Wybaczyć sobie i innym
Kiedyś dawno temu, gdy byłam jeszcze zaciętym dzieckiem przepełnionym negatywnymi emocjami, miałam w zwyczaju powtarzać, że „ja wybaczam, ale nie zapominam”. Chodziło mi chyba o to, że dość szybko przestawałam się gniewać, ale nie zapominałam wyrządzonych krzywd. Dziś wiem, że tak naprawdę, sama programowałam się do noszenia w sercu urazy i wcale nie było to wybaczanie. Ale wybaczam sobie – byłam dzieckiem i radziłam sobie ze światem w najlepszy znany mi sposób.
Dlaczego warto wybaczać? Powodów jest wiele, ale dla mnie chyba najważniejszy to wolność. Wybaczając uwalniamy zarówno siebie jak i osobę, do której żywimy urazę. Na poziomie emocjonalnym i energetycznym, uraza jest połączeniem między dwiema stronami konfliktu. Jeśli wewnętrznie nie mamy sprawy „załatwionej”, jest w stanie ona pożerać ogromne ilości naszych zasobów, i niekoniecznie musimy obejmować ten proces świadomością.
Po drugie, wybaczając wychodzimy z pozycji ofiary. Mając ciągłe poczucie krzywdy stawiamy się niżej od tego, kto nas skrzywdził. Ofiara nie ma mocy wewnętrznej, ofiara nie myśli o sobie dobrze, i w końcu, ma ona tendencję do utrzymywania i powtarzania schematu bycia ofiarą. Im mniej powodów by czuć się skrzywdzonym, tym mniejsze prawdopodobieństwo pojawienia się kolejnych tego rodzaju sytuacji.
Po trzecie, nie wybaczając dajemy sobie prawo i usprawiedliwienie by potępiać innych. Innymi słowy, gdy wybaczymy wyrządzone krzywdy, uwalniamy się jednocześnie od negatywnych emocji skierowanych ku drugiej osobie. Dajemy przestrzeń na to, by ta osoba również zmieniła swój schemat, postępowanie i odczucia. Powtarzając jaki to ktoś jest zły i niedobry, tylko wzmacniamy (bo słowa i myśli mają ogromną moc) w nim to, o czym mówimy i myślimy, karmimy „ducha oprawcy”.
Po czwarte, proces wybaczania może dać bardzo duży wgląd w motywy własne oraz w sytuację i pobudki drugiej osoby. Nie zawsze jest łatwo wybaczyć „tak po prostu”, choć myślę, że jest to możliwe. Istnieją jednak różne techniki wspomagające proces wybaczania, który w przypadku silnie raniących wydarzeń może wymagać sporej siły i czasu. Jednym z kluczowych elementów procesu jest zdanie sobie sprawy z pobudek, które powodowały „oprawcą”. Ważne jest to, że ujrzenie motywów postępowania (a najczęstszym motywem jest lęk…) nie równa się usprawiedliwianiu działania tej osoby. Każdy jest odpowiedzialny za swoje czyny i nie powinniśmy z nikogo tej odpowiedzialności zdejmować, a tym bardziej brać jej na siebie. Przy okazji możemy też dojść do przyczyn, dla których weszliśmy w rolę ofiary – to może dla niektórych zabrzmieć wręcz brutalnie, ale często stajemy się ofiarami dlatego, że z jakich powodów tego potrzebujemy.
Ostatnia, ale możliwe, że najważniejsza idea to wybaczenie samemu sobie. Nie jest to łatwe, ponieważ najczęściej wewnętrzny krytyk jest bardzo rozbudowanym elementem naszej psychiki i nie daje on spokoju, gdy popełnimy jakiś błąd. Wybaczenie sobie wszelkich negatywnych zachowań (i znów, wybaczanie to nie „puszczanie płazem” i uznanie sprawy za nieważną, a raczej uznanie swojej odpowiedzialności bez poczucia winy) jest aktem wielce oczyszczającym i dającym przestrzeń na wprowadzanie zmian i uleczenie duszy oraz psychiki. Ciągłe biczowanie się powoduje mentalne i emocjonalne utknięcie w przeszłych zdarzeniach, co nie sprzyja rozwojowi.
Zdaję sobie sprawę, że temat jest o wiele szerszy niż te kilka akapitów. Zabieram się właśnie za książkę „Radykalne wybaczanie” Colina Tippinga, więc pewnie jeszcze jakieś refleksje do mnie przyjdą. Polecam też gorąco niezbyt grubą książkę „Jak przebaczać. Droga przez 12 etapów przebaczenia”, którą napisał Jean Monbourquette.
Zastanów się, co możesz sobie już teraz, od ręki wybaczyć? Zrób to w jakiś symboliczny sposób, pomedytuj nad tym lub porozmawiaj sam ze sobą. Rozważ motywy swojego postępowania i zauważ, że w tamtym momencie działałeś w sposób, który wydawał się całkiem dobry. Za każdym działaniem, nawet tym „najgorszym”, kryje się jakaś pozytywna intencja (może to być na przykład obrona siebie lub czegoś ważnego, ochrona poczucia własnej wartości, uchronienie przed odrzuceniem przez innych). Uznaj to. Podobnie możesz zrobić w stosunku do kogoś, kto, jak uważasz, wyrządził ci krzywdę. Warto.
Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.




Witaj Droga bardzo dobry teskst o wybaczaniu;-) Bardzo podoba mi się Twój blog;)) Nie mogłem wczoraj Ci życzeń w dzien kobiet ale czynię to teraz, są one w formie banerku
http://odnowa.gazeta.pl/galeria_prac/go:zobacz:31846/ Jak Ci się spodoba oddaj proszę na Mirusia głosik). Miłego dnia i jeszcze więcej notek na blogu
Wybaczanie innym zawsze przychodziło mi łatwo, może nawet bardzo łatwo. Wybaczanie sobie — wręcz przeciwnie… To chyba jest właśnie najtrudniejsze..
Witaj
Mimo ze masz sporo racji wynikajacej z wiedzy jaka uzyskalas podczas studiowalania psychologii i pewnie tez z doswiadczenia zawodowego to uwazam ze ten tekst jest troszke sztywny, teoretyczny i malo przekonujacy do wybaczania. Dlaczego?
Jest wiele sytuacji w zyciu kiedy trzeba wybaczyc. Najtrudniej jest wtedy kiedy trzeba wybaczyc kiedy traci sie do kogos zaufanie w niezmiernie waznej dla kogos kwestii.
Najgorzej jesli trzeba wybaczyc osobie najblizszej.
Jak widzsz sytuacje kiedy trzeba wybaczyc partnerowi lub partnerce np. zdrade.
Jest to sytuacja najtragiczniejsza dla mlodych ludzi a szczegolnie tych, ktorzy mieli juz plany zalozenia rodziny.
Kiedy jeden z nich juz sie dowie co sie stalo, wbrew logice i rozsadkowi, ktory zapewnil by jej/jemu start od nowa, postanawiaja zostac z partnerem ktory ich zdradzil/la.
Okres rekonwalescencji trwa bardzo dlugo, czasami kilka lat.
O odbudowaniu zaufania pod tym konkretnym kontem nie ma mowy i osoba pokrzywdzona mimo zapewnien partnera, do konca zycia jest skazana na zycie w strachu ze to sie powtorzy.
Niby mozna wybaczyc ale zapomniec sie nie bo zbyt wiele rzeczy o tym przypomina, wystarczy jakas scena filmowa gdzie partnerzy sie zdradzaja, jakis artykol w gazecie etc. Wszystko jest w stanie przywrocic wspomnia.
Jak walczyc z czyms takim?
Najlepszym lekarstwem na taki bol jest zapomnienie co wiaze sie nieodzownie z pelnym wybaczeniem tylko jak czego takiego dokonac.
Niby czas leczy rany ale blizna zostaje na zawsze i to ona przywoluje wspomnia, wiec jak zapomniec aby na nowo mozna bylo zyc pelnia zycia, bez strachu i obaw…
Witaj
Moim zdaniem w takiej właśnie chwili trzeba skupić się na sobie. Zatroszczyć się głównie o siebie. Pracować nad swoim poczuciem własnej wartości. Uwolnić się od poczucia krzywdy, poprzez pomaganie innym. To daje wiele satysfakcji. Zdać sobie sprawę, że gdy cierpimy w tym samym momencie, gdzieś daleko, a może całkiem blisko, ktoś może doświadczać i odczuwać cierpienie podobne do naszego.
Ja zastanawiał się długo co mam zrobić z pierścionkiem zaręczynowym – czy go podarować na cele charytatywne? czy wrzucić do rzeki? czy sprzedać? a może oddać Temu, który go ofiarował? Czułam, że nie chcę by był w moim domu. Przywoływał wspomnienia pogrzebanych marzeń, braku powrotu do pięknych chwil, które przecież były, wielkiej pustki i rozczarowania… I nadal nie wiem co z nim zrobić, proces żałoby więc trwa… proces oczyszczania trwa… Chcę wybaczyć, ale jeszcze nie wiem na czym to dokładnie polega. Wierzę, jednak że WYBACZENIE przyniesie upragnioną ulgę:)
Na początku-traktuję twój przykład ze zdradą jako hipotetyczny,bo blog to nie jest miejsce na rozwiązywanie indywidualnych problemów.
Wydaje mi się, że kluczem do wybaczenia jest inne spojrzenie na sytuację zranienia. Najczęściej myślimy w kategoriach pokrzywdzony-ofiara, wyrządzona krzywda, grzech, rana, itd. A co gdyby spróbować dojrzeć wyższe znaczenie takiej sytuacji? Może pojawiła się w moim życiu po to, bym się czegoś mogła nauczyć? Bym przepracowała jakiś problem? Może gdyby nie ta sytuacja, nie miałabym szansy na zmianę swojej świadomości i przepracowanie jakiegoś schematu postępowania?
Podam przykład: miałam niełatwe dzieciństwo. Konflikt między rodzicami powodował wielki ból i zagubienie. Przez lata oskarżałam ich o to,że nie miałam normalnego domu i dzieciństwa. Wszystko się zmieniło gdy zobaczyłam,że gdybym faktycznie miała sielankowe dzieciństwo nic by mnie nie popchnęło na ścieżkę rozwoju.Może nie zechciałabym zostać psychologiem.Może nie zaczęłabym medytować i pracować nad negatywnymi emocjami. Może wiele innych rzeczy nie miałoby miejsca.Nie czuję się już ofiarą,wiem, że wszystko co się wydarzyło ma głębszy sens.
Podobnie może być w przypadku zdrady partnera.Jasne,to może być bardzo trudne i wymagać lat pracy.Ale równie dobrze to może być kwestia przeskoku w świadomości. Podstawa to wyjście z myślenia o sobie jako o ofierze,która musi „walczyć”.Im większy opór, tym większy problem.Poza tym,nie chodzi by zapomnieć to, co się stało,ale zaakceptować to wydarzenie jako coś ważnego,jako szansę dla siebie.Nawet po latach.
Odpowiedz prawie mnie satysfakcjonuje.
Oczywiscie ze sytuacja jest hipotetyczna jednak jedna z najczesciej spotykanych bo zdaza sie ludziom ze wszystkich grup spolecznych.
Trudne dziecinstwo maja jedynie dzieciom ktore maja trudne dziecinstwo. Dzieici ktore maja mile dziecinstwo nie wiedza co to trudne.
Poza tym twoj przyklad ma inne realia. Osoba majaca trudne dziecinstwo predzej czy pozniej uwalnia sie od rodzicow z racji tego ze staje sie dorosla i wtedy takie przezycia faktycznie moga jej pomoc zalozyc normalna rodzine i na pewno to docenic.
W moim przykladzie natomiast trzeba podjac decyzje na miejscu, od razu i to nie latwa: zostac i walczyc o to zeby bylo jak kiedys majac swiadomosc ze do konca zycia bedziemy skazani na pamiec o tym co bylo, zostac i walczymy w imie… no wlasnie w imie czego, milosci ktora moze nigdy juz nie bedzie taka naiwna i szczera jak kiedys czyli tej najpiekniejszej formy milosci?
Czy odejsc i zaczac od nowa.
I oto jest pytanie najwazniejsze w wybaczaniu czegos co wybaczyc jest najtrudniej: wybaczyc i odejsc czy wybaczyc i zostac?
[quote]zostac i walczyc o to zeby bylo jak kiedys majac swiadomosc ze do konca zycia bedziemy skazani na pamiec o tym co bylo, zostac i walczymy w imie… [/quote]
Zobacz, z góry robisz założenie, że będzie się skazanym, trzeba będzie walczyć…to jest podejście z pozycji ofiary.Gdy nastąpi wybaczenie, takie prawdziwe, nie trzeba będzie już walczyć o nic. To wszystko też zależy od indywidualnego przypadku. Na ile jest się przywiązanym do drugiej osoby, przywiązanym bardziej w rozumieniu uzależnienia emocjonalnego. Jeśli mocno, to będzie to wystarczająca motywacja do zostania,nawet wbrew bólowi. I nie jest to zdrowe.Jeśli zaś osoba jest w stanie ujrzeć tą sytuację jako świetną okazję do pracy nad zaufaniem, bliskością, wybaczaniem, to dlaczego nie próbować jeszcze raz? Z drugiej zaś strony,może cała ta sytuacja miała właśnie nauczyć wybaczania i radzenia sobie z odrzuceniem i zachwianym poczuciem własnej wartości (to głównie dlatego zdrada tak boli). I na tym się rola tego partnera w życiu tej osoby kończy i trzeba iść dalej…To już jest kwestia świadomości, kontaktu ze sobą, odwagi, itd. Ważne jest by odchodzić również ze zrozumieniem, a nie po to by uciec przed bólem, lub by ukarać „zdrajce”.
I jeszcze – stanie się dorosłym wcale nie wystarcza do uwolnienia się od rodziców (w sensie emocji, wpływu jaki mają na nasze samopoczucie, itd)…a przynajmniej bywa to pozorne.
No, teraz juz lepiej
A co do zostania i walczenia to bardziej chodzilo mi o walke z powracajacymi wspomnianimi niz z czlowiekiem.
Powracajace wspomnienia to najgorsza zmora, nie wazne co sie stalo i czy mialo to wielki czy maly skutek na czlowieka, zle wspomniania zawsze wywoluja bol dlatego najlepszym lekarstwem jest je najpierw zignorowac a zignorowane zaczna sie zacierac mimo to nie jest to latwe.
Pozdrawiam
„Nie pytam Cię, jak zacząć dzień, schowana w ciszy modle się. Mówiłeś mi żyj, mówiłeś mi walcz, co powiesz, kiedy sił mi brak?”. Ona i on- dwoje kochających się ludzi, tak bardzo sobie wierzących, ufających i gotowych do poświęcenia.
Jedna prawda- fałszywe zagranie. Na bok odchodzi uczucie- podniesiona dłoń traci swoją równowagę i znajduje miejsce na twarzy bliskiej osoby. Nie potrzebny przedmiot w dłoni rozbija się o ścianę, tworząc na ziemi mapę nieposkładanych tysięcy szkiełek. Głuche słowa: „nienawidzę Cię” i łzy- dalej tylko trzask drzwi i szybki niekontrolowany bieg. Ktoś zapyta, dokąd? Byle do przodu, jak najdalej stąd, najlepiej do kraju, który nazywa się „ukojenie”… Szybki rachunek sumienia własnego życia, zaciśnięcie pięści, przygryzienie warg i przeszywający ból z pytaniem w oczach „Jak? Jak zrozumieć?”. On zostaje tam w domu, który był taki szczęśliwy i prawdziwy. W swoich dłoniach, do niedawna tak bezpiecznych dla Niej, chowa twarz. Jego siła… teraz jest bezsilna. Jego strach sięga wysoko, ale jest dziwnie spokojny- wie, że przegrał, wygrywając ze swoim własnym ja.
Zdrada. To coś, co od wieków nas spotyka, nie tylko w relacjach Ona i On. Ale również w związkach przyjacielskich, rodzinnych itp. Czy jednak mimo wszystko jest konieczna i czy zawsze musi kończyć się nie nienawiścią? Dzisiaj staję przed Wami i mówię, że nie. Zdrada boli i boleć będzie, ale to zbiór niesamowicie wielkich doznań, przekonań. To dzięki niej się zmieniamy, staramy się być lepsi albo też budujemy w sobie taką ostoję zrozumienia- próby zrozumienia.
Bo każde uczucie, aby zrozumieć, należy jakoś zinterpretować. Popatrz na to z boku. Od kilku lat budujesz sobie swój własny domek z kart. Delikatnie przykładasz kolejny element. Stawiasz parter, pierwsze piętro, drugie, trzecie itd. Powstaje kondygnacja. Pomimo, że wkładasz w to wiele siły jesteś zadowolony, bo budujesz swoje szczęście. Zostaje jeszcze poddasze. Po ciężkich trudach i niewielkich zachwianiach zostaje jedna karta do postawienia na górze- to też robisz idealnie. I wreszcie zbudowałeś swój własny dom, na niepewnych argumentach, ale stoi i widać, że jest solidny. Nagle pojawia się ta twoja druga połowa szczęścia i jednym słowem tak mocnym zdmuchuje to, co osiągnęłaś. Patrzysz jak karta po karcie spada niesamowicie szybko, jak wiruje przed Twoimi oczami. Chcesz ją złapać, ale w tym czasie spada kolejna i następna… Wszystko zostało zniszczone- znów zostajesz sam z kartami. Teraz to od Ciebie zależy czy znów je pozbierasz i zaczniesz budować od nowa. Ale sztuką budować jest z tych samych kart- właśnie tych wygiętych i poniszczonych.
To tylko przenośnia, a jakże prawdziwa i łatwa do zrozumienia? Zdrada to nie coś, co nas ma przekreślać i dołować- to doznanie, które jest po to, aby nas umacniać. Tylko musimy obrać jeden cel, jedno stanowisko. Ktoś powie, że to prawda, że można próbować ale, że to już nigdy nie będzie tak, jak kiedyś- tak, to fakt, bo może być o wiele lepiej. W wielu przypadkach to zdrada pozwala odkryć prawdziwe uczucie miłości. Być może dla wielu to sprzeczność, paradoks, aczkolwiek to coś wyjątkowego.
Śmieszne, prawda, że pisze o zdradzie, jak o czymś niezwykłym. Bo ma ona moc zarówno tę negatywną, jak również tą pozytywną. Tylko od nas zależy, co wybierzemy. Pamiętajmy, że nasze doznania inaczej są odczuwane w pierwszej chwili. Pod wpływem emocji można zniszczyć nie tylko siebie, ale tych, na których nam zależy. Z perspektywy czasu i po zdystansowaniu się można więcej osiągnąć.
Nie warto przekreślać związku jednym fałszywym zagraniem, nie warto niszczyć bezpieczeństwa jednym mocnym uderzeniem dłoni, tak bardzo zresztą niechcianym, nie warto trzaskać drzwiami tak, aby się już nie otworzyły i nie wato biec wciąż do przodu, zostawiając to, co jednak się kocha, za sobą.
„Podajesz mi dłoń, zgadujesz me sny, odwracasz wzrok, gdy szukam prawdy- znałem twą twarz, chcę widzieć twój wstyd, przez maskę uśmiechu poczuć łzy”.
Czy wiesz ze zdjecie umieszczone na Twojej stronie wykorzystano w niecnym celu ?
http://deser.pl/deser/1,97052,6355014,Wpadka__polityk__Dzien_Kobiet_i____mistrzowie_photoshopa.html
Życie pisze zaskakujące scenariusze ale najważniejsze by żyć w zgodzie z samym sobą. Niestety każdy w życiu spotyka się z ludzką zawiścią i wybaczyć to bardzo ważna rzecz gdy chce się w normalny sposób egzystować. Myśle że to jest bardzo dobry artykuł, jednak jak dobrze wiemy nie łatwo jest wybaczyć gdy to nas spotyka krzywda.