Jak poradzić sobie z rozstaniem? (1)

poprzednim wpisie poruszyłam kwestię rozstań. Dziś chciałabym napisać coś więcej o emocjach, które się w takim przypadku pojawiają i o tym jak sobie z nimi radzić.

Rozstaniom towarzyszy bardzo wiele emocji, mogą być różne w zależności od sytuacji i okoliczności w jakich nastąpiło rozejście. Według mnie, pierwsza i najważniejsza sprawa, to  zaakceptować wszystkie pojawiające się emocje. To normalne, że czujesz ból. To normalne, że czujesz smutek, nawet jeśli dobrze wiesz, że ta relacja nie miała już przyszłości. To całkowicie normalne, że czujesz złość, rozczarowanie i żal jeśli twój partner odszedł do kogoś innego. Nie ma co oceniać lub obwiniać siebie, niech emocje płyną – przychodzą i odchodzą. Poddaj się temu rytmowi. Jest to dobry moment aby zapoznać się z tak silnymi emocjami, to część naszego życia. Obserwuj swoje uczucia, daj im istnieć, pozwól sobie być smutnym z całą świadomością tego, co się w tobie dzieje. Choć bolesna, jest to wspaniała lekcja samopoznania.

Może się zdarzyć, że wbrew sytuacji nie odczuwamy negatywnych emocji. Wtedy najprawdopodobniej włączyły się nasze emocjonalne bezpieczniki, a mówiąc bardziej psychologicznie: mechanizmy obronne. Polega to na tym, że negatywne uczucia zostają wypchnięte ze świadomości, dzięki czemu jesteśmy w stanie mimo trudnej sytuacji normalnie funkcjonować. Jeśli jednak emocje te nie zostaną w jakiś sposób uwolnione, będą zalegać i prędzej czy później będą miały bardzo negatywne skutki.

W jaki sposób dać upust swoim emocjom? U mnie zawsze bardzo pozytywnie działa pisanie na własne potrzeby – „wypisuję” wtedy wszystko co we mnie siedzi, przy okazji porządkując myśli. Można też pisać bloga :) Można malować, rysować czy rozmawiać z przyjacielem (oby był cierpliwy:) ) – osoba przechodząca trudne momenty bywa bardzo skoncentrowana na sobie i nie wszyscy wytrzymują intensywne wylewanie emocji. Ale zdecydowanie polecam korzystanie z wszelkiego rodzaju wsparcia społecznego – byle nie przerodziło się to np. w intensywne imprezowanie by zagłuszyć swoje emocje. Ja po prostu opowiadałam swoją historię różnym osobom, i z każdym kolejnym razem czułam, że jest to mniej bolesne. A potem przyszedł moment, w którym wiedziałam, że to ostatnia taka historia i nie czułam już potrzeby dzielenia się swoimi emocjami, a ból zaczął mijać.

Kolejną ważną rzeczą jest dać sobie czas. Pewnych spraw po prostu nie da się przejść w trzy dni, choćbyśmy tego bardzo chcieli. Nie popędzaj się. Nie mów, że już powinnaś mieć to za sobą. Ile czasu potrzeba by uleczyć ranę po rozstaniu czy odejściu partnera? Jest to całkowicie indywidualna sprawa. Ja potrzebowałam 2 tygodni intensywnej emocjonalnej „młócki” i pracy nad sobą by zacząć normalnie i bez bólu funkcjonować oraz myśleć o całej sprawie. Proces leczenia trwa nadal i choć przebiega bardzo łagodnie, to nie wiem ile jeszcze potrzebuję czasu. Ważne by sobie na to pozwolić. Ważne też by nie uciekać w nowy związek, a pobyć z samym sobą, poznać siebie od tej bolesnej strony, zadbać o siebie i dać samemu sobie dużo miłości. W psychologii jest taki termin: żal po stracie. Podkreśla się wagę przeżywania tego żalu, żałoby – pominięcie tego etapu może uniemożliwić pójście dalej w życiu, bo przecież życie się nie kończy…

Na razie to tyle, ciąg dalszy nastąpi wkrótce. Czekam na wasze komentarze i pytania.


Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.

Joanna
Sprawczyni całego zamieszania...

Komentarze

1 704 Odpowiedzi na “Jak poradzić sobie z rozstaniem? (1)”
  1. platomek pisze:

    Dzięki za ten wpis. Tak się stało, że poniekąd jestem w podobnej sytuacji co Ty. Czekam na następną część.

  2. Teloch pisze:

    U mnie zaciekawiło mnie to, że nie byłem do końca pewien co we mnie siedzi po rozstaniu. Byłem wręcz nabuzowany jakimś ładunkiem emocjonalnym i wiedziałem, że powinno się czuć w takiej sytuacji jakiś strach przed samotnością czy inny żal po utracie. Nie potrafiłem jednak sprecyzować, określić czym jest ta negatywna energia. Być może było to właśnie ścieranie się mechanizmów obronnych z żywiołem uczuć ;) Tak czy inaczej bardzo pomogło mi analizowanie, głębokie wejście w tą mentalną, rozstaniową papkę i wyłuskiwanie z niej pojedynczych stanów emocjonalnych. Znając mechanizmy działania miałem jakiś grunt pod nogami – czułem się bardziej stabilnie, bezpiecznie. Jednak, tak jak mówiłem w poprzednim Twoim wpisie o tej tematyce, pomógł mi kolega więc zahaczam się o to wsparcie społeczne ;)

  3. Joanna pisze:

    to prawda, że zdarza się, że nie potrafimy określić co konkretnie czujemy – jest po prostu źle…i przydaje się wtedy pomoc – ja w najgorszym momencie też miałam wsparcie przyjaciółki, która pomagała mi rozeznać się w moich odczuciach. Bardzo to pomaga.

  4. Mandala pisze:

    moze zanim dojdzie do zranienia kidy zwiazek trwa dawac sobie wolnosc

    Tak z dnia na dzień

    Zwracam Ci wolność kochanie
    To najcudowniejszy prezent moim zdaniem
    Bo dzięki niemu właśnie
    Kocham Cię coraz bardziej

  5. Joanna pisze:

    @Mandala: oczywiscie, masz rację! ale…nie oszukujmy się, kto z nas już się oświecił? :) czyli, zdecydowanie jest to ważn y i dobry kierunek, dawanie wolności, uwalnianie samego siebie i innych od przywiązania, to wszystko zapobiega zranieniom. Jednak jesteśmy ludźmi, którzy mimo całej mądrości przeżywają emocje…z drugiej strony, pewnie gdyby moja sytuacja zdarzyła się powiedzmy 2-3 lata temu, to byłabym pewnie nadal w ciężkiej depresji…

  6. Mandala pisze:

    zgadzam sie ze to dosc wysoka poprzeczka – ale… nie oszukujmy się, nie trzeba się oświecić żeby dać sobie i komuś wolność :)

  7. Joanna pisze:

    to prawda. ale – ja na przykład choć dałam wolność i sobie i drugiej osobie,i tak przeżywałam trudne emocje. to wszystko jest proces wzrastania i puszczania różnych wzorców w nas…

  8. Mandala pisze:

    tak, a nawet to właśnie dzieki tej wolności możemy bardziej świadomie przeżywać i dzieki temu wzrastać, puszczać…

  9. Paweł pisze:

    Z doświadczenia wiem, że pomaga jakieś zajęcie absorbujące dużo czasu i wymagające zaangażowania. Mi na nerwy pomaga trening – intensywny bieg + powtórzenie kilku kombinacji technik kickbokserskich. „Zajeżdżam” się a takim treningu i później jest troszkę lepiej. Na samotność działa to samo lekarstwo jednak chyba najważniejsze to mieć się komu wygadać i to nie po to, żeby ktoś znalazł wyjście z sytuacji tylko żeby wysłuchał.

  10. Teloch pisze:

    Tyle, że to „wyładowanie się” fizycznie może służyć po prostu zmianie toku myśli by odwrócić uwagę od problemu emocji. W ten sposób nie wychodzą one na światło dzienne kotłują się w mniej świadomych częściach osobowości. Nierozwiązane problemy się mszczą :> Dlatego wydaje mi się, że lepiej już sprawę intensywnie przemyśleć niż odwracać od niej uwagę. Oczywiście to zależy od sprawy i umiejętności analizy swoich procesów poznawczych :> Dlatego potrzebne jest dodatkowe wsparcie ze strony innych – jest to najbezpieczniejszy sposób :>

  11. Kopytka pisze:

    Ja od 4 dni żyję w totalnym obłędzie związanym z rozstaniem z moim chłopakiem…….Po prostu powiedział mi,że mnie już nie kocha…ot tak….Nagle stałam się dla niego obojętna…..Po 1.5 roku bycia razem i widywania się co prawda co 2 miesiące(przebywałam za granicą) nagle coś pękło.Najgorsze jest to,że to własnie on mnie podtrzymywał na duchu i mówił,że będzie dobrze,że sobie poradzimy z tą rozłąką kilometrową…
    Serce mi się rozpadło na kawałki…

  12. misst pisze:

    po ponad 5 latach zwiazku rozstalam sie ze swoja partnerka.szarpie mi serce i umysl ale walcze …staram sie ucze sie zyc od nowa…sama to takie trudne

  13. DarkOne pisze:

    Mnie rzuciła dziewczyna, z którą byłem ponad 2,5 roku. Ja ją nadal kocham i to bardzo. Staram się jej pokazać, że jestem innym człowiekiem ale ona mi nie wierzy. Czuję straszną pustkę i stratę.
    Mam do niej żal, bo zawsze powtarzałem jej, że każdy problem można rozwiązać rozmową. Cały ostatni czas było naprawdę wspaniale, sądziłem już że będziemy razem na zawsze, a on a nagle wyskoczyła i zostawiła mnie, wydzierając straszliwą dziurę w mojej duszy. Od prawie miesiąca nie mogę sobie z tym poradzić. Tęsknię za nią i za tym co robiliśmy wspólnie.
    Powiedziała, że jest nadzieja, że będziemy znowu razem ale ja nie wierze jej już, nie mam żadnej podstawy do tego. Chciałbym ale nie umiem.
    Jestem samotny, zdruzgotany mam zszargane nerwy.
    Błagam o pomoc…

  14. katilla pisze:

    mnie nie interesuja przyczyny, negatywne emocje ktore we mnie siedza i najwidoczniej sposob jak sobie z tym poradzic.chce poprostu by wrocil.czuje jakby mi ktos serce z piersi wyrywal.mam depresje,wciaz wydaje mi sie ze spotkaM GO NA IMPREZIE z inna i boje sie tego jak cholera.boze ja naprawde nie potrafie sobie z tym poradzic.nie dpopuszzczam do sieie zadnychslow bo jak do cholery ktos moze radzic mi cos skoro nie czuje teraz tego co ja.latwo gadac wiem bo sama nie raz pocieszalam ale wtedyja bylam szczesliwa,mialam kogos a teraz…potrzebuje go bo czuje ze umieram.kocha a jak kocham to calym sercem…

  15. DarkOne pisze:

    Słuchaj, czas leczy rany. Gadaj ze wszystkimi o tym. Niech Ci mówią, jaki brzydki z niego bydlak. Odsuwaj od siebie myśl o nim z inną. Ja tak robie, zaczynam żyć własnym życiem. Na początku było tak jak mówisz, a teraz, po pewnym czasie zaczynam powoli zapominać. Jest pustka w sercu, ale da się ją wypełnić. Pomyśl, że Ty też będziesz kogoś miała, kogoś kto doceni to co dla niego robisz. Na świecie jest pełno facetów!
    Acha i zerwij z nim kontakt. Blok na gg, zero telefonów, rozmów, wywal jego zdjęcia z kompa i komóry, schowaj prezenty od niego, albo nawet spal. Pomyśl ile cierpienia Ci przysporzył, taki człowiek nie zasługuje na czyjąś miłość. Zmień miłość w gniew, a z czasem gniew sam zamieni się w obojętność.

  16. Teloch pisze:

    Hmmm… dość dziwne podejście do sprawy, DarkOne.

    Gdy dochodzi do rozstania, rzadko kiedy wina leży tylko po jednej stronie. Dlatego nie sztuką jest utwierdzać się w przekonaniu, że on czy ona to bydlak/nigdy mnie nie kochał, lecz spojrzeć na wszystko z dystansu i próbować wyłuskać co tak naprawdę niszczyło związek.

    Zerwanie kontaktu pozwala na pozbycie się przyzwyczajeń. Lecz we wszystkim zachowajmy umiar :> Jeśli nie doszło do żadnej okropnej zdrady czy coś, to po co od razu palić prezenty i dawać ignora na gg? W przyszłości będziecie może nawet najlepszymi przyjaciółmi – przecież dogłębnie się poznaliście – a Ty chcesz zachowywać się dziecinnie, od razu przekreślając znajomość.

    Jeśli Wasz związek się nie układał, przemyśl co w nim nie grało. Jakie błędy popełniła partnerka, a jakie Ty. Co w niej a co w Tobie było zaczątkiem rozstania. Przekonywanie siebie, że tylko po jej stronie leży wina jest trochę płytkie – z zerwania nie wyciągniesz wtedy żadnych korzyści, a przecież jest to znakomity moment by dostrzec swoje wady i je naprawić.

  17. DarkOne pisze:

    Dla Ciebie to dziecinada, dla mnie jedyne wyjście. Każda rozmowa z nią kończyła się tym, że co raz bardziej popadałem w depresję. Dlatego właśnie całkowite zerwanie kontaktów było dla mnie najlepszym wyjściem, a dowodem jest moje obecne samopoczucie, jestem nowym człowiekiem, odzyskałem wiarę w siebie i to, że kiedyś będę naprawdę szczęśliwy. Dzięki takiemu zachowaniu po ponad miesiącu w końcu się uśmiechną, szczerze.
    A jeszcze dwa tygodnie temu, zastanawiałem się, czy lepiej podciąć sobie żyły, czy skoczyć z dachu. Myśl, że zobaczę ja z kimś innym była przytłaczająca, to był dla mnie za ciężki krzyż, a teraz… Nie ruszyłoby mnie to, serce nawet by mi nie drgnęło, bo odciąłem się od niej i nie muszę się tym przejmować.

  18. Teloch pisze:

    Nie ma czegoś takiego jak „jedyne wyjście” ;)

    Dziecinada dziecinadą – sam w podobny sposób postąpiłem. Tyle, że ograniczyłem tylko z byłą partnerką kontakty – a nie uciekałem się do radykalnych środków typu palenie pamiątek czy ignor na gg ;)

    Trochę czasu wystarczyło by się uspokoić – tak jak w Twoim przypadku. Tyle, że teraz mogę z moją byłą spokojnie porozmawiać, pośmiać się, spotkać przy piwie, a wydaje mi się, że Ty nadal od swojej uciekasz.

    Nie zrozum mnie źle – to nie jest żadna próba narzucenia czegokolwiek czy krytyki postępowania. Każde doświadczenie jest cenne ;)

  19. Triste pisze:

    czytam wszystko co piszezcie i wcale nie jest mi latwiej…choc z drugiej strony swiadomosc ze sa inni ludzie ktorzy przechodza przez to samo i jakos w koncu udaje im sie znalesc szczescie jest troszke pocieszajaca…takie swiatelko na koncu tunelu..
    ja mam za soba tylko jeden powazny zwiazek w zyciu ale za to dlugi…sama nie wiem co sie dzieje ale czuje ze cos sie skonczylo..ze stracilam cos bezpowrotnie…jednego dnia myslisz ze spedzisz z kims reszte zycia a chwile pozniej czar pryska….czujesz ze nie ma juz nic…sensu w zyciu….przyszlosci….to bol ktorego nie da sie opisac…a ja nie radze sobie z nim najlepiej…:(
    ja bardzo kocham …. bardziej niz kiedykolwiek kogokolwiek…ale plomyczek tak nagle zgasl po drugiej stronie….chcialabym zrozumiec i nauczyc sie zyc dalej..

  20. Adam pisze:

    Widze że w swoich odczuciach nie jestem sam,Byłem z dziewczyną 5 lat,było dobrze było i bardzo źle , chociaż teraz myśle tylko o tych dobrych chwilach które razem spędziliśmy,ciągle mam nadzieje że Ona sie opamięta i bedzie jak kiedyś,ale czy warto żeby”kiedyś”wróciło , bo jak myśle o tym na zimno to było więcej minusów niż plusów,chociaż czasem mam takie cziężkie dni(a raczej czasem to mam,spokojniejsze dni)czuje takiego doła że niewiem co zrobić , wpadam w psychiczne otrzęsienie,niemoge sobie znaleźć miejsca,nie jestem w stanie wykonać żadnej czynności i spał bym cały dzień.Kiedy spotykam sie z przyjaciółmi to,to przechodzi (ale ile można pić;) )a kiedy jestem w domu sam ze swoimi myślami, to to wszystko , przeszłość i błagalne patrzenie w przyszłość powraca.Nie rozmawiałem z nią od 1,5 miesiąca ale dobrze orjentuje sie co u niej , raczej nie tęskni ,od tygodnia znalazła sobie kogoś(Ja sobie tłumacze że to tylko dla pocieszenia),ale nie wiem może jest z nim szczęśliwa.Zastanawiam sie czy powinienem z nią porozmawiać, o przeszłości,i o tym żeby jakoś zamknąć tamto życie.Zastanawiam sie czy powinienem z nią porozmawiać, po to żeby łatwiej było mi to skończyć??

  21. DarkOne pisze:

    Człowieku ona widocznie nie była Ciebie warta. Ja sobie też na zimno myślałem o „dobrych” czasach i dochodziłem do wniosku, że dobre nie były, a to oznacza tylko jedno – to nie była ta jedyna! Trzeba żyć dalej i cieszyć się życiem! Jest zajebiście trudno, nawet bardziej. Znajdź sobie zajęcie, albo zajęcia. Ja np zacząłem znowu grać po nocach, znowu po roku przerwy, wciągam się w gry bitewne, spotkania z kumplami. Życie jest zbyt piękne, by je teraz marnować na rozpamiętywanie, a skoro ona znalazła już sobie innego to znaczy, że dla niej to nie było coś tak ważnego jak dla Ciebie. Pokaż światu, że jesteś twardy jak skała – ja tak myślę. zaciska żeby i żyje. Kiedy przychodzą naprawdę trudne chwile, jak mówisz, to rozmawiam z przyjaciółkami, kumplami, a nawet z… mamusią :P
    Wartą z mamą pogadać, może czasami zrzędzi i jest nie na czasie, ale swoje przeżyła i wie co robić.

    ps. A pić można dużo, tego też próbowałem :P nie działa:(

  22. Shadow pisze:

    Jestem sama już dwa lata po rozstaniu z osobą, którą kochałam. Po pierwsze nauczyłam się,że nie muszę być z kimś aby czuć się szczęśliwą, nauczyłam się również żyć dla siebie, nie w sensie typowo egoistycznym bo dostrzegam świat wokół ;) ale „oswoić” t.zw. samotność życia w pojedynkę. Jest mi dobrze choć z drugiej strony wiadomo – chciałabym już spotkać tę WŁAŚCIWĄ osobę ale nic na siłę i wiem,że ON pojawi się kiedy będę na to naprawdę gotowa..
    p.s. wiem,że to nie do końca na temat ale chciałam coś dodać od siebie :)

  23. złamane serce... pisze:

    byłam z kimś 6miesiecy…tyle ze mieszkałam z nim…bylismy na urlopach dziekańskich w szkocji…był moim pierwszym…moja pierwsza miłością…nigdy nie usłyszałamod niego ze mnie kocha…mimo to bylismy szczesliwi.Było jak w raju!!kupował mi kwiaty,wspolne fimly,obiady,łóżko…wszystko 1 raz dla mnie,byłzaledwie rok starszy…zakochalam sie i to bardzo…on jednak nie zakochal sie choc to wlasnie czulam…bo nie bylabym gdyby mi jakis sygnalow nie dawal….powiedzial ze to nie to…ze nie czuje motylkow…zerwalam z nim..a on po 3 dniach znalaz inna…ktora ponoc pokochal…i pojechal teraz w polsce do jej miasta studiowac choc do mojego nie chcial bo twierdzil ze jak wroci do polski bedzie chcial byc blisko rodzicow..minely 4 miesiace…czasem wydaje mi sie ze mam to juz z glowy…ze minelo…pokasowalam jego smsy,numer telefonu…zdjecia…gg… nie mam nic…ale wciaz przychodza momenty keidy tesknie…pierwsze 3 miesiace siedzialm w domu…nie bylo mnie rok w polsce…moim znajomi sie pozmieniali…wogole inna bajka niz ja…w sumie mamich dosc…nikt mnie nie rozumie…a mnie samej trudno sie z tym pogodzic mimo iz 4miesiace minely…mysle o nim…jak nam bylo dobrze…tak mocno go kochalam…tak bardzo cierpialam i cierpie…nikt mnie nigdy tak w zyciu nie zranil i rozczarowal mimo iz mam ojca alkoholika ktory mnie polowe zycia dreczyl psychicznie…liczylam ze znalazlo mnie dlugo oczekiwane szczescie tymczasem spotkalo jeszcze wieksze zmartwienie….kiedy mi to przjdzie???to nie uzaleznienie..bo zycie bez niego i wiem ze bede zyc bo chce!!tyle ze tak mi smutno jak go nie ma…jak mysle ze jest w objeciach innej…co to sa te cholerne motylki??!!!kochalam go calym sercem a tego nie czulam…on zasugerowal sie motylkami…nienawidze ich….upijalam sie 3 miesiace jak wrocilam zeby nie myslec….nie moglam spac…nic…teraz za duzo znow spie!!znalazlam prace ale ciagle jestem nie zadowolona…wszystko mnie dobija!!!kaz\dy mnie irytuje!!!!!!!!!nie mam nikogo choc mam tak wielu!!nikt mnie nie rozumie!!!!!!!nie zycze najgorszemu wrogowi stanu milosci…mojego stanu…

  24. jan kowalski pisze:

    bylismy razem 10 lat…
    szczeniacka milosc. wspolne studia, wspolne zainteresowania. ona pelna zycia, rozesmiana, ja zdystansowany, analizujacy sytuacje i sprawy. paowalismy do siebie, bardzo sie kochalismy… wspolnie dorastalismy, dojrzealismy, realizowalismy plany i marzenia…
    brakowalo jednego – malzenstwa. ona bardzo tego chciala, ja nie…
    nie dlatego, ze w nia nie wierzylem… uwazalem, ze jest nam dobrze tak jak jest a na taka impreze jak wesele jeszcze przyjdzie czas.
    ona czesto wspominala, zebysmy to zrobili, ze tego chce, ze jest absolutnie pewna. ja bylem ignorantem w tym temacie. przez 9 lat mieszkalismy razem. dla mnie to bylo „malzenstwem”… dawalismy sobie abslutna wolnosc. uwazalem, ze to wazne. czesto sie rozstawalismy na 5, 7 miesiecy, kiedy ona chciala wyjechac na stypendium, doskonalic swoje umiejetnosci i wiedze. bylismy siebie pewni w 100%. zdrada nie wchodzila w gre. do czasu…
    skonczylismy studia i zaczely sie normalne problemy z tym zwiazane – poszukiwanie opowiedniej pracy, brak pieniedzy… ale walczylismy i szlismy do przodu…
    zrobila dyplom i wyjechala zagranice na miesiac w poszukiwaniu pracy, kontaktow zawodowych… i zdradzila mnie.
    zdradzila mnie z jej kolega, ktory jej tam pomagal i ktorego nie kochala… a on jak sie okazalo byl w niej zakochany od lat iczekal na odpowiedznia okazje. przespali sie po imprezie. on byl pewien ze juz beda razem, plakal… ona wrocila do mnie i po kilku dniach wszystko mi powiedziala. byly lzy, zlosc, rozpacz. chcielismy byc jednak razem. kochalismy sie. wiec jej wybaczylem. nie bylo lekko. walczylem jednak z myslami. wyjechalismy do warszawy. progres zawodowy przyspieszyl. najpierw u mnie, pozniej u niej. pojawily sie pieniadze, wyjazdy, zmeczenie… zycie poprostu.
    powrocil temat malzenstwa. prosilem by poczekala. ze jest dobrze.
    ze rok, dwa i kupimy mieszkanie, samochody, bedzie odpowiedni grunt.
    w koncu kupila mieszkanie sama. jej rodzice dali pieniadze. ja chcialem bysmy do wszystkiego doszli sami. jej zabieganie, klutnia i koniec.
    przedziwny koniec. „przeczolgalismy sie” przez 5 miesiecy…
    najpierw nie wierzylem ze to „the end”, mieszkalismy razem, byla czulosc, byla zlosc, imprezy osobno i pokazywanie sobie jak sobie radzimy „osobno”. w koncu wyprowadzile sie i po jakims czasie zaczalem o nia zabiegac… w rozy sposob, czesto nieumiejetnie.
    okazalo sie ze kogos ma. mlodszego od niej o 6 lat. „nie kocham go” – powtarzala mi czesto i „nie jestem pewna co czuje do ciebie…”
    zabiegalem jak dzik. walczylem. pilem w samotnosci. rozmawialem z ludzmi, szukalem wsparcia, porady, bylem pewnien, ze chce nas odzyskac i zaczac powazne zycie – jako rodzina.
    oswiadczylem sie jej. powiedziala ze wypalilo sie, ze juz nas nie czuje. nie wierzy… walka trwala dalej. powiedziala mi przy ktoryms spotkaniu, ze jest juz z nim w zwiazku. nie przeszkodzilo to nam sie pozniej przespac ze soba. potem wyjechala z nim na wakacje. odpusczalem sobie walke. nie widzialem juz sensu. wrozila z wakacji, zadzwonila do mnie i spotkalismy sie. wodka, rozmowa, lzy… przyznala sie po raz pierwszy od dawna ze mnie kocha… mowila, ze go tez gowniarza, za dojrzalosc, wrazliwosc, ktorej mi ponoc brak. ponownie wyladowalismy w lozku. przez calo noc slyszlaem od niej, ze mnie kocha, zebym to ja jej nigdy nie opuszczal… myslalem, ze bedziemy do siebie wracac, ze zrozumiala, ze ten jej zwiazek, to „plaster”, fikcja…. nastepnego dnia powiedziala „nas nie ma”..
    wkurwilem sie, dalem sobie spokuj ale nie na dlugo…
    widzialem, jak przeglada mi co jakis czas skrzynke mailowa -znala haslo… potem dowiedzialem sei od niej ze zamieszkali razem. on sie wprowadzil do jej wymarzonego, nowego mieszkania.
    wowczs przgladal mi skrzynke codziennie. kiedy dowiedziala sie ze sie z kims spotykam – plakala… chciala bym o tym wiedzial.
    nastapila cisza. nie dozywamy sie zupelnnie do siebie. zmienilem haslo w skrzynce…
    tesknie, kocham i ni c z tego nie rozumiem
    nie rozumiem ze nie chiala dac szansy skoro ja dalem kiedy zdradzila.
    ze nie chce w nas uwierzyc, wiedzac, ze uczucie nie wygaslo tylko …
    wlasnie… co?
    jest do dupy.
    alkochol, panny, ucieczka w prace… mam 30 lat, zrozumialem zbyt pozno ze zwiazek musi sie rozwijac, ze powinnismy byc rodzina, wziasc razem te pieniadze od jej rodzicow. ze w zwiazku i milosci wazne sa kompromisy…
    bo nie kocha sie za cos, tylko mimo czegos…
    ja tak potrafie kochac, zdalem sobie z tego zprawe gdy zostalem sam.
    mam przyjaciol, dziwczyny, kolezanki ale kocham tamta dziewczyne.
    i pragne z calego serca szansy… bo wiele zrozumialem.
    niestety za pozno.
    ludzie sie mijaja… niestety i popelniaja bledy, wlasnie dlatego ze sa ludzmi.
    pamietaj mala ze ciebie kocham, choc pewnie nie ma to juz zadnego znaczenia.

  25. Ula 23 pisze:

    Miałam chłopaka którego bardzo kocham mimo mijających dni ja nadal coś czuję. Byliśmy razem ze sobą 3 lata, wspólne wakacje co roku, wyjazd za granicę , poniekąd mieszkanie mimo że mieszkał z rodzicami i nadal mieszka. Ja niezależna, wesoła, lubiłam się bawić i przebywać wśród ludzi, a zarazem bardzo odpowiedzialna lubiłam osiągać cele, wzbijać się. Ciągle starałam się pogodzić wszystko naukę dom, obowiązki na stancji i jego. Było cudownie a teraz przeżywam najbardziej nie przyjemne chwile w moim życiu . Rozstałam się z nim. Zostawiłam go pare dni przed sylwestrem. o co poszło?? Z biegiem czasu zauważyłam że jest starsznie dziecinny, w towarzystwie nie mówił rzeczy poważnych tylko same zabawy i śmiechy, kiedy chciałam porozmawiać o przyszłości zmieniał temat umiejętnie mowiąc że na wszystko jest czas. Nie pytał mnie o zamiary jakie ja mam co do mojej przyszłości kazał czekać i tak czekałam aż do tej pory. Smutno bo wydawało mi się że w takim wieku należy mieć już jakieś plany, chociaż jakieś cele w życiu. Kiedy powiedziałam mu o tym prosił o szansę, mówił że się zmieni. Znowu czekałam, znowu cierpiałam, czekałąm aż mi pokaże że naprawdę mnie kocha i jest w stanie zrobić dla mnie wszystko. Prosiłam żeby poszedł do pracy żebyśmy zaczęli jakoś wspólnie życ. żebyśmy wynajęli stancję na początek a on że ma na wszystko czas. Mieliśmy rocznicę – zawsze kupował mi kwiaty. tym razem na trzecią powiedział że kwiaciarnia jest zamknięta i że przyniesie jutro. Zapomniał…. Potrafi tylko ładnie mówić. Zawsze go broniłam nie dałam słowa złego powiedzieć a jednak wszyscy mieli rację a ja miałam nadzieję którą nadal mam. Pomimo wskazówek on nic nie robi. Jest mi bardzo żle bo go bardzo Kocham i jakbym była mężczyzną na pewno inaczej by się wszystko potoczyło. Nie wiem co mam robić . Zgubiła go jego beztroska, i może rady mamy chociaż wiem że ona mnie lubiła a on nigdy jej prawdy nie powie…. bo jest z nią bardzo związany. jestem w początkowej fazie cierpienie i jest coraz gorzej. Kochałam Go i nadal kocham . Chciałam żeby coś zrozumiał a teraz go straciłam a raczej straciliśmy się na wzajem……. I kto popełnił błąd?? To jest tylko niewielki przekrój ale chociaż na chwilę poczułam się lepiej pisząc to tutaj….

  26. gabi pisze:

    własnie Tirste ja teraz jestem w podobnej sytuacji..czemu ten płomyk wygasa tak nagle z dnia na dzień:(((

  27. sweetblair pisze:

    nie jestem sama…wiec troche mi lzej…kochalam go…choc nie bylismy razem dlugo,najpierw sporo czasu poprostu flirtowalismy wspolne imprezy itd.. ale nie bylismy razem…gdy do tego doszlo czulam sie najszczesliwsza kobieta na ziemi…mial przy mnie wszystko…chyba nawet za duzo..po tylu pieknych chwilach,zapewnieniach….jeszcze 2 tyg temu mowil ze kocha…a teraz…wrocil do swojej bylej…(zapewnial ze nic miedzy nimi nie bedzie bo tylko mnie kocha i ja jestem najwazniejsza)
    i zeby bylo ciekawiej chlopak jest z mojej klasy a dziewczyna ze szkoly…jest ciezko…

  28. W Miłości trzeba szaleć, szalenie Kochać do utraty tchu, do braku sił, bo Miłość to najcenniejsze z szaleństw na jakie nas stać.
    Nie szukałam Miłości, a przyszła do mnie sama…
    Jestem nieziemsko Szczęśliwa przy Tobie…:)
    Kocham Cię:*

    Wiesz co to jest? To są słowa, które miały być napisane na kartce 14 lutego 8 miesiąca. Tylko najgorsze jest to, że to ja jedynie czułam. Nigdy przenigdy nie miałam myśli, że to, co się dzieje pomiędzy Nami nie jest Kochaniem. Bo wszystko, wszystko co się działo w każdym miesiącu było dla mnie czymś niepowtarzalnym i jedynym. I to nie jest tak, że myślę w ten sposób, bo jestem młodsza, bo nie byłam w „poważnym” związku. Próbowałam wcześniej spotykać się z kimś innym, próbowałam zmusić się do przyzwyczajenia do drugiej osoby, ale to nie przychodziło. To nie był ten grom z jasnego nieba, który uderzył we mnie 14 czerwca. I wtedy pomyślałam sobie, że to nie możliwe, żeby mnie się trafiło takie Szczęście…
    Może niejednokrotnie dawałam do myślenia swoim zachowaniem, może zaczęły wynikać jakieś różnice, ale wydawało mi się, ze to jest normalne. Bo chyba nie ma dwóch takich samych osób na całym świecie, które we wszystkim się zgodzą i będzie zawsze pięknie. Każda piękna chwila niwelowała wszystkie przykre momenty.
    Nie wiem, co się stało,
    I wiesz czego najbardziej nie rozumiem? Że nawet nie wiem, kto, co, gdzie, jak zgasiło tę Naszą świeczkę? Nie wiem nie wie nie wiem dlaczego z dnia na dzień można powiedzieć „jednak to nie Ty”> no jak???????? Czuję się jakby ktoś dał mi w policzek Tylko, że nie wiem, co źle zrobiłam. W jednej chwili wyrwałeś mi duszę z sercem, zdeptałeś, wrzuciłeś do śmietnika, Tylko najgorsze jest to, że to serce bije. Bo nie wie co się stało/ Tak od razu nie da się go wyłączyć. Jak można powiedzieć „stop”? Już tego nie ma… Powiedz sobie „byłaś niekochana”, już po wszystkim? No jak? Jak można z dnia na dzień zapomnieć o dotyku.. O łapkach, które się splatały. O tym całym cieple? Tylko ja to czułam?? Oszukana, zwodzona, nawinie dająca siebie, a dostałam za to w twarz. Boli mnie też to, że słowa „jesteśmy wyjątkowi w byciu razem”, „nie znam takiej pary, jak My, która tak niesamowicie byłaby dopasowana”, „przy Tobie czuję się jak przy nikim innym” okazały się jednym wielkim kłamstwem, bo nie uwierzę, że coś gaśnie od tak…po prostu…
    Chyba naiwnie uwierzyłam, że w tym całym brudzie świata można spotkać kogoś, kogo będzie się kochało z wzajemnością. Kogoś o kim będzie się myślało jak o nikim innym… Z kimś, komu świat stanie na głowie i wszystko będzie miało zupełnie inny smak…
    Słyszałam od Ciebie, że wszystko jest wyjątkowe… Było i się zmyło?
    Nigdy nie spotkałam człowieka, który by myślał w jednej chwili o tym, o czym ja myślę. Nikomu nie pozwalałam wejść w ten mój intymny świat. Oddałam Ci ciało i duszę, zaufałam i nagle taki cios? Nie zrozumiem powodu „nie wiem co się ze mną dzieje”. Jak dla mnie jest to albo niechęć do zaangażowania się, znudzenie się drugą osobą, rutyna… A miało być tak pięknie. Nie pozwoliłeś by Miłość się rozwinęła.. To tak jak ogród z kwiatami, które nagle więdną, bo nie zostały podlane. Obiecałeś mi piękne lato podczas którego powiemy „patrz jak wspaniale to- już rok bycia razem”. I co ze słowami? „Mamy siebie”- jednego dnia dowiaduję się, że już tego nie ma, że jestem sama… Nie wiem jak to nawet nazwać „zostałam okłamana, że mnie kochasz?” „wreszcie sprowadzona na ziemię z powiedzeniem miłości nie ma- obudź się wreszcie naiwna istoto”
    Nie wiem, czy zaufam jeszcze kiedyś komuś. Wszystko, co przeżyłam nigdy nie było aż tak bolesne, jak to, co zrobiłeś Po tylu miesiącach nagle dowiaduję się, że to nie ja, a tak może być w każdym przypadku. Kochałam Cię całą sobą, wszystko co planowałam, było z myślą o Tobie, żebyśmy mogli wreszcie zobaczyć jak to jest być we dwoje- samemu na własną kieszeń. I chyba ta szansa Nam uciekła.
    Każda minuta w Łodzi: czy to park, las, czy to spacery nocą, szwendanie się, rozmowy, czy to Twoja działka i na niej poznawanie siebie nawzajem, czy to wyjazd chyba najpiękniejszy w życiu, bo z kimś kogo Kochałam, nie wiem, wszystkie wyjścia, proszenie o klucze do mieszkania mojego brata, wszystko co Nam się przydarzało było niezwykle i nagle tego nie ma….i nie wiem dlaczego i chyba upłynie długi czas zanim powiem „tak miało widocznie być”…

    To jest to, co dzisiaj rano napisałam- po wczorajszych słowach, że mnie nie kocha… to tak strasznie boli…

  29. Czarny Irys pisze:

    Historia mojego Zahira zaczela sie prawie dwa lata temu,ale znalem ja 10lat, byla moja przyjacioka, kumela… wiedzialem o niej naprawde duzo. rozstalismy sie 6 miesiecy temu. bo wtedy tez wyjechalem z polski…. pamietam jak dzis jak mnie odprowadzila na lotnisko, dlugie przytulanie,czule pocalunki,obietnice. na odprawie celnej pojawily sie lzy, zaczela plakac ja ledwo sie powstrzymywalem, wkoncu tez pobeczalem sie jak bobr. krok za krokiem oddalalem sie od niej, ona machala swoja alabastrowa dlonia a po jej rozowych policzkach plynely slone lzy… ten obraz mnie zreszta przsladuje… to byl ostatni raz jak widzialem ja,kochajca mnie calym sercem… dzwonilem do niej codziennie oboje cierpielismy przeokrotnie… prosila mnie zebym wrocil do polski, ale ja nie moglem…dalej cierpielsmy, kade na swoj sposob.nagle jej po dwoch tygodniach przeszlo… mi nie! pewnego dnia przestala do mmnie mowic kochanie, przestala mowic ze kocha , ze teskni… nie wiedzialem co sie dzieje, ale czulem ze cos jest nie tak. mowilem do niej ale ona tak jakby nie rozumila tego co mowie. potem bylo coraz gorzej… czepiala sie kazdego zdania ktore wypowiedzialem. pewnego dnia wypowiedzialem pewne zdanie a ona je zle zrozumiala, i stwierdzila ze w tym momencie zerwalem z nia! co bylo mnie prawda. za bardzo Ja kochalem/am.*
    *- niepotrzebne skreslic.
    probowalem ja odzyskac dzwonilem, potem pojechalem do polski spotkalem sie z nia.powiedziala mi ze juz mnie nie kocha(a bylismy bardzo blisko, przez te rok i kilka miesiecy nie bylo dania ktorego ze soba nie spedzilismy) no ok no prawie…w polsce powiedziala mi ze nic do mnie nie czuje , nogi mi sie ugiely… bol przeogromny, znacie ten rodzaj emocji. wrocilem do „zagranicznego miasta” z ogromna rana w sercu… od tamtego czasu probuje zyc, ale ciagle wracaja wspomnienia, mimo tego ze pol roku temu sie rozstalismy. CHOLERNIE tesknie za Nia za ta dawna mnoja ukochana, zaufalem jej bo przeciez byla moja kumpela przeciez. Nadal Ja kocham i tesknie. byla dla mnie kim wyjatkowym bo nie czesto mozesz sie zakochac w swojej przyjaciolce…. z wzajemnoscia!

    KOCHAM CIE COCO, MOJ TY ZAHIRZE!

    Spieszcie sie radowac waszymi partnerami.. tak szybko odchodza.

  30. nnNiuniAaa pisze:

    Usagi ja byłam w takiej samej sytuacji…codziennie słyszałam te słowa „Kocham Cie…” wspolne plane, marzenia, ktore nie ja zaczelam snulam lecz on…i poprostu tak z dnia na dzien mnie przestał kochac…a najgorsze w tym wszystkim jest to, ze nie powiedzial mi tego w twarz, ze to koniec, tak jak mial odwage prosto w oczy mnie oszukiwac, ze kocha, ze to ja i zadna inna…zadzwonil…po tygodniu milczenia…do tej pory nie rozumiem jego argumentow…bo wiem, ze mial ze mna wszystko, dawal mu wiecej niz oczekiwal, bo ja w odroznieniu od niego kochalam…nie rozumiem jak mozna potraktowac kogos jak smiecia tak poprostu zgniesc i wyrzucic ze swojego zycia…minelo juz ponad trzy miesiace od momentu gdy odszedl…przez pierwszy miesiac straszecznie bolalo…nie jadlam nie spalam, bylam roslinka i to straszne poczucie beznadziejnosci, nienawisc do samej siebie, ze bylam nie zbyt dobra by go zatrzymac przy sobie…ale nadszedl taki dzien, w ktorym poprostu obudzialm sie i zdalam sobie sprawe, jakim trzeba byc czlowiekiem by w ten sposob potraktowac serducho, ktore Cie kocha…od tego poranka coraz lepiej sobie z tym radze…duzy wkład takze w to mieli moi bliscy-rodzina i przyjaciele(-tu chciałam im podziekowac, za wytrwałosc cierpliwosci cieplo jakie mi okazali)…nie moge powiedziec, ze zapomnialam calkowicie, bo bym oszukala sama siebie…do tej pory zdarzaja sie takie momenty w których powracaja wspomnienia, poplynie lezka, zakuje serduszko ale nie sa one tak czeste jak na samym poczatku…poradzilam sobie z tym najmocniejszym bolem, wlasnie dzieki temu, ze zdalam sobie sprawe jakim on jest czlowiekiem i wierze w to, ze lost lubi sie rozliczyc, ze to powroci do niego(chociaz mu tego nie zycze)…i moze kiedys pozaluje, ale bedzie juz za pozno…
    Nie wiem czy Tobie Usugi pomogłam i innym osobka ktore tu trafily z podobnych powodow…wiem tylko jedno, ze trzeba sie podniesc otrzepac i isc dalej bo na kazdego gdzies napewno czeka osobka, ktora pokacha calym serduszkiem i dla ktorej bedziemy calym zyciem…zycze powodzonka i duzo milosci…jak chcecie komentucie piszcie swoje opinie pozdrawiam i moooocniutko buziam;]

  31. Polanka pisze:

    Ciezko jest zrozumiec ..jak to mozliwe ze z dnia na dzieñ czar pryska. Ciezko jest zrozumiec jak mozna tylko po dwóch miesiacach spotykania sie (chociaz znalismy sie od 5 lat) zamieszkac ze soba. Byc ze soba dziwñ w dzieñ , kochac sie sie 3- 4 razy dziennie i nagle ni z tad niz owad..sprzeczka on sie wyprowadza i znika z twojego zycia. Znika wlasnie w okresie kiedy masz klopoty , wtedy wlasnie kiedy najbardziej go potrzebujesz.
    Pierwszy dzieñ wydawalo mi sie ze to tylko zart, ze wróci ale teraz gdy minely dwa tygodnie wiem ze to na dobre. zostawil troche rzeczy nie wiem w jakim celu i najgorsze z tego wszystkiego jest to ze nie jestem w stanie dac sobie ze soba rady.
    Zapisalalam sie na medytacje..troche mi pomaga choc tak naprawde mam ochote po porstu polozyc sie spac i zasnac na iles lat… az mi to wszystko przejdzie.
    Szkoda ze nie mozna zjesc po postu tabletki na zapomnienie ….i wstac nie pamietajac cudownych chwil spedzinych razem kiedy mówil co ze nie potrafi zyc bez ciebie……

  32. DarkOne pisze:

    Jak mawia moja ciotka: „Daj pół dupy nie całą” i t jest prawda.

  33. Czarny Irys pisze:

    hehe DarkOne dobry text… :) po czterech miesiac nie rozmawiania ze swoim „zahirem”… zadzonilem do niej zlozyc zyczenia urodzinowe! uzmyslowilem sobie cos co slowami sie nie da opisac nagle mnie oswiecilo… ze milosc i szczescie nosimy w sobie a osoba w ktorej sie zakochujemy to tylko ekran kinowy, gdzie rzutnikiem obrazu na ekran-jestesmy MY sami… moim sposobem na rozstanie bylo znalezienie sobie dodatkowych zajec, utopienie smutku i zalu w pocie powstalego podczas ciezkiej pracy,totalne zerwanie stosunkow …;) dyplomatycznych z oprawczynia (heheh)i dopieszczanie siebie samego( tylko bez kudlatych mysli eheh)w rozmaity sposob. dzis moge powiedziec ze mi przeszlo. pozawlam Ci odejsc ukochany Zahirze. bo wiem ze prawdziwie mozna kochac tylko wtedy, kiedy nauczymy sie zyc w pojedynke.

    ps.zalaczam moj e-mail octavio@interia.pl
    ps2 bo chetnie wyslucham moze doradze a moze poprostu wymienimy poglady… pozdrawiam ;)

  34. Kowboj pisze:

    Ja mam inny problem, ten chory kraj odebrał mi moją ukochaną na dwa tygodnie biorąc ją obowiązkowo do wojska gdyż jest po studium medycznym, niby to tylko dwa tygodnie ale każdy dzień ciągnie sie jak miesiąc lub rok, wracam z zajęć do domu i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Jesteśmy ze sobą już dość długo ale to nasza pierwsza tak długa rozłąka, nie radze sobie z tym, jestem narchistą, nienawidze wojska, nie potrafie tego zaakceptować, stram sie robić dobrą mine do złej gry żeby jej było0 lżej bo niby to tylko kurs ale jednak wojsko. Nie chce nawet żeby przyjechała do domu na weekend bo to oznacza kolejne rozstanie a to boli nas oboje. Napiszcie mi co mam robić, zaczynam popadać w depresje.

  35. Czarny Irys pisze:

    Cowboy przede wszystkim zacznij jej ufac. wiem ze boisz sie ze Cie zdradzi… ale jesli Cie kocha nie zrobi tego, do zdrady nie trza pulku wojska… a poza tym na ironie losu. spotykaja nas rzeczy ktorych najbardziej sie obawiamy! opanuj sie poku mozesz a rozstania sa potrzebne… zaczniesz doceniac druga osobe. pokoj z Toba :)

  36. Kowboj pisze:

    Ale problem nie tkwi w tym że jej nie ufam tylko nie ufam wojsku, boje sie, że ją zmieni, boje sie tego w jakim jest mieście, to jest łódź do cholery, najbardziej kryminogenne miasto w polsce, tam sie dostaje baty za darmo i bez powodu, nieważne czy jest sie mężczyznż czy kobietą.

  37. anonymous pisze:

    Cóż, mam trzydzieści parę lat, przeczytałem bardzo uważnie Wasze historie. Odnoszę wrażenie, że większość z Was to osoby mające po dwadzieścia kilka lat i jedno chciałem Wam napisać: z wiekiem zmienia się sposób w jaki oceniamy pewne sytuacje, sposób w jaki pewna racjonalna część naszego umysłu rozkłada je na czynniki i analizuje, ale nie zmienia się sposób w jaki je odczuwamy. Emocje, uczucia się nie starzeją. Zawód w związku, rozczarowanie drugą osobą bolą tak samo bardzo. Choć nie pierwszy to raz i potrafimy sobie jakoś to wytłumaczyć: „bo to zła kobieta była”, zły facet itd. :) niemniej boli to tak samo mocno. Piszę to z punktu widzenia osoby, która właśnie takie rozczarowanie przeżyła. Niedawno i boleśnie. Nie byłem tym zaskoczony, nie zdziwiło mnie to, a jednak bardzo zabolało. I może jest tak, że ból który czujemy świadczy o tym, że jesteśmy ludźmi, emocjonalnie dojrzałymi, wrażliwymi, obdarzonymi empatią. A ci, którzy ów ból sprawiają i nie widać po nich wyrzutów sumienia, nie widać, że jest to dla nich problem, że jakoś muszą się z tym zmagać, są zwyczajnie niedojrzali albo w zwykły sposób nie zasługują na miłość, na uczucie. A może po prostu nie nauczyli się rozmawiać z drugim człowiekiem, rozmawiać z Wami. Poszli na łatwiznę, uprościli sobie życie, uciekli od jednej, drugiej czy trzeciej szczerej rozmowy z Wami. Pomyślcie nad tym. Miłość i zaangażowanie to wielkie wartości, coś co trzeba szanować, doceniać, obchodzić się z tym bardzo delikatnie. Jeśli spotykacie w swoim życiu kogoś kto tego nie rozumie, nie wińcie za to siebie, pomyślcie, że ta osoba wystawia świadectwo swojej niedojrzałości, baraku umiejętności komunikowania się z drugim człowiekiem. To nie Wy jesteście nie OK, to ta druga osoba nie wie czym tak naprawdę jest miłość, czym jest rozmowa, czym jest wzajemne zrozumienie. Pamiętajcie o tym i głowa do góry, racja jest po waszej stronie

    Pozdrawiam :)

  38. Łukasz pisze:

    Bylem z dziewczyna 4 lata z 3 miesieczna przerwą.Raz bylo lepiej raz.Zostawiła mnie 2 tygodnie temu.Częsciowo z mojej winy.Nie starałem się,nie pielegnowanem związku.Dopiero po rozstaniu zrozumiałem jak ją kocham i że jest dla mnie całym życiem.Cięzko jest mi z tym zyć.Cały czas mam nadzieję ze do mnie wróci.Próbuję walczyć.Może sie uda.Nikomu nie życzę zeby sie znalazł w takiej sytuacji!!!

  39. Eriche pisze:

    Kochani, mnie facet zostawił dla innej … nasze 5 lat przekreślił w kilka dni. Minęło już prawie rok i teraz dochodzi do mnie, że nie potrafię sobie z tym poradzić. Nie jestem w stanie zrozumieć co się stało – jednego dnia zacytował mi „wielką miłość” Krajwskiego, wiecie, „zrozumiałem po co żyję”, gdy nas króka złość rozłączy ja i tak odnajde Cię… a kilka dni później: sorry babe…znudziłaś mi się, nie zależy mi. Na słowa „nie zależy mi” nie ma żadnej odpowiedzi…Przez ten rok poznałam wielu facetów…żaden nie pasował:( On jest cały czas szczęśliwy pewnie z tą dziewczyną…a ja nie daję sobie rady…nie umiem się z tym pogodzić…i znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego? Wszyscy wokół mi powtarzali, że mi zazdroszczą takiego udanego związku…że ludzie w życiu się tylko raz tak dobierają :( Ja kiedyś pocieszając moją koleżankę, powiedziałam jej że, życzę jej takiego związku jaki ja mam – a tydzień później zostałam sama…co za ironia…Najbardziej boli mnie ta nadzieja, która jest we mnie, nadzieja na to, że wrócimy do siebie…bo ja tak strasznie tęsknię :( (

  40. Kowboj pisze:

    Zadaj sobie inne pytanie… Czy on był ciebie wart? Czy zrezygnowałby na własne rzyczenie z osoby którą rzekomo kochał, tak sie nie zachowuje mężczyzna tylko nastolatek

  41. Agata pisze:

    Ja tkwię chyba w toksycznym związku,długo by o tym pisać ,ale postaram się w skrócie.Jesteśmy ze sobą od 8 lat,mamy śliczną,mądrą córeczkę.Kiedy jest dobrze między nami to jest dobrze,ale jak jest zle to świat mi się na głowę wali,przeważnie to z jego winy ale on woli odwrócić kota ogonem aby mieć czyste sumienie.Bardzo rzadko okazuje jakie kolwiek uczucia(taki ma charakter) ale czemu jest obojętny na moje cierpienia? to mnie rani jeszcze bardziej. Jest mi ciężko i trudno to opisać,bo czasami sama tego nie rozumiem,ale może jednak ktoś mi pomoże chociaż w małym stopniu.co mam zrobić by zwrócić na siebie jego uwagę,by zaczął okazywać więcej uczuć,był bardziej czuły bo bardzo tego potrzebuję.Bardzo Go kocham i nie chcę być z nikim innym …

  42. majka pisze:

    chyba wiem, co przezyważ, też mam odczucie,że mój związek jest toksyczny, moje cierpienie i ból nie robi na nim żadnego wrazenia ale powtaerza mi ze kocha i nie chce mnie ranić….
    Jesteśmy razem już bardzo długo a małżeństwem od 12 lat mamy dwójkę wspaniałych dzieci, nie sprawiających żadnych kłopotów, pieniądze tez nie stanowią problemu własnie niedawno kupiliśmy dom…
    Zdarzyło sie to już trzy czy cztery razy w pewnym momencie dowiaduję się że nie jest ze mną szczęśliwy i ze nie czuje mojej miłóści,że takie życie nie ma sensu i ze lepiej będzie jak sie rozstaniemy po czym ja zapewniam ze kocham i chce z nim być… zostaje, jest dobrze przynajmniej ja tak czuje. Mijają Dwa lata i wszystko wraca… właśnie teraz… nie wiem co robić, to niemądre ale ja Go kocham…

  43. Milcia pisze:

    Przykro mi czytać ile osób cierpi, tak jak ja teraz. Powiem Wam tak- jeśli On nie okazuje miłości, nie potrafi przyznać się do błędu, „odwraca kota ogonem”, nie potrafi iść na kompromisu, ustąpić ani spokojnie porozmawiać to lepiej sobie odpuście. Tak wiem, że łatwo mówić, bo jesteście mężatkami-a ja jedynie byłam z chłopakiem 5 lat. Na początku ja wkoło zrywałam , co dwa tygodnie, a wiedziałam że on za 20minut zadzwoni i przeprosi (choćby to nawet była moja wina) i był wspaniały,a ja byłam tą złą. Wiem i zdaje sobie z tego sprawę. Tak było przez 2 lata. Potem zaczęło się zmieniać, powoli, ale zauważyłam to dopiero po 4 latach związku, kiedy ja bardzo się zaangażowałam i starałam się jak mogłam o ten związek. Im bardziej ja się starałam-tym on mniej. Nie potrzebował ze mną kontaktu jak był w pracy czy na uczelni (mówił że i tak wie że sie spotkamy wieczorem) – no dobra a jak się kocha to nie można czegoś napisać? zadzwonić? CHCE SIE MIEĆ KONTAKT Z TA OSOBĄ jak najczęściej się da. Teraz rok 2008 jest dla mnie rokiem przeklętym. W styczniu zerwałam ja-okłamał mnie strasznie (wciągał się w hazard a mnie notorycznie okłamywał, jak sie potem dowiedziałam). Po tygodniu sie odezwał i wróciliśmy do siebie. W maju zerwał on- po 5 dniach pisał i błagał bym wróciła że jest idiotą, że straci mnie przez swoją głupotę, że kocha mnie nad życie. I tak byliśmy szczęśliwi, ja mu zaczęłam powoli ufać po tym wszystkim, a on ZERWAŁ ZNÓW! Bo nie potrafiliśmy sie dogadać. Jest zbyt uparty, nie widzi w sobie winy i po prostu uciekł. Nie jesteśmy razem już dwa tygodnie- nigdy na tak długo się nie rozstawaliśmy- pisze, że mnie kocha i chce być ze mną ale nie ma siły już o to walczyć!? To jest chore!!! Też go kocham, tęsknie i wiem że to nie ma sensu. Co to do cholery jest?!! Oboje się kochamy, chcemy być razem, ale wiemy że sie nie dogadamy i że to nie ma sensu. Chociaż małe nadzieje są, ale są zbyt małe przy wspomnieniu tych złych chwil i kłótni. Boli strasznie… jutro piątek… mamy wspólne miejsce spotkań, tych samych znajomych, prawie wszystko! Jest ciężko i bardzo i ta przerażająca myśl o samotności. Wiem, że to jest śmieszne bo mam 20 lat, ale dla mnie on był całym życiem-całe plany na przyszłość- to wszystko już sie nie liczy… Nic więcej

  44. Buszująca w smutku pisze:

    Przeczytałam te wszystkie komentarze i nabrałam ochoty, by dodać swoją historię, może posłuży komuś jako przestroga…Od 4 latach byłam w związkach, z czego 2 były naprawdę poważne. O ironio losu, za każdym razem wydawało mi się, że to ten właściwy a potem zakochiwałam się w następnym tak lekko i łatwo, bo tak bardzo byłam spragniona uczucia a niestety wpadałam z deszczu pod rynnę. Za każdym razem było tak samo, wszyscy byli „rzekomo” zakochani i tak zafascynowani moją osobą, że wydawało mi się, że właśnie chwyciliśmy szczęście w swe dłonie i już nigdy go nie puścimy…To było tylko złudzenie a ja uwierzyłam w tekst piosenki „Kocham Cię, kocham, to tylko puste słowa”. Prawie rok temu poznałam faceta, byłam już dziewczyną po przejściach, ledwo osuszyłam łzy po poprzednim rozstaniu (dodam, że to ja zawsze byłam porzucana), byłam sceptycznie nastawiona, ale podświadomie spragniona nowego związku, chciałam zapełnić pustkę po poprzednim rozstaniu. Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale przełamał dość szybko mur, który wokół siebie zbudowałam. W pewnym momencie dałam się ponieść fali tego uczucia, przestałam nad tym już panować. Na początku było wspaniale, motylki w dole brzucha itp. Potem zaczęło się moje piekło na ziemi. Uzależniłam się od niego do tego stopnia, że nie wyobrażałam sobie życia bez niego, idealizowałam jego i nasz związek. Zaczął pokazywać mi swoje prawdziwe oblicze, ale było już za późno. Zaczął mnie wykorzystywać, finansowo, emocjonalnie, nawet seksualnie, byłam bezwolną lalką w jego ramionach. Manipulował moim życiem, ingerował w środowisko pracy, ograniczył kontakty z przyjaciółmi. Wmawiał mi, że w życiu można liczyć tylko na siebie, uwierzyłam, że mam tylko jego. Dałam mu całą siebie, niczym wpatrzona w guru chłonęłam każdą część jego osoby, z każdym dniem coraz bardziej tracąc siebie. Rzuciłam dla niego palenie, nie spotykałam się z ludźmi, żyłam jak w pustelni, tylko on i ja i cztery ściany… Kontrolował mnie w pracy bo pracowaliśmy razem. Z czasem stawał się coraz bardziej zaborczy wmawiał mi sytuacje, które nie miały miejsca. Czułam, że się zapadam, próbowałam rozmawiać, ale zawsze kończyło się to kłótnią i obrazą z jego strony a wtedy wychodził na miasto, pił i szalał na parkietach. Ja na drugi dzień pomagałam mu leczyć kaca, sprzątałam i gotowałam i przepraszałam, za co? sama nie wiem, chciałam żeby było dobrze. Nauczyłam się poniżać w imię miłości, straciłam szacunek sama do siebie. Kilka razy zostawił mnie samą na imprezie czy na ulicy, bo wpadł w szał zazdrości. Kilka razy dałam mu po mordzie, bo myślałam że to coś zmieni a potem ze łzami w oczach błagałam o wybaczenie. Wszyscy wokół mi mówili, weź Ty się otrząśnij a ja zawzięcie go broniłam. Czułam wstyd, strach i żal, ale trwałam w tym nadal, bo łudziłam się, że będzie lepiej. Jasne czasem były przebłyski krótkich chwil szczęścia. Kiedyś aby w końcu zrozumiał, że mnie rani połknęłam za dużo tabletek, chciałam go ukarać nie myśląc o konsekwencjach. Chciałam żeby cierpiał tak jak ja!!! Z początku nic mi nie było, ale potem z powodu komplikacji wylądowałam na ponad tydzień w szpitalu. Przejął się, ale potem znów powróciły jego stare nawyki. Sytuacja diametralnie się zmieniła kiedy dostał propozycję pracy w innym mieście, wspierałam go i namawiałam, bo wiedziałam że ma przy mnie kompleks niższej pozycji zawodowej. Myślałam, że teraz się nam jakoś ułoży. Miałam się do niego przeprowadzić i mieliśmy zacząć wspólne życie. Wierzyłam, że jakoś się nam ułoży. Zostawił mnie z dnia na dzień bez podania powodu. Tak po prostu coś tam sobie podpiął jako powód, ale to był pretekst. Zabolało mnie to, że zapomniał ile dla niego zrobiłam, człowiek jak poczuje się lepiej i trochę odżyje mu „dupa” zapomina o bliskich. Wiem, że był draniem, ale kochałam go, więc musiało w nim być jakieś dobro, niestety ja go nie zdołałam wydobyć w pełni. Wiem, że się dobrze stało, że to rozstanie mnie oczyści i wzmocni, ale to nie ułatwia sprawy. Jest ciężko, tęsknie, myślę gdzie jest i co robi. Nie jest mi obojętny. Nie potrafię nie oglądać się wstecz. Kiedyś ktoś powiedział mi mądre słowa: jeśli kogoś kochasz, pozwól mu odejść, jeśli ta osoba też Cię kocha, wróci, jeśli nie, to nigdy tak naprawdę nie była Twoja. Żałuje, że nie odeszłam pierwsza, zbyt wiele dałam, za dużo straciłam z siebie.

  45. Milcia pisze:

    To znów ja- po dwóch tygodniach wróciliśmy do siebie i chyba zaczynamy doceniać co ten związek dla nas znaczy. mam nadzieję dziewczyny, że Wam wszystkim sie ułoży. Do „Buszująca w smutku” – wiem, że łatwo mówić, że będzie lepiej- ale to był chyba toksyczny związek- z tego co opisałaś. On dużo chciał, a mało dawał. Tu zaangażowałaś się w tą „miłość” cała, a on tylko brał. Myślę, że lepiej że teraz się rozstaliście niż miałabyś w tym nie wiadomo ile trwać. Wiem, że teraz będzie ciężko komuś zaufać, ale wydaje mi się, że jesteś wartościową osobą, a takim ludziom życie zawsze wynagrodzi… 3 mam kciuki i powodzenia! Życzę siły i wiary w siebie!

  46. ... pisze:

    To może i ja powiem coś o moim rozstaniu… Pogodziłabym się szybko z tym, że odszedł, a ja go nadal kocham. Ale wiem, że tego nie zrobię. Dlaczego? Powód jest prosty. Bo za każdym razem, gdy mówił, że mnie kocha, za każdym razem, gdy mnie przytulał, za każdym razem, gdy czułam jego bijące, myślałam, kochające serce, za każdym razem, gdy patrzał na mnie swoimi tak niezwykle szczerymi i kochanymi oczami… tak naprawdę okłamywał mnie. Nigdy nic do mnie nie czuł. To nie jest moje przypuszczenie, taka jest prawda, sam mi o tym powiedział. Nie wiem, jak można wyrządzić komuś takie świństwo… To potwornie boli. Bo po pierwsze: mam świadomość, że tak naprawdę to przenigdy mnie nie kochał, czyli de facto zawsze była to miłość nieodwzajemniona, a po drugie: nigdy nie będę potrafiła mu na nowo zaufać. W ogóle, będę miała już zawsze problem z zaufaniem komukolwiek… Czasem naprawdę nie potrafię zrozumieć ludzi. A jeszcze gorzej, że nie rozumiem człowieka, którego kocham. Ehh..

  47. Luvianka pisze:

    Chcialam napisam do buszujacej w smutku.
    Ciesze sie ze tak wlasnie sie wydarzylo…niechce zebys mnie zle zrozumiala ale uwazam ze najlepsza rzecza ktora sie mogla wydarzyc to ta ze ten facet gdzies sobie przepadl. Taki typ czlowieka to typy wampir eneregytczny ktory absorbuje ciebie totalne, towich znajomych nie pozwala ci na wlasne zycie .Czujemy sie dobrze bo nam facet odpowiada czujemy sie zakochane a gdzie troska gdzie czulosc …czulosc to nie seks. Tabletki????? dziewczyno zycie jest takie piekne ze nie warto go w zaden sposób zaklocac. Poczuj ze jest ktos kto w tym momencie na pewno cie ceni, kto cie lubi, komu sie podobasz.Zyj ta chwila. Co tereaz robisz ? czytasz? pomysl o wszystkich tych ktoryz w tej chwili czuja si podobnie jak ty. Jest nas tylu……Czuc sie zakochanym w kim to nie wszyztko ..trzeba kochac samego siebie.Czuc sie z toba sama dobrze. Popiesc sie troche…tzn. pójdz na jakis masaz, napij sie dobrej kawy, powmysl o tym jaki piekny jest swiat i nie zaluj faceta ktory wypil z ciebie cala energie .
    pa.

  48. Mimi pisze:

    A jeżeli juz uciekłam w inny związek i ten chłopak bardzo mnie kocha? Może i mi ktos poradzi…? Bede wdzieczna.. wiec na początku znajomości było nawet COŚ, ale to chyba zauroczenie z mojej strony. Raz zerwałam bo juz nie moglam wytrzymać jego humorów i tego ze go nie kochalam. Zmienił sie , ale ja go nie kocham ,ale ciagle z nim jestem, to chyba przywiazanie teraz, nawet troche na sile, powiedzial ze on beze mnie zyc nie umie i boje sie zeby sobie nic nie zrobil, a bardzo lubie jego rodzine bo sa dla mnie berdzo serdeczni, mam obsesje na punkcie jednego typa, bardzo takiego Macha;/Zanim wtargnelam w ten zwiazek juz mi sie podobal, ale ucichlo uczucie, a potem wszystko wrocilo. przyjaznilismy sie a ja sie zakochalam i teraz jak go widze na ulicy jak jezdzi motorem to znow to wraca., skonczylam gim ide do LO i on niestety tez sie tam dostal,(chodzil ze mna do klasy w gim) bede go widywac na przerwach i obawiam sie ze znow mi wroci. on nie potrafi uszanowac dziewczyny, ma ich na peczki, jest kasiasty i mysli ze jak jest taki as to moze wszystko,. a ja jestem chora i nie moge sobie pozwolic na takiego chlopaka…;/ tamten jest porzadny, wrecz za.. za powolny, leniwy, niedomyslny, ciemna masa, ale dobrze sie uczy, nawet bardzo. ale co z tego jak to zaczyna byc meczące, to sie ciagnie juz rok, a ta meka z pół roku dobre. nie chce zrywac, a chce zeby sie zmienil bo jest dobry, chyba za dobry i dlatego mi nie pasuje… mam 16 lat i chcialabym złapac rownowage bo chyba zgłupieje.. niby niewielki problem, wrecz banalny, ale to cholernie trudne. bo nie chce skrzywdzic ani jego, ani siebie… Najlepiej by bylo jakbym znikla, na zawsze.. nie byloby problemu, pocierpialby i by kogos sobie znalazl. nie umiem okreslic sie, co to za uczucie.. bo zalezy mi na nim nawet, lubie z nim spedzac czas, jestem zazdrosna o niego, ale to nie jest chyba milosc… ;( help…

  49. mikhail pisze:

    chciałbym się odnieść do posta (postu) Buszującej w smutku i zdobyć się na dłuższą polemikę…
    Jasny „pierun” mnie strzela gdy czytam jak facet odnosi się do swojej kobiety, a ona nadal z nim jest. Często słyszę teksty w stylu „gdzie się wybierasz?, aaa jadę do <>, jadę do <>”. Facet zachowuje się jak zwykły …uj, a dziewczyna patrzy w niego jak w obraz. Mój brat ma dziewczynę, a na boku kręci z innymi na różnych czatach, ale parka jest szczęśliwa. Panowie okłamują swoje kobiety, nie są szczerzy, ich ulubioną reklamą jest Mobilking, ale ich dziewczyny za nimi latają.
    Moja zerwała ze mną niedawno, a potrafiłem zrobić dla niej prawie wszystko. Jechać do niej 30km na każde zawołanie, w kwiaciarni to niedługo bym chyba dostał kartę VIP, a od jej fochów to niekiedy chciało mi się potem ryczeć w domu. W trakcie wakacji dwa razy zmieniałem pracę bo „ty pracujesz, a ja się nudzę w domu” i „mógłbyś pracować bliżej, żebym mogła niekiedy do ciebie wpadać” i „moglibyśmy częściej się widywać” (jednym z powodów zerwania potem było to, że za często się widywaliśmy i chciałaby odpocząć).
    Po kłótni w 90% jak nie częściej to ja przepraszałem, co potrafiła podsumować „widzisz, nie umiesz się wykłócić to się nie kłóć”, „ja się umiem kłócić więc i tak przegrasz”. Wiadomo ja też miałem swoje za uszami, częściej robiłem awantury o różne gówna, kilka razy mówiłem, że to koniec, ale po minucie przychodził rozum do głowy i leciałem ją gonić. Nie domyślałem się, że za coś wypada przeprosić (np. że do sosu dodałem trochę cebuli, a one nie lubi -„no jak mogłeś się nie domyślić!”) . Pewne jest to, ze nigdy jej nie okłamałem.
    Hm, może wy dziewczyny tak macie, że potrzebujecie takiego …uja, bo w przeciwnym wypadku przyzwyczajacie się do <> psychicznego i wygody. Wtedy powodem do obrażenia się jest nie to, że mężczyzna nie kupił wam kwiatów, tylko, że kupił czerwone, a wy nie lubicie czerwonych („no jak mogłeś się nie domyślić!”). Nie to, że nie przyjechał, tylko, że przyjechał później bo mu pociąg uciekł (a uciekł dlatego, że kupował akurat kwiaty i była kolejka, ale myślał, że się wyrobi). Że robiąc dla niej niespodziankę w drugim pokoju powiedział „poczekaj chwilę coś dla ciebie zrobię”, siedział 30 minut, a jej się nudziło samej.
    Potrzebujecie chyba, żeby facet mówił „dziś jednak nie przyjdę, bo przyszedł kumpel i idziemy na piwo”, „nie mogę teraz rozmawiać, bo piszę ze znajomą na gg”, „dziś się nie zobaczymy, bo mam kaca po wczorajszej imprezie”. Wtedy może boicie się, że wasz mężczyzna ucieknie w siną dal i staracie się …starać (karkołomne wyrażenie, ale jakoś mi pasuje), i dawać dużo od siebie, a nie kiedy zachodzi sytuacja:
    - o której u mnie będziesz?
    - no tak o 14
    - aha, to bądź o 12,
    - ale nie wyrobię się
    - a ja sama mam siedzieć !? to się pośpiesz
    - no dobra OK.
    a kiedy wysiadacie u niej w mieście na dworcu dostajecie smsa „nie przyjdę po Ciebie bo jeszcze się nie ubrałam”. (nie muszę chyba nadmieniać jak było w moim przypadku).
    Może w niektórych porównaniach zbytnio hiperbolizowałem, ale było to użyte dla lepszego zobrazowania sytuacji. Może przepełnia mnie gorycz po odrzuceniu jestem zawiedziony i sfrustrowany, ale jakoś tak mam takie przemyślenia. Jeśli kogoś obraziłem to przepraszam.

  50. a pisze:

    czytając te wszystkie komentarze myślę-ja was rozumiem bo to samo przeżyłam i nadal czuje się uwieziona.
    byłam zaręczona, zakochana po uszy, oddałabym wszystko dla niego a on to wykorzystał i mnie zostawił bezczelnie oszukując i odchodząc do innej. trudno mi teraz zaufać komukolwiek, boje się samotności i tego ze będę sama i ze sobie nie poradzę, ale zaczynam szukać już pomocy, bo to mnie powoli wykańcza. najgorsze jest w tym wszystkim ze go nadal kocham choć już tyle złego mi zrobił i tyle się wycierpiałam. minęły 4 miesiące od rozstania a ja czuje jakby to było wczoraj. teraz widzę ze sama sobie nie dam rady dlatego szukam pomocy i chce zapomnieć o nim raz na zawsze.

Reakcje gdzie indziej

  1. [...] Czytelnia « Jak poradzić sobie z rozstaniem? (1) [...]



Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

//11 sie 2007 ·