Odpowiedzialność za swoje emocje
Wszyscy przeżywamy emocje, jedni silniej, inni trochę słabiej, ale emocje są nieodłączną częścią naszego ludzkiego życia. Można o nich pisać i opowiadać bardzo wiele, ale dziś chciałam poruszyć kwestię tego kto jest odpowiedzialny za to, że przeżywamy emocje. No kto?
Czy zdarzyło się ci kiedykolwiek powiedzieć “Wkurzasz mnie…”. Albo: “Jestem smutna, bo on się zachował nieodpowiedzialnie.”. Albo: “Jestem wściekły, ponieważ ty mnie nie słuchasz!”. Założę się, że większości z nas to się przytrafia. A czy znacie to uczucie, gdy ktoś nam mówi “Powodujesz, że jestem smutna.” albo “Przez ciebie jest mi źle.”? Pewnie znacie.
Czy słusznym jest twierdzić, że ktoś inny jest odpowiedzialny za nasze własne emocje? Czy ci wszyscy ktosie po prostu wchodzą do naszych głów, przesuwają włącznik i sprawiają, że czujemy się tak a nie inaczej? Gdy bliżej się przyjrzeć temu pomysłowi, jest on najzwyczajniej w świecie bez sensu, a jednak, lubimy się kurczowo trzymać tego przekonania. Zamiast odważnie wziąć odpowiedzialność za swoje uczucia.
Jak powstają emocje? Psychologicznych teorii jest co nie miara, jednak współcześnie jest zgoda przynajmniej co do jednego. W proces powstawania emocji uwikłana jest interpretacja wydarzenia/obiektu wzbudzającego emocje. Przykładowo jeśli ktoś spojrzy na mnie z ukosa mogę pomyśleć, że
a) ma mi coś za złe – i poczuć się winną;
b) zaraz mnie zaatakuje – i poczuć lęk;
c) coś go gryzie – i poczuć współczucie.
Sposób w jaki interpretujemy rzeczywistość jest uzależniony od bardzo wielu spraw – naszych doświadczeń, przekonań, uwarunkowań, systemu wartości, itd. Najważniejsze jest jednak to, że to jakie emocje przeżywamy, zależy tylko i wyłącznie od nas. Mówiąc, że ktoś powoduje, że czujemy się źle, jest zrzucaniem winy na resztę świata i jednocześnie odbieraniem sobie możliwości kontrolowania swoich emocji. Jeśli nauczymy się rozpoznawać przyczyny powstawania w nas pewnych emocji (a bywają to bardzo powtarzalne wzorce, które są puszczane w kółko od lat, jak stary film), nauczymy się również, że można proces oceny sytuacji powstrzymać. Ocena ta zaś często bywa irracjonalna lub/i oparta na fałszywych przekonaniach. Co najlepiej byłoby zrobić w wyżej przytoczonym przykładzie? Zapytać osobę, która się “patrzy z ukosa”, jak się czuje, o co chodzi lub cokolwiek innego. Można odczekać chwilę i postarać się obiektywnie ją obserwować, może dowiemy się nowych informacji. Pochopna ocena powoduje emocje oparte na nieprawdziwym obrazie rzeczywistości. A dobrze wiemy, że negatywne emocje potrafią dać popalić.
Dlatego uznanie, że emocje, które przeżywamy są wynikiem tego co się dzieje w nas samych, a nie tego, co się obiektywnie dzieje w świecie zewnętrznym, jest moim zdaniem ogromnym krokiem ku świadomemu rozwojowi. Pomaga wziąć swoje przeżycia we własne ręce i coś zmienić. Zwiększa samoświadomość. Uwalnia nas również od brania na siebie odpowiedzialności za emocje innych osób.
Gdy pojawią się silne emocje, po pierwsze dajmy je sobie przeżyć, bo tłumienie emocji nie jest zdrowe. Po drugie, gdy już się wyciszymy, zadajmy sobie pytanie – w jaki sposób moja interpretacja zdarzenia spowodowała pojawienie się emocji? Jakie przekonania sprawiły, że poczułem gniew/smutek/irytację? Czy i jak mogę zmienić moje postrzeganie świata, by żyło mi się lepiej?
“Świat jest taki, jaki myślisz, że jest” – to IKE, pierwsza zasada Huny, starożytnej wiedzy z Hawajów. W sam raz na podsumowanie.
Mogą Cię zainteresować te artykuły:
Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.
Szukasz wewnętrznego spokoju? Zapraszam na kurs internetowy, który Ci w tym pomoże.




Mały błąd (dwa razy “od”) w trzecim akapicie od dołu:
“Uwalnia nas od również od brania na siebie odpowiedzialności za emocje innych osób.”
Dzieki, poprawione.
Miałam wielki problem mówienia o swoich emocjach i w ogóle o trudnych sprawach. Jestem 100% realistką.
Przeżywam teraz bardzo trudny okres w swoim życiu, który spowodował, że się otwieram. Odkrywam w sobie niesamowite emocje i uczucia. Jest tego tak dużo, że zapisuję wszystko każdego dnia, aby czegoś nie pominąć.
Od miesiąca piszę i widzę dużą przemianę w sobie. Mam tylko problem z przekonaniem samej siebie do bardziej optymistycznego patrzenia na świat. Mam dużo literatury z dziedziny psychologii, rozwoju osobistego, itp.
Czytam książki, słucham porad fachowców, zgadzam się z nimi, ale jakoś nie umiem zastosować tego w praktyce.
Powtarzam wszystkim dookoła, że powinni być życzliwi, uśmiechnięci, dobrze nastawieni do życia i ludzi. A sama chodzę smutna, nie mam siły wewnętrznej, motywacji żeby zacząć działać. Nie mam radości w sobie i nie umiem jej znaleźć.
Czy źle szukam?
wydaje mi się, że nie szukasz źle.. skoro czujesz smutek pozwól sobie na to.. na autentyczne uczucia..trzeba je oswoić..powiedzieć sobie..tak jestem smutna i mam do tego prawo..to są moje odczucia..to jest cześć mnie samej..zaprzyjaźnij się ze swoim smutkiem..może to brzmi dziwnie, ale ja od jakiegoś czasu przezywam takie emocje.. i udało mi się trochę ten smutek oswoić..już nie jest taki straszny, już tak nie boli..
dokładnie rozumiem Twoje odczucia dotyczące obszaru pracy nad sobą..lektur i porad fachowców..to jest wszystko fajne i zapewne skuteczne..ale nie w tym momencie..nie można być uśmiechniętym i nastawionym pozytywnie skoro zawaliło się życie, skoro nie ma poczucia bezpieczeństwa. Myślę, że to bardzo ważne co napisałaś na początku..że poznajesz siebie, otwierasz się, taka autorefleksja to bardzo ważny krok w pracy nad sobą.. a może spróbuj porozmawiać dziś z sobą.. powiedz..”na co masz dziś ochotę smutna babko z klasą?” ; “Jestem smutna, ale zasługuję na to aby sprawić sobie mała przyjemność”..
rozpieszczaj siebie..codziennie:)
to tylko moje skromne zdanie…ale szukasz dobrze:)
Pozdrawiam Cię ciepło!
Dzięki Palikotko, czasami potrzebuję potwierdzenia, że idę właściwą drogą. Wiele rzeczy robię instynktownie, zawsze miałam tak zwanego nosa i to do wszystkiego. Dlatego zawierzam sobie, zresztą … nauczyłam się już dawno temu, że jeżeli chcę na kogoś liczyć, to liczę na siebie.
Chciałabym czasami być małą dziewczynką, o którą się ktoś troszczy. Samotność już mnie męczy.
Pół nocy przegadałam sama ze sobą, postanowiłam mieć dzisiaj dobry dzień i pomimo wielu przeciwności losu, udało się. Jestem teraz sama, ale uśmiechnięta.
pozdrawiam
uśmiechajcie się, nawet sami do siebie