Rozważania o rozstaniach.
Rozstania to niełatwy temat, który budzi bardzo wiele, w większości negatywnych, emocji. Tym bardziej wydaje mi się, że warto go poruszyć, ponieważ większość z nas przeżyła (albo przeżyje) jakieś rozstanie w życiu. Oczywiście najboleśniejsze jest zakończenie związku partnerskiego, ale i innego rodzaju rozejścia, na przykład między przyjaciółmi, też bywają trudne. Niecały miesiąc temu zakończył się mój dwuletni związek i myślę, że nadszedł dobry moment, by się podzielić moimi refleksjami na ten temat.
Może warto zacząć od tego, że są różne rodzaje rozstań i różne sposoby na rozstawanie się. Wszystko tak naprawdę zależy od tego na ile świadomi są partnerzy i czy byli sobie prawdziwie bliscy. Można się rozstać w agresji, kłócąc się i walcząc o dominację – jak dla mnie, to najgorsza możliwość. Najgorsza w takim sensie, że tego rodzaju zaślepienie uniemożliwia nauczenie się czegokolwiek z tego cennego doświadczenia. Tak, uważam, że rozstanie może być bardzo wartościowe, o ile ma się chęć i siłę by z niego skorzystać.
Inny scenariusz, to dojście do takiego momentu w związku, w którym obie strony wiedzą i czują, że nie ma dalszej wspólnej drogi. To z kolei wydaje mi się możliwe jedynie w wypadku partnerów o wielkiej intuicji, nie bojących się iść za swoimi potrzebami i odczuciami. Często przywiązanie i wygoda powodują, że strony ciągną za sobą już tylko trupa związku, choć jest mnóstwo sygnałów informujących o prawdziwej sytuacji. Niestety ludzie potrafią tak żyć latami, myląc przyzwyczajenie z miłością. A chyba lepsze jest zakończyć coś, co hamuje rozwój obojga partnerów i nie daje żadnych perspektyw. Czasem jest tak, że poznajemy kogoś by się od niego/z nim nauczyć czegoś bardzo konkretnego. Gdy ten etap rozwoju się zakończy, trzeba iść dalej.
Jest jeszcze taka możliwość, że któryś z partnerów poznaje kogoś innego. I nie mam tu na myśli jakiejś seksualnej przygody, a prawdziwe, głębokie zaangażowanie. Najważniejsze jest chyba żeby zrozumieć, że gdy pojawia się ktoś trzeci, oznacza to, że w związku zrobiło się na to miejsce. Taka świadomość bywa na początku bardzo bolesna, bo obnaża iluzję w jakiej się żyło (“jak to, przecież nasz związek był taki dobry…”), ale z czasem może ułatwić pogodzenie się ze zmianą. Taka jest naturalna kolej rzeczy, coś się kończy i robi się miejsce na coś nowego. Bez zakończenia starego z kolei, ciężko jest wejść na nową ścieżkę. Oczywiście, na poziomie odbioru społecznego, zdrada czy odejście do kogoś innego są dość mocno potępiane. Warto jednak przyjrzeć się, na ile przydatne są te przekonania i czy nie wynikają ze zwykłego egoizmu. Jeśli faktycznie kogoś kocham, to jakie mam prawo odbierać mu wolność? Jakie mam prawo nie pozwalać jej/jemu znaleźć szczęście, nawet jeśli ma to być z kimś innym? Takie poczucie jest bardzo uwalniające, i to dla obydwu stron.
Na razie tyle, temat jest wystarczająco ciężki… Wkrótce napiszę o tym jak sobie radzić z bólem emocjonalnym po rozstaniu i co robić dalej.
Zapraszam do podzielenia się waszymi przemyśleniami.
Mogą Cię zainteresować te artykuły:
Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.
Szukasz wewnętrznego spokoju? Zapraszam na kurs internetowy, który Ci w tym pomoże.





Są jeszcze rozstania “na czas określony”
Ja też niedawno zakończyłem dość długi związek. W zasadzie ciężko powiedzieć kto go zakończył. Ja przez dłuższy czas uważałem, że to ona zerwała, choć na dobrą sprawę to sam do końca nie wiem jak to było. Wiem tylko, że w pewnym momencie ona się wystraszyła, że może mnie stracić i zaczęła sama się oddalać i nie angażować więcej, żeby jak to powiedziała nie cierpieć później. Oczywiście o tym wszystkim dowiedziałem się dopiero niedawno, wcześniej widziałem tylko jak zainteresowanie z jej strony malało, przestała odpisywać na smsy, nie miała czasu na więcej niż jedno spotkanie w tygodniu. Przez cały czas kręcili się wokół niej “koledzy”, jako że miała taki kierunek gdzie kobiet i mężczyzn jest po pół, często o kimś mówiła, że ten to to a tamten co innego… Nie jestem do końca pewien, ale chyba mnie nie zdradziła, chociaż wiem, że często kłamała że nie ma czasu na spotkanie. Po chyba 3 miesiącach takiego jej zachowania nie mogłem więcej wytrzymać, dla mnie to było za mało widzieć ją raz w tygodniu, dostać smsa raz na dzień.. w końcu sam przestałem pisać, powiedziałem jej tylko, że już nie mogę.. przestałem się odzywać, ona tym bardziej nie napisała. Teraz wiem, że to był błąd. Od czasu jak się rozstaliśmy spotykałem się z dwiema innymi dziewczynami, ale to nie było to. Ciągle myślałem tylko o niej, a sumie nadal myślę. Parę dni temu napisałem jej smsa. Takiego niewinnego, zaczepnego, od tak co słychać. Odpisała, że ok, że jest teraz ze facetem który był jej najlepszym kolegą. I napisała, że mam rację, że ciężko utrzymać relacje kobieta-mężczyzna na zasadzie przyjaźni. Teraz oni są razem a mi serce pęka;( Nie jestem do końca pewien dlaczego ona w pewnym momencie zaczęła wycofywać się ze związku, to znaczy powiedziała mi, ale ciężko mi w to uwierzyć bo powód jest śmieszny a może dziwny :/
Ok wyżaliłem się, popłakałem, a teraz do rzeczy:
Nie wiem czy Ty czy Twój chłopak zdecydował o rozstaniu, ale mam taką radę, przemyśl to raz jeszcze, bo możesz tego żałować do końca życia później, bo ja będę żałował tego co zrobiłem jeszcze bardzo długo, być może już zawsze…
@Paweł: hm…no tak, szczególnie jak są wakacje
jest jeszcze opcja “odpocznijmy od siebie na jakiś czas”…
@Michał: moja sytuacja jest bardzo jasna (poza tym,że nigdzie nie napisałam,że to był chłopak
),nie ja zdecydowałam o rozstaniu,ale to było chyba najlepsze co się mogło stać-tak to teraz widzę. I myślę, że nie ma czego żałować,tylko uczyć sie ze swojego doświadczenia.Z tego,co opisujesz,wy po prostu nie rozmawialiście szczerze na temat tego,co się między wami dzieje.to bardzo utrudnia cokolwiek.
@Asia albo opcja “jadę do pracy” … ;/
Są jeszcze rozstania, które trwają, zanim zaczną się spotkania. Są spotkania, które zawsze są rozstaniami. Są ludzie, którzy żegnają się na powitanie i rozstają się każdym spotkaniem.
Może to brzmi niezrozumiale, ale mam nadzieję, że choć jedna osoba dostrzegła w tym kontraście sytuację emocjonalną, o której mówię.
Ja należę do takich osób.
Pozdrawiam i wszystkim życzę energii w radzeniu sobie z wszelkimi trudnymi emocjami, towarzyszącymi rozstaniom.
A propos radzenia sobie… jak sobie z nimi (rozstaniami) radzić?
@Monika: chyba jakoś intuicyjnie wyczuwam co masz na myśli…
@Paweł: nie jest to proste, ale da się. będę wkrótce o tym pisać
Czekam z niecierpliwością na następny tekst o rozstaniach. Przyda się napewno
@Asia miło
A, że nie proste to oczywista sprawa ;/
Można pracować nad sobą w różny sposób, każdy jest dobry.
Trudne są emocje, które towarzyszą rozstaniom. Jest ich wiele, np. lęk przed samotnością. Można zacząć od zadania sobie pytania, co sie pod nim kryje? Jakich uczuć nie chcemy do siebie dopuścić?
To trudne, zgadza się.
Wybrałaś bardzo trudny temat – rozstania wiążą się z bardzo dużym bagażem emocjonalnym, dlatego bardzo problematyczne jest nie patrzenie na to zdarzenie przez pryzmat subiektywnej wyobraźni ego :> Próbowanie więc, po rozstaniu, wyszukiwania jego powodów jest bardzo podatne na manipulacje. Ja, po pierwszym “szoku”, potrafiłem na całą sprawę spojrzeć bardziej trzeźwo dopiero po miesiącu, dwóch – gdy pozbyłem się przyzwyczajeń skojarzonych z moim związkiem. Uczucie co prawda męczyło mnie nadal ale potrafiłem z nim dojść do ładu
Dużo mi w tym pomógł kolega, który zadając pytania w stylu “co dokładnie teraz czujesz?” naprowadził mnie na bardziej świadome przetwarzanie tego co się ze mną działo.
I jestem pewien, że zerwanie było dla mnie bardzo wzbogacającym doświadczeniem. Zaobserwowałem siebie reagującego na prawdziwie ekstremalne emocjonalnie zdarzenie. To mnie dużo nauczyło
Pozdrawia!
,
piszesz o przyzwyczajeniach związanych ze związkiem – to ciekawe, że tak naprawdę, to co sprawia najwięcej bólu to właśnie zmiana tej codzienności. zaczyna brakować drobiazgów, których się przedtem w ogóle nie zauważało lub/i nie doceniało. a potem nagle wszystko urasta do rangi świętości, tylko dlatego, że już tego nie ma…ach to nasze ego
ja się rozstałam z chłopakiem po 14 miesiącach chodzenia. Nie znam powodu powiem szczerze, napisał mi tylkoo ze nie mozemy sie dogadać a jak zapytałam się, czy mnie kocha, napisał że nie, nawet nie miał odwagi powiedzieć mi tego w oczy. Ktoś bardzo mądrze napisał, że być może kocha się kogoś nie za to jakim jest człowiekiem tylko jakiego człowieka udaje. Tak naprawdę ja go chyba dobrze nie znałam bo nigdy bym nie przypuszczała że zerwie ze mną w taki sposób.
niedawno dokladnie wczoraj rozstalem sie ze swoja dziewczyną przezywam to bardzo a bylem z nia zaledwie dwa miesiace co mam zrobić ?
Olej ją. Może brzmi to banalnie, zwłaszcza że pewnie jesteś w niej bardzo zakochany i w chwili obecnej nie możesz sobie wyobrazić życia bez niej. To normalne, i przejdzie Ci. Najważniejsze to się nie załamywać i nie rozpaczać. Tak naprawdę nie jest istotne z którą kobietą spędzisz życie, zazwyczaj ludzie w swoim życiu mają kilka lub nawet kilkanaście partnerów/partnerek. Zapewne potrzebujesz uczucia i miłości, poczucia że ktoś Cię kocha i chce być z Tobą, ale jak wspomniałem wcześniej nie wiąż z tamtą dziewczyną swojej przyszłości bo gdy za 5-10 lat sięgniesz pamięcią w tył, zauważysz, że spotykałeś się z kilkoma lub kilkunastoma kobietami. Oczywiście nie muszą to być spotkania w równych odstępach czasu, może się okazać, że w ciągu roku byłeś na 10 randkach z różnymi kobietami a pod koniec roku poznałeś tą 11 i z nią spędziłeś kolejne 9lat. Takie rzeczy także się zdarzają, dlatego nie powinieneś przywiązywać szczególnej uwagi do tej jednej osoby która Cię nie chciała (zakładam, że to ona nie chce się z Tobą spotykać) bo zapewne na świecie jest 100innych które będą z Tobą 100razy bardziej szczęśliwe niż tamta. Związek to nie jest cyrograf na całe życie, z czasem nabierzesz doświadczenia i zauważysz, że rozstania to nie taka straszna sprawa:) Głowa do góry.
Ja tez własnie rostałam sie z facetem.Poznalismy sie w lutym 2007.Zamieszkalismy razem w sierpniu ale on cały wrzesien zachowywał sie jak dupek(zostawiał mnie sama na noc, wychodził z kolegami a ze mna nigdzie)jestem atrakcyjna kobieta, 6 lat od niego starsza dawałam z siebie wszystko a mu chyba zalezało na moich pieniadzach moze nie dosłownie ale na wygodnym zyciu.Mam własna firme optyczna a on jest studentem i tylko puste słowa bez pokrycia mi dał a ja go wciaz kochałam..Powiedział ze sie pomylił i mam sie wyprowadzic….gdy z pazdzierniku kupiłam dom i sie wyprowadzałam on powiedział ze sie pomylił i chce zebym została i wyszła za niego…juz nie mogłam mu wierzyc ale dałam mu czas ….3 miesiace widywalismy sie i widziałam jak cierpi, jak wyglada….jak kocha….powiedziałam ze wracam do niego i juz sylwestra spedzilismy razem.Styczen był cudownym miesiacem, wspólne wyjazdy, praga przez tydzien…i w lutym 14 nawet walentynki nie dostałam, nie spedzilismy wieczoru razem bo musi pisac prace a na drugi dzien wyszedł z kolegami na picie i wrócił w nocy. powiedziałam dosyc tak nie mozna na to on to koniec.Po kilku dniach sie odezwał i znowu prosił o reke.Okazało sie ze nie ma co jesc i zawalił jakis egzamin, potrzebuje wsparcia.A gdzie powiedzcie mi ja znajde wsparcie? Mam 31 lat, wiem czego chce,jestem sina swiadoma swojej atrakcyjnosci i seksualnosci…..a zarazem jestem krucha…dałam sie omamic słowami.Zmanipulowac.Powiedział przeciez Cie kocham/Ale co znacza teraz te słowa.Kocham po popełnionych błedach to za mało.Dla mnie prawdziwe uczucie i zaangazowanie to nie fajerwerki tylko dbanie czy dobrze je,czy ma ciepły szlafrok jak wyjdzie z wody, czy ma wyprane koszule, czy sie razem smiejemy….teraz jest pustka bo urzeko mnie pozorne a nie wewnetrzne piekno….
jak sobie teraz radze?Gdy cierpimy z tesknoty tak naprawde zapominamy o chwilach złych, o tym co bolało, jak mnie potraktował(a) a to bład.Wypisałam sobie na kartce wszysko to co najbardziej bolało, to czego nie zrobił, nie powiedział, na co czekałam a nie było, powody kłotni, wulgaryzmy których uzywał, czego najbardziej w nim nie lubiłam, kiedy sprawił mi najwieksza przykrosc, co sprawiło ze płakałam….duzo tego było i czytam gdy dopadnie mnie straszna tesknota za facetem, za fantastycznym seksem, nadzieje ze sie moza jeszcze ulozy bo przeciez kocham.Trzeba godnie przez to przejsc a nie dac sie traktowac jak nam facet zagra.
Widzisz i to jest problem większości kobiet. Kochają facetów których tak naprawdę kochać nikt nie powinien, złych, niedobrych, traktujących kobiety jak przedmiot i same negatywy. Cały czas mając w głowie obraz pewnego ideału, problem w tym, że gdy ten ideał się pojawi okazuje się, że to nie tego szukały, że kochający facet który jest w stanie zrobić wszystko dla kobiety jest jej niepotrzebny, i tęskni za tym draniem. Nie wiem dlaczego tak jest, ale sprawdziłem w praktyce i obserwuje po znajomych.
tak masz racje mm….dlaczego ktos docenia nas dopiero gdy straci…nie namietnosc tylko dobre serce.Zawsze mezczyzni starali sie o moje wzgledy, niektórzy byli wrecz smieszni, narzucali sie, przebierali w pomysłach a ja byłam zimna…az w końcu znalazł sie ktos kto zadrwił z moich uczuc….tak jak ja drwiłam z innych.CZy dopiero lata i doswiadczenia ucza nas prawdziwie kochac?Mysle ze tak…..moze wsród tych mezczyzn którzy pojawili sie przede mna był ten ideał?Zkazdym zwiazkiem człowiek stawia sobie coraz wieksze wymagania….chce wymagac i chce by ode mnie wymagano.chce byc dla kogos ideałem….czy sa jeszcze gdzies dojrzali mezczyzni?
a tak na marginesie dzisiaj dowiedziałam sie ze w-exs zemdlał na zajeciach,rozmawiałąm z jego mama, tak przezywa ze go zostawiłam.Nie chce zyc…nie je..Nie rozumiem go …miał mnie, mógł wszystko, mógł pokazac jak kocha, …czy to ja nie rozumiem mezczyzn….jak sobie z tym radzic?Czy warto dawac szanse?teraz wolałabym chyba ciepły spokojny dom, gdzie spedzamy czas robiac cos razem…tesknie za tym..boje sie ze juz tego nie doswiadcze…dziewczyny badzcie rozwazne bo zegar bije i to co teraz jest zabawa pózniej moze byc dramatem..
Nie rozstałam się jeszcze z moim Bartusiem…ale nasz piękny związek zmienił się w piekło. Znaliśmy się bardzo długo. Był moim najlepszym przyjecielem. W końcu miłością mojego życia… a dzić stał się zupełnie obcym człowiekiem. mieliśmy wspólne plany i marzenia…a teraz co właściwie się stało? Gdzie ten żar, ta wielka miłość która miała się nigdy nie skończyć…. Tracę najważniejszą osobą mojego życia i czuję że nie poradzę sobie bez niego… Dlaczego jest taki zaślepiony? Odrzuca prawdziwą miłość i osobą która byłaby gotowa pójść za nim do piekła…
Na poczatku miotały mna mysli…na przemian złosc, bezradnosc, ze dzieje sie cos…tracimy sie a ja jestem bezradna.Wiec walcze ale jesli on odsuwa sie bardziej ode mnie, jesli idzie to w odwrotnym kierunku to przychodzi taki dzien….budzisz sie i mówisz do siebie jestem wykonczona zmeczona tym zwiazkiem…nie potrafimy zyc ze soba….a miało byc cudownie, na zawsze dlaczego?Bo ja tak sobie powiedziałam?A gdzie on? Do Miłosci trzeba dwojga?……wiec to nie ja zawiniłam przeciez walcze?…..przychodzi wtedy czas zeby sie GODNIE rozstac….dojrzec do tej decyzji…nie kierowac sie wspomnieniami jak było czasem pieknie…jaki on jest cudowny ale to przeszłosc bo tu i teraz on jest obcy a miedzy nami jest piekło….spojrzec jak bardzo moje wyobrazenie o nim sie zmieniło.On nie jest zaslepiony on nie jest poprostu wart tej miłosci która mu oferujesz…jesli jej nie docenia..nie rozumie jak bardzo go kochasz ale jesli tak sie dzieje teraz to mimo pieknej przeszłosci to sie nie uda…moze na chwile..ale sie nie uda…bo macie inne wyobrazenia zwiazku i zawsze albo jemu albo tobie nie bedzie cos pasowało…inne oczekiwania…idealizowanie przez ciebie tej osoby prowadzi tylko w slepy zaułek….a przyjda jeszcze piekne dni dla ciebie…zobaczysz…a trzeba ….niestety tak jak umrzec to trzeba tez sie pieknie rozstac…
A ja troszke z innej beczki. Wczoraj doszlo do rozstania przyjaciol. O ile mozna to tak nazwac. Doszlo do powaznej rozmowy miedzy mna a moja szwagierka. Jest siostra mojej zony, ale od kilku lat jak jestesmy razem, ze szwagierka mialem relacje lepsze niz z najlepszym przyjacielem. I tak byloby pewnie jeszcze dlugo, gdyby nie to, ze miedzy nami stanal problem plci. Coraz czesciej zaczely pojawiac sie problemy typu pukaj do drzwi, nie patrz sie na mnie albo nie mozna tego czy tamtego. Nie zeby ktos przeginal poza relacje jakie powinny wystepowac, ale zaczelo sie podkreslanie ze ja jestem mezczyzna a ona kobieta. I zaczelismy klocic sie jak dzieci. Teraz wszystko praktycznie sprowadzalo sie do tego. Wczorajsza rozmowa miala mniej wiecej takie znaczenie, ze ja niby narzucam sie jej jako kobiecie, podczas gdy mi to w ogole przez mysl nie przeszlo. I postanowilem zakonczyc ta przyjazn. Teraz jest mi ciezko, sam fakt ze tutaj o tym pisze oznacza, ze przezywam to. Przykro mi, bo to bylo wspaniale przezyc takie zblizenie z drugim czlowiekiem bez podtekstow. Mysle ze spokojnie sobie poradze, tylko potrzebuje troche czasu.
Ja rozstałam się z facetem po 3,5 roku związku. Jest ciężko, aczkolwiek wiem że wypalało się od dawna, nie rozmawialiśmy o tym, bałam sie jego reakcji, że zrozumie to w inny sposób że go nie kocham. Dziś jestem sama ale jest mi ciężko. NIe boję sie tak bardzo samotności ale tego że go spotka lepsze życie niż mnie (teraz przynajmniej w najbliższej przyszłości), chciałabym żeby żył tak samo jak ja, sam nie myślać o nikim innym, nawet bezemnie. A ja tylko myślę o tym, że na pewno znajdzie sobie inną, że nawet będzie głupsza czy brzydsza ale że On bedzie z nią szczęsliwy i wtedy Ona wyjdzie na lepszą odemnie. Już czuje zazdość mimo że on jeszcze nikogo nie ma. Jak sobie poradzić z “takim” uczuciem…Dodam że mieszkamy w jednym, nie dużym mieście i widok jego z inna doprowadzi mnie do rozpaczy, przynajmniej w najbliższym czasie:( Czy można sobie jakoś z tym poradzic?
Kaja, mam to samo uczucie, tą samą zazdrość czuję. U mnie sytuacja jest bardziej skomplikowana. Mój mąż miesiąc temu odszedł ode mnie do innej kobiety, którą znam. Przeżyłam koszmar przez ostatnie tygodnie. Wszystko zaczyna wracać do “normy”, ale … tego uczucia nie mogę się pozbyć i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Widuję męża prawie każdego dnia, mamy dzieci, o które bardzo dbamy. Jestem teraz przed podjęciem ważnej decyzji, jak powiedzieć o tym dzieciom i o tym, że ich tata kocha inną panią (dzieci ją znają i lubią).
Witajcie
Rozstałem się po 10 latach.Bardzo trudne,bolesne doświadczenie…Mimo,że się rozstaliśmy to nasza miłość ewaluowała na inny poziom…
Przyzwoliliśmy sobie na doświadczenie prawdy jaka była między nami i poddaliśmy sie jej zmieniając swoje życie.W rozstaniu bardzo ważna jest empatia i uświadomienie(odczucie)w sobie wszystkich “negatywnych emocji” jak nienawiść,złość…Emocje te pojawiają się aby wypełnić pustkę,nową przestrzeń która powstała w nas,ale jest jescze niezagospodarowana.Jeśli uświadomimy sobie nasze emocje,rozpoznamy działanie naszego ego,możemy się wznieść i spojrzeć na rozstanie z innej perspektywy,która rezonuje z wolnością,miłością,rozwojem,szczęściem,zrozumieniem,przebaczeniem itp.
Pozdrawiam:)
Do:Rena
Twoja sprawa mnie poruszyła hmmm.To musi być okropne….Sugeruje kilka spotkań z psychoterapeutą.
To naprawdę pomaga.Pomyśl o tym.
Trzymam kciuki za Ciebie.Pamiętajcie kobity i codziennie sobie to powtarzajcie:
Jestem piękną wspaniałą kobietą,Ja Rena jestem piękną wspaniałą kobietą….Ja Kaja jestem piękną wspaniałą kobietą.Ja…..Najlepiej kilka razy dziennie sobie to pisać,ale nie za dużo.
Trzymam kciuki:)
Witajcie,
Ja rozstalem sie niedawno ze swoja eks, wszystko zakonczylo sie po dwoch latach bycia ze soba. Jestem rozwodnikiem i mam dwojke dzieci z poprzedniego malzenstwa ktore trwalo dosyc dlugo. Moja eks nie odeszla do nikogo, przyczyna zerwania byly roznice w naszych podejsciach do zwiazku, ja nie bylem w stanie zapewnic jej przyszlosci, zaplanowac wspolne zycie a jedynie kochac i spotykac sie. Ona pomimo tego iz mnie kochala zmuszona byla zerwac ze mna. Jestem wlasciwie ostatnio w calkowitej rozsypce, kontaktujemy sie jeszcze od czasu do czasu ale wspolny kontakt to pasmo pelne nieprzyjemnych slow, ktore nie sa obelzywe ale rania bardzo. Dodatkowo jestem daleko od swoich dzieci, widuje je raz w tygodniu lub raz na dwa tygodnie, mieszkam sam. Samotnosc puka do moich drzwi coraz czesciej a ja topie swoje smutki w piwie udajac iz zaglusze moje cierpienie. Wiem,ze w zwiazku popelnialem bledy, kocham ja nadal a wiem,ze musze zaczac normalnie zyc. To tyle na sam poczatek.
jest tak mi ciezko że nawet nie wiem co bym mogla tu napisac….
Nie wiem, czy to ktokolwiek przeczyta, ale chciałabym,żeby ktoś pomógł mi. Nie wiem, jak sobie poradzić po prostu. Od jakiegoś czasu spotykam się z mężczyzną, który złożył pozew o rozwód, dostał go, a teraz zastanawia się czy nie wrócić do byłej żony, pomimo że podobno mnie kocha. Jak wypije trochę więcej alkoholu twierdzi,że kocha ją i mnie. Najgorsze, że ja też go kocham i wiem, że jeśli wróci do byłej żony, może źle się to skończyć, bo kiedyś z jej powodu próbował się zabić. Dodam, że pozew o rozwód złożył zanim mnie poznał. Kocham go i nie wiem, co robić. Ma dwie córeczki i podobno dla nich chce wrócić do byłej żony. Powinnam zostawić go i próbować zapomnieć o nim, choć to będzie niezmiernie trudne, bo mamy wspólnych znajomych? Czy może powinnam dać mu czas, żeby zrozumiał, co jest ważne i że jeśli już podjął jakieś kroki, czyli decyzję o rozwodzie to powinien zastanowić się dlaczego chciał tego rozwodu? Jeśli ktoś zrozumiał coś z tego chaotycznego opisu i chciałby coś mi doradzić, to bardzo proszę. Pozdrawiam wszystkich!
Szkoda, że nikt tego nie przeczytał i nie skomentował, może coś bym zrozumiała…. Teraz jestem sama …. znowu…
“Jeśli faktycznie kogoś kocham, to jakie mam prawo odbierać mu wolność? Jakie mam prawo nie pozwalać jej/jemu znaleźć szczęście, nawet jeśli ma to być z kimś innym? Takie poczucie jest bardzo uwalniające, i to dla obydwu stron. ” Zastosowałam się do tego, tylko czy to ma sens????? Jak po raz kolejny ktoś mnie rani….