Jak poradzić sobie z rozstaniem? (1)

poprzednim wpisie poruszyłam kwestię rozstań. Dziś chciałabym napisać coś więcej o emocjach, które się w takim przypadku pojawiają i o tym jak sobie z nimi radzić.

Rozstaniom towarzyszy bardzo wiele emocji, mogą być różne w zależności od sytuacji i okoliczności w jakich nastąpiło rozejście. Według mnie, pierwsza i najważniejsza sprawa, to  zaakceptować wszystkie pojawiające się emocje. To normalne, że czujesz ból. To normalne, że czujesz smutek, nawet jeśli dobrze wiesz, że ta relacja nie miała już przyszłości. To całkowicie normalne, że czujesz złość, rozczarowanie i żal jeśli twój partner odszedł do kogoś innego. Nie ma co oceniać lub obwiniać siebie, niech emocje płyną – przychodzą i odchodzą. Poddaj się temu rytmowi. Jest to dobry moment aby zapoznać się z tak silnymi emocjami, to część naszego życia. Obserwuj swoje uczucia, daj im istnieć, pozwól sobie być smutnym z całą świadomością tego, co się w tobie dzieje. Choć bolesna, jest to wspaniała lekcja samopoznania.

Może się zdarzyć, że wbrew sytuacji nie odczuwamy negatywnych emocji. Wtedy najprawdopodobniej włączyły się nasze emocjonalne bezpieczniki, a mówiąc bardziej psychologicznie: mechanizmy obronne. Polega to na tym, że negatywne uczucia zostają wypchnięte ze świadomości, dzięki czemu jesteśmy w stanie mimo trudnej sytuacji normalnie funkcjonować. Jeśli jednak emocje te nie zostaną w jakiś sposób uwolnione, będą zalegać i prędzej czy później będą miały bardzo negatywne skutki.

W jaki sposób dać upust swoim emocjom? U mnie zawsze bardzo pozytywnie działa pisanie na własne potrzeby – „wypisuję” wtedy wszystko co we mnie siedzi, przy okazji porządkując myśli. Można też pisać bloga :) Można malować, rysować czy rozmawiać z przyjacielem (oby był cierpliwy:) ) – osoba przechodząca trudne momenty bywa bardzo skoncentrowana na sobie i nie wszyscy wytrzymują intensywne wylewanie emocji. Ale zdecydowanie polecam korzystanie z wszelkiego rodzaju wsparcia społecznego – byle nie przerodziło się to np. w intensywne imprezowanie by zagłuszyć swoje emocje. Ja po prostu opowiadałam swoją historię różnym osobom, i z każdym kolejnym razem czułam, że jest to mniej bolesne. A potem przyszedł moment, w którym wiedziałam, że to ostatnia taka historia i nie czułam już potrzeby dzielenia się swoimi emocjami, a ból zaczął mijać.

Kolejną ważną rzeczą jest dać sobie czas. Pewnych spraw po prostu nie da się przejść w trzy dni, choćbyśmy tego bardzo chcieli. Nie popędzaj się. Nie mów, że już powinnaś mieć to za sobą. Ile czasu potrzeba by uleczyć ranę po rozstaniu czy odejściu partnera? Jest to całkowicie indywidualna sprawa. Ja potrzebowałam 2 tygodni intensywnej emocjonalnej „młócki” i pracy nad sobą by zacząć normalnie i bez bólu funkcjonować oraz myśleć o całej sprawie. Proces leczenia trwa nadal i choć przebiega bardzo łagodnie, to nie wiem ile jeszcze potrzebuję czasu. Ważne by sobie na to pozwolić. Ważne też by nie uciekać w nowy związek, a pobyć z samym sobą, poznać siebie od tej bolesnej strony, zadbać o siebie i dać samemu sobie dużo miłości. W psychologii jest taki termin: żal po stracie. Podkreśla się wagę przeżywania tego żalu, żałoby – pominięcie tego etapu może uniemożliwić pójście dalej w życiu, bo przecież życie się nie kończy…

Na razie to tyle, ciąg dalszy nastąpi wkrótce. Czekam na wasze komentarze i pytania.


Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.

Joanna
Sprawczyni całego zamieszania...

Komentarze

1 704 Odpowiedzi na “Jak poradzić sobie z rozstaniem? (1)”
  1. dorota pisze:

    kaczucha667 : Przeczytałam dokładnie Twój wpis… Nie wiem co napisać… Wiem jak to jest oddać wszystko dla drugiego człowieka i jak to jest gdy się stawia wszystko na uczucie… Znalazłas się w cięzkiej sytuacji bo doszła choroba pamiętaj że skoro odkryłas to forum to zawsze możesz tutaj pisac wszystkie zmartwienia wątpliwosci dzielić się z nami swoim strachem. Bo wydaje mi sie że jednak on nie jest odpowiednią osobą z którą powinnas się dzielić emocjami. Nie zgadzam się z tym co napisacłas że odszedł zamiast byc z kaleką ja twierdze że jesli na prawdę się kogos kocha to jest się przy nim własnie w najtrudniejszych chwilach jego życia a nie odsuwa się wtedy… Ja nie jestem chora ale mój ex też zostawił mnie i przez to spadła na mnie lawina niepowodzeń… W wielu kwestiach się pomyliłam, podjęłam kilka ryzykownych decyzji, mój dziadek był bliski smierci finansowo jest kiepsko mam chora starsza siostre, z matką nie mam kontaktu narazie od wielu lat ma problem alkoholowy a on wiedząc o ciężkiej mojej sytuacji zostawił mnie samą. Teraz nie dawno rozmawiałam z jego siostrą napisała do mnie sama powiedziała tez że ich mama trafiła do szpitala zdiagnozowali u niej anemie i podejrzenie o białaczke… Pewnie jest mu cięzko ale sama widzisz nie odezwał sie nawet do mnie… Dziwnie się czuje bo życzyłam mu wszystkiego co najgorsze jak się rozstawalismy. Znam ten ból ale i znam tą tesknotę…

  2. lacrima pisze:

    Kaczucha, ja czuję się wobec Twoje wpisu bezbronna bo ogrom cierpienia i bólu jaki na Ciebie spadł jest dla mnie nie do ogarnięcia. Nie rozumiem też tak wielkiej miłości, którą Ty zdolna jesteś odczuwać. Ja tak nie potrafię i niegdy nie potrafiłam. Zapewne dlatego też jestem o coś uboższa, czegoś nigdy nie poczuję.
    Chciałabym jednak bardzo jakoś Cię wesprzeć, pomóc, pocieszyć. Tylko jak? Pozdrawiam Cię ciepło z całych sił. Jeśli mogę jakoś Ci pomóc – napisz.

  3. kaczucha667 pisze:

    Dziękuję Wam za te słowa. Mi nie chodzi o to, żeby się użalać. Nie wiem, chciałam to z siebie wyrzucić, czasem po prostu łatwiej powiedzieć coś anonimowym osobom. Moi przyjaciele ciągle mówią, że jestem jeszcze młoda, bo mam 22 lata, że jeszcze wszystko się ułoży,a to wcale nie takie proste, może gdybym była zdrowa…
    Chyba nie mam ochoty na takie „rady”. Pogodziłam się z tym, że Go przy mnie nie ma, że zostało mi parę zdjęć i maili. Ale nie umiem się pogodzić z tym, że jedyne, co go interesowało, to przez jakiś czas, czy nie zrobiłam sobie z tego wszystkiego jakiejś krzywdy,a teraz zachowuje się jakbym nigdy nie istniała. Nic od niego nie chcę, nigdy w tej sytuacji nie poprosiłabym, żeby wrócił, bo życzę mu takiego domu, takiej rodziny i takiego szczęścia, jakie ja chciałam z nim dzielić. Po prostu przez te wszystkie lat był mi najbliższą na świecie osobą.,a jego nie stać nawet, by zapytać, „część, jak sie czujesz? ” Nie liczę na jakąś przyjaźń, bo ja wiem, że to tak nie działa, ale w głowie mi się nie mieści, jak można kogoś tak po prostu wykreślić ze swojego życia. To boli najbardziej.

  4. dorota pisze:

    dokładnie też tego nie pojmuje przecież to tylko gest co za problem żeby zapytać, napisać czemu nie ma tej chęci pomocy… czy nawet ciekawosci:(

  5. Szy pisze:

    Hmm…u mnie jest podobnie…też się nie odzywa…nie daje znaku życia…chociaż z jednej strony ją rozumiem bo przecież ona chcę rozpocząć nowe życie…chcę się odciąć odemnie…a wie że jak będziemy utrzymywać kontakt to będzie jej trudniej…wie jak mi jest trudno..widzi że wciąż nie odpuszczam i jakbyśmy rozmawiali czy się spotykali czy choćby rozmawiali na gg to ja wciąż będę robił wszystko aby wróciła…i przez to będzie nam obydwojgu jeszcze trudniej…dlatego z jednej strony rozumiem to milczenie…ale z drugiej też trudno mi to ogarnąć nie chcę się na to zgodzić…i jest mi cholernie ciężko…osoba która była połową naszego życia nagle stała się obca….

    • kaczucha667 pisze:

      @Szy To może ja też tak powinnam, może Ty tez tak powinieneś wypłakać to wszystko i zacząć jakoś od nowa. Tyle, że u mnie minęło już tyle czasu, ale może któregoś dnia obudzę się bez myśli o tym co u Niego. Szczerze mówiąc to juz czekam na ten dzień i to bardz, nie dlatego,ze jestem zła, ale dltego, że jak tak dalej pójdzie to się zamęczę. On ma nowe życie, z tego co wiem był sobie na wakacjach w Chinach czy innym Tajwanie, dużo imprezuje i jest szczęśliwy przynowej kobiecie, więc logicznie rzecz ujmując nie ma sensu, aby się zadręczać, bo ta osoba ma już swój własny świat, w którym nie ma dla nas miejsca. Tylko czemu logika i emocje, to dwie tak różne sprawy?

    • ewa pisze:

      Witam.skad ja to znam…nawet nie wiesz jak bardzo cie rozumiem….przechodza przez to samo dokladnie przez to samo..to takie trudne…

  6. Katarzynka pisze:

    Każdy przechodzi ten etap gorzej i lepiej, w wiekszosci przypadków gorzej. Ale pamiętajcie nie jesteście sami i wszystko sie kiedyś kończy nawet takie cierpienie. Ja też miałam masakrę. On mnie zostawił dla innej i tyle dlaej wiódł swoje fajne życie po prostu beze mnie. A ja musiałam wymyślić gdzie zamieszkam, jak przeniose się do nowej szkoły, wtedy zmarła mi bliska osoba, zadzwoniłam do niego. mYSLICIE ZE SIE PRZEjął?? jeszcze dodatkowo mnie dobił bo powiedział, że nasz kot się powiesił na oknie na lufciku. A został u niego, bo ja nie mogłam go zabrać. Spotykałam wtedyduzo facetów, którzy widząc moją „maślakowatość” wykorzystywali to dla własnych celów, potrafiać się mna bawic miesiącami. A ja ze szukałam gdzieś uczucia tak szłam w to wszystko jak kukła. Chodziłam do psychologa do psychoterapeuty, wszyyystko przeszłam. Jak poznałam obecnego chłopaka, tak bałam sie, ze mnie zostawi, do tego stopnia że obudziłam swoją nerwicę w bardzo wysokim stopniu( rodzinnie odziedziczona)Chodziłam do psychologa do psychoterapeuty nic to nie dało, wiec koncu trafiłam do psychiatry. brałam leki antydepresyjne, uspokajające. ale za nim psychiatra bałam sie wychodzic z domu, bałam sie ludzi, schudłam z 10kg dobrych, byłam ciągle zdołowana. MAAASAKRa nie chciałabym tego jeszcze raz przechodzic, to było pół roku wyrwane z życiorysu. A wszystko przez jednego idiote, który zachwiał moją samooceną, moim postrzeganiem związku i miłości. oczywiscie wiadomo, sama mam predyspozycje jakies;) Takze jest i kolorowo i baaaaardzo chuuusteczkowo. Trzeba to przejść!!!!i zebrać się do kupy i będzie dobrze! :) )

    • dorota pisze:

      Katarzynka: swietnie Cie rozumiem to co napisałas tu wyżej…zwłaszcza ten wątek o spotykaniu duzej ilosci facetów. Znam to dokładnie bo sama przez to przechodze. Próbuje się jakby bronić i zapełnic na siłę ta pustkę po Nim jednak nigdy mi się to nie udało… Wiem że to głupie i zdaje sobie z tego sprawę ale mysle inaczej a robie inaczej… Może na prawdę chciałabym kogos poznać ale cos jest nie tak… Tęsknie za Ex bardzo teraz za kilka dni są moje urodziny a nasza historia zaczęła sie dokładnie 3 lata temu na mojej 18stce tak bardzo się zastanawiam czy się jeszcze odezwie… czy napisze chociaz życzenia czy będzie pamiętał… I jednoczesnie tak bardzo sie tego boje :(

  7. kamil pisze:

    Wiecie co najgorsze jest to gdy się nie ma żadnych znajomych, gdy nie ma z kim pogadać, z kim wyjść, jest się samemu jak palec dosłownie jak palec. Gdy ta osoba była dla Ciebie wszystkim, była dla Ciebie całym życiem. I ta pustka gdy tej osoby nie ma. Tak bardzo to boli, wspomnienia dobijają do samego dna.
    Mija czas ale co z tego jak nic nie mija w sercu. Nie wiem czy kiedykolwiek się pozbieram. Funkcjonuje ale to jest taka egzystencja z dnia na dzień. Nic mnie nie cieszy, nic mi się nie chce. Nie dość że jestem chudy to schudłem jeszcze bardziej. Nigdy nie myślałem że mogę tak się czuć. I ta chwila nastała ale nigdy się nie spodziewałem że spotka mnie to od osoby którą tak bardzo kocham, bo kocham Ją cały czas całym sercem.
    I wiecie co jest najgorsze, że jestem przekonany że już nikogo innego nie zdołam pokochać.
    Pozdrawiam was wszystkich

  8. Goska pisze:

    Witam

    Pare miesięcy temu przez przypadek znalazłam się na tej stronie i opisałam swoją sytuację. Zostałam zdradzona, po 3 latach związku. Po rozstaniu nie chciałam mieć z eks żadnego kontaktu, jednak on męczył mnie telefonami, chciał się spotkać. W końcu uległam… i szczerze żałuję tego do dziś. Od rozstania minął już rok a ja dalej się z nim spotykam, sypiam. Pisze to , aby te wszystkie osoby które tu piszą ustrzec aby nie popełniały mojego błędu. Nie dajcie się wciągnąć w jakąś chorą sytuację z byłym/ byłą. Bedziecie tego żałować i może to również was zmienić. Ja się przez to zmieniłam i wcale nie na lepsze- czuje się o wiele gorzej niż po rozstaniu. Także prosze was, uważajcie. Ból po rozstaniu minie i spojrzycie w końcu na życie inaczej:)

  9. dorota pisze:

    Hej wszystkim u mnie dzisiaj bardzo kiepsko… chyba pogoda się do tego przyczyniła :( i chyba znów nadeszła pora by sobie popłakać… :( Mam straszliwy mętlik w mojej głowie tak bardzo staram się być twarda ale w srodku jestem słaba i boje się że wymiękne :( Tysiące mysli najpierw mysle o samych złych chwilach za chwile przed oczami stają mi same odbre. Konflikt w myslach gubie sie w tym wszystkim powoli jest coraz ciężej… Jeszcze te urodziny za kilka dni… ta cholerna niewiadoma… ta cholerna chwila kiedy sobie pomysle że minęły by nam 4 lata… Nie chcę cierpieć chce żyć ale ostatnio wszystko jest takie ciężkie wszystkie sprawy sie na siebie nakładają i znów łzy ta nienawisc i ta tęsknota :/ Ta cisza z jego strony… z jednej strony przecież tak wymowna z drugiej… sama nie wiem… Strasznie to wszystko niespójne co pisze jedno uczucie zaprzecza drugiemu ten strach przed zranieniem i ta moja zobojętniałosc zimnosc wobec ludzi którym na mnie zalezy… Boje się :( (((

  10. Kasiek pisze:

    Czesc! Dawno mnie tu nie bylo……ale to chyba dobry znak. W koncu nie musze sie zwierzac bo zaczelo mi byc dobrze samej ze soba……telefony od bylego czasem mnie irytuja ale juz nie robia na mnie takiego wrazenia…….nbie jestem jeszcze gotowa na kolejny zwiazek ale wychodze do ludzi i na randki. Czas naprawde leczy nasze rany. Wszyscy kiedys znajdziemy swoje szczescie :) Pozdrawiamwas cieplo i nie dajcie sie zlym nastrojom.

  11. Szy pisze:

    Hmmm…teraz tak patrze i myślę ze jedyną receptą na to wszystko jest nowa inna osoba która zajmie czas, da nowe nadzieje, będzie kochała i pozwoli się kochać…tylko jak znaleźć takiego kogoś?czasami wydaje się to po prostu niemożliwe…wieczne porównywanie…powracanie do tego co było itd…nie czaje tego cały czas że niektórzy mogą po prostu kochać całym sobą a inni nie…inni potrafią się normalnie obrócić o 180 stopni i zacząć wszystko od nowa a inni wciąż tkwią w tym samym punkcie i nic się nie zmienia a nawet cofa…wiecie co mam na myśli??:)

  12. dorota pisze:

    a ja mam się widziec z Ex w srode albo czwartek hmmm się zobaczy… Miłosc tak szybko nie wygasła przynajmniej z mojej strony. Nie wiem co będzie mamy porozmawiac o życiu może o tym co u niego co u mnie. Narazie nie chce sie na nic nastawiac ale ciesze się mimo wszystko…

  13. dorota pisze:

    Anno Mario nie zapomniał uwierz mi… To zawsze się będzie pamiętac… wspomnienia zawsze nawiedzają pytanie tylko czy poddaje się im czy wypiera z pamięci…

  14. lacrima pisze:

    Zaczynamy nowe życie, może tymczasem wygląda zniechęcająco i koślawo, jest płaskie, jednak przeszłość po prostu musimy zamknąć. Pytanie czy ex tęskni i myśli tylko nas rani, wiem, że trudno się opanować i ucieć od tych dylematów, sama tak robiłam. Jednak wiem, że warto spróbować zapytać siebie ‘i co z tego jeśli tęskni?’. Decyzja została podjęta, dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, w każdej sekundzie ta rzeka jest inna, nawet jeśli chcemy wejść do niej powtórnie.
    @Szy, obawiam się, że to ślepa uliczka, to nie ma być plasterek na ranę, możesz poranić siebie i kogoś innego kto niczemu nie jest winien a może po prostu szuka miłości. A potem… tak trudno spojrzeć w lustro.

  15. Anna Maria pisze:

    A to moja historia: Poznaliśmy się mając po 13 lat. Od tamtej pory cały czas się przyjaźniliśmy. Zawsze byłam dla niego a on dla mnie. Będąc w liceum poznał dziewczynę. Ja zaczęłam byc zazdrosna bo przestał byc uz „dla mnie”. Po rozstaniu z nią od razu zaczęliśmy byc razem. I tak byliśmy parą ponad 1,5 roku. Na początku było dosc „burzliwie” ale potem oboje nauczyliśmy się sztuki kompromisu i wszystko zaczęło się układac. Wyjeżdżamy oboje do tego samego miasta. Ja na studia on póki co do pracy. Mieliśmy mieszkac razem. Wszystko mieliśmy odkrywac razem. Trzy tygodnie temu zostawił mnie Powiedział, że nie czuje tego co na początku. Powiedział, że nikt tak dobrze go nie zna jak ja, że uwielbia spędzac ze mną czas, że mnóstwo rzeczy nas łączy dlatego nie chce tracic ze mną kontaktu ale nie chce związku. Swojemu koledze również powiedział, że „związek go ogranicza”, „będąc sam ma więcej możliwości”. Tak jak napisałam mieliśmy tam pojechac razem. Teraz on tam jest(nie chciałam podawac konkretnej nazwy miasta dlatego piszę TAM), znalazł pracę i mieszka ze znajomymi (kolegami i koleżankami). Tworzy nowe wspomnienia beze mnie Jeszcze tydzien przed rozstaniem kochaliśmy się, obudził mnie dotykając mojego noska uśmiechał się, a teraz jestem tu sama. Sama muszę pojechac do nowego miasta, choc mielismy byc tam razem. Nie potrafię bez niego życ, funkcjonowac. Kocham go z całych sił. Od kilku miesięcy nawet się nie kłóciliśmy ;( Jego rodzice od zawsze mnie lubili. Śni mi się, ciągle o nim myślę. O chwilach kiedy byliśmy obok siebie, mogłam do niego zadzwonic po ciężkim dniu, przytulic. Od zawsze był dla mnie Zawsze powtarzałam, że to mój ‘partner’ bo wszystko mogłam z nim robic, o wszystkim powiedziec i zawsze przy nim byc. Jeśli któraś z Was znalazła się w podobnej sytuacji lub po prostu może mi coś poradzic to bardzo proszę. Przepraszam jeśli napisałam to wszystko chaotycznie. Nigdy nie było mi tak ciężko jak teraz.

    Wczoraj widzieliśmy się na imprezie, sam pytał czy na niej będę i rozmawiał ze mną jak ze znajomą. Jakby nigdy nic nas nie łączyło. Cały czas mam w głowie tylko jedno pytanie wlaściwie dwa. „Jak mozna przestac kochac tak po prostu?” i „Dlaczego?”.

    Pozdrawiam Was gorąco

  16. kamil pisze:

    Anna Maria
    Ale wiesz co nigdy nie będzie już tak samo jak było. Nawet gdy ta druga połówka wróci. Cały czas będzie w głowie ta myśl że ta osoba odeszła i nie będzie już takiego samego zaufania jak było wcześniej. Cały czas będzie krążyła tak myśl że przecież ta osoba z jakiegoś powodu odeszła, że musiała mieć jakiś powód.
    To jest właśnie najgorsze, że nawet jakby się dobrze ułożyło to już nigdy nie będzie tak samo jak było na początku.

  17. lacrima pisze:

    Anna Maria dotknęła sedna. Pozwolę się sobie zacytować: decyzja została podjęta, dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, w każdej sekundzie ta rzeka jest inna, nawet jeśli chcemy wejść do niej powtórnie.

  18. kamil pisze:

    Anna Maria
    Ale wiesz co nigdy nie będzie już tak samo jak było. Nawet gdy ta druga połówka wróci. Cały czas będzie w głowie ta myśl że ta osoba odeszła i nie będzie już takiego samego zaufania jak było wcześniej. Cały czas będzie krążyła tak myśl że przecież ta osoba z jakiegoś powodu odeszła, że musiała mieć jakiś powód.
    To jest właśnie najgorsze, że nawet jakby się dobrze ułożyło to już nigdy nie będzie tak samo jak było na początku.
    Pozdrawim

  19. Anna Maria pisze:

    Lacrima też o tym myślałam. Ale na pewno wiesz, że serce wyrywa się do tego człowieka mimo wszystko. Najgorsze jest to, że naprawdę za nim tęsknię. Choc czasem wzbiera we mnie złosc, myślę sobie „jak on mógł” itp. ale tak naprawdę najbardziej tęsknię. Kiedy kupuję rzeczy na stancję, kiedy wracam do domu nawet kiedy kładę się we własnym łózku. Żadko są noce kiedy mi się nie śni. Jeśli się modlę to tylko o to by wrócił. Czuję i niemal słyszę jak pęka mi serce. Codziennie, w każdej minucie. ;(

  20. Anna Maria pisze:

    Rzadko*

  21. dorota pisze:

    Anna Maaria: Jasne że Cię rozumiemy bo czujemy to samo znaleźlismy się tutaj wszyscy w tej beznadziejnej sytuacji… i zgadzam się z tym co napisałas wyżej narazie wizja bycia z kims innym jest utrudniona przez uczucia które w nas tkwią… Ale będzie dobrze damy rade! :)

  22. kamil pisze:

    Jak tak można nie mieć serca, nie mieć uczuć? Nigdy tego nie zrozumie!!:(

  23. Anna Maria pisze:

    Od wczoraj czuję się kiepsko :( Po prostu nadal kocham najmocniej jak potrafię. Brakuje mi go na każdym kroku. Tęsknię.

    • dorota pisze:

      hej… Znam to uczucie ja również tesknie za obecnoscią mojego ex ciągle się zastanawiam co u niego dowiem się tego dopiero jutro wieczorem…

      • Anna Maria pisze:

        Mój w ogóle się nie odzywa do mnie, w domu też nocuje sporadycznie. Tak mówila jego mama mojej mamie. Zupełnie nie wiem co się z nim dzieje. Zachowuje się jak inny człowiek :’( Czuję się bez niego taka pusta w środku. Im więcej czasu mija tym bardziej nie chcę tu byc.

        • dorota pisze:

          Nie warto utrzymywac kontaktów bo to tylko boli nigdy więcej nie popełnie tego błędu mój koszmar zaczął się od początku psychicznie czuje sie okropnie dodatkowo te wszystkie problemy finansowe i wogóle rodzinne momentami mam przerabane mysli zyc mi sie nie chce wszystko jest do dupy
          ;((((((((((((((((((((((((((

          • Andrzej32 pisze:

            ja to zrezygnowalem z nadzieji ale wydaje mi sie ze ty masz wszystko przed soba, ja tez od poczatku mialem jazde na moja psychike i nawet przez tlumaczenie sie z wszystkiego jak sie zdenerwowalem to zaczynalem sie jakac i to jest upokorzenie, bo bylem idealnie manipulowany choc madzieje mialem i caly czas sie oszukiwalem az podjolem decyzje o koncu, ale bardziej mnie to boli jak partnerke z ktora bylem(ona na to leje i sie swietnie bawi- choc nie wiedzialem ze milosc na tym polega). Dalem sie omamic, Glowa do gory nie jestes sama tak jak my tu wszyscy.

  24. Andrzej32 pisze:

    Witam wszystkich goraco. Ja mam nadzieje ze kiedys kogos spotkam ale zawsze wpadam w sidla kobiet ktore tylko sie mna bawia. Rozstalem sie z kobieta ktora mocno kocham i staralem sie wszystko dla niej zrobic, ale niestety ona ma problem a mianowicie jest chorobliwie zazdrosna i od miesiecy wmawia rzeczy ktore nie istnieja.
    Planowalismy urlop na kanarach 27.09 i nici z tego- nie wytrzymalem psychicznie.Ciagle kontrolowanie ,sprawdzanie paragonow, tel kom itd. oraz osadzenie ze mam cos z jej kolezanka z pracy ale oczywiscie jak wyszlo, ze nawet nie mamy do siebie tel, no to znalazla sie inny problem.
    Obiecywanie i zapewnianie ze ktos cie kocha a tego nie okazuje nie ma przyszlosci, a jej rozpaczanie poega na tym ze wybrala sie na impreze dzien po ostatniej rozmowie.Trace nadzieje w normalnosc.Tak! zycze jej niepowodzenia
    bo bylem caly czas oszukiwany i moje starania poszly na marne! i nie nie nauczylem sie nic z tego tylko to ze jestem naiwny i za dobry. Napewno nie raz slyszeliscie: kocham cie najmocniej ! z toba chce pozostac i zalozyc rodzine, jestes wymarzonym facetem itd. Ja tylko powiem BZDURA. Nigdy nie zdradzilem zawsze pomagalem i staralem sie byc podpora w ciezkich chwilach ale ja tego nie otrzymalem. Sprawa jest o tyle wesola ze nie pisze tu o kobiecie co ma 15, 16 17 lat tylko o osobie co ma32 lata
    Jest mi zle ale i jestem zly na siebie samego, bo zwiazek trwal 1.5 roku i widzialem co sie dzieje ale naiwnie znosilem wszystko. Przychodzi moment w zyciu ze ma sie dosc traktowania jak wycieraczke. Ale nie da sie zapomniec-bo ktos kto kocha to kocha i kieruje sie sercem. Oczywiscie ze po jakims czasie emocje opadaja , ale czy nie warto by bylo poswiecic ten czas komus bardziej wartosciowemu?? ktos kto doceni samemu odda to samo. Ale takich ludzi jest za malo i w moim wieku stracilem nadzieje na szczescie.

    • lucyna pisze:

      hej wiem coś o tym Tylko ja mam tak że faceci mnie wykorzystuja pod wzgledem tego ze sie angażuje za bardzo i potem zostawiają a chciała bym w końcu spotkać kogoś kto jest wart uczucia i wszystkiego co zwane szczesciem tylko takich facet€w nie ma bo ten świat zwariował

    • lucyna pisze:

      nie wiem gdze ty jestes bo ja takich facet€w nie znam sami dranie Fajnie że jest jeszcze ktoś taki jak ty

      • Andrzej32 pisze:

        Napewno sa tacy faceci lecz wiecej jest tych glabow, nie ma recepty jak trafic na takiego, pewnie troszke ostroznosci ale to nie gwarancja. Prawdziwa twarz pokazuje sie i tak dopiero po czasie. Jedynie to (i ja tu sam sie oszukuje) jesli ktos na poczatku zwiazku sklamal gdzie tak naprawde nie mial powodu no to pierwsze dzwonki o ostroznosc, oszukuje sie pod tym wzgledem ze sam sobie tlumacze ze to nic takiego itd. itp. ale to nie prawda jesli ktos kombinuje i czujesz to, a samemu tego nie widzi i dla niego jest to normalne- no to niestety nie oczekuj ze bedzie to ta osoba.
        Jedynie co nie inwestuj- daj sie wpierw wykazac temu komus na co go stac i jak bardzo zalezy,
        wtedy wpelni rozwin zagle i do dziela- ale jakies male ryzyko zawsze pozostanie.

        Pozdrawiam Cie

        • lucyna pisze:

          Hej Andrzej jak tam u Ciebie sprawy sercowe u mnie nadal po staremu Czasami myśle że najlepiej by było nie kochać i nie chcieć nikogo chciała bym tak ale niestety tak się nie da Jest mi ciężko bo samotność to jednak najgorsze co może być Pozdrawiam

  25. dd pisze:

    witam :) jestem na etapie kiedy mój chłopak ma podjąc decyjze Czy chce żyć tak jak teraz z dnia na dzień czy chce sie zmienić i życ normalnie tak jak wszyscy ,Nic sie nie odzywa co mnie martwi i zastanawia czy na prawde te nasz 7 lat nic dla niego nie znaczą ????nie chce stworzyc normalnego domu rodziny ??? Niestety ja pierwsz sie do niego nie odezwie Widocznie tak musi być :( a najlepsze na rozstanie jest poszukanie sobie jakis zajęc nowa praca ,dodatkowy kierunek na studiach Coś trzeba ze sobą robić aby nie dostać w głowe .Ja nie mam bliskich przyjaciółek a z rodzinką nie rozmawiam o swoich sprawach sercowych Ale poradze sobie sama BO TO CO NAS NIE ZABIEJ TO NAS WZMOCNI

    • Andrzej32 pisze:

      Hej dd
      Przykro mi stwierdzic ale jesli nie potrafi sie zdecydowac to nie zmnieni sie nic, a jesli to na chwile.
      Ktos kto decyduje sie na cos wiecej potrafi zmienic kierunek zycia a tym bardziej jak kogos kocha.
      Jedynie nie zgodze sie z wypowiedzia” BO TO CO NAS NIE ZABIEJ TO NAS WZMOCNI”
      Ja sam popelniam te same bledy ale sa to pozytywne rzeczy (jestem zbyt dobry i naiwny a za tym ciagna sie konsekwencje) i ponowny zwiazek i znowu to samo, jedynie co, to nie jest tak ciezko bo po raz kolejny to czlowiek wie jak sie z tym obchodzic choc i tak to boli. Ale zycze tobie wszystkiego naj I jesli ktos nie chce to patrz na siebie bo w koncu to ty masz przed soba cale zycie.

      • lucyna pisze:

        tylko jak to zrobić Patrzeć na siebie jak samotność dobija i chciało by sie kogoś tak naprawde kochać tylko same porażki po kturych ciężko sie otrzasnąć

        • Andrzej32 pisze:

          Lucynko- czasem warto (nawet jak ciezko jest) nie chciec zbyt mocno kochac, wtedy gdy bardziej
          „na luzie” (brzytkie stwierdzenie) ale nie miec zbyt wielkich oczekiwan tylko pozostawic i na spokojnie czekac- ja wiem czasem niecierpliwosc zabija ale tak jednak jest lepiej.

  26. Szy pisze:

    Witam,
    juz jakiś czas tutaj nic nie pisałem…ale wszyscy zresztą jakoś ucichli…
    od kilku tygodni się uspokoiłem (tak przynajmniej mi sie wydawało) tzn starałem sie nie myśleć o niej w każdej minucie tylko ograniczyc to do każdej godziny…ale heh co dziwne 2 tygodnie temu zaczeły mi się koszmary z nią…były różne czasami że ja ją błagałem aby wróciła czasami ona…od paru dni ustały…no ale własnie dzisiaj sie dowiedziałem że od 2 tygodni jest w górach…naszych górach ..tam gdzie my jeździliśmy co roku …tam gdzie robiliśmy tyle wspólnych rzeczy razem…i w te miejsca które obydwoje tak pokochaliśmy…no i pojechała tam…ale nie sama tylko z kimś …po prostu…wszystko wróciło..cały syf w głowie na nowo…ponad pół roku temu wbiła mi nóż w serce a teraz go tylko obraca i popycha dalej i dalej…..

  27. natalia pisze:

    Rozstanie…ciezka sprawa,moze sie zdarzyc kazdemu…no i zdarzylo sie i mnie.Moja sytuacjia jest troche skomplikowana,bo nawet nie wiem jak zaczac to pisac co sie stalo:mianowicie-jestem mezatka,a poznalam kogos kto totalnie zmienil moj swiat,wszystko zmienilo sie w przeciagu paru miesiecy,spotykalismy sie,przezylismy razem wspaniale chwile,moge smialo powiedziec,ze nigdy w zyciu nie spotkalam takiej milosci,jaka przytrafila sie mi teraz…ale zadaje sobie pytanie dlaczego teraz??!! jak jestem mezatka?? wiem,ze co niektorzy pomysla,ze kompletnie przekrecilo mi sie w glowie,ale tak niestety jest! spedzilismy prawie pol roku ze soba,cieszac sie kazda dana nam chwila,az nadszedl czas wyboru,nie wiem czy dobrze to ujelam,ale tak sie stalo,ze moj maz od dluzszego czasu,prawie od poczatku podejrzewal,ze cos jest nie tak z nami,no i doszlo do „konca” mojej milosci,bo musialam zrezygnowac z jednej na koszt drugiej! i co z tego mam teraz?? bol,strach,zal….wszystko na raz sie skumulowalo…musialam odejsc od „tamtej milosci”pomimo ze wiem,ze moje malzenstwo juz nigdy nie bedzie takie jakie bylo….moj maz o wszystkim sie dowiedzial,ale pomimo tego chce to ratowac,dodaje mi sil i mowi,ze wszystko bedzie dobrze,ale problem jest w tym,ze ja sama nie wiem co o tym myslec,bo ja kompletnie stracilam uczucie do mojego meza! bylam w stanie zrobic wszystko dla „tamtej milosci”…wiem,ze z odwzajemnieniem,pomimo tego ze bylam mezatka,to bylo silniejsze od nas obojga!,teraz zostala pustka,rozpacz i kazdy dzien wydaje sie byc taki sam,nic sie nie zmienia,nic nie cieszy!urwalam kontakt z moja „stara miloscia” bo stwierdzilam,ze musze dac temu wszystkiemu czas,a przede wszystkim czas dla siebie,zeby zobaczyc co ja bede chciala od zycia…czy bedzie mi dane byc z moim mezem,naprawic wszystko,zaczac od nowa,czy bedzie mi dane byc z moja „tamta miloscia”…a moze znalesc kogos innego,nie wiem co myslec,boje sie,ze moze sie nie ulozyc miedzy mna a moim mezem,a na „tamta milosc”moze byc za pozno,nie mam pojecia! wiem tylko jedno,ze to jest najtrudniejsza rzecz jaka mi sie przytrafila w moim zyciu!

    • Andrzej32 pisze:

      Witam.
      Nie chce sie zbytnio „wychylac” ale podstawowe pytanie jakie sobie musisz zadac to czy potrafisz z mezem zyc i byc szczesliwa i czy obojga dacie sobie to szczescie. Chwilowe wzloty sa wszedzie, byly i beda.Nie wiadomo co by bylo za pare lat z „Ta miloscia” i czy tak samo bylo by pieknie za pare lat.
      Czasem warto niedopuscic do takich sytuacji by nie miec watpliwosci.
      Ciezko jest cos powiedziec na ten temat ale mysle ze w takim wypadku nie ma optymalnego wyscia,
      zawsze gdzies bedzie niepewnosc.
      Szacunek dla meza ale on poprostu nie chce cie stracic i widocznie naprawde cie kocha, tylko czy ty kochasz jego? Jesli tak to warto sie starac i pracowac nad zwiazkiem,-jesli nie, to wydaje mi sie ze to nie ma sensu i bardziej go bedziesz krzywdzic i w tym wypadku moze z ta miloscia jestes w stanie poukladac sobie wszystko. Pozdrawiam

      • natalia pisze:

        Witam Cie Andrzeju i dziekuje,ze napisales pare slow na temat mojego dylematu.Wlasnie to podstawowe pytanie jakie piszesz,ze musze sobie zadac jest bardzo ciezkie w uzyskaniu odpowiedzi,bo na dzien dzisiejszy nie umiem i nie potrafie sobie odpowiedziec czy naprawde jestem w stanie zostac przy mezu i odbudowac to szczescie,bo to wszystko jest takie swieze,ze wydaje sie w prost nieosiagalne! nie chce oszukiwac meza i zyc z nim przez nastepne lata udajac,ze wszystko jest dobrze!bo nie na tym polega milosc,pomimo tego,ze wiem,ze on jest w stanie mi to wybaczyc i zapomniec,ale czy ja jestem w stanie dac 100% siebie i „zaczac”czuc to samo co bylo pare lat temu wstecz w moim malzenstwie?czy ta sytuacja z moja „tamta miloscia” nie zaszla za daleko?i dlatego teraz jest mi tak ciezko,bo jak pisalam wczesniej nigdy w zyciu nie przezylam czegos takiego z moim mezem jak z „tamta miloscia” .Ja wiem,ze za pare lat moze i ta druga milosc by powoli wygasla….ale wszystko jest pod znakiem zapytania?? Wszyscy z rodziny namawiaja mnie na danie drugiej szansy,na sprobowanie,ale ja nie wiem czy jestem w stanie zmagac sie z tym wszystkim,pomimo ze moze i powinnam bo to jest malzenstwo a nie wolny zwiazek,w ktorym moglabym zrobic co zechce! poprostu ciezko jest cokolwiek powiedziec na ten temat bo jak Sam Andrzeju piszesz….nie ma optymalnego wyjscia z tej sytuacji…

    • joanna pisze:

      Natalio nawet nie wiesz jak bardzo Cie rozumiem jesteśmy w takiej samej sytuacji.Ja też jestem męzatką od 20 lat i poznałam mężczyznę z którym przeżyłam cudowne chwile w moim życiu.Niestety wszystko sie rozpadło ,mąż sę domyślał i końcu wykrył ,jego żona tez się dowiedziała.Minęło juz 7 miesięcy od rozstania a ja wciąż go kocham ,popadłam w depresję mam myśli samobójcze i nie umiem bez niego żyć.Mój mąż też bardzo mnie kocha i walczył o mnie i nadal wiezy że będzie z nami dobrze a ja nic do męża nie czuję tak jak ty nie potrafię nic na siłę.W tym wszystkim jest to najgorsze że moja miłość stchórzyła i wróciła do żony choć zapewniał mnie że chce być tylko ze mną.Nigdy tak nie kochałam w życiu jak jego i nie iem co dalej będzie.Pozdrawiam cię Natalio

      • natalia pisze:

        Witam Cie Joanno,tak wlasnie myslalam,ze jak napisze na tej stronie o mojej sytuacji to znajdzie sie jakas „bratnia dusza”ktora bedzie miec cos takiego lub podobnego do mojej sytuacji.Wiem,ze jest to ciezkie i wydaje sie,ze nie ma z tego wyjscia,ale Joanno musimy byc silne,bo musimy wierzyc w to,ze nadejdzie taki dzien,ze bedzie musialo byc lepiej! pisze to teraz,bo powiem Ci szczerze,ze jest ladna pogoda,slonce swieci za oknem i dlatego jestem pozytywnie do tego nastawiona,nie ukrywam,ze przyjdzie wieczor i znowu zostane sama z moimi myslami i cala ta sytuacja bedzie mnie dobijac od nowa! wiem jak ciezko potrafi byc,jak tracisz kogos przy kim czulas,ze mozesz wszystko,ze jest Ci dobrze!!doskonale to rozumiem! nie wiem co z tego wszystkiego bedzie,dodam,ze moja „tamta milosc” dalej czeka,ze nadejdzie taki dzien,ze bedziemy razem,nie ukrywam,ze ja tez! dla niego nie liczylo sie to ze,jestem mezatka,zakochal sie we mnie bez ograniczen!ja wiem,ze jemu jest i bylo prosciej,bo jest kawalerem,a ja stety,niestety mezatka!! Czasami sobie mysle,nic nie dzieje sie bez przyczyny,a wiec moze bedzie nam kiedys dane byc razem i cieszyc sie z najmniejszych rzeczy,a moze to wszystko zdarzylo sie po to,zeby otworzyc nam oczy i zaczac doceniac to co mamy,a co mozemy stracic!nie wiem,jak juz sama mam myslec….ale jedno wiem,zycie musi toczyc sie dalej i co bedzie nam dane,to dostaniemy i zycze Ci Joanno duzo sily i pisz jesli tylko bedziesz miala taka potrzebe!!pozdrawiam serdecznie!!!

        • joanna pisze:

          Natalio Bardzo chciałabym z tobą porozmawiac ale nie tu na forum.Jeśli będziesz mieć ochotę to napisz na mojego e-maila : asiek809@wp.pl Pozdrawiam cie

        • Joanna pisze:

          Natalio
          Napisałam do ciebie wiadomość przed chwilą ale przychodzą mi wiadomości z poczty że list nie został wysłany ponieważ podany jest zły adres e mail.Napisze ci mój nr gg jeśli masz to jakoś się zgadamy i podasz mi poprawny adres:12423713 Czekam na wiadomość

  28. dorota pisze:

    witam wszystkich ponownie i ostatni raz nastepnym razem odezwe sie jak minie troche czasu
    Kochani!
    Ja utrzymywałam głupia kontakt z byłym a jak się okazało on był w związku z laską z którą krecił jeszcze będąc ze mną zerwałam kontakt usunelismy sie ze znajomych i wniosek jest tylko jeden NIE WARTO DZIEWCZYNY CHŁOPAKI NIE WARTO nie odzywajcie się pierwsi dzis po swinstwie jakiego doswiadczyłam wiem że On nie jest wart nawet tego żeby na niego splunąc To bardzo boli choc minęło prawie pół roku od rozstania ale teraz chce zaczac od nowa uwierzcie mi że nie tylko wy cierpicie niektórzy mają gorzej mi w ciągu tego roku rozsypał się związek i w zadnej dziedzinie finansowej sercowej rodzinnej nic sie nie układa długo miałam mysli samobójcze ostatnio rozmawiałam z kolega przepłakałam całą noc troche mi ulżyło dzis wmawiam sobie że wszystko się ułoży i trzeba isc do przodu stawiam na przyjaciół i na rozwijanie siebie chce nauczyc sie lepiej gotowac dla siebie no i praca licencjacka mam nadzieje że to sprawi że już przestane myslec bo braknie mi czasu przez obowiązki! Kochane i Kochani musimy dac rade obiecuje że jak nastpnym razem tutaj wejde to będzie już lepiej To jest nasze życie TU i TERAZ nie będzie czekac az się podniesiemy dlatego szkoda czasu musimy nauczyc się życ od nowa a wszystko jakos samo sie ułoży Złączam się z wami w cierpieniu i wierze że jak się spiszemy nastepnym razem to już wszyscy będziemy szczesliwszymi ludxmi niż teraz :*

    • Anna Maria pisze:

      też dowiedziałam się niedawno, że jest teraz z kimś z kim spotykał się jeszcze będąc ze mną. Mało tego widzę teraz, że to dla niej mnie zostawił. Najbardziej boli mnie to, że to on zniszczył wszystko na co tyle czasu pracowalismy razem. Wszystkie plany, marzenia wszystko. I mimo tego, że to jego wina to i tak on teraz żyje sobie w najlepsze. A ja cierpię dalej i nie potrafię byc szczęśliwa. Nic nie wychodzi, po prostu nic. A ja już powoli nie mam na to siły.

  29. Magda pisze:

    Hej.
    rozumiem cie i wiem co czujesz też mnie narzeczony zostawił. Dowiedziałam się że mnie zdradzał. czuje się fatalnie ciągle płaczę nie jem życie straciło sens. Nie umiem sobie z tym poradzić on się świetnie bawi a ja wglądam jak jedno wielkie nie szczęście.Odwróciłam się od wszystkich zamknęłam się w 4 ścianach nie mam znajomych nikogo on był dla mnie całym życiem. I jak mam dalej żyć sama??

    • Anna Maria pisze:

      Magdo mam tak samo, mieliśmy razem mieszkac. Planowalismy razem resztę życia, a teraz jest tylko jedna wielka pustka. Naprawdę nigdy nie było ciężej, nigdy. MInęło 2,5 miesiąca a ja czuję się dalej tak jak na początku. Wiem, że wszystko mogłoby teraz wyglądac zupełnie inaczej. Czuję się taka mała na tym ogromnym świecie. Nie wiem czy juz pisalam ale miszkam teraz poza miastem rodzinnym i czuję się zarówno smutna tutaj jak i czuję, ze prócz rodziny nie mam po co wracac tam. Nie mam swojego miejsca, nikogo kto by był przy mnie, nie wiem czy chcę miec samą siebie.

  30. kamil pisze:

    Witam wszystkich!
    Dawno tu nie zaglądałem bo myślałem że już sobie poradziłem ze wszystkim. Ale niestety wszystko wróciło i to ze zdwojoną siłą:(
    Mam taki mętlik w głowie że po prostu już nie wiem co mam myśleć.
    Nie wiem czy pamiętacie moją historie, pisałem ją kilka miesięcy temu.
    Przypomnę w skrócie: Po 5 latach związku zostawiła mnie dziewczyna, zostawiła mnie pół roku temu tak więc powinno już być inaczej, ale przez 5 miesięcy po rozstaniu dawała mi nadzieję że może jeszcze wszystko co było pomiędzy nami powróci. Ale teraz od miesiąca jest już z kimś, tak więc ja zakończyłem jakikolwiek kontakt. W ogóle się do niej nie odzywałem, próbowałem zapomnieć. Ale Ona co jakiś czas mi pisze że nie może o mnie zapomnieć, że tęskni, że brakuje jej mojego dotyku. O tym że myślała że jak będzie miała kogoś to będzie jej lżej a jej nie jest. Że po prostu jest z nim bo jest dobry, ale go nie kocha.
    Ale cały czas z nim jest a ja nie wiem co mam myśleć, dzisiaj się z nią spotkałem pogadaliśmy chwile i teraz mi jest tak cholernie źle bo nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
    Gubię się w tym wszystkim, dosłownie się gubię.
    Pozdrawiam was wszystkich serdecznie

    • dorota pisze:

      kamil!
      Powiem tak… w sumie znam to skąds… to co opisałes…Ja zerwałam kontakt z byłym póxniej głupia sie do niego odezwałam spotkalismy sie kilka razy mielismy kontakt mailowy miał podobno problemy z samym sobą a ja tez jestem w ciężkiej sytuacji więc cały czas myslałam że to nas połączy… Później jak głupia w deszcz pojechałam po bilety do multikina na koncert jego ukochanej kapeli był zadowolony ale po tym koncercie już widziałam że jest cos inaczej… Byłam w stanie dac sobie spokój tak jakby sie z tym pogodziłam jednak… jego siostra chciała żebym zrobiła jej makijaż na slub brata na który miałam kupioną sukienke wiedziałam już od dawna że nie pójdziemy razem i wtedy… jego siostra wygadała sie ze on idzie ze swoją dziewczyną żeby było smieszniej to laska która zepsuła nam związek… dzięki mnie poszedł na studia bardzo go w tym wspierałam a tam poznał ją i jeszcze bedąc ze mną z nią krecil to był dla mnie ogromny ból! Ja sie łudziłam a on od jakiegos czasu jest z nią w związku do mnie pozostał mu sentyment. Złamał mi serce przed weselem zadzwonil do mnie ze ma nowy numer ale po rozmowie z nim skasowałam ten numer napisałam mu wszystko co lezało mi na sercu w mailu i on usunął konto z fb tak się to skończyło. Kamil podsumowując bądź bardzo ostrożny… ja nauczyłam sie że kazdy kontakt z ex niósł ze sobą rozczarowanie dlatego on zniknął z mojego zycia a ja z jego. Kto wie jak długo miał zamiar jeszcze to ciągnąć… ja bym dalej z nim utrzymywała kontakt a on jednoczesnie byłby w związku z nią NIE!!! tak nie mozna! Jesli podjął decyzje że nie chce ze mną być to musi wziasc na siebie konsekwencje tej decyzji a mój ex jak i twoja była wydaje mi się że chcą czerpac korzysci no czego chciec więcej? miec laske/chłopaka i jeszcze swojego swoją ex przy boku. Ale nie zyjemy w swiecie gdzie isnieją związki we 3 onaq musi wybrac a wydaje mi sie ze juz to niestety zrobila… kontakt który utrzymuje z tobą to Cię tylko powoli zabija… Ty będziesz miał nadzieje a ona bedzie z nim dalej. Ja bym nie ryzykowała ale to oczywiscie Twoja decyzja 5 lat to sporo czasu w porównaniu z moimi 3 latami. Mimo wszystko mi równiez jest cięzko gdy patrze na nią… ona nie jest ani ładna ani znów jakas extra to doprowadziło mnie tylko do kompleksów na początku teraz chociaż dalej pamiętam że istnieje jakos daje rade na codzień… Pamiętaj Kamil Twoje zycie jest tu i teraz!

      • kamil pisze:

        Dorota dziękuję że odpisałaś

        Wiesz cholernie ciężko jest! Mam taki mętlik w głowie że nie umiem nawet racjonalnie myśleć!
        Jedną częścią mnie Ją nienawidzę za to, że tak łatwo znalazła sobie drugiego. Ale drugą częścią kocham Ją nad życie. Tak mi weszła w głowę, że nawet chociaż wiem, że pewnie już nic z tego nie będzie to ciągle o Niej myślę. Ciągle mam nadzieję i to właśnie sprawia najgorszy ból.
        Tylko nie wiem po co spotykając się z nim pisze do mnie, mówi że On nie znaczy dla Niej tyle co ja znaczyłem, że gdy On jest przy Niej to widzi mnie. Wiem że to moja decyzja, ale nie wiem co mam zrobić.
        Jedynie mogę czekać na rozwój wydarzeń. Albo będę szczęśliwy, albo znienawidzę Ją do końca i wtedy będzie mi łatwiej zapomnieć całkowicie!
        Cóż czas pokażę. Jak to mówią „Los rzuca nas na różne ścieżki”

        Pozdrawiam Cię Doroto serdecznie

        • Szy pisze:

          Witam,
          Kamil ,Dorota…nawet nie wiecie jak ja was dobrze rozumiem….właściwie czytając historie Kamila czuję jakbym czytał swoją…byłem z nią 5 lat…w lutym się rozstaliśmy…wyprowadziła się..zaczęła nowe życie…przez pierwsze miesiące starałem się aby wróciła..rozbiłem wszystko…robiłem też wszystko aby zapomnieć i poukładać sobie życie na nowo…po jakimś czasie powiedziała mi że się z kimś spotyka chociaż nadal mnie kocha to stara się być szczęśliwa…później powiedziała że już z nim jest…później dowiedziałem się że wyjechali na wakacje w nasze kochane góry…i to był koniec jakichkolwiek kontaktów z obojga stron…nie ma dnia ..heh..nie ma godziny czy właściwie kwadransu abym o niej nie myślał…tak mocno jak ją kocham tak samo zaczynam nienawidzić….w ostatnich słowach powiedziałem jej tylko że mam nadzieję że więcej się nie spotkamy…a już na pewno że nigdy ją z nim nie spotkam…bo będziemy tego wszyscy żałowali!
          tak czy siak mijaja kolejne tygodnie a tu wiele się nie zmienia…robię wszystko od rozwijania swojego hobby i poświęcania się jemu, po ćwiczenia w każdej wolnej chwili (dla endorfiny i poprawy formy) po weekendowe imprezowanie i spotykanie różnych nowych osób…wszystko aby zacząć od nowa i być znowu szczęśliwym…tylko najgorsze że to tak nie działa…jestem wewnętrznie wypalony , nie potrafię się znowu zaangażować, wciąż porównuje i o niej myślę…hmm…może rzeczywiście dla niektórych musi minąć tyle czasu ile trwał związek aby potrafili zacząć wszystko od nowa…wydaje mi się że dobrze zrobiłem nie odzywając się już…jednak gdy by szło pozbyć się tych myśli co u niej…może ona też tak myśli teraz o mnie… może jej też nie jest łatwo…i tych drugich myśli…ona jest teraz szczęśliwa bez ciebie…ona jest teraz z nim…pewnie właśnie są teraz razem…
          No nic pozdrawiam wszystkich załamanych…3majcie się!! za oknem ładna pogoda nasza złota jesień…samemu też można to dostrzec…(podobno)!tak więc proponuje wyjść i się przewietrzyć:)i przez chwilę nie myśleć:)!!!!!!!!

          • dorota pisze:

            Szy
            no to wygląda na to że się rozumiemy… Ja nie wiem i niezrozumiem pewnie tego dlaczego ludzie potrafia tak ranić… Jestem silna czasem przez brak czasu nie mysle o Nim ale noc jest masakra…. ciągle mi się sni z nią albo ze mną jak było dobrze i budze się w nocy. Mam strasznie naiwne serce które go kocha i tylko by go usprawiedliwiało ale dosyc! Rozum mówi NIE jeszcze gdyby on żałował… ale on bawi się w najlepsze i jest szczęsliwy to nic że zbudował swoje szczęscie na moim nieszczęsciu… Jestem naiwna przyznaje ale to wszystko dlatego że On budował we mnie swiadomosc ze nigdy mnie nie zostawi a ja przeczuwałam co może nadejsc ze spotka kogos i bedzie tak jak jest przeczuwałam to na swój sposób i się stało może nawet sobie to wykrakałam ale druga strona medalu to także osoba 3 – ONA. Wiem jedno nigdy przenigdy choćby facet był ideałem jesli ma kogos odpuszczam! ehhh nie chce juz o tym myslec Dobranoc:*:

  31. ania pisze:

    Czytam wasze wypowiedzi i widzę, że niektóre są w części podobne do mojej.
    oto moja historia:
    poznałam swojego chłopaka dokładnie w dzień urodzin mojego synka, gdy tylko zobaczyłam rafała to jakby mnie olśniło to była miłość od pierwszego wejrzenia. poprosił o mój nr tel oczywiście go dałam. Na drugi dzień otrzymałam od niego smsa miłego. Zaczęliśmy się spotykać mineło juz 15 miesięcy od kąd jesteśmy razem. pewnego dnia uderzył mnie nie chciałam mu wybaczyc ale on prosił móiwł, ze się zmieni i uległam. potem zaczął pisać z innymi dziewczynami przez przypadek zobaczyłam smsa gdy leżeliśmy. napisałm do tych koleżanek zby wiecej nie pisały on zrobił mi awanture i zaczął znów bić. Dpowiedziałam ze koleżanki dla niego ważniejsze są jak ja bo by nie zachwał sie w ten sposób. wybaczyłam znów bo obiecał, zę się zmieni. kolejny raz był u jego brata w domu bylismy sami pobił mnie mocno skopał bo powiedziała, że napisze do jego koleżanek jak traktuje kobiety. Znów wybaczyłam jemu. kolejny raz był ju ztaki przesadny tak mnie pobił że reka mi spuchła miałam pełno siniaków n ciele było lato a ja chodziłam na długi ekaw. Ale oczywiście znów mu to wbaczyłam bo powiedział, zę zapisze się na terapię. pewnego dnia przyjechała jego siostra tzn córka jego ojca od innej matki. Przyjechałam do niego na stopa on wyszedł mówił abym wracał do domu bo jest jego iostra i chce z nią spędzić trochę czasu.płakałam mówiłam, zę chcę zostać chce bc przy nim. ale nalegał i wróciłam z powrotem na stopa bo autobusy tam prawie nie jeżdża. Czułam się okropnie przepłakałam cały dzień, robiłam dla niego wszystko to co chciał bo był dla mnie najwazniejszy nawet dziecko swoje zaniedbałam. jego matka mnie nie akceptuje bo mam właśnie dziecko. nigdy mi nie zaproponowała abym przyjechała z synkiem swoim. Oczywiście przeszkadzało mi to al rafał jest całym moim życiem. Pewnego dnia gdy jechałam do niego zadzwonił i powiedział ze jego tata zmarł byłam przy nim w tej systuacji. Był pogrzeg byłam z nim każdego dnia prawie po śmierci ojca chciałam uczestniczyć we wszystkich chwilach jego życia. Minęło kilkanście dni po śmierci jego ojca zaniedbał mnie poszłam na bok. Ale cały czas robiłam wszystko aby byc znim. pewnego dnia znów zaczał pisac z innymi dziecwzynami napisałm znów ssma do nich zeby nie pisały wiecej uderzył mnie. Powiedziałam jego mamie poszła do niego a on wpadł w furie przyszedł do mnie i sie rzucął ale była jego ciocia mama i wujek odciagali go. zaczełam sie pakować bo na weekendy jeździłam do niego bo synek spedzał wtedy czas u swojego taty. Spakowałam się i jego wujek odwiózł mnie do domu. za jakąś godz przyjechał mój ukochany przepraszał mówił, zę mama zapisała go na terapię. Wybaczyłam mu bo jest caałym moim światem. Wczoraj miał przyjechac do mnie bo powiedziałam mu,z ę synek teraz zostaje w domu i nie moge tak na długo jechać do niego. Napisał, zę przyjedzie a w piatek lub sobote pojedziemy do niego. Czekałam dzwoniłam pisałam nie odbierał i nie dpisywał. Do tej pory nie mam z nim kontaktu. Mówił mi wczesniej,z ę chce dziewczyne, która bedzie z nim cały czas spedzała czas, która nie ma obowiązków. Kocham go całym sercem nie wiem co mam robić. Wiem, ze mam synka ale potrzebuje tez jego miłości. miłości ukochanego. jest moim całym światem. mama jego cały czas nie akceptuje mnie. ale jeżdże do niego bo nic nie mówi nawet pozwala ale tylko sama. przez 13 miesięcy otrzymywałam od niego kwiatka na nasza miesiecznice każdego miesiace dnia poznania sie. od 2 miesiecy nie otrzymałam. Wczoraj kupiłam różę chciałam mu ją dać i powiedziec, zę jest mi przykro, ze czuje sie mu nie potrzebna. jestem załamana. Kocham go całym sercem. Co ja mam zrobić?

    • dorota pisze:

      Anno przykro mi to mówić ale źle się czyta to co napisałas… Jak mogłas tyle razy wybaczyc facetowi pobicie? przeciez to nie zdarzyło się jeden jedyny raz szanujmy się ! Ten człowiek nie jest Ciebie wart a najbardziej przykre jest to ze wierzysz mu za każdym razem gdy mówi że się zmieni ale Kochana ile tak można? skoro widzisz że tego nie robi. Nie rób sobie tego życie przed Toba naprawde chcesz sobie zgotować los u boku mężczyzny ktory nie ma zahamowań żeby uderzyc? Z resztą pisze z innymi… Prawdziwy mężczyzna godny kobiety nie podniesie na Nią reki a wręcz przeciwnie bedzie się starał a nie składał obietnice i mówił cos co nie ma pokrycia w rzeczywistosci… Masz dziecko weź to pod uwage przecież ono widzi że masz siniaki czy zasługuje na takie dzieciństwo? Może mnie znienawidzisz za to co napisałam ale to zdrowy rozsądek podpowiada mi że jeszcze znajdziesz kogos kto będzie Ciebie wart

      • ania pisze:

        nie wiem może ja po prostu sie boję, że nie znajdę sobie nikogo już. mam 23 lata jest młodszy ode mnie i potrafi byc czuły i miły. Dużo wspomnien miłych mamy wspólnych. wiem, że nie powinnam byc z nim nawet kilka razy się z nim rozstałam ale po aru dniach znów wróciliśmy do siebie. teraz nie potrafie go zostawić bo wiem jak będę mocno cierpieć gdy go nie będzie przy mnie. Nie wiem czy sobie poradzę. Juz raz przeżywałam rozstanie z facetem z ojcem mojego dziecka po 4 latatch poszedł w bok do 
        innej dziewczyny. I boję się znów to przechodzić:(nie wiem już sama co mam robić. Ale ma pani racje nie powinnam byc z takim czlowiekiem.

  32. Anna Maria pisze:

    Wiecie co… ja już chyba mam dosc :( Tak bardzo chcialabym go przytulic, pocałowac. Nie rozumiem dlaczego tak się stało, nie wiem co ona ma czego ja nie mialam. Czuję się taka… pusta w środku, mam ochotę po prostu zniknąc :;(

    • kamil pisze:

      Anna Maria

      Ja się czuje identycznie jak Ty!!!
      Jest tak źle tak cholernie źle:(

    • dorota pisze:

      Anna Maria: prosze nie zastanawiaj sie nad tym co ona ma pomysl o tym co Ty masz czego ona nie ma. To że ona nie jest tobą a Ty nie jestes nią ma swoje wady ale ma tez zalety. Ja tez czułam się kiepsko ale zrozumiałam że takie myslenie nic mi nie pomoże tylko pogrąży. Masz pełno wspaniałych cech podobnie jak ja i na prawde nie warto się zadręczac. Wierze że kiedys nasi Ex zobaczą że zrobili błąd ale wtedy to już nie będzie moja sprawa. Ja całkowicie odcięłam sie od ex sa momenty słabosci ale nigdy tego nie żałuje. Popatrz na to rozstanie jak na szanse na nowe życie jak na początek czegos nowego. Mi równiez jest cięzko i bardzo dobrze Cie rozumiem ale to nie MY mamy czuc się winne i to nie my mamy przebaczac i żałowac tylko ONI nie możemy żałowac za nich podjęli taką a nie inna decyzje i teraz musza wziasc jej konsekwencje na siebie. Nie wiem czy związek mojego ex z tą laską będzie trwał miesiąc, rok, dwa, pięc a może nawet wezmą slub nie wiem i nie chce tego wiedziec. On wiedział co robi więc niech ma to czego chciał. Trzeba zamknac pewien rozdział żeby zacząć nowy. Jeszcze wiele przed nami głowa do gory pamietaj że doskonale rozumiem co czujesz

      • Anna Maria pisze:

        Dziękuję Wam szczerze za odpowiedzi, najgorsze jest to, że mieliśmy mieszkac ze sobą w tym nowym mieście. A teraz ja zaczęłam tu mieszkac i co chwila są jakieś problemy. I wtedy myslę sobie, że przecież miał byc tu ze mną, miał mi pomóc, miałam wracac do niego po ciężkim dniu, a nie płakac sama w poduszkę. On wyprowadził się do tego samego miasta tylko z nią. Pamiętam jak byłam dla niego księżniczką, jego kobietą. A teraz on jest z nią, która jest moim totalnym przeciwieństwem, przeklinającą, chlejącą chłopczycą. Piszę teraz i mam ochotę wyc. Właściwie to robię i czuję się jeszcze bardziej żałośnie i bez sił. Nie rozumiem tego wszystkiego. Jak on może tego wszystkiego nie pamietac, w tym okresie kiedy do niej poleciał nawet się nie kłóciliśmy. A teraz wszystko jest nie tak jak powinno, wszystko.

  33. Magda pisze:

    Witaj
    Doskonale cię rozumiem nie ma dnia godziny żebym też o tym nie myślała kocham go a on mnie nie. Najgorsze ze widziałam ich razem, Ciągle myślę o tym co ty…….

  34. Marcin pisze:

    Kochani, miłość to jest najgorsza z chorób. Byłem z kobietą 3 lata,w styczniu zerwaliśmy ze sobą. Nie byliśmy ze sobą ze sobą do sierpnia, później miesiąc powrotu do siebie i znowu rozstanie. Czy boli tak samo? Nie , boli inaczej. Wiara w miłość umarła, została zabita.

  35. Magda pisze:

    Ja mam 27 chłopak wpędził mnie w lata i co mam mówić 3 lata stracone ale czego mogłam sie spodziewać jak on taki jest dla mnie tez zostawił narzeczoną po 4,5 roku i życzę tamtej żeby ją tak tez potraktował widocznie ma to we krwi. Ja to mogę tylko sobie teraz płakać żałować nic nie zrobię koleżanki się odwróciły spotykają się z nim piszą….. a ja jestem sama w obcym mieście……..

  36. Marcin pisze:

    @Magda: wielu ludzi nie zasługuje na związek, zarówno jeśli chodzi o mężczyzn jak i kobiety. Oni ranią i będą ranić, ale wierz mi, sprawiedliwość ich w końcu czeka. Za chwilę minie rok kiedy tak naprawdę jestem na tym forum. Czy można rok cierpieć po rozstaniu? Można… Kiedy ktoś ci wbij solidnie nóż w plecy to boli…Jakbyś chciała pogadać to daj znać. Ja też jestem sam w wielkim mieście…

    • kamil pisze:

      Kochani
      Powiedzcie mi jak można kochać jedną osobę a być z drugą?
      Jak można mówić że „Bardzo Cie kocham, tęsknie za Tobą, jest mi źle bez Ciebie” i być zaręczona z innym chłopakiem? JAK???
      Pomóżcie proszę bo nie daje sobie rady!!
      W ogóle nie daje sobie rady!!!:(:(:(:(

    • Magda pisze:

      Marcin :) Fajnie że jest ktoś taki co to znaczy być samym cierpiącym w obcym mieście…….

  37. kamil pisze:

    Kochani
    Powiedzcie mi jak można kochać jedną osobę a być z drugą?
    Jak można mówić że „Bardzo Cie kocham, tęsknie za Tobą, jest mi źle bez Ciebie” i być zaręczona z innym chłopakiem? JAK???
    Pomóżcie proszę bo nie daje sobie rady!!
    W ogóle nie daje sobie rady!!!:(:(:(:(

  38. Magda pisze:

    Kamil nie umiem odpowiedzieć na to pytanie mam tak samo jak ty wszystko się skończyło a miało być tak pięknie…….

    • kamil pisze:

      Magda

      No tak skończyło się i może czas przyniesie ukojenie!
      Ale chodzi mi o to dlaczego ma kogoś (dzisiaj przyjęła jego zaręczyny) a dzwoni do mnie i mówi mi że to mnie kocha że za mną tęskni, że gdy na niego patrzy to widzi mnie?????!!!!
      Dlaczego tak jest?
      Jak można być z kimś zaręczona i mówić byłemu że go kocha??
      Nie mogę tego pojąć! Po prostu nie mogę!!!

  39. Magda pisze:

    Kamil
    Ja też tak mam on mówił ze kocha wesele a po paru godzinach mówi ze nie kocha ma inną kórą kocha???????????????// Jak mam żyć dalej????????????????????????????????/

  40. Marcin pisze:

    @Magda, jakbys chciala pogadac na gg daj znac, zawsze to razniej.
    Czas leczy rany chociaz ja juz jestem po rozstaniu prawie rok, jest lzej ale nadal ciezko. Moja ex to mi powiedziala po rozstaniu ze bylem najwieksza pomylka w jej zyciu, w sumie bawila sie mna, powiedziala tez ze gdyby zaszla w ciaze to by dziecku powiedziala ze ojciec nieznany. W sumie to mnie tak zranila ze zafundowala mi brak wiary w zwiazki z kobietami.

  41. ania pisze:

    Człowiek, który rani ukochana osobę tak na prawdę jej nie kochał. Albo po prostu czuł się zagubiony. Niektórzy ludzie lubią patrzec jak ktos cierpi i dopiero po kilku dniach miesiącach zdaja sobie z tego sprawę co tak na prawde zrobił ale wtedy jest już za późno. Nie warto wybaczać zdrady bo może to nastąpić kolejny raz ale oczywiście nie musi jeżeli dana osoba wybaczyła i i zdradzający się zmienił nie do poznania..

    • szy pisze:

      a Ty co byś zrobiła? i o jakiej zdradzie mówisz?
      jeżeli ktoś prześpi się z kimś innym to rzeczywiście może to być nie do wybaczenia…ale czy są jakieś inne przypadki oczywiście nie popadając w skrajności..których nie da się wybaczyć, czy zmienić?jeżeli naprawdę kogoś kochamy..

      • ania pisze:

        też zostałam zdradzona ale po pół roku czasu byłam w stanie to wybaczyć bo był dla mnie wszystkim, najwazniejsza osobą i najukochańszą. No ale niestety los chciał inaczej i każdy na to inaczej patrzy. Ale życze szczęscią wszystkim bo każdy na to zasługuje.

  42. Magda pisze:

    Marcin
    Bardzo chętnie pogadam z tobą

  43. Marcin pisze:

    @Magda:
    Napisz na adres borys1979a@wp.pl, podam Ci dalszy kontakt tak abysmy porozmawiali.

  44. Anna Maria pisze:

    Czas nie leczy ran.

    • dorota pisze:

      niestety nie leczy i to moge przyznac… Ale powiem jedno najpierw trzeba sobie zadac jedno podstawowe pytania CZEGO JA CHCE? i wybrac albo kontaktu z ex albo nie. Ja odcięłam się całkowicie minął miesiąc odkąd podjęłam tą decyzje wtedy jeszcze się starałam ostatkiem sił a jak sie okazało on już był z nią. Dzis nie żałuje tego uwierzcie że wiele zalezy od nastawienia. Ja maximum skupiłam się na sobie i czuje że jest lepiej. Ciągle sobie powtarzam każdy dostanie to na co zasłużył i wiem że on kiedys tez dostanie kopa od życia. Nie mysle o tym co z nią robi i jak mu jest. Kolezanka ostatnio spytała mnie czy czuje cos jeszcze do niego odpowiedziałam jej że nie patrze na tego człowieka już w takich kategoriach. Odcięłam się całkowicie zablokowałam wszedzie i w ostatnim mailu miesiąc temu napisałam wszystko całą prawde uczucia i to że chcę aby zniknął z mojego zycia i tak też się stało. Czasem na uczelni czy na miescie mijam kolesi podobnych do niego z wyglądu ale nie mysle o nim nie tak jak kiedys. Wmówiłam sobie że jego nie ma i żyje z tym z dnia na dzień mam dużo zajęc i obowiązków nie mam nawet czasu ani ochoty by myslec o tym co robi czy gdzie jest. Mam tylko nadzieje że więcej go nigdzie nie spotkam. 3 lata obietnic 3 lata zaprzeczen że nigdy przenigdy mu się nie znudze że zawsze tylko ja tak na niego działam że ze mną chce spędzic reszte życia i BUM! Wszystko spier*****! ;] Osoby które najbardziej się zapierają że czegos nie zrobią mają jak widac tendencje że jednak po jakims czasie nagle zmieniają zdanie. Kochani Ludzie się zmieniają albo po prostu maska która dotychczas tak skutecznie nosili jest już tak zużyta że sama odpada. Życze wam abyscie wyrwali się z tych ruchomych piasków w których toniemy po tym jak nasze ”drugie połówki” urządziły nas na cacy. Wierze że damy rade tu trzeba byc silnym a uwierzcie że się DA :* buziaki

      • annna pisze:

        czas mija wolno a to nie przechodzi. ból jest tak okropny, że nie można normalnie funkcjonować. Wszystko dookoła jest szare i nudne. Mi sie nawet nie chce patrzec na facetów. Tylko on w moich myślach. Przezyłam 1 takie rozstanie 18 miesięcy temu i cały czas mysle o nim, a może nnapisze moze jeszcze wroci, może bedzie chciał spróbować jeszcze raz. nawet napisałam mu któregoś dnia, ze nadal go kocham a on odpisał po 2 dniach, że zaskoczyłam go ostatnim smsem i koniec wiecej nie było tematu. teraz przeżywam to poraz 2 bo rozstałam sie z facetem po 15 miesiacach.I znów pozwoliłam aby ktos mnie tak skrzywdził. Obiecałam sobie, że nie pozwole aby kolejna osoba mnie tak skrzywdzila. I znów sie stało. Znów cierpię a on sie bawi. wysyłam do niego setki smsów zeby wrócił, ze jest całym moim życiem ale on woli inną. Nic nie odpisuje. już 3 dzień zero kontaktu a to tak cholernie boli. Nie da sie wytrzymać. Nie wiem jak sobie poradzić. nigdy juz nie zaufam żadnemu facetowi.

  45. dorota pisze:

    Ja powiem wam wszystkim tylko tyle… Dwa dni temu zmarł mi dziadzius z którym mieszkałam od dziecka. Niepotrafie od tej pory funkcjonować żyje w amoku wszystko wydaje się takie nierealne.. Ból i żal do mojego byłego to jest nic w porównianiu do tego co czuje teraz… Jedyny zal jaki mam do mojego byłego to nie to że zostawił mnie dla innej niech się udławi tym swoim szczęsciem lecz największy żal mam za to że wiedział o cięzkiej chorobie mojego dziadka o trudnej sytuacji a mimo wszystko postanowił zostawic mnie samą to takie nie ludzkie… ;(

  46. Szy pisze:

    Witam,
    dziwi mnie to samego to co chcę teraz napisać…ale robię to dla siebie i dla was…mam nadzieję że komuś to pomoże przejrzeć na oczy i pozbierać się po tym co przeżył…
    Pisałem to już wcześniej ale w ramach przypomnienia wspomnę moją historie…rozstałem się po 5 cio letnim związku…w tym roku miał być ślub…wspólne marzenia ,pragnienia wspólne zycie , wspólne mieszkanie od ponad dwóch lat…a tu nagle ona się wyprowadza..mówi że kocha ale nie możemy razem być…później długie miesiące złamanego zycia..w pewnych momentach praktycznie na granicy być a nie być…gdy by nie przyjaciele to na pewno skończył bym w szpitalu albo jeszcze gorzej….robiłem wszystko aby ja odzyskać, później wszystko aby zapomnieć…od imprez przez całe weekendy po inne dziewczyny, sport ,też sport ekstremalny ,łamanie własnych barier i i oporów aby tylko na chwile zapomnieć aby choć troche endorfiny z aktywności, procentów z picia czy towarzystwa innych na chwile pomogło się oderwac nie myśleć zapomnieć i w sumie nic nie pomogło…wciąż myślałem ..wciąż miałem cichą nadzieję…dopóki nie zobaczyłem ją na zdjęciu z innym..uśmiechniętą w ramionach innego…wtedy zabolało to jeszcze bardziej…przygniotło, upokorzyło ,zabolało bardziej niż w dzień kiedy odchodziła, ale przynajmniej uświadomiło że to już koniec
    rozwiało jakiekolwiek nadzieje które jeszcze były…i jednoczesnie odebrały chęci do dalszego starania się o co kolwiek….poprostu totalne zobojętnienie ale też poczucie krzywdy, wykorzystania, oszukania…
    tak czy siak od tego momentu kiedy ich zobaczyłem minął miesiąc, dwa ,trzy,i o dziwo poznałem kogoś…to aż niewiarygodne…tak wiele nas łączy ,znamy się krótko ale czujemy jakby to była cała wieczność, marzymy i chcemy tego samego, podobamy się sobie ,pociągamy, uwielbiamy ze sobą rozmawiać i kochamy ze sobą przebywać… widzę w jej oczach osobę przy której chcę spędzić resztę zycia..a co jest najlepsze ona widzi to samo….
    cały czas..albo raczej często zdarza mi się myśleć co u mojej ex…jestem ciekawy co u niej słychać…ale mimo wszystko nie odezwe się do niej…cierpaiałem 8 miesięcy przez rozstanie..8 bitych miesięcy zajęło mi uswiadomienie sobie że to nie była miłość a nawet jeżeli była w pewnym momencie to szybko umarła, za bardzo idealizowałem ten związek i nie widziałem wielu rzeczy…jednak z perwspektywy czasu nie mam do nikogo pretensji jestem wdzięczny że tak się skończyło…bo poznałem kogos naprawdę wyjatkowego w sumie to chyba nigdy nie czułem do nikogo czegos takiego jak teraz (a myślałem że to już niemożliwe!)….i mam nadzieję że to będzie trwało wiecznie a nawet jeżeli cos by się stało i by nam nie wyszło…czego bym bardzo nie chciał bo mi na niej naprawdę zależy to uświadomiłem sobię że nie warto się załamywać…każde doświadczenie dużo nas uczy..te najgorsze doświadczenia czesto ucza nas najwięcej ale dzieki nim jestesmy dużo mądrzejsi i to one pozwalaja nam się rozwijać patrzeć na różne sprawy z innego często lepszego punktu widzenia….nie wiem w sumie czy z sęsem pisze bo zmęczony jestem wyjątkowo:)tak czy siak chciałem tylko powiedzieć że mam 29 lat już swoje przezyłem…ale ten rok był rekordowy pod każdym względem …ale jedno wiem…nawet z największego gówna da się wyjść nawet jeżeli wydaje nam się że to już koniec świata..nawet jeżeli wydaje nam się że innym się udaje ale nam napewno się nie uda…nawet jeżeli ktoś nam wbija nóż w plecy i go wciąż popycha głębiej…to pamiętaj zawsze po burzy wychodzi słońce…a Ty jesteś twardy i dasz radę!!!naucz się być sobą od nowa rób wszystko aby dobrze się bawić, rozwijać i korzystaj z zycia ile sie da …a w pewnym momencie uświadomisz sobie że życie jest całkiem fajne:) a nawet dużo lepsze niz kiedyś:)nie wiem czy piszę z sensem bo już zmęczony dzisiaj jestem:)ale życzę wszystkim powodzenia!!ja czuję że wyszedłem z tego i wam życze tego samego!!
    Pozdrawiam

  47. nadzieja pisze:

    Witam, pisałam na tym forum jakieś dwa lata temu … z bólu i rozpaczy po rozstaniu. Cierpiałam przez rok… aż w końcu ból ten popchnął mnie do zmiany życia o 180 stopni. Wyjechałam, podróżuje po świecie, rzuciłam beznadziejna pracę. Teraz poznaję dużo ludzi z całego świata … i doświadczam niesamowitych przeżyć!!!! I co? Gdyby nie to rozstanie i ten ból siedziałabym nadal w swojej wiecznie szarej rzeczywistości, niezadowolona i poszukująca czegoś więcej … DZIĘKUJĘ ZA TEN BÓL PO ROZSTANIU!!! To on przywrócił mnie do życia!! Pamiętajcie drodzy Cierpiący, nic w Waszym życiu nie dzieje się bez przyczyny, ludzie przychodzą i odchodzą, tak było jest i będzie, w każdej porażce szukajcie dobrej strony, bo zawsze takie są! Trzymam za Was kciuki, bo wiem, że czas leczy rany!

  48. Mark Steven pisze:

    Moja dusza umarla wczoraj. Cialo jeszczse przypadkowo zyje – bo serce tłucze sie jak oszalalłe i tloczy krew do wszystkich do organów. Ale ja nie żyję. Jestem facetem tolerancyjnym. Wybaczylem juz raz zdradę kilka lat temu (przyznala sie sama) – nigdy do tego nie wracalismy. Zawarlismy gentlemen agreement: jeżeli ktoreś znak pzwoli sobie na moment slabości, pwie o tym partnerowi bez wzgledu na wage sprawy.Parę miesiecy temu odkrylem w NASZYM łóżku slady zdrady – zabezpieczylem je i z zaprzyjażnionym laboratorium zyskałem twarde dowody DNA. Czekałem pare tygodni na wypelnienie przyrzeczenia. Oczywiscie nie doczekałem sie. I wtedy ruszyłem do ataku. To co usłyszalem – po prostu zwalilo mnie z nog. To byl najcięższy nokaut, o jakim słyszalem. Oto kochana przez mnie mnie kobieta starała sie za moimi plecami zajść w ciążę z kolegą z pracy przez okres kilku miesięcy!!! Na naszym łóżku, z moją fotografią na stoilku, w naszej sypialni. O wszystkim wczesniej zaprzeczala – moja intuicja kazala indagować mnie w tej sprawie. Kapitalulacje nastapila dopiero w obliczyu twardzych dowodow! I zaczęlo si,e: to byla oczywiscie moja wina – bo przez 13 lat „nie sluchalem, co do niej mowie” – choć moja tolerancja dopuszczała in vitro z dowolnie wybranym dawcą. Zaczelo sie agresywne i na maksa obwiwianie mnie za zaisniałą sytuacje i wpuszczanie w atki poboczne. Zszokowany zdarzeniem, z wypranym mozgiem, zacząlem sie przez moment zastanawiać sie, czy to nie jest moja wina. Po nocy bardzo dramatycznych wydarzeń (wyjazdow, powrotow, szlochow, telefonów) dalem wreszcie za wygraną. Podjalem decyzje o rozstaniu, choć każda komorka w mym ciele wola „wroć”. Wspomaga mnie mój najlepszy przyjaciel jakiego mam – nie pozwalając na wtrącenie sie w otchłan winy calkowicie irracjonalnej. Jem więc relaniu jak cukierki i mam ambicje przetrwac. Tylko czy dam rade??? Coraz bardziej ciągnie mie w kierunku złożenia jej propozycji zawarcia malżeństwa… chocwiem, że zaufanie rozlecialo sie na milion kawalkow…

    • lacrima pisze:

      Mark. Gentelmen agreement nie dziala w przypadku zwiazku i zdrady, zreszta zapewne wszelkiej nieuczciwosci. Choc w momencie jej zawierania obie strony sa przekonane, ze dotrzymaja umowy.
      Dwa razy nie wchodzi sie do tej samej rzeki, takie jest moje zdanie. Rozumiem, ze teraz wydaje Ci sie, ze zatrzymanie Jej przy sobie przez malzenstwo jest najlepszym rozwiazaniem, ale to bedzie tylko zwiazanie nic wiecej. Nie wiem jaka jestes osoba, ale dla mnie zdrada konczy wszystko, wlasnie dlatego, ze zaufanie rozlatuje sie na milion kawalkow. Wiesz, ludzie dziela sie na dwie grupy – zdolnych do zdrady i niezdolnych. I jesli ktos zdradzil raz, zapewne zdradzi kolejny. Sa oczywiscie sytuacje, w ktorych jest to akceptowane przez obie strony. Tylko czy Ty jestes taka osoba?
      Pewnie jestem najgorszym adwersarzem na tym forum jaki Ci sie trafil poniewaz jestem zwolennikiem szybkich i radykalnych ciec. Tak tez zrobilam ze swoim 9letnim zwiazkiem. Rozumiem, ze teraz kazda komorka Twojego ciala czepia sie nadziei, ze moze sie uda, ze warto sprobowac jeszcze raz, ze przeciez teraz Ona zrozumiala, placze i zarzeka sie, obiecuje. Nie wierze, ze sie uda. Nie wierze, ze Cie kocha.
      Nie pojmuje dlaczego nie powiedziala co ja dreczy, nie porozmawiala otwarcie, zwlaszcza jesli byles otwarty na zaplodnienie in vitro.
      Nie obwiniaj sie. To slepa uliczka aczkolwiek niestety normalna faza, przez ktora przeszedl kazdy z nas. Nie ma sensu szukanie winnego, bo takiego nie ma. Na kryzys sklada sie zwykle mnostwo czynnikow, winni sa wszyscy i nikt jednoczesnie.
      Nie poddawaj sie. Poradzisz sobie. Jestem tego pewna. Pamietaj o sobie.

  49. adam40 pisze:

    witam kiedyś opisywałem tu swoją historię z resztą bardzo podobną do wielu tu opisanych lecz dziś chciał skomentować wpis pewnego tu użytkownika a dokładnie jego wpis z dnia
    lacrima pisze:
    29.12.2011 o 09:06
    Nie wiem kim jesteś i jakie masz doświadczenie w życiu ale nie pisz komuś głupot że jeśli ktoś zdradził raz zrobi to po raz kolejny . ludzi nie można dzielić na zdolnych do zdrady i nie zdolnych nie istnieje taka kalifikacja .Z pewnością twój partner życiowy zrobił to nie jeden raz i w takim wypadku słusznie takiej osobie nie należny się szansa , po za tym gdy dochodzi do zdrady może składać się wiele czynników na to że taka sytuacja ma miejsce .Tak samo inaczej jest gdy do zdrady dochodzi pierwszy raz i to w Małżeństwie gdzie są dzieci dom rodzina a inaczej z kolei gdy jesteśmy z kimś w nieformalnym związku i nie ma dzieci i to trzeba bardzo rozgraniczyć w takim wypadku jest ogromnie trudna tak zwyczajnie zamknąć za sobą drzwi i powiedzieć to już koniec i trzeba się głęboko zastanowić nie warto działać pod wpływem emocji .Każdy człowiek może popełnić błąd ważne by więcej ich nie popełniał a z swojego złego uczynku wyciągną wnioski .Powiem tak ja sam byłem zdradzony i pozostawiony wybaczyłem jej choć nie jesteśmy razem ale nie wolno żyć z nienawiścią w sercu bo przez to staniemy się zgorzkniali a swoją nienawiść będziemy przelewać na innych

    • lacrima pisze:

      Adamie, przykro mi, ze zaczynasz dialog od tak niewybrednych okreslen jak ‘glupoty’. Przykre ale i tak tutaj bywa.
      Odniosłam wrażenie, że nie przeczytales wpisu Marca wystarczajaco uwaznie poniewaz jego Pani zdradzila go wlasnie po raz wtory mimo, iz wczesniej zawarli umowe.
      Obawiam sie takze, iz mojemu wpisowi nie poswieciles zbytniej uwagi, bowiem zaznaczylam, iz sa ludzie, ktorzy ze zdrada moga zyc. Wszystko pozostaje kwestia wyboru i poziomu tolerancji.
      I na koniec, niestety bede sie upierala przy zastosowanym podziale, ktory nie jest efektem moich wlasnych doswiadczen, poniewaz nie zostalam zdradzona, ale efektem rozmow i obserwacji z moimi bliskimi, ktorzy zdadzali lub byli zdradzani.
      Nie wiem tez skad ten passus o nienawisci i zgorzknieniu. Wydaje mi sie, ze kompletnie nie rozumiales tego co napisalam. Pozdrawiam Cie.

  50. cały ja pisze:

    Witam wszystkich bardzo serdecznie… widzę, że każdy ma podobny problem. jak zapomnieć, jak się pogodzić… odpuścić, jak przestać kochać??
    Nie da się, to jest wręcz nie możliwe. Oto moja historia :
    rok temu poznałem wspaniałą dziewczynę, sporo młodszą ode mnie. Kiedyś bardzo by mi to przeszkadzało, jednak nie w tym jednym przypadku. Zakochałem się praktycznie od pierwszego wejrzenia, byłem z nią rok. Kochałem, nie widziałem świata poza nią, wszystko co robiłem robiłem z myślą o niej… 5 miesięcy temu odeszła ode mnie, chociażz mówiła że kocha, to jednak odeszła. Zostawiła mnie w momencie gdy jej potrzebowałem.
    Później popełniłem najgorszy błąd jaki mogłem popełnić. Pozwoliłem sobie na myśli, że to jest miłość mojego życia, że właśnie z nią chcę się zestarzeć/… zatem cóż mogłem zrobić?? prosiłem, błagałem, przepraszałem, prosiłem i błagałem… zniszczyłem sam siebie, zniszczyłem się psychicznie i fizycznie… zabrałem sobie nadzieje… od czasu gdy z nią już nie jestem otrzymałem 3 smsy jedynie, a tak poza tym ciszaaaa… wczoraj pękłem, powiedziałem jej jak to na mnie wpłyneło. Jej ignorancja zabrała mi wszelką nadzieje. powiedziałem jej, że nie rozumiem jak można skreślić kogoś z dnia na dzień. kogoś komu wpajało się swoją miłość… wszystko straciło sens, każdy dzień kończę modlitwą o nią, każdy dzień wypełniony jest wyślą o niej… Kocham i nie potrafię przestać…

Reakcje gdzie indziej



Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

//11 sie 2007 ·