Jak poradzić sobie z rozstaniem? (1)

poprzednim wpisie poruszyłam kwestię rozstań. Dziś chciałabym napisać coś więcej o emocjach, które się w takim przypadku pojawiają i o tym jak sobie z nimi radzić.

Rozstaniom towarzyszy bardzo wiele emocji, mogą być różne w zależności od sytuacji i okoliczności w jakich nastąpiło rozejście. Według mnie, pierwsza i najważniejsza sprawa, to  zaakceptować wszystkie pojawiające się emocje. To normalne, że czujesz ból. To normalne, że czujesz smutek, nawet jeśli dobrze wiesz, że ta relacja nie miała już przyszłości. To całkowicie normalne, że czujesz złość, rozczarowanie i żal jeśli twój partner odszedł do kogoś innego. Nie ma co oceniać lub obwiniać siebie, niech emocje płyną – przychodzą i odchodzą. Poddaj się temu rytmowi. Jest to dobry moment aby zapoznać się z tak silnymi emocjami, to część naszego życia. Obserwuj swoje uczucia, daj im istnieć, pozwól sobie być smutnym z całą świadomością tego, co się w tobie dzieje. Choć bolesna, jest to wspaniała lekcja samopoznania.

Może się zdarzyć, że wbrew sytuacji nie odczuwamy negatywnych emocji. Wtedy najprawdopodobniej włączyły się nasze emocjonalne bezpieczniki, a mówiąc bardziej psychologicznie: mechanizmy obronne. Polega to na tym, że negatywne uczucia zostają wypchnięte ze świadomości, dzięki czemu jesteśmy w stanie mimo trudnej sytuacji normalnie funkcjonować. Jeśli jednak emocje te nie zostaną w jakiś sposób uwolnione, będą zalegać i prędzej czy później będą miały bardzo negatywne skutki.

W jaki sposób dać upust swoim emocjom? U mnie zawsze bardzo pozytywnie działa pisanie na własne potrzeby – „wypisuję” wtedy wszystko co we mnie siedzi, przy okazji porządkując myśli. Można też pisać bloga :) Można malować, rysować czy rozmawiać z przyjacielem (oby był cierpliwy:) ) – osoba przechodząca trudne momenty bywa bardzo skoncentrowana na sobie i nie wszyscy wytrzymują intensywne wylewanie emocji. Ale zdecydowanie polecam korzystanie z wszelkiego rodzaju wsparcia społecznego – byle nie przerodziło się to np. w intensywne imprezowanie by zagłuszyć swoje emocje. Ja po prostu opowiadałam swoją historię różnym osobom, i z każdym kolejnym razem czułam, że jest to mniej bolesne. A potem przyszedł moment, w którym wiedziałam, że to ostatnia taka historia i nie czułam już potrzeby dzielenia się swoimi emocjami, a ból zaczął mijać.

Kolejną ważną rzeczą jest dać sobie czas. Pewnych spraw po prostu nie da się przejść w trzy dni, choćbyśmy tego bardzo chcieli. Nie popędzaj się. Nie mów, że już powinnaś mieć to za sobą. Ile czasu potrzeba by uleczyć ranę po rozstaniu czy odejściu partnera? Jest to całkowicie indywidualna sprawa. Ja potrzebowałam 2 tygodni intensywnej emocjonalnej „młócki” i pracy nad sobą by zacząć normalnie i bez bólu funkcjonować oraz myśleć o całej sprawie. Proces leczenia trwa nadal i choć przebiega bardzo łagodnie, to nie wiem ile jeszcze potrzebuję czasu. Ważne by sobie na to pozwolić. Ważne też by nie uciekać w nowy związek, a pobyć z samym sobą, poznać siebie od tej bolesnej strony, zadbać o siebie i dać samemu sobie dużo miłości. W psychologii jest taki termin: żal po stracie. Podkreśla się wagę przeżywania tego żalu, żałoby – pominięcie tego etapu może uniemożliwić pójście dalej w życiu, bo przecież życie się nie kończy…

Na razie to tyle, ciąg dalszy nastąpi wkrótce. Czekam na wasze komentarze i pytania.


Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.

Joanna
Sprawczyni całego zamieszania...

Komentarze

1 624 Odpowiedzi na “Jak poradzić sobie z rozstaniem? (1)”
  1. Justyna pisze:

    Cześć trafiłam na ten blog przypadkiem i w sumie ucieszyłam się, że nie jestem jedyną osobą na świecie którą też to spotkało z początku tak właśnie się czułam. Z moim już byłym chłopakiem poznałam się na studiach w sumie schodziliśmy się prawie 2 lata on bardzo chciał i się starał, a ja miałam wątpliwości, aż w końcu się udało byliśmy ze sobą 1,5 roku iw tym czasie bardzo się zakochałam stał się dla mnie jedyną osobą na świecie, nie widziałam świata po za nim. Był osobą z którą chciałam spędzić resztę swojego życia. Aż do pewnego dnia gdy wróciłam z kawy u przyjaciółki która się zaręczyła i wszystko mi opowiedziała. W przypływie tych emocji napisałam do niego smsa czy kiedyś też chciałby się ze mną ożenić i odpowiedź dostałam bardzo szybko o treści Tak. Przez parę następnych tygodni było na prawdę cudownie mogę powiedzieć że nawet lepiej niż dotychczas. Pewnego dnia umówił się ze mną i powiedział mi moje pytanie skłoniło go do przemyśleń i że on nie wie czy jestem kobietą z którą chce spędzić resztę życia, gdy to usłyszałam myślałam że to sen. Jakieś 2 tygodnie dochodziło do mnie to że mnie zostawił że już go mnie na. W sumie nigdy nie poznałam powodów jego decyzji i bardzo mnie to boli. Nie rozumiem czemu to zrobił i co nim kierowało. Wiem że nie odszedł do kogoś innego. Najgorsze jest też to że widuje go na uczelni to bardzo boli, bo wciąż go kocham:(( Tak właśnie załamał mi się cały świat, wszystko w co wierzyłam w miłość w to że jednak można być szczęśliwym runęło.

  2. Sz pisze:

    Właśnie się dowiedziałem…moja ex jest w ciąży z kimś innym…byliśmy razem ze sobą 5 lat obiecywaliśmy złote góry…a ona po paru miesiącach od rozstania zachodzi z kimś w ciążę i planuje ślub…a mnie właśnie zlał zimny pot cały się trzęsę…chociaż minął prawie rok od rozstania…czy może być gorzej…??

  3. Sz pisze:

    Właśnie się dowiedziałem…moja ex jest w ciąży z kimś innym…byliśmy razem ze sobą 5 lat obiecywaliśmy złote góry…a ona po paru miesiącach od rozstania zachodzi z kimś w ciążę i planuje ślub…a mnie właśnie zlał zimny pot cały się trzęsę…chociaż minął prawie rok od rozstania…czy może być gorzej…???

    • dorota pisze:

      Nie wiem własciwie co napisać…zastanawiam się co chciałbys usłyszec… Oczy mi na wierzch wyszły kiedy przeczytałam to co napisałes… Nie ważne że minął prawie rok wydaje mi się że takie sprawy zawsze będą szokować slub ex czy ciąża to chyba zawsze robi ”wrażenie” na byłych partnerach… Trzymaj się dzielnie i nie pozwól by ta wiadomosc zatrząsła całym Twoim swiatem

      • sz pisze:

        hmm…sam nie wiem co mam sobie powiedzieć…tyle czasu straciłem na poradzenie sobie z rozstaniem…albo na przyzwyczajenie się do tej myśli..chociaż nigdy się z tym nie pogodziłem…to wszystko zaczęło się jakoś uspokajać…zacząłem nabierać przekonania że jakoś to będzie..przecież miliony ludzi sobie z tym radzą…to ja w końcu też dam rade…a tu nagle pozamiatane i kolejny cios…hmm…byłem jej pierwszym i jedynym i tak już miało zostać….a pozostało mi tylko totalne pranie mózgu…nie wiem jak mogę się jeszcze bardziej zresetować…próbowałem chyba wszystkiego…a najgorszy w tym wszystkim jest żal, smutek totalne wypalenie i brak chęci do czegokolwiek
        tak czy siak dzięki za miłe słowa…to pomaga

        • dorota pisze:

          wypalenie… też to znam. Ja postanowiłam życ dalej bez względu na wszystko nie obchodzi mnie już to co było- oczywiscie łatwiej się to pisze niż to wygląda w praktyce. Staram się życ ” normalnie” i nieoglądac się za siebie choć to wcale nie takie proste… Na sylwestra upiłam się tak żeby porzucic smutki ze starym rokiem. Byłam prawie pewna że chyba się pogodziłam z tym wszystkim no ale jak sie dowiedziałam film mi się zerwał a jak to bywa po pijaku w sumie mówi sie prawde i podobno nadal rozpaczałam… A minęło już 7 miesięcy ile można??? Żyje swoim życiem a jednak ciekawosc czy mysli same mnie pokonują :/

          • szy pisze:

            no właśnie ile można…pewnie tyle ile trzeba…nie ma już odwrotów..trzeba żyć dalej…może kiedyś ktoś jeszcze zajmie ich miejsce…a myśli wspomnienia i cała reszta ustanie!

  4. Marta pisze:

    … i ja cierpię z powodu rozstania, minęły trzy dni i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Niemiołosiernie wierzę, że jeszcze coś z tego wyjdzie…. A ten ból jest tak ogromny, że nie daje żyć…

  5. Marta pisze:

    … mija 4 dzień, i wariuję, nie wiem co mam robić. Cisza, nie odzywa się a podobno byłam jego połówką, jego miłością życia, miał być ślub…. Zwariuję chyba, ból jest niedopokonania. Czy faceci naprawdę nie cierpią? Nie myślą?

  6. Marta pisze:

    …. wrócił… porozmawialiśmy i jest cudownie. Czyli wszystko jest możliwe, może więc myślcie pozytywnie i uwierzcie, że czasem warto wyjść z inicjatywą rozmowy, żeby potem nie żałować, że się nie zrobiło wszystkiego co było możliwe. Ja tak właśnie zrobiłam i okazało się, że strasznie cierpiał i płakał ale się zaparł. Cały dzień zajęło mi przekonywanie i stwierdził, że miłość jednak Jego do mnie jest tak wielka, że warto spróbować jeszcze raz z szacunku dla tej miłości :) Tak więc POWROTY SĄ MOŻLIWE !!!

  7. cały ja pisze:

    mineło 6 miesięcy, jestem cały w rozsypce… nie wiem co mam robić, nic nie pomaga. Zapisałem się na siłownie z myślą, że zabije tam w sobie emocje… Boję się, że zwariuję, W pierwsze trzy tygodnie po rozstaniu schudłem 15 kg, nie mogłem nic jeść, ani spać… Czemu Bóg daje ludziom tak piękną miłość, a później pozwala byśmy ją stracili??? jaki jest sens życia, skoro nie ma mojej kochanej???

    • dorota pisze:

      ,, A miało być tak pięknie miało nie wiać w oczy nam i ociekać szczesciem miało byc sto lat sto lat…” Jak w piosence u mnie minął własnie 7 miesiąc jak jest? Dotychczas miałam kontakt z byłym nie stały ale co jakis czas jednak cały czas to wiązało się z moimi nadziejami no i z rozczarowaniem. Powiedziałam ”Pas” kiedy podjęłam ostatnia próbe ratowania strzępków tego co zostało z naszych uczuc… Kupiłam wtedy bilety na koncert po czym dowiedziałam się że On idzie na wesele na które mielismy isc razem (tyle że zerwalismy) idzie z laską z którą kręcił jeszcze będac ze mną… Później do mnie zadzwonił jakby nigdy nic i powiedział że ma nowy numer ja wtedy byłam w pracy ale odrazu spytałam czemu nie powiedział mi że jest z nią w zwiąku przeciez gdybym wiedziała to nie zrobiłabym nic nie zaprosiła go na koncert… Na początku nie wiedział co powiedziec w końcu wyksztusil że tak wyszło no i oczywiscie tłumaczył się że jak był ze mną to nigdy mnie nie zdradził i w ogóle popłakał się ale ja całkowicie zerwałam ta znajomosc… Po jakims czasie on zadzwonił chciał odebrac swoją rzecz która jakims cudem została u mnie. Wtedy byłam w bardzo złym nastroju i w żałobie po smierci bardzo bliskiej mi osoby z rodziny jak się okazało on także nie był w lepszej sytuacji ani materialnej ani psychicznej… Stracił auto, postanowił wyniesc się z domu uczęszcza na spotkania z terapeutą z powodów rodzinnych- był w rozsypce. Otstani raz widziałam się z nim przed swiętami Bozego Narodzenia spotkalismy sie dosc późno więc zostalismy na noc razem w sumie rozmawialismy oczywiscie do niczego nie doszło w sumie mysle że ani ja ani on nawet o tym nie myslelismy. Głównie chciałam się z nim spotkac dlatego żeby powiedziec mu że spotykam sie z kims i wreczyc mu list. Spędzilismy całą noc oraz pół dnia. Poniewaz mówił mi o swoich problemach i widac było ten ból bezradnosc w postac łez przez chwile zastanawiałam się czy w ogóle dac mu ten list… Mimo wszystko postanowiłam mu go wręczyc. Podczas tego czasu on wysyłał sprzeczne sygnały nie wiedziałam w końcu czy z nią jest czy nie proponował wiele rzeczy (m.in wyjazd ale nie tylko…) a także wspominał zachowywał się tak że ciężko było powiedziec… Żałował powiedział ze był głupi bo teraz bylibysmy razem – nie wiem nie miałam odwagi zapytac czy z nią jest. Na koniec pocałowalismy się w sumie on mnie pocałował na do widzenia… Nie wiedział jeszcze że to jest nasze ostatnie spotkanie… W liscie który mu dałam był przelany cały mój ból jaki mi sprawił przez swoje zachowania i tekst że skoro on juz wybrał swoją droge niech pozwoli i mi isc dalej że kontak z nim wcale nie ułatwia mi ułożenia sobie życia… Dzis zastanawiam się jak było naprawde i czy podjęłam własciwą decyzje… Tego chyba juz nigdy się nie dowiem… A w odpowiedzi na to co napisał wyżej ,,Cały ja” : Jaki jest sens… powiem tak każdy powinien myslec także o sobie o swoim rozwoju o tym co chciałby w zyciu zrobic o wiele łatwiej jest kiedy ma się tym z kim podzielic… Kiedy jest obok ta jedyna ukochana osoba… Dobrze Cię rozumiem czas ucieka a choćby nie wiem jak było dobrze ciągle nasze niesworne mysli brną ku tej osobie czy tego chcemy czy nie… Nie potrafie zrozumiec jak mozna tak po prostu życ sobie dalej nie wziasc odpowiedzialnosci za swoje słowa i czyny… Bo przeciez tą miłosc zasiali w naszym sercu i tak poprostu pozwolili jej uschnac… Na przyszłosc wiem że nie nalezy obiecywac za wiele nie nalezy składac obietnic którym nie jest sie w stanie spełnic z biegiem czasu… Bo w ten sposób można tylko złamac serce a także sprawic że druga osoba przestanie wierzyc w miłosc oraz w samego siebie…

  8. cały ja pisze:

    Zauważyłem jedną fantastyczną rzecz… Cały czas szukam sposobu jak się z tym wszystkim pogodzić, jak zapomnieć, jak odpuścić i uświadomic sobie w końcu, że z tego już nic nie będzie… Zacząłem patrzeć na siebie, na to co ze mną robi rozstanie jakie przeżyłem pół roku temu i nie spodobało mi się to co spostrzegłem. Zawsze byłem zaradnym i silnym facetem, potrafię o siebie zadbać i zawsze byłem z tego dumny. Po rozstaniu przestałem to widzieć, rozciamciałem się , rozczulałem się nad sobą, płakałem i szukałem winy w sobie, bo z pewnością jest ona we mnie… zacząłem rozpamiętywać wszystkie sprawy które spaprałem, albo takie które ułożyły się nie po myśli mojej byłej… zacząłem rozpamiętywać momenty w których widocznym powinno być dla mnie, że ona się oddala, że coś się zmienia… niestety dotarło to do mnie, po fakcie… Teraz, sześć miesięcy po wszystkim dochodzi do mnie, że moja była jest bezwzględną kobietą, która pozwoliła bym cierpiał, wyznaczyła mi karę niewspółmierną do przewinienia… i tu nagle zaiskrzyłem, że nie ma sensu w takim razie. bo skoro ktoś mówi, że kocha, zapewnia o tym, planuje przyszłość, a później skreśla, bo się coś odwidziało… to po jaką cholerę w ogóle wspominać taką osobę… Do czego zmierzam… większość osób udzielających się na tym forum ma podobny problem, nie potrafimy się pogodzić z utratą kochanej osoby, zadajemy sobie setki pytań dlaczego? po co? jak to się stało?
    STAŁO SIĘ!!! życie musi iść dalej, a my stoimy w miejscu, nasi byli partnerzy nie rozpamiętują, nie wnikają, dawno zapomnieli… mają nas po prostu gdzieś… nie jesteśmy im nic winni, nie należymy już do nich, jesteśmy wolni. trzeba żyć, trzeba czerpać życie garściami i nie zmieniać się tylko po to bo były/była nas nie akceptowali takimi jakimi jesteśmy… nikt za mnie, bądź za was życia nie przeżyje, a szczególnie Ci którzy mają nas gdzieś… otrząśnijmy się, czas najwyższy… jeśli uda nam się wyjść na prostą, to w mgnieniu oka pojawią się duchy przeszłości, które będą chciały wrócić i czerpać z naszej energii. może to troche filozoficzne podejście, ale jestem przekonany, że zarówno ja jak i wy mamy z naszymi byłymi partnerami pewną łączność emocjonalną, nie wiem czy jest to gdzieś naukowo udowodnione, ale głęboko wierzę, że wyczuwanie emocji i samopoczucia na odległość jest możliwe… i każdy były, bądź była wyczuje najmniejszą zmianę jaka w nas zaistnieje, a jeśli będzie to zmiana na naszą korzyść to tym bardziej… Dbajmy o nasze samopoczucie, a nie o wspomnienia które prowadzą nas w ślepy zaułek…

    • dorota pisze:

      zgadzam się oczywiscie z tym co napisałes wyżej… Powiem tak… to chyba zalezy od dnia czasem… Zdarzy się wracac do wspomnien a innym razem jestem pewna tego że chce zapomniec różnie bywa przynajmniej u mnie…

      • cały ja pisze:

        Trzeba zapomnieć, chociaż wiem jak trudno się z tym zapomnieć… kiedyś ktoś mądry powiedział mi piękne zdanie „przeszłość nas nie nakarmi ” i taka jest prawda… Boli mnie to wszystko i drażni i wyrzucam sobie w myślach, że jestem idiotą, bo pozwoliłem komuś tak mocno wejść w moje życie i poprzestawiać każdy jego element… teraz nie mogę w tym życiu niczego znaleźć, a najtrudniej odnaleźć miejsce dla samego siebie… Mówię sobie dość… ona nie wróci i powtarzam to sobie za każdym razem gdy się budzę gdy na nowo muszę ustalać w głowie plan otrząśnięcia się… i wierzę, że wraz z nadejściem wiosny zaczne nowe życie… bo nie warto rozpamiętywać kogoś kto skreślił, a przecież tak bardzo kochał…

  9. eryka pisze:

    Witajcie.

    Pisałam tutaj jakieś 1,5 roku temu, może więcej. Moja historia jest bardzo zawiła. Mówiąc krótko, miałam męża, który pił i zaniedbał przez to cały nasz związek. Poznałam w pracy gościa…nie sądziłam, że jest tyle ode mnie młodszy ( 9 lat ), wybuchło między nami uczucie, namiętność ogromna. Miałam w nim ogromne wsparcie kiedy odchodziłam od męża. Wylądowałam na bruku, bez pracy, mieszkania z niewielkim groszem, który udało mi się wyegzekwować od byłego. Wyjechałam za granicę do pracy jednak mój gość nie radził sobie z rozstaniem. Miał wahania czy nasz związek ma sens…ja zakochana cierpiałam. Ale w końcu po kilku dniach pogodziłam się z myślą, że to koniec. Ale on odezwał się i napisał, że kocha i nie chce beze mnie. Zburzyłam więc to co zaczęłam budować i wróciłam. Wynajęliśmy mieszkanie, znalazłam ciekawą, choć niezbyt dobrze płatną pracę i sielanka trwała.
    Po roku, dokładnie tydzień temu on mi oznajmił, że nie może już dłużej udawać…że nasz związek jest wg niego nudny i schematyczny. HE he he…runął mi w tym momencie sufit na głowę, przez tydzień cały walczyłam z ogromną depresją. Wszyscy dookoła mi mówią, że to debil, że kretyn i nie jest mnie wart ale ja musiałam zaliczyć glebę, żeby móc się z niej podnieść. Poszłam na tydzień do przyjaciół i żyłam nadzieją i złudzeniami.
    Wczoraj wróciłam by wyleczyć się z tego toksycznego dla mnie związku. Mam większe alternatywy bez niego niż z nim, ale miłość gorsza od sraczki. Nikt mi nie zabroni mówić mu że kocham, dopóki serce moje przestanie dla niego bić. Dzisiaj już wiem, że nie chce z nim być. Mam 35 lat i walizkę, nic poza tym. Pora pomyśleć o sobie prawda????? Wiem co chcę robić i wiem co zrobię. Chcę realizować moje marzenia, a nie być z kimś kto ciągnie mnie na dno, dla którego poświęcam wszystko a on ma to w dupie bo jest zadufanym pieprzonym egoistą. Płaczę i śmieje się zarazem. poczułam ulgę bo wiem co mam robić. A on każe mi czekać aż podejmie decyzję, określi…hmmm…czy mnie kocha czy nie. Już na to nie czekam, już nie walczę.
    Ból dał mi siłę i przyjaciele.

  10. ewa pisze:

    Witam. Czytam przychodzace na mój mail historie niespełnionych miłosci,wasze historie i czuje ze te to sa moje..moja historia..Niewiem w jaki sposób ,skad i dlaczego takie maile zaczeły do mnie przychodzic-moze po to zeby mi pomoc…Moja historia ..nie bardzo wiem od czego zaczac..Byłam na koncówce drugiego juz nieudanego małzenstwa(jedno zakonczone przez bicie i picie,drugie przez picie i brak jakichkolwiek działam ze strony meza by ratowac ten zwiazek).Wmarcu ubiegłego roku,na jednym z portali społecznosciowych poznałam mezczyzne,bardzo szybko nawiazała sie miedzy nami jak to sie mowi-nic porozumienia,potrafilismy rozmawiac ze soba(na skype) po kilka godzin ,rozmawialismy o wszystkim i o niczym-nigdy nie nudzilismy sie w swoim towarzystwie. Wpołowie roku moz maz nie dał rady ze soba ,problemami jakie stworzył i chyba tym ze wiedział ze to juz nasz koniec ze miesiac wczesniej złozyłam pozew o rozwód-nie dał rady i powiesił sie…znalazł go mój syn..to była straszna tragedia dla naszej rodziny i dla mnie-bo chcialam rozstania ale nie takiego…Mezczyzna którego poznałam chwile wczesniej bardzo wspierał mnie i moja rodzine-były to tylko rozmowy ale bardzo pomagały(on pracował za granica,ale jego dom rodzinny był w tym samym wojewodztwie) .z kazdym dniem stawał sie mi coraz blizszy-wynik -pokochałam go i to jak sie okazało jest moja najwieksza milosc-przy nim dopiero nauczyłam sie kochac-wbrew wszystkiemu i mimo wszystko…Pomyslicie to super-takie szczescie w nieszczesciu..ja tez tak myslałam…długo by opisywac szczegóły ,wiec moze uda mi sie w skrocie napisac-Wiedziałam ze jest zonaty ,powiedział ze nie rozwiodł sie z zona ze wzgledu na dzieci(15,18 lat),zeby nie zakrecac im bardziej zycia,i ze kocha tez zone ale …prawda byla troche inna-po kilku miesiacach dowiedziałam sie ze miałam byc tylko na chwile,ale tez zakochał sie we mnie. I TO JEST NAJPRAWDZIWSZA PRAWDA I JEDYNA RZECZ W JAKA MU WIERZE..i jestesmy tak prawie ,,ze soba,,11miesiecy prawie.Kilka razy próbowalismy zakonczyc nasza znajomosc-ja ,on -róznych sposób sie chwytalismy zeby zakonczyc i jednoczesnie szukalismy furtek zeby jeszcze nie,..Nie mozemy byc ze soba tak jak nalezy i jednoczesnie nie umiemy tego zakonczyc-ta prawie ((spedzilismy ze soba tez troche chwil w realu)i tak ta internetowa miłosc trwa i jest tak bardzo mocna i nie jeden raz zastanawialismy sie jak to mozliwe? Ja przygotowuje sie kolejny raz zeby zakonczyc to co jest piekne i tak bardzo silne ale tez cos co nie ma szans na przyszłosc- krzywdzimy siebie i innych niewinnych ludzi..pisze tu po raz pierwszy bo jest mi bardzo ciezko,bo ta miłosc zabija mnie od srodka i bardzo bardzo boli-kiedys nie wiedziałam ze miłosc boli teraz wiem…i bedzie bolała juz zawsze…pozdrawiam wszystkich…

  11. ewa pisze:

    mała poprawka-moj maz odebrał sobie zycie w połowie marca ubieglego roku.

  12. ewa pisze:

    Mój mąż, jedyny i ukochany, po wspaniałych Świętach pełnych miłości i oddania, po najwspanialszej nocy Sylwestrowej, gdy w tańcu trzymał mnie w ramionach i szeptał kocham Cię, zadzwonił do mnie 8 stycznia i powiedział zimnym głosem, że jest ktoś inny, że to tylko kwestia czasu, kiedy by do niej odszedł, że pociąga go bardzo, że jest 10 lat ode mnie młodsza i daje mu coś, czego nie miał…zostawił mnie bez dania jakiej kolwiek szansy po 22 latach najwspanialszego małżeństwa, pełnego oddania, szacunku i miłości, i namiętności…nie wiedziałam zaślepiona begranicznym uczuciem niczego, każde jego tłumaczenie przyjmując za pewnik, że chce dobrze dla nas, że nas nigdy nie skrzywdzi. Umarłam. Nia zaplakałam, ani razu. Moja rozpacz nie ma głosu. Potrzebuję pomocy, wiem.
    Zaczęłam pisać bloga. Dla moich dzieci, żeby kiedyś wiedziały jak wspaniałe miałam życie, choć zakończyło się trywialnie, i wg schematów: mąż zaczął się zdrowo odżywiac, szczupleć, ćwiczyć, modnie ubierać, pachnieć jeszcze droższymi wodami toaletowymi niż dotąd, myślałam, że dla mnie…

    • lacrima pisze:

      Ewo, bardzo mocno Cie przytulam i myślę, że rozumiem co czujesz myślę ponieważ moja historia była zupełnie inna. Pisanie bloga to doskonały pomysł, ja piszę pamiętnik. To pozwala spowolnic bieg, a w zasadzie szaleńczy cwał myśli, przynosi ukojenie. Nie napiszę niczego czego zapewne sama nie wiesz. To będzie bolesna i czasochłonna żałoba. Jednak zapewniam Cię, że ból zacznie malec, a moze z czasem zniknie. Zdaję sobie sprawę, iż to marne pocieszenie jednak wiem po sobie, że nawet najwieksza pustka w środku, utrata sensu we wszystko i wiary w cokolwiek mija. Jestem z Tobą :)

      • ewa pisze:

        Dziękuję Ci. Nie czuję nic, procz tego, że przestałam istnieć. Oddycham, wiec jeszcze pewnie żyję, choć myslałam, że nie. Każde słowo wsparcia jest mi potrzebne by jakoś przetrwać kolejną noc z nim pod powiekami.

        • lacrima pisze:

          Ewo, jeśli będziesz chciała porozmawiać, zapraszam na gg. Znajdziesz tutaj mój numer. Pozdrawiam Cię serdecznie i ciepło.

          • ewa pisze:

            Dziękuje Ci, mija dzień za dniem, nie mogę się pobierać. Nie rozumiem tego co się stało, nawet nie umiem go znienawidzić. Żyję obok siebie. Wciąż się łudzę, że zadzwoni i powie, ze to był głupi żart. ile to jeszcze potrwa?. Był ze mną przez ponad połowe mojego życia. Strasznie mnie to boli.

  13. Snooki pisze:

    zostawił mnie 2 dni temu :( byliśmy w toksycznym związku, wieczne awantury, czasem potrafił byc na prawdę kochany szkoda że tylko na krótko mimo to kochałam go, nadal kocham jest mi bardzo cieżko nie wiem jak sobie z tym poradzic, boję się że prędziej dostanę na głowę niż znienawidzę go i zapomnę :(

  14. Anna Maria pisze:

    minęło już około 3 tygodni a ja czuję się jak pierwszego dnia po rozstaniu. I ciągle czekam, i wciąż mam nadzieję, że napisze, zadzwoni. Mam nadzieję, ze może zatęskni lub zmieni zdanie. Nadal z całych sił go kocham i bardzo tęsknię. Nie mam na nic siły, czasem nawet na to żeby płakac. Wszystko mi go przypomina. Nie piszę do niego i nie dzwonię bo wiem, że to nie ma najmniejszego sensu ale nie rozumiem jak mógł tak łatwo zapomniec o tym co nas łączyło i dalej łączy.

  15. kamil pisze:

    Anna Maria
    Wiesz ja też bym chciał znać odpowiedź jak to jest możliwe żeby przestać kochać z chwili na chwile, ale chyba jednak można skoro ludzie tak potrafią. Bo mnie Pani A. też przestała kochać z chwili na chwile po 5 latach związku, planów na przyszłość z dnia na dzień się wyprowadziła. Ale chyba tak już musiało być. Może mnie nie kochała tak bardzo mocno jak ja Ją. Tylko że Ona mnie zapewniała że kocha mnie nad życie i że chce spędzić ze mną resztę życia. Ale się Jej zmieniło.
    Piszesz że minęło już 3 tygodnie. Po naszym rozstaniu minęło 5 miesięcy a ból jest tak wielki że ledwo go znoszę. Jestem chłopakiem ale tak mnie to boli że naprawdę nie mogę się pozbierać.
    Wciąż mam nadzieję, chociaż wiem że to bez sensu ale cały czas mam nadzieję.
    Rozum mi mówi że już nic z tego nie będzie ale serce cały czas ma nadzieję i niestety cały czas serce wygrywa z rozumem.
    Pozdrawiam Cię serdecznie

  16. annna pisze:

    Powiem tobie że ja mam tak samo. Ciągle go kocham i cały czas mam nadzieje, ze wróci do mnie. Takżę nie rozumiem jak z dnia na dzień mozna tak o przestać myślec o ukochanej a przeciez tak wiele nas łączyło. Tak nagle z dnia na dzien przestał pisać i dzwonić ja ciagle wysyłałam smsy do niego chyba ze 100 lub wiecej dziennie ale to nic nie dało. 5 dni juz sie nic nie odzywa. Zero kontaktu ale jak tak mozna przeciez człowiek który kochał w ten sposób sie nie zachwuje. nie rozumiem takich ludzi. Widocznie mają serce z kamienia. Mówił żebym czekała ale mnie to strzasznie męczyło i dzis zadzwoniłam do niego i powiedział po 15 miesiacach związku ze nie bedzie ze mna ze wzgledu na mojego synka. nie odpowiada mi to. To po co tyle starań moich było. cały czas go wspierałam bo zmarl mu tata jakieś 2 miesiace temu ciagle bylamz nim a tu nagle takie coś. Faceci sa nieobliczalni nie warto im ufać.

  17. Anna Maria pisze:

    Dziękuję za odpowiedź Kamil. Myślę, że to pytanie „Jak można…?” zostanie zawsze bez odpowiedzi. Nadzieja, o której pisałeś jest z jednej strony pewnym sposobem na zniesienie bólu (przynajmniej w moim przypadku) bo wciąż wierzę, że ‘pewnego dnia’ może będzie lepiej lub może jakoś trafimy jeszcze na swoją wspólną drogę ale z drugiej strony jest czymś co uniemozliwia rozpoczęcie czegoś nowego. Nie mniej jednak myślę, że kazdy z nas wolałby żeby nic nowego się nie rozpoczynało. Wolelibyśmy żeby wszystko było tak jak wcześniej kiedy byliśmy obok tej ukochanej osoby. Cieszę się, że jest ktoś kto mnie rozumie. Pozdrawiam gorąco i trzymam kciuki. Za wszystkich.

  18. Anna Maria pisze:

    Dziękuję za odpowiedź Kamil. Myślę, że to pytanie „Jak można…?” zostanie zawsze bez odpowiedzi. Nadzieja, o której pisałeś jest z jednej strony pewnym sposobem na zniesienie bólu (przynajmniej w moim przypadku) bo wciąż wierzę, że ‘pewnego dnia’ może będzie lepiej lub może jakoś trafimy jeszcze na swoją wspólną drogę ale z drugiej strony jest czymś co uniemozliwia rozpoczęcie czegoś nowego. Nie mniej jednak myślę, że kazdy z nas wolałby żeby nic nowego się nie rozpoczynało. Wolelibyśmy żeby wszystko było tak jak wcześniej kiedy byliśmy obok tej ukochanej osoby. Cieszę się, że jest ktoś kto mnie rozumie. Pozdrawiam gorąco i trzymam kciuki. Za wszystkich.

  19. Andrzej32 pisze:

    Kamil! my w takim stanie wszyscy sie oszukujemy i wiemy ze nie warto ale i tak to robimy.
    Sa ludzie co im tylko mydelka do d….. potrzeba ale jesli ktos niedocenia co ma to miej tylko nadzieje ze twoja partnerka kiedys trafi na kogos kto doprowadzi do tego ze wspomni Ciebie cieplo ale i z braku odwagi nie przyjdzie albo nie zadzwoni, bo nie wszystkie kobiety tak maja ale w wiekszosci nawet jak racji nie maja to samo przyznanie sie jest wieksza porazka osobista. Pewnie znajdziesz kogos kto odwzajemni tobie to na co czekasz i pokocha cie na zawsze a nie na moment.
    Pozdrawiam

Reakcje gdzie indziej

  1. [...] Czytelnia « Jak poradzić sobie z rozstaniem? (1) [...]



Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

//11 sie 2007 ·