore różnice charakteru, ogólnie myślę, że jesteśmy dosyć wybuchowym związkiem. Dużo razem przeszliśmy w tak krótkim okresie, ale jakoś zawsze uważałam, że i tak super sobie radzimy, mieszkamy razem prawie rok, wszystko było ok, ale od jakichś dwóch miesięcy stopniowo zaczęło się sypać, obecnie nie wiem kompletnie na czym stoję. Jestem bardzo uczuciową osobą, a mój chłopak ostatnimi czasy nie daje mi nic kompletnie, nawet przytulenia. Nie całujemy się, rozmawiamy chyba normalnie, jak koledzy, sypiamy razem, ale w zasadzie czuję się strasznie samotna. Próbowałam tyyle razy to z nim omówić, ale generalnie skończyło się na tym, że się baardzo mocno go czepiam i praktycznie chciał mnie już zostawić. wiem, że to co piszę to haos, ale próbuję to jakoś streścić. Oboje pracujemy, ja jeszcze dodatkowo studiuje, nie mam za wiele czasu na przyjemności, a na dodatek w domu mam od niego bardzo minimalne wsparcie, dzisiaj się już wkurzylam i podzieliłam nasze mieszkanie na dwie połowy, po prostu chcialam, żeby zauważył jak bardzo mi to przeszkadza i nie ukrywam, że miałam wielką ochotę wrócić z pracy do swojej czystej połowy, żeby móc odpocząć, a nie zabierać się od razu za porządki, ale widzę, że to chyba nic nie daję, Na prawdę widać, że mnie olał kompletnie, jak się do niego odzywam w tej kwestii to jest wkurzony maksymalnie i nie chce wcale ze mną rozmawiać, żyjemy tutaj pod jednym dachem jak dwie osobne jednostki. Kocham Go bardzo, ale nie wiem co o tym myśleć, nawet nie wiem czy moje obawy są słuszne czy jestem zwykłą upierdliwą kobietą, która szuka dziury w całym. Ale czy to źle, że chciałabym się czuć kochana, ważna, potrzebna? Proszę o jakąś poradę co mam robić, bo już jestem kompletnie zrezygnowana. Pozdrawiam Was Serdecznie!
minęło już około 3 tygodni a ja czuję się jak pierwszego dnia po rozstaniu. I ciągle czekam, i wciąż mam nadzieję, że napisze, zadzwoni. Mam nadzieję, ze może zatęskni lub zmieni zdanie. Nadal z całych sił go kocham i bardzo tęsknię. Nie mam na nic siły, czasem nawet na to żeby płakac. Wszystko mi go przypomina. Nie piszę do niego i nie dzwonię bo wiem, że to nie ma najmniejszego sensu ale nie rozumiem jak mógł tak łatwo zapomniec o tym co nas łączyło i dalej łączy.
Anna Maria
Wiesz ja też bym chciał znać odpowiedź jak to jest możliwe żeby przestać kochać z chwili na chwile, ale chyba jednak można skoro ludzie tak potrafią. Bo mnie Pani A. też przestała kochać z chwili na chwile po 5 latach związku, planów na przyszłość z dnia na dzień się wyprowadziła. Ale chyba tak już musiało być. Może mnie nie kochała tak bardzo mocno jak ja Ją. Tylko że Ona mnie zapewniała że kocha mnie nad życie i że chce spędzić ze mną resztę życia. Ale się Jej zmieniło.
Piszesz że minęło już 3 tygodnie. Po naszym rozstaniu minęło 5 miesięcy a ból jest tak wielki że ledwo go znoszę. Jestem chłopakiem ale tak mnie to boli że naprawdę nie mogę się pozbierać.
Wciąż mam nadzieję, chociaż wiem że to bez sensu ale cały czas mam nadzieję.
Rozum mi mówi że już nic z tego nie będzie ale serce cały czas ma nadzieję i niestety cały czas serce wygrywa z rozumem.
Pozdrawiam Cię serdecznie
Powiem tobie że ja mam tak samo. Ciągle go kocham i cały czas mam nadzieje, ze wróci do mnie. Takżę nie rozumiem jak z dnia na dzień mozna tak o przestać myślec o ukochanej a przeciez tak wiele nas łączyło. Tak nagle z dnia na dzien przestał pisać i dzwonić ja ciagle wysyłałam smsy do niego chyba ze 100 lub wiecej dziennie ale to nic nie dało. 5 dni juz sie nic nie odzywa. Zero kontaktu ale jak tak mozna przeciez człowiek który kochał w ten sposób sie nie zachwuje. nie rozumiem takich ludzi. Widocznie mają serce z kamienia. Mówił żebym czekała ale mnie to strzasznie męczyło i dzis zadzwoniłam do niego i powiedział po 15 miesiacach związku ze nie bedzie ze mna ze wzgledu na mojego synka. nie odpowiada mi to. To po co tyle starań moich było. cały czas go wspierałam bo zmarl mu tata jakieś 2 miesiace temu ciagle bylamz nim a tu nagle takie coś. Faceci sa nieobliczalni nie warto im ufać.
Dziękuję za odpowiedź Kamil. Myślę, że to pytanie „Jak można…?” zostanie zawsze bez odpowiedzi. Nadzieja, o której pisałeś jest z jednej strony pewnym sposobem na zniesienie bólu (przynajmniej w moim przypadku) bo wciąż wierzę, że ‘pewnego dnia’ może będzie lepiej lub może jakoś trafimy jeszcze na swoją wspólną drogę ale z drugiej strony jest czymś co uniemozliwia rozpoczęcie czegoś nowego. Nie mniej jednak myślę, że kazdy z nas wolałby żeby nic nowego się nie rozpoczynało. Wolelibyśmy żeby wszystko było tak jak wcześniej kiedy byliśmy obok tej ukochanej osoby. Cieszę się, że jest ktoś kto mnie rozumie. Pozdrawiam gorąco i trzymam kciuki. Za wszystkich.
Dziękuję za odpowiedź Kamil. Myślę, że to pytanie „Jak można…?” zostanie zawsze bez odpowiedzi. Nadzieja, o której pisałeś jest z jednej strony pewnym sposobem na zniesienie bólu (przynajmniej w moim przypadku) bo wciąż wierzę, że ‘pewnego dnia’ może będzie lepiej lub może jakoś trafimy jeszcze na swoją wspólną drogę ale z drugiej strony jest czymś co uniemozliwia rozpoczęcie czegoś nowego. Nie mniej jednak myślę, że kazdy z nas wolałby żeby nic nowego się nie rozpoczynało. Wolelibyśmy żeby wszystko było tak jak wcześniej kiedy byliśmy obok tej ukochanej osoby. Cieszę się, że jest ktoś kto mnie rozumie. Pozdrawiam gorąco i trzymam kciuki. Za wszystkich.
Kamil! my w takim stanie wszyscy sie oszukujemy i wiemy ze nie warto ale i tak to robimy.
Sa ludzie co im tylko mydelka do d….. potrzeba ale jesli ktos niedocenia co ma to miej tylko nadzieje ze twoja partnerka kiedys trafi na kogos kto doprowadzi do tego ze wspomni Ciebie cieplo ale i z braku odwagi nie przyjdzie albo nie zadzwoni, bo nie wszystkie kobiety tak maja ale w wiekszosci nawet jak racji nie maja to samo przyznanie sie jest wieksza porazka osobista. Pewnie znajdziesz kogos kto odwzajemni tobie to na co czekasz i pokocha cie na zawsze a nie na moment.
Pozdrawiam
Ta nadzieja…czasami nie wiem czy chce ją mieć, gdzieś sobie tkwi w głębi serca i przez nią ciężko na nowo cokolwiek rozpocząć, ale życie ciągnie się dalej i trzeba iść do przodu. Będzie dobrze
u mnie mija tydzien od mojego kolejnego zerwania…dlatego stwierdziłam, że może poszukam w necie w jaki sposób ukoic bół, ktory siedzi w moim serduchu…
Wszystko zaczeło się 4 lata temu kiedy byłam z facetem ponad 3 lata a on pewnego dnia stwierdził telefonicznie, ze mnie nie kocha..odszedl do nowej laski za pol roku się chajtnął i teraz jest megaaa szczescliwy… Na początku byłam bardzo załamana…nie wiedzialam co ze soba zrobic…próbowałam walczyc ale na nic…koniec to koniec… jak dobrze pamietam potrzebowalam ok 1 roku..dośc duzo aby się podnieść z tego wszystkiego… Teraz mówie to tak blacho bo jednak czas leczy rany…zmieniłam sie charakterowo, dużó podróżowałam i ciagle szukałam milosci…na silee – ucieklam w imprezy nie jakos bardzo hardcorowo ale kasa szla na imprezki i party..myslalam, ze moze tam znajde milosc. W między czasie pojawil się jeden facet..ja jednakl nie bylam gotowa…pobylismy 3 miesiace..potem stwierdzil ze to nie to..znowu bolalo…myslalam, ze juz nikt mnie nie zrani…hmm złudne.
Jakos ponad rok temu poznalam faceta młdoszego ale wydawalo mi sie nawyraz dojrzałego, zaczelismy miec ciagly kontakt i tak przyjazn przerodzila się w cos fajnego. Specjalne dla mnie przeprowadzil sie gdzie zamieszkalismy razem. On rozkrecal interes wiec oddałam mu sie w 100 %, robilam to co on chcial a on sie rozwijał ..wizualnie jak i umyslowo… od ponad kilku mieiscy czulam ze cos jest nie tak wiec drążyłam az wydrązylam..tydzien temu stwierdzil, ze mnie nie kocha i ze koniec….ale bolalo..matko boska..kolejny raz dostac w twarz, czy mozne miec takiego pecha? Maskara…mija tydzien i ciagle sie łudze ale wiem, ze niepotrzebnie…przeprowadzilam sie znowu do rodzicow…
Mogłabym tu pisac i pisac cała historie, zal..obojetnosci….zlosc i ciagle to samo….maskara ile razy bede jeszcze cierpiec? Ile…?Czy mam dalej walczyc a moze zrozumie co stracil.. nie wydaje mi sie. Nie da sie zapomniec o kims i spakowac w 1 walizke kiedy sie mieszkalo razem, miało wspolne pasje…on potrawil to zrobic i teraz moje uczucia sa mu obojetne…
Nie ma zasady jak zyc po zerwaniu, nie ma….jedynie to co przestaje wierzyc w ludzi i trace nadzieje, ze moze kiedy bede wreszcie szczesliwa…Dodam ze po kazdym moim zeraniu, faceci znajdowali sobie laski i sa mega szczesliwi. bedzie zajebiscie bolec jak sie dowiem, ze on tez….Cały czas boli..placze, myslee non stop ale co ja moge??Nic…
Daj czasowi czas i niebezpiecznie jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie….
Witam , mam na imię Marcin moja historia jest podobna … Dziś mija tydzień od rozstania z żoną. Poznałem ją 5 lat temu. Wiedziała że wcześniej miałem za sobą długi związek gdzie pewna osoba bardzo mnie zraniła. Otóż wcześniej spotykałem się z kimś 8 lat aż wszystko pękło jak bańka mydlana. Obecna żona obiecywała że nigdy nie dopuści żebym już cierpiał przez kogoś. Wiedziała że tamta osoba mnie zdradzała i była dla mnie okropna. Tutaj była prawdziwa miłość , namiętność, ślub potem dziecko. Synek ma nieco ponad rok. W czasie ciąży żona zaczęła się znacznie oddalać. Po ciąży jeszcze bardziej. Liczyłem że może całą swoją miłość przelała na dziecko. ( Ponoć matki tak czasem mają) Ale kochałem więc wszystko mogłem znieść. Ale nic z tych rzeczy … Odeszła , zabrała mi synka i pozwala widywać raz na 3 dni. Umieram z tęsknoty..
Kolejna osoba mnie zabiła:/ Zabiła moją wrażliwość i ideały szczęśliwej miłości w które wierzyłem.
Strasznie cierpię , wszystko potoczyło się tak szybko. Oznajmiła mi że nie kocha, że się wypaliło, że czasem tak bywa.. Błagałem , prosiłem, płakałem .. Nic ! Zero uczuć , znieczulica która trwa już tydzień. Teraz bawi się w najlepsze i myśli o rozwodzie. Promieniej beze mnie i cieszy się życiem. Jak mam to znieść? Jak sobie z tym poradzić? Mam 30 lat i straconych 13 lat chwil, które kiedyś wierzyłem że będą niezapomniane. Nie umiem zapomnieć o żonie i mimo iż kilka osób mi próbuje przemówić do rozsądku że normalne osoby tak nie ranią innych bynajmniej nie w taki sposób ja i tak nie mogę sobie z tym poradzić. Nie umiem zapomnieć bo muszę mieć z żoną kontakt nawet jakbym już go nie chciał bo przecież pragnę widywać synka. Przez to jednak cierpię jeszcze bardziej , kiedy się widzimy ,wszystko wraca i się przypomina, serce coraz mocniej mi krwawi… Czy tak już będzie wiecznie?
Nie wiem czy wytrzymam…..
Marcel…nie ma zasady i nie ma metody jak pomóc. Ból serca jest tak duzy i ciaglee myslenie…dlaczego znowu ja…rozumiem cie calkowicie.
A nie da się walczyć..moze to chwilowe, co?
u mnie się nie da…on nawet juz teraz stwierdzil, ze nie chce kontaktow a ja ciagle zyje nadzieja i nie wiem jak mam sie pozbyc tego uczucia!
ból straszliwy ból nie do zniesienia…
Walczyć? Dziś mnie spakowała… właściwie resztę moich rzeczy. Na odchodne powiedziałem jej że i tak ją kocham. Zabrała synka odwróciła się i poszła.. bez słowa. Cierpienie się nasila i jest nie do wytrzymania..
Jestem już w desperacji. Szukam poradników internetowych z magicznymi wskazówkami jak odzyskać miłość. Choć sam w nie wierze to muszę spróbować.
Znalazłem nawet jakiegoś psychologa który ponoć ratuje takie przypadki. Jak nie spróbuje nigdy się nie dowiem. A tak będę chociaż wiedział że zrobiłem wszystko aby mój mały synek znów miał normalną rodzinę.
Walcz…trzeba wiedziec, ze sie wszystko zrobilo…..wiem ze cie serce sciska…mam tak samo
powodzenia!
Nie wiem nawet co mówi się w takich przypadkach . Łącze się z Tobą w bólu…. Życzę Ci abyś była znowu szczęśliwa.
Pozdrawiam.
Witaj Marcel,
Moj chlopak wlasnie w tej chwili sie pakuje. Roznie bylo miedzy nami przez te 8 lat, raz nawet sie rozstalismy, ale we wrzesniu znowu zamieszkalismy razem i wg mnie wszystko szlo w dobra strone. Myslalam, ze bedziemy ze soba juz na zawsze. Dlaczego odchodzi? Okazalo sie, ze kiedy mnie nie bylo w domu, on szukal milosci w internecie i znalazl. Kiedy wytropilam z kim rozmawia, z dnia na dzien wyrzucil mnie ze swojego zycia. Przez kolejne 2 miesiace musialam patrzec jak z nia rozmawia, dzien w dzien, jak planuje jej przyjazd. Siedzialam pod drzwiami pokoju i blagalam zeby to skonczyl. Za godzine juz go nie bedzie. Odchodzi, bo poznal 24 letnia Rosjanke (on ma 29). Po miesiacu tych kontaktow ona juz kupila bilet. Nigdy nawet ze soba nie rozmawiali przez telefon. Przylatuje na majowy weekend, na caly tydzien. Po 8 latach rzucil to wszystko. Wiadomo, ze mnie nie kocha skoro robi taki krok, ale mogl najpierw mnie zostawic, a potem szukac innej. Twierdzi, ze sa dla siebie stworzeni…. jesli masz ochote pogadac, napisz, moje GG 5057560
Iv sam jestem rozbity i nie wiem czy jestem w stanie rozsądnie myśleć w takiej sytuacji ale czy Twój chłopak w ogóle dorósł? Mam dziwne podejrzenia że ten tydzień nic nie da. Nie pokocha się kogoś w tydzień. Na pewno wiele was łączy, na pewno macie wspomnienia i było między wami dobrze. Nie znam Twojego chłopaka ale jego zachowanie pokazuje jakby chciał na siłę kogoś pokochać. Internet to najprostsze źródło nawiązywania znajomości. Znalazł kogoś z kim dobrze mu się pisało, ale nie myśl że będzie z tego wielka miłość. Brzmi to wręcz bardzo nieprawdopodobnie. Nie powinien tak się bawić uczuciami innych ludzi oj nie powinien….
Dla mnie to ewidentne szukanie szczęścia na siłę. Wiem że Ci ciężko ale myślę że w Twoim przypadku to przejściowe. Sama zobaczysz że tak szybko jak się zauroczył , tak szybko się „oduroczy”. Takie jest moje zdanie . Trzymaj się jakoś…
Ps. Napisałem do Ciebie na gadu.