Wizualizacja jako pierwsza pomoc

O tym, że moc umysłu jest niesamowita i że wierząc w coś, można dokonywać cudów słyszałam i czytałam nie raz. Wierzyłam w to i zdarzało mi się tego doświadczać, choć nigdy jakoś spektakularnie. Dziś jednak spotkało mnie coś zaskakującego i chciałam się tym z wami podzielić.

Wsiadając rano do samochodu, dość niefortunnie chwyciłam się belki między przednimi i tylnymi drzwiami, i koleżanka zatrzasnęła drzwi na moich palcach. Bolało. Zobaczyłam perspektywę opuchlizny, długotrwałego bólu i schodzącego paznokcia. Na szczęście szybko zorientowałam się, że to do niczego nie prowadzi i gdy tylko przeszedł pierwszy szok, na tylnym siedzeniu samochodu weszłam w medytację.

Łapałam się wszystkiego, co mi przychodziło do głowy. Po pierwsze wyobraziłam sobie kosmiczny promień światła, który oczyszcza i leczy zranione miejsce. Tak, wygladało to jak w kiczowatym filmie s-f, ale czułam, że jest to dobra idea. Po drugie, przesłałam energię, którą już miałam w ciele do dłoni. I w końcu, zwizualizowałam, że moje palce otacza zielone pole energetyczne, w którym jest zapisana matryca mojego ciała w idealnym, nienaruszonym stanie. Nakazałam przepisanie informacji z matrycy do ciała – najzwyklejsze kopiuj-wklej :) Czytałam kiedyś w jakiejś książce, że w ten ostatni sposób działają jacyś szamani i szamanki, nie jestem pewna czy na Hawajach czy gdzieś indziej. W każdym razie, napisano tam, że podstawą uzdrowienia jest niezachwiana wiara szamana w możliwość natychmiastowego uleczenia. Ponoć w ten sposób są w stanie „naprawić” nawet otwarte złamania w ciągu kilku chwil. Gdy to czytałam, czułam, że nie ma we mnie tej wiary i myślałam, że potrzeba nie wiadomo jakich mocy magicznych, by czegoś takiego dokonać.

Dziś się przekonałam, że to nieprawda. Nie trzeba być szamanem, by uzdrowić swoje ciało w nagłym przypadku. A może…w każdym z nas jest odrobina szamana? :) Moje palce są w nienaruszonym stanie, nie ma ani śladu po urazie, nie było ani odrobiny opuchlizny, a ból przeszedł po ok. 10 minutach medytacji, bo tyle miałam czasu jadąc samochodem. Teraz tylko odrobinę…inaczej czuję miejsca pod paznokciami, tak jakby pozostała na nich pamięć po bólu.
Choć nikomu nie życze żadnych urazów, weźcie pod uwagę i taką możliwość interwencji, gdy już coś się stanie. A nuż się uda…?


Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.

Joanna
Sprawczyni całego zamieszania...

Komentarze

3 Odpowiedzi na “Wizualizacja jako pierwsza pomoc”
  1. Ishi pisze:

    Brawo, za stosowanie w praktyce wiedzy, którą się posiada :)

  2. nocny pisze:

    Taką praktykę stosują Kahuni, szamani Huny (Hawaje). Podziwiam opanowanie w sytuacji, czasami przechodzimy sami siebie.

  3. monika pisze:

    Świetna strona, bardzo ciekawa, spędziłam na niej pół niedzieli, z przerwami. I na koniec doczekałam się „7 zasad Huny”, Makia i Manawa. Dziękuję serdecznie.
    Co do palca, bo o tym miała być mowa, kilka lat temu miałam podobny przypadek. Żyłam wtedy nieco inaczej, o duchowych praktykach i filozofiach wschodu, i nie tylko, czytałam, lecz do praktykowania nie byłam zupełnie gotowa.
    Więc po przytrzaśnięciu palca zdarzyło się wszystko to, co nie zdarzyło się Tobie. Pozwoliłam dojść do głosu w tamtym momencie wszystkim destrukcyjnym emocjom: złości, bólowi, lękowi przed utratą paznokcia, wyżywałam się całą drogę z Gdańska do Poznania na kierowcy, klęłam na czym świat stoi i nie chciałam opatrzyć rany u lekarza, aby móc dalej wyżywać się na otoczeniu. Po drodze zatrzymała nas policja, nie pamietam czy płaciliśmy mandat, ale byłam bardzo niegrzeczna. Nazajutrz, kiedy histeria minęła, w szpitalu na Wildzie lekarz przekuł mi paznokieć drucikiem rozgrzanym tajwańską zapalniczką za zeta.
    Poczułam wielką ulgę, bo palec wyglądał już jak czerwony balonik.
    Taka historia dla kontrastu. Pozdrawiam.

Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

//27 maj 2007 ·