Cud doświadczania
My, gatunek ludzki bardzo lubimy wiedzieć. Szczególnie teraz, w tak zwanej erze informacji, wiedzieć coś, zrozumieć jest najważniejsze. Jednak istnieją dwa rodzaje „wiem”. Jedno to: przeczytałem książki, byłem na wykładzie, studiowałam mądre pisma, rozmyślałem, opracowałam i wiem. Drugie zaś to: wiedziałem…doświadczyłam tego i teraz prawdziwie wiem. I różnica w odczuwaniu danej sprawy jest niesamowita, bo doświadczając czegoś mam poczucie kontaktu z najwyższą prawdą. A jakże często wydaje nam się, że wiemy do tego stopnia, że nie chce się już nam słuchać/czytać po raz kolejny o tym samym. Bo przecież to jest oczywiste. Wiadomo.
Ale to jest tylko iluzja wiedzy. To, co najwspanialsze i najprawdziwsze przychodzi w momencie całkowitej jasności i pewności, pewności, że to jest właśnie to doświadczenie. Jak do tego dojść? Pozwalając sobie na przeżywanie emocji i innych kawałków siebie w pełni, bez oceniania, racjonalizowania i uciekania. Poddając się doświadczeniu, uczuciu w stu procentach, akceptując wszystko, co w konsekwencji przychodzi i może przyjść. Wtedy nagle przychodzi moment mini-oświecenia…wiem. Jestem. Czuję. Widzę to, co się dzieje, jednocześnie tego doświadczając.
I tak naprawdę trudno to wszystko jakoś składne opisać, ponieważ to nie jest proces w pełni opisywalny słowami, on pochodzi z trochę innego poziomu. Jedno wiem (bo tego właśnie doświadczam) z pewnością – tego rodzaju doświadczenia są motorem wielkich zmian.
Brzmi to wszystko pewnie dość tajemniczo. Ja w ten weekend przeżyłam bardzo wiele ważnych momentów (byłam na warsztacie POP), ale najważniejsze momenty to te związane z wewnętrzną mocą. O ile zawsze (no, od pewnego momentu w życiu) wiedziałam, że mam wewnętrzną moc i ona się w taki czy inny sposób przejawiała, to dziś poczułam to tak mocno, tak dobitnie, że teraz nie mam już żadnych wątpliwości. Nie muszę już szukać potwierdzenia swojej siły, bo wiem dokładnie gdzie ona jest – byłam tam. Podobnie, przeróżni mądrzy i oświeceni ludzie przekazują, że w każdym z nas tkwi wewnętrzna mądrość, nasz własny mistrz duchowy. Bardzo to do mnie przemawiało, i często mówiłam sobie i innym by szukać mądrości i mistrza w swoim wnętrzu. Ale dopiero dziś faktycznie spotkałam tego mistrza. Co ważniejsze, na dość długą chwilę stałam się nim, czułam jego moc, potrafiłam to co on. Nie była to reprezentacja mistrza, którą sie spotyka we śnie lub w metaforze i z którą się rozmawia – co nie umniejsza wartości takich doświadczeń, bo bardzo cenię sobie taką pracę z symbolami. Ja BYŁAM tym mistrzem. I bardzo mocno poczułam, że jest to prawdziwy kawałek mnie, który bardzo może mi pomóc w życiu. Przyjęłam i zaakceptowałam tę siłę, co oczywiście nie oznacza, że teraz będę biegać po mieście i rozbijać ręką cegły (a ten mistrz to potrafił, oj tak…)
Poznałam za to nową perspektywę, nowy sposób widzenia, nowy repertuar reakcji i zachowań – i mam o wiele większy wybór. I jest mi z tym niezmiernie dobrze.
Paradoksalnie, postać niezwykłego mistrz wyłoniła się z pełnego przeżycia złości. Tak, takiej zwykłej codziennej złości, wyniesionej do rangi bardzo ważnego i wartościowego doświadczenia. Emocji jako czegoś co pozwala w pełni doświadczać tego kim się jest, bez negatywnego oceniania. Akceptacja swoich przeżyć pozwala zobaczyć i poczuć to, co jest po drugiej stronie. Jedynym warunkiem jest pełna świadomość tego, co się dzieje, bo bez niej jesteśmy tylko targani nawykowymi reakcjami. Świadomość daje nam wybór.
Wyszłam dziś poza schemat siebie jaką znałam. Polecam tego rodzaju podróże do nieznanych kawałków samego siebie.
Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.




kurde, kiedyś ten blog był ciekawszy – teraz to coraz bardziej pie.rzen.e o d.pie maryny… :/
Komentarze, jak widzę, równie „konstruktywne”
Nie masz argumentów to nie ma sensu pisać komentarza, w którym… nic się nie mówi. Takie moje skromne zdanie.
jeszcze dorzuciłbym Wiedzę, która jest w nas od zawsze, niezależnie od jakiegokolwiek doświadczenia i pojawia się nagle w pełni albo powoli stopniowo dojrzewa
Tak, chyba wiem, o czym mowa. Doświadczenie akceptacji, mądrości czy prawdy, dla mnie przynajmniej, okazało się przeżyciem wewnętrznej wolności, wyzwoleniem, ale chwilowym, niestety.
Trudno mi utrzymać taką świadomość dłużej, dlatego zastanawiam się czy to poczucie wewnętrznej mocy, nie jest kolejnym złudzeniem.
bo nie ty masz tą świadomość utrzymać – nie da się – masz się jej poddać – wtedy trwa
pewna nauczycielka opowiadała mi kiedyś o inicjacji przez mistrza. ponoć (sama tego nie doświadczyłam) dzięki obecności mistrza przez moment doświadcza się stanu bardzo wysokiej świadomości, radości, światła, itd. tylko na chwilę i dzieje się to przy pomocy „wzmacniacza”, ale dzięki temu uczeń wie do czego dąży, ma jasno określony cel i takie doświadczenie jest bardzo wzbogacające i motywujące. i myślę, że w naszym życiu jest podobnie, doświadczamy kawałków, potem to mija, a potem wraca i tak coraz częściej i dłużej…
i coraz głębiej…
a pomiędzy tymi doświadczaniami nie mamy poddawać się zwątpieniom
Uwielbiam Cię
hehe tez dzisiaj się pozłościła mtroche i poczułam,ze wszystko ma sens, nawet złośc, daje niezłego kopa i każe ise ruszyć z miejsca
!