Joga śmiechu: ho, ho, hahaha!

Byłam dziś na zajęciach z jogi śmiechu. Połączenie idei jogi (takie stereotypowe, czyli: dieta, trudne ćwiczenia fizyczne oraz medytacja) ze śmianiem się bardzo mnie zaintrygowało. Zresztą jak się okazało, nie tylko mnie, bo frekwencja przeszła oczekiwania wszystkich. Ale do rzeczy. Co robiliśmy? Śmialiśmy się.
Do rozpuku. Z czego?

Z niczego.

Jak to? Przecież aby się śmiać trzeba mieć powód, dobry humor, usłyszeć dowcip lub zobaczyć zabawną sytuację…Okazuje się, że wcale nie. Można się śmiać tak po prostu, z niczego i robić to bardzo długo.

Idea jogi śmiechu opiera się na paru prostych założeniach. Po pierwsze – śmiech jest zdrowy. Gdy człowiek śmieje się, uwalniają się endorfiny – hormony odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności i zadowolenia. Obniża się również poziom hormonów stresu (kortyzolu), który w nadmiarze działa niszcząco na nasz organizm. Przy okazji uwalniają się bloki w ciele, ruszają się mięśnie i w ogóle jest fajnie :) Po drugie – śmiech “sztuczny”, wymuszony, ma taki sam efekt jak śmiech naturalny. Przyznam, że gdy usłyszałam ten pomysł, nie za bardzo mi się on spodobał. Jak to, sztuczny śmiech ma być czymś dobrym? Jednak praktyka pokazała, że po chwili wymuszonego chichrania, chichranie szczere i naturalne przychodzi samo bardzo szybko. W konsekwencji punktu drugiego mamy założenie trzecie – śmiech jest czymś, co można praktykować, ćwiczyć jak każde inne ćwiczenia. Stąd zajęcia z jogi śmiechu.

A w praktyce?

Stań swobodnie, obierz wirtualnego banana w ręku i…zacznij się do niego śmiać. Albo zaśmiej się tak, jakbyś się śmiał(a) na pogrzebie albo jakimś ważnym spotkaniu. Udaj jakiś śmiech. Powiedz ha-ha, hi-hi. I śmiej się :) Może już się śmiejesz :) Ćwiczenia są proste, a blokada przed “wymuszaniem” śmiechu dość szybko znika (przynajmniej w moim wypadku tak było).

Druga część zajęć miała charakter bardziej medytacyjny i można było doświadczyć niesamowitych przeżyć. Należy usiąść i zacząć się śmiać. Tak po prostu, choć oczywiście można sobie pomóc patrząc na kogoś, słuchając jak ktoś już się śmieje czy przypominając zabawną sytuację. Warunek jest jeden – przez całe ćwiczenie nie należy nic mówić. Chodzi o to, by wyłączyć myślenie i oddać się śmiechowi.

W pewnej chwili śmiałam się tak bardzo, że nie miałam zupełnie kontroli ani nad ciałem, ani nad samym śmiechem. Byłam śmiechem. To było fantastyczne uczucie. Później przyszła chwila ciszy i zanurzenia się w swój spokój. Obserwacja odczuć w ciele, które aż wibrowało energią, a jednocześnie było zupełnie zrelaksowane. Jedna z uczestniczek powiedziała później, że czuła jakby jej ciało wypełniały bąbelki szampana…Gdy zamknęłam wtedy oczy, fizycznie poczułam energię krążącą po sali, w której przez ponad godzinę śmiało się około 40 osób.

Śmialiśmy się jak wariaci, jak durnie, z siebie, z innych, ze świata i ostatecznie – z niczego. I to była esencja jogi śmiechu. Piękne przeżycie, choć okupione bólem mięśni brzucha i mięśni twarzy ;)

Mogą Cię zainteresować te artykuły:

Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.


Szukasz wewnętrznego spokoju? Zapraszam na kurs internetowy, który Ci w tym pomoże.

Joanna
Jest psychologiem, pracuje jako terapeutka i nauczyciel akademicki (SWPS Sopot), prowadzi również warsztaty rozwojowe. Stara się jak może wprowadzać w życie dewizy "tu i teraz" oraz "wszystko, co przychodzi, ma sens". Pisze jak ma wenę, jednak jej wena niestety kapryśnym bytem jest. Joanna nie odkryła jeszcze sposobu wabienia weny w dowolnym momencie. Więcej informacji tutaj.

Komentarze

8 Odpowiedzi na “Joga śmiechu: ho, ho, hahaha!”
  1. lunia pisze:

    Tez bylam na tych zajeciach, tez sie smialam…
    Po samej medytacji smiechem czulam sie cudownie, jakbym dostala nowe cialo- odpręzone i lekkie.Do tego spokój i możliwość spojrzenia komus na przeciwko głeboko w oczy…
    Ale wazniejsze bylo to, co wydarzylo sie pozniej…
    Smutek
    Głeboki smutkek
    Bez powodu(…?!)
    Nie chcialo mi sie juz smiac…To bylo troche tak, jakbym wyczerpala swoj potencjal smiechu. Smiech mi się skończyl…
    Pamiętam też poczucie osamotnienia…Nie chcialo mi sie plakac, nie czulam złości. Właściwie nadal byłam spokojna, ale moje spojrzenie na świat jakby się wyostrzyło. Nagle wyraźnie zobaczyłam, że jestem i że sama za to jestestwo odpowiadam… Moj smutek nie byl podobny do tych zwyklych, codziennych smutkow, np. kiedy cos stracimy, kiedy ktos odejdzie. To był SMUTEK…Nie wiem, jak inaczej to nazwać, opisać.

    I mam nadzieje, ze moj wpis nie zrazi nikogo do jogi smiechu, bo sama zamierzam sie jej ponownie poddac. Bylo to doswiadczenie, ktore poprzez ekstremum mowi cos prawdziwego o nas samych…
    No i zobaczyc 40 wariatow smiejacych sie z niczego…Bajunia!:)

  2. Meph pisze:

    Brzmi ciekawie, w sumie od razu art przyciagnal moja uwage, tylko to obieranie banana mi nie podchodzi ;)

    Czasem podczas stresu samoczynnie moj organizm poddaje sie jodze smiechu, dostaje jakiejs glupawki i smieje sie z byle czego :P Super uczucie ;)

  3. kama pisze:

    ho ho ha ha ha – po raz drugi!

    w niedzielę 4 marca znowu będzie joga śmiechu w Gdańsku :)
    na 16.30 w Fuji Sanie – ja się wybieram – więc może do zobaczenia :)

    Pozdrawiam
    Kamila

  4. joasia pisze:

    gdzie są te zajęcia, chętnie bym poszła, ale jestem z łodzi.
    Czytałam o tym w elle proszę o info gdzie to jest mlodaasia@yahoo.com
    dziekuje serdecznie
    jn

  5. elle pisze:

    śmiech i joga to super połączenie
    Co prawda nie uczestniczyłam nigdy w zajęciach jogi śmiechu ale mam podobne doświadczenia z praktyki “normalnej” jogi (wg Iyengara). Zajęcia jak najabrdziej poważne, ze skupieniem na oddechu i ustawieniu ciała w asanach ale czasem, szczególnie podczas ćwiczeń w parach, pojawia sie śmiech i z nim także rozluźnienie (nie rozleniwienie) i uczucie przepływu radosnej energii. Joga sprawia że energia krąży w ciele i mam wrażenie, podobnie dzieje sie gdy sie smiejemy.

  6. fishgoat pisze:

    Joga śmiechu to super sprawa, miałem okazję uczestniczyć w niejednych zajęciach. Ten moment wyciszenia który następuje po tym, jak skończymy się już zanosić śmiechem – to bardzo cenne przeżycie.
    Całość była dla mnie na tyle inspirująca, że założyłem stronę poświęconą tej Jodze. Zapraszam. http://www.JogaSmiechu.pl
    Docelowo ta strona może stać się miejscem ogłaszania spotkań, klubów, i miejsc gdzie praktykujemy Jogę Śmiechu.
    Oczywiście – rejestracja i możliwość ogłaszania za darmo.
    Joasiu, spotkanie w Łodzi da się zorganizować – było jedno w zeszły weekend (do poczytania na stronie).

  7. Ramzel pisze:

    Czytam sobie o obieraniu wyimaginowanego banana, nie mam zamiaru tego przećwiczyć, ale już samo wyobrażenie sobie tej sytuacji sprawia, że wybucham śmiechem! Niezłe. Cha cha cha…! :D

  8. Wojtek pisze:

    Witam, mam nadzieję, że się nie obrazicie i nie uznacie tego za spam, ale zrobiliśmy z kolegą krótki materiał wideo o jodze śmiechu – myślę, że warto obejrzeć :)

    http://tnij.com/joga

Wypowiedz się

Powiedz, co myślisz...
a jeśli chcesz wyświetlać swoje zdjęcie, użyj gravatara!

Bad Behavior has blocked 218 access attempts in the last 7 days.