Odwaga
Od jakiegoś czasu chodzi za mną temat odwagi. Miewam wrażenie, że pewne moje działania są blokowane (przeze mnie, nie przez żadną magiczną siłę rzecz jasna) poprzez brak odwagi i „parcia do przodu” bez względu na wszystko. Zaczęłam niedawno dostawać wsparcie ze strony świata, na różnych poziomach, na przykład pod postacią powtarzającego się archetypu wojownika w trakcie pewnych procesów. Poczułam się silniejsza, zobaczyłam jak dobrze byłoby działać – mieć konkretny cel, nie rozpraszać się mało istotnymi sprawami i odważnie iść do przodu. Odważnie i dzielnie.
Dziś jednak ponownie mnie świat zaskoczył. W otwartej na chybił-trafił – ale z intencją by trafić na coś ważnego dla mnie – książeczce z myślami mistrza Masahisa Goi (twórcy Byakko Shinko Kai czyli Stowarzyszenia Białego Światła ) odnalazłam myśl na temat dzielności. Nie pamiętam jej dokładnie, ale parafrazując brzmiała mniej więcej tak: Kwestia dzielności dla mnie nie istnieje. Gdy zdarza się coś złego, po prostu jestem sobą, gdy zdarza się coś dobrego, także pozostaję sobą.
Zaczęłam się zastanawiać – to o co w końcu chodzi? Być odważnym wojownikiem, czy w ogóle się tym nie przejmować? Obie idee na jakimś poziomie do mnie przemawiają, ale nie do końca potrafię je pogodzić. Z jednej strony, zdrowe i optymalne jest bycie ześrodkowanym niezależnie od tego co się dzieje. Odwaga jest w pewnym sensie odpowiedzią na lęk, sposobem na pokonanie go. Ale gdy lęk znika, poprzez zupełny wewnętrzny spokój i stabilność…faktycznie bycie dzielnym czy odważnym traci rację bytu. Z drugiej strony czuję, że odwaga i wewnętrzna siła pomogą mi w osiągnięciu celów…
I bądź tu mądry człowieku rozwijający się ![]()
Wniosek końcowy? Nie tracić z oczu prawdziwego Ja. Lęk jest niszczycielski, ale bycie wojownikiem to niezła pożywka dla ego…czyli jednak droga środka
Potrzebujesz inspiracji? Daj się się zainspirować dzienną porcją ciekawych myśli wprost do Twojej skrzynki.




Lęk niszczycielski? Nie zgadzam się z taką radykalizacją! Lęk może bowiem motywować do działania – tchnąć w nas odwagę.
Gdy na przykład zdajemy sobie sprawę, że pewne działania (niekoniecznie nasze) i sytuacje, które się dzieją mogą mieć negatywny wpływ na nasze życie, to właśnie lęk przed tym ‘złem’ daje odwagę i mobilizację do tego, by się przeciwnościom przeciwstawić.
Nadal uważam, że lęk odbiera energię. Wydaje mi się, że jedyne do czego może motywować lęk to ucieczka, obrona. Jeśli chcesz zmiany, to motywatorem staje się raczej wizja zmiany na lepsze. Nie uważam, że lęk jest zupełnie niepotrzebny – powstał w toku ewolucji i na tym poziomie jest adaptacyjny. Jednak w złożonej rzeczywistości życia, jeśli lęk kieruje naszymi działaniami, skutki są niezbyt dobre. Lęk nie daje odwagi
To sama odwaga daje siłę… Lęk najwyżej może dać energię do szybkiej ucieczki na zasadzie reakcji fight or flight.
Nie myślę tu o lęku permanentnym, który by definiował czyjeś jestestwo, bo taki lęk jest rzeczywiście destrukcyjny.
Nie wiem, czy jestem jakiś inny, czy też po prostu źle definiuję to co czuję, ale mi osobiście lęk przed niekorzystnymi zmianami (które zauważam i na które mogę mieć wpływ) daje siłę do tego by działać i nie doprowadzić do pogorszenia sytuacji. Niekoniecznie więc „wizja zmiany na lepsze” jest motywatorem mych działań.
Wszystko ma swoje „granice”. Lek w odpowiedniej dawce w zaleznosci od osobowosci bedzie dzialal motywujaco, lecz gdy bedzie jego zbyt duzo to zamist mobilizowac bedzie dzialal hamujaco. To tak jak z lekami, jesli wezmie sie wieksza dawke niz powinno wowczas jego dzialanie bedzie odwrotne.
a co z lenistwem? to jest problem!